Cuda w Poczcie Polskiej

Doświadczenia prawdziwych cudów, należy zawsze uznać jako prawdziwy Cud … Ostatnio doświadczyłem cudu z Kany Galilejskiej, dzięki naszej kochanej Poczcie Polskiej.

Jeden z partnerów biznesowych, chcąc wyrazić swoje podziękowanie, przesłał drogą pocztową butelkę wódki. Najprawdopodobniej dlatego, że pijam wino 🙂 Niemniej fakt pozostał faktem. Butelka owinięta w folię bąbelkową i umieszczona w niewielkim kartoniku. Jak łatwo się domyśleć – trafiła do adresata w stanie ewidentnie wskazującym … .

Po rozpakowaniu kartonika, znalazłem w środku potłuczoną butelkę, niczym nie pachnące resztki oraz oficjalne pismo Poczty Polskiej informujące o tragicznym (sic!) zdarzeniu, w którym wspomniana zawartość miała bliskie spotkanie (czterdziestego stopnia ? ) z innymi, ciężkimi paczkami. Na skutek mizernego zabezpieczenia, całość uległa zniszczeniu czego dowodem są mizerne resztki wódki zalegające wspomniany kartonik. Dwie strony opisu historii wraz z informacją, że zdarzenie dotyczy wódki „Finlandia”.

Dowcip polega na tym, że owe pozostałości w kartoniku są resztkami wódki „Wyborowa”….

Puenta: jak zapewne niektórzy pamiętają, w Kanie Galilejskiej mieliśmy cud zamiany wody w wino, na dodatek na to lepsze … 🙂 Poczta Polska dokonała cudownej zamiany brandu „Finlandia” w brand „Wyborowa”, co niewątpliwie powinno znaleźć swoje miejsce w „Historii Cudów Marek Polskich” :)))

Enter of Marketing Dragon :)

Pamiętacie taka qltowa scenę z „Wejścia Smoka” ? 🙂 „Sztuka walki – bez walki” ? Parafrazowałbym to na „Sztuka marketingu – bez marketingu” :))

Dobry fachowiec – rzemieślnik – jak mawiają, poradzi sobie bez reklamy i całego nagłaśniania swoich usług. Zdobywa klientów z polecenia, ma pełny portfel zamówień, jest rzetelny i zleceniodawcy płacą mu ile zażąda 🙂 (marzenie – prawda ? :))To wszystko z kolei jest kompilacją jego umiejętności zawodowych, zrozumienia klienta, znajomości rynku i umiejętności operacyjnych czyli zorganizowania sobie pracy. I to wszystko … jest istotą marketingu :)) Ale bez wiedzy marketingowej – rozumianej w kontekście akademickim

Uważaj co piszesz :)

Naukowcy przez pomyłkę reklamowali dom uciech.

Szacowny niemiecki instytut naukowy wydrukował przez pomyłkę w jednym ze swych wydawnictw periodycznych próbkę chińskiej kaligrafii, która okazała się reklamą pewnego chińskiego domu publicznego. Piękne, białe hieroglify na różowym tle wyglądały bardzo estetycznie i swą elegancją przyciągały uwagę czytelnika. Chcieliśmy pokazać piękno wyszukanej chińskiej kaligrafii – wytłumaczyła rzeczniczka Instytutu Maksa Plancka w Monachium Felicitas von Aretin. Gdy uważni czytelnicy znający język chiński zwrócili uwagę na tę pomyłkę, Instytut szybko wydrukował nową wersję periodyku. Tym razem z bardziej niewinnym przykładem chińskiej kaligrafii.

http://wiadomosci.onet.pl/1879413,69,item.html

„Pijarowanie” kiełbasy

W czwartek  TVN-ie pokazali :)) w Uwadze – nową serię programów z cyklu „FMCG Horror” :))) czyli odświeżanie wędlin przy pomocy oleju oraz GOŁE kurczaki w toalecie.

GOŁE kurczaki ! Przed 22 !! Dociekliwym, na okrasę mogę dodać, ze komentarz do tych gołych kurczaków dodał ni mniej ni więcej a sam Marcin Meller …Strach pomyśleć, cóż by to było przed świętami Wielkanocnymi i we wspomnianej toalecie leżałyby ni mniej ni więcej a nagie KRÓLIKI … 

Ale nie o tym chcialem …

W reportazu pojawil się pewien Pan Profesor (etyk biznesu !), który uzyl sformulowania „pijarowanie kurczaka” w wiadomym kontekscie – czyzby nowy synonim dbania o wizerunek ???

Kto dobiera tych komentatorow do programow interwencyjnych ? Jola Rutowicz ??? (sic!)

PS. Komentarz mojej szacownej malzonki był nastepujacy ” ty się ciesz stary, ze nie uzyli slowa [marketing]” … :)))

PS2. Przeciętny, zwykły człowiek, zaczyna sie zastanawiać po kilku takich programach, co w zasadzie może jeść. Po pierwszym reportażu o „rasowanych wędlinach”, dzieci szerokim łukiem omijają mięsne stoisko. Po reportażu o „rasowaniu” nabiału oraz degradującym wpływie mleka na młody organizm – jeszcze nie ( nie pokazałem im tego materiału ;). Jestem pełen szacunku dla zespołu „Uwagi” (wystawienie ekranu LCD i publikacja tego reportażu na ulicy to mistrzostwo świata oraz kamień milowy w „reportażu interwencyjnym”), ale … chętnie obejrzałbym program gdzie normalnie zjeść i co po ludzku wypić …

 

Ludowa mądrość alkoholika

Czytałem gdzieś o ludowej mądrości życiowej alkoholika. Siedządzego nad ostatnią flaszką płynu przypominającego pozostałości spirytusowe i prawiącego nad ułomnościami życia, niczym Seneka. Wczoraj administrator budynku nakarmił mnie życiową mądrością w kontekście developera, który po wybudowaniu budynku, przestał się nim interesować. „Od momentu przekazania – mieszkańcy stali się centrum kosztowym” – brzmiała owa mądrość. Ewidentny przykład zasady „Mamy Cię!”.

Ech, te procedury (cd)

Wesoły autobus dalej 🙂
 
>> Szanowny Panie,
>> Nie bardzo rozumiem wydźwięk Pana wiadomości. Podał Pan taki numer w
>> formularzu ( 0000)  wiec nie mogliśmy się skontaktować.
>> Nie prowadzimy komunikacji mailowej z klientami, kontaktujemy się
>> telefonicznie ( stąd prośba o podanie numeru kontaktowego, pod który
>> możemy
>> zadzwonić) po czym umawiamy na spotkanie z doradcą.
>> czekam więc na numer do Pana, i konsultan zadzwoni.

 

I odpowiedź:
 
> Szanowna Pani
> wydzwiek mojej wiadomosci jest jasny – wyslalem zgloszenie i oczekuje
> kontaktu. Mam nieoparte wrazenie, ze to „Expanderowi” powinno zalezec na pozyskaniu
> Klienta, a nie mnie na pozyskaniu jednego z wielu na rynku brokerow oferty
> funduszy inwestycyjnych ? Chyba, ze uwaza Pani inaczej ?
>
> Skoro zostal w formularzu numer nieprawidlowy, to bylo to mozliwe z 3
> powodow :
> a/ nastapila pomylka
> b/ klient nie ma dysponuje telefonem
> c/ klient oczekuje, ze kontakt z nim nastapi wylacznie droga elektroniczna
>
> Skoro „Expander” nie prowadzi komunikacji mailowej z Klientami – to jak sie
> nazywa to, co uprawiamy od kilkunastu minut ?
>
> Uproszcze moze Pani sprawe, aby administratorzy naszych systemow pocztowych
> przestali sie smiac ….
> Prosze umowic mnie na spotkanie z doradca w Gdyni, uzywajac poczty
> elektronicznej – i to wszystko.
> PS. W swoim formularzu, nie zaznaczyli Panstwo, ze nie obslugujecie Klientow
> nie posiadajacych telefonow.

 

Dziki Kamień nie wie co to marketing ;)

„Wildstein nie wie co to marketing!” – stwierdza Grzegorz Kiszluk na swoim blogu. I Zwraca sie do niego w sposób, który to na pewno Bronisław Wildstein nie znosi: Panie redaktorze Wildstein, ja weteran marketingu w Polsce protestuję i apeluję! Warto wiedzieć o czym się mówi! Nie ma powodu, żeby obrażać (bez powodu) ludzi marketingu i reklamy. Może to Pan będzie pierwszym dziennikarzem w Polsce, który nauczy się takich pojęć jak marketing, marketing polityczny, reklama…?  

Dziś znowu dostało się marketingowi! Cóż on (ten biedny marketing) zawinił panu Bronisławowi Wildsteinowi? W programie „Skaner polityczny” w TWN24 wyżej wspomniany pan redaktor był łaskaw wykazać się niewiedzą i używając pojęcia „marketing polityczny” oraz przeciwstawiając „politykę” „marketingowi” usiłował zwalić winę nieudolnych i oszukańczych polityków na coś, co z uporem maniaka nazywał „marketingiem”…
Mam nadzieję, że pan Bronisław Wildstein posługując się innymi trudnymi pojęciami wie o czym mówi… „

W ostatnim zdaniu jednak Grzesiek przesadziłeś, Bronek to jeden z inteligentniejszych polskich redaktorów i zazwyczaj rozumie wiecej słów niż przeciętny dziennikarz. Na marketingu to on się jednak nie zna, ale czy to źle? Jak wreszcie daruje sobie skłonności do bycia prezesem tej czy innej instytucji, ta znajomość mu nie będzie w ogóle potrzebna. / Sylwester Latkowski / latkowski.com

http://kiszluk.blox.pl/2007/11/Red-Wildstein-nie-wie-co-to-marketing.html

Rewelacja 🙂 Uśmiałem się jak norka :))) Gratulacje za ripostę

Wywiad z rzecznikiem wrocławskiego MPK:

Joanna Banas: Dlaczego pasażer tramwaju nie może przesiąść się z wagonu do wagonu?

Janusz Rajces, rzecznik wrocławskiego MPK: Może, tylko musi skasować drugi bilet.

JB: Jak to? Przecież nadal jedzie tym samym tramwajem i ma bilet.

JR: Regulamin przewozowy mówi wyraźnie: bilet jest ważny w tym wagonie, w którym został skasowany.

JB: Przepis przepisem, ale staram się zrozumieć jego sens. Tak naprawdę, dlaczego nie mogę zmienić wagonu?

JR: Przebiec na czerwonym też pani może, tylko że ryzykuje pani wypadkiem albo mandatem. A tutaj ryzykuje pani, że złapie ją kontroler.

JB: Ale przechodzenie na czerwonym jest niezgodne z prawem, a przesiadanie się z wagonu do wagonu nie.

JR: Jakby się ludzie tak przesiadali, to kontrolerom byłoby trudno pracować.

JB: Czyli wygoda kontrolerów ma być argumentem?

JR: Argumentem jest przepis. A poza tym, jeśli kupuje pani bilet na pociąg, to chociaż do Gdańska jedzie i o 15.30 i o 18.15, to pani ma bilet tylko na ten o 15.30.

JB: Przepraszam, ale tylko jeśli to miejscówka, a u nas jakoś w tramwajach ich nie ma.

JR: A po co w ogóle się przesiadać?

JB: Przecież są sytuacje, kiedy trzeba się przesiąść, na przykład, gdy w naszym wagonie jadą pijani, agresywni ludzie.

JR: O tak, uciec jest najprościej, a przecież trzeba zainterweniować.

JB: Szczególnie, gdy się jedzie na przykład z małym dzieckiem?

JR: Nie ma powodu, by zmieniać wagon. Można podejść do motorniczego, a on już wie, co robić.

JB: Ale przecież w drugim wagonie nie ma motorniczego…

JR: No właśnie, on przestrzega przepisu. Nie ma go w drugim wagonie, bo nie może przejść, gdyż też musiałby skasować bilet.

JB: To jak interweniować, jeśli jest się w drugim wagonie, w którym nie ma motorniczego?

JR: Przejść do pierwszego i skasować bilet…

JB: Skasować bilet?!

JR: Oczywiście. Przepis jest wyraźny.

JB: Czy motorniczy przejdzie do drugiego wagonu i interweniuje?

JR: Jeśli skasuje mu pani bilet, to tak.

JB: Ja mam kasować bilet za motorniczego?!

JR: Oczywiście, przecież mówiłem Pani, że motorniczy nie przechodzi, bo musiałby kasować bilet. Jeśli chce Pani interwencji, to musi Pani mieć dodatkowy bilet dla motorniczego, a najlepiej dwa, żeby mógł wrócić do pierwszego wagonu.

JB: A po co będzie jeszcze przechodził?

JR: Jak to po co? Ktoś musi kierować tramwajem!

JB: To nie może po prostu przejść jak człowiek?!

JR: Proszę Pani, przecież przepis wyraźnie mówi, że bez skasowania dodatkowego biletu nie można przechodzić… Poza tym motorniczy to nie jakiś człowiek, a motorniczy. To zasadnicza różnica!

JB: Wie Pan, to ja wolę zostać w tym pierwszym wagonie i nie interweniować?…

JR: No widzi Pani, od razu mówiłem: po co przechodzić i robić zamieszanie…