Wzlot nielota Felixa

Tommy Fox przez wiele lat miał świetnie oglądany talk show. Ale ten czas minął. Kiedy oglądalność spadła na łeb i szyję, producent programu wezwał go do siebie, milczącym gestem pokazał kilka cyfr. – Nie ma zmiłuj stary – powiedział – albo coś robisz, albo wypadasz. Takie życie. Tommy wieczorem w wejściu na żywo zaapelował do swoich widzów.  –Kochani. Dziś po południu zobaczyłem cyfry. Nie mam żalu do was, bo akurat mnie oglądacie. Ale dziś, na żywo, pokażę wam się na końcu programu w samych skarpetkach. Tweetujcie, wrzucajcie na walle, pinterestujcie, dzwońcie i mailujcie wszędzie. To jedyna taka okazja. Internetowo-telewizyjny lud drgnął.

W poniedziałek wysłuchałem z uwagą ciekawej debaty o tabloidyzacji telewizji oraz poszukiwaniu sposobów na jej ograniczenie. Wiele w niej było prawdy, choć zabrakło wśród gości przedstawicieli marketerów czyli nomen omen – finansujących media prywatne oraz w dużej mierze media publiczne. Być może głos odpowiedzialnych za miliony złotych inwestowanych w ATL byłby również w tej dyskusji ważny. Zaskoczyło mnie myślenie kategoriami „misja” (dobre) i „komercja” (złe). Tak to przynajmniej odebrałem. Zaskakujące jest, jak bardzo po 22 latach gospodarki wolnorynkowej wciąż w wielu tkwi przeświadczenie, że „komercja” czyli zarabianie pieniędzy na programach, może być czymś hm … niewygodnym, nieetycznym. Wydaje się, że wielu w tym słowie widzi nadal opasłego kapitalistę w czarnym meloniku, który z cynicznym uśmieszkiem i cygarem w ustach, pogania pejczem uręczonych niewolników. Są i tacy. Jest ich wielu. Ale osobiście wolę widzieć miliony małych i średnich przedsiębiorców zarabiających na codzienny chleb, czy korporacje rozwijające ludzi i dające zatrudnienie, o coraz częstszym dzieleniu się swoim bogactwem nie wspominając. To ostatnie na świecie zaczyna należeć do dobrego tonu.

Jednym z kluczy napędzających media czy komercyjne czy też nie – jest wzajemna konkurencja. W rodzimym grajdołku przypomina to często sytuację zakupu formatu przez stację X i jej twórczą adaptację przez stację Y. Jakoś się kręci.

Format to taki diabelski wynalazek, który dzięki doświadczeniom innych krajów, ma napędzać oglądalność. Pytanie brzmi, gdzie są polskie pomysły godne Europy? Polskim formatem unowocześnionego „Zwierzyńca” z osobowością godną ś.p. Michała Sumińskiego, moglibyśmy próbować pobić te wszystkie HD produkcje klasy BBC. A programy popularnonaukowe? Każdy Galileo zbladłby przy dyskusjach duetu Kurek i Kamiński, jeśli ktoś jeszcze pamięta Sondę. Ci ostatni niejednokrotnie powtarzali, jak niskim kosztem tworzone są ich programy. Resentymenty? Być może, ale wymyśleć Masterchefa czy Taniec z Gwiazdami? To banał. Wymyślcie sposób na komercyjny projekt z misją. Niski koszt stworzenia ? Wysoka wartość (misja)? Atrakcyjność dla widza (komercja, oglądalność)? Przypomina to podstawową kanwę wartości w strategii błękitnego oceanu. Zainteresowanych odsyłam po Wiedzę.

Kanwę wartości, trzeba również wypromować. Sztuka „Boska” transmitowana z teatru przez Telewizję Polską, przyciągnęła 2,7 mln widzów. Wynik iście boski. Zamiast ściągać ze świata formaty na tony, może czas zacząć eksperymentować ? Nie chodzi o teatr. Tworząc programy, które będą miały charakter dobrej jakości show,  broniły wartością, a z drugiej nie nadawały się typowo na kanał tematyczny.

Za wszystkim stoją sponsorzy czyli marketer z firmowymi pieniędzmi. Oto mamy wczorajszą transmisję projektu Stratos. TVN24 nadaje relację od godziny 14:00. Oglądalność rośnie dwukrotnie. Chwile pełne napięcia. Nawet premier się cieszy, bo więcej ludzi ogląda jego wystąpienie. Widzowie czekają, czekają, czekają. TVN24 utrzymuje wciąż widza w napięciu. Dyskusje popularnonaukowe, infografiki, goście, wejścia na żywo. I co ? Nawet jednej reklamy Red Bulla. Nawet żadnego Turbodymomana, żartującego sobie z tego skoku. O Jacku Norrisie, który z półobrotu wykopałby bohaterskiego Austriaka na orbitę nie wspomnę. Nawet Król Julian, Mały Głód czy choćby Henio się nie pojawił. Żaden, podkreślam – żaden z szefów marketingu nie wykorzystał tego wydarzenia, żeby dookoła stworzyć swój własny content.  Marketerze! Gdyby to był event Wyborowej, to obowiązkowo w aliansie z sokiem Tymbark i Krakowską Suchą. Tak działa mózg. Akceptuje powiązanie treści przekazu, z oglądanym przekazem reklamowym. To abecadło komunikacji.

Naród czekał do 19:20 (na 19:30 zaplanowano start). Oglądalność poszybowała …CZTEROKROTNIE. By naturalnie, po odwołaniu startu, w przeciągu godziny, spaść do typowego w tym paśmie poziomu. Był event? Był. Komercyjno-misyjny? W pewnym sensie tak. Czy którykolwiek z marketerów go wykorzystał? Nie. Coś sobie spłoszyli – parafrazując frazę z pewnego filmu.

Ten wzlot nielota Felixa, miał w sobie wszystkie cechy widowiska na żywo, ale nikt z marketerów nie użył szarych komórek, by twórczo przekuć je na interakcję z widzem.  Był jak odpowiedź na poniedziałkową debatę w telewizji. Pokazywał: przyszłością wydarzeń live, jest właśnie taka formuła przekazu. Telewizje informacyjne, streaming, social media, komentarze i wszędzie kamery HD transmitujące obraz. I prawie (podkreślam: prawie) każdy dźwięk z wnętrza kabiny.

Dziś coraz więcej wydarzeń to wydarzenia medialne. Nawet jeśli tworzone są przez trzy włączone iphony. Wszystko jest kwestią zainteresowania widzów i wartości przekazu.  Zapatrzonym w słupki brakuje podejścia  jakościowego, a nie ilościowego na kwestię oglądalności. Dziś inny widz, to również inna siła nabywcza. Telemetria wskazuje ilość i demografię tyle że coraz częściej marketer szuka odpowiedzi na pytanie, czy jego reklamę lub sponsoring ogląda rzeczywiście jego potencjalny klient. Segmenting-Targeting-Positioning kłania się państwu w całej okazałości.

Masowy, telewizyjny widz skończył się w momencie rozkwitu stacji tematycznych i internetu. To problem dla mainstreamowych stacji, bo muszą szukać sposobów na przetrwanie. Patrzcie na widza jakościowo, a nie ilościowo. Rozmawiajcie z marketerami i wspólnie planujcie pozaschematyczne projekty. Felix wczoraj nie skoczył. Ale może udać mu się jutro.

I jeszcze drobiazg. Kiedy piszę tę notkę, TVP2 emituje genialny film „Mammamia”. Nowoczesna formuła musicalu. Świetna obsada, piosenki. Kinowy hit. Ktoś, kto decydował o jego emisji, zapomniał o skali rozumienia języka angielskiego przez Polaków. Teksty Abby są kluczowym uzupełnieniem tego co się dzieje na ekranie. Drobiazg? Niezupełnie. Choć wskazuje na pewne zjawisko. Przeciętny, polski widz nie doceni w pełni wartości tego filmu. Ktoś po prostu bardzo wielu ludziom, dla których język Szekspira nie jest ojczystym, zrobił tu przykrego psikusa.

Ach, byłbym zapomniał co z Tommym Foxem. Oczywiście nie wystąpił w samych skarpetkach. Producent się nie zgodził. Ale podobno oglądalność skoczyła razy dziesięć. Nie zakończyło się to żadnymi retorsjami, bo emisję programu zakończono. Dziś Tommy ma spokojną i świetnie opłacaną posadę szefa public relations w obrzydliwie bogatym koncernie farmaceutycznym. I nadal rozdaje autografy na gołych pośladkach piszczących fanek.

PS. Dobrym Duchom dziękuję. One wiedzą za co:) 
Reklamy

BrzydULE ! Do reklamy !

Naukowcy właśnie rozpracowali urok i wdzięk w reklamie. Podobno … nie działa. Widz skupia się na ponętnych kształtach, a nie batoniku, chipsie, Potrzebie Konsumenta tudzież innych dobrach wszelako pospolitych.

Udowodniono to, o czym wiadomo od pewnego czasu. Ale, żeby to pierwszy raz ? Jak wieść gminna niesie, 50% Polaków nie ogląda bloków reklamowych, a w słynnych „przerwach” czy „pauzach programowych”, oglądalność pikuje niczym głodny sokół na widok kurczęcia :)) Polecam przeanalizowanie oglądalności ubiegłorocznych hitów oglądalności czyli meczów piłkarskich. Minuta po minucie ….

„Pamiętamy spot, ale nie markę i reklamowany produkt” – podkreślił Babiloni, którego ustalenia zostaną opublikowane w najnowszym numerze przeglądu „Clinical Neurophysiology”.

Coś w tym musi być. Stale pamiętam Mały Głód, ale Danio już nieszczególnie … Dlaczego ? Po prostu koncept „Małego Głodu” może być zarówno konceptem dla jogurtu, zupki w proszku, kanapek na lotniskach, kisiele i tfu … fisiele (dobrze, że nie „wisiele”), warzywne sałatki (po których piękny i gładki), suszone wędliny ( smakują jak z gliny) i koniec rymowanek 😉

Tajemnice reklamy TV czyli źródło.

Brzyd … OLE ! 🙂 (miał być koniec rymowanek ….)

Twórzcie palisady, Panie i Panowie …

1. Nie ogladam BrzydULI !
2. Nie zamierzam oglądać ! 🙂
3. Pytania dotyczące serialu proszę kierować na Berdyczów ! 🙂