Propaganda Markietanctwa (pojęcie)

Propaganda markietanctwa (propagowanie markietanctwa) – traktowanie dziedziny marketingu, jako bezpośredniego narzędzia przeznaczonego wyłącznie do wsparcia sprzedaży oraz utrwalanie stereotypów o „oszukańczej roli marketingu wobec społeczeństwa” (słynne „chwyty” i „tricki”). Rolą marketerów jest tworzenie wartości dla klientów i właścicieli, a nie realizacja zadań wyłącznego supportu dla sprzedaży. Propagandę markietanctwa uprawiają często laicy, którzy poznali kilka technik marketingowych jednak całkowicie nie rozumieją zasad ich używania. Czynią to również często ludzie przypadkowi, którzy uważają pracę w marketingu za lekką, łatwą i przyjemną oraz nie wymagającą kompetencji „twardych”, a jedynie behawioralnych.

Jak kochać konkurencję !

Jeden z moich ulubionych sloganów brzmi ” nic tak firmy nie rozkręca, jak rosnąca konkurencja”. Wszak normalny, kreatywny konkurent – to same pozytywy. Po pierwsze – uderza w Twoje słabe strony ( dzięki czemu, łatwo je identyfikujesz). Po drugie – chce być lepszy od Ciebie ( dzięki czemu, przygotowując swoją odpowiedź, wiesz jakie są trendy na rynku i w jakim kierunku podążyć). Po trzecie – próbuje pozyskać Twoich klientów ( dzięki czemu sprawdzasz na ile Twoje dotychczasowe działania służące ich utrzymaniu są skuteczne i kto jest lojalny jak też próbujesz temu zapobiegać).I oczywiście po czwarte: jak wdepnie bosą nogą w… to wiesz, co omijać.

W sumie same pozytywy. Oczywiście, zadowolenie z nauki okupione jest sporą dozą emocji, ale czegóż nie robi się dla rozwoju …

Jakkolwiek by na to nie patrzeć, historia monopoli pełna jest błędów, wypaczeń i spektakularnych upadków. (Za wyjątkiem monopoli naturalnych – one miewać się będą zawsze dobrze 🙂

Irytujące jest jednak coś innego. Otóż wyobraź sobie, że jesteś hydraulikiem, a Twój sąsiad elektrykiem. Nie jesteście konkurentami, wasze żony chodzą razem na zakupy, a wy obaj biegacie do trzepaka raczyć się tajniaczonym piwem. Wspólnie wyprowadzacie psy, obchodzicie święta, robicie grille i polecacie sobie klientów. Nic szczególnego – ostatecznie grzebanie w rurach różni się w swej istocie od grzebania w kablach. I napięcia również nie takie same.

Bywa jednak tak, że nagle elektrykowi się pogarsza, a hydraulikowi nie. Już nie da rady robić tak często grilla, trzeba kupić tańsze piwko, a może nawet psa wymienić na bardziej ekonomicznego. Elektryk zaczyna patrzeć zawistnie na hydraulika i gdzieś podświadomie pojawia się chęć zawłaszczenia wypracowanego przez niego kapitału.

Nagle elektryk zaczyna odwiedzać klientów hydraulika. I snuć opowieści z mchu i paproci, że on nie tylko grzebie w kablach. Nie tylko jest specem od napięcia i natężenia. Nie tylko z woltomierzem urodził się pod poduszką. On klucz francuski zawsze dzierżył w ręce prawej ! Jest mistrzem rur od urodzenia, a kranik zamontować oraz podpiąć go bezpośrednio pod siłę, to dla niego „małe piwko przed śniadaniem” cytując Edzia Prokopa 🙂

Jak łatwo się domyślić, są tacy, którzy traktują takiego „elektrohydraulika” z rozbawieniem, obawą, pobłażaniem – rzadziej z poważaniem. Efektem jest zawieszenie grilli, trzaskanie drzwiami przed nosem, obgadywanie do Pani Zosi w pobliskim warzywniaku i wzajemne poszczekiwanie latorośli z balkonu. A miało być tak pięknie …

Cóż, pozostałoby wynająć WUJKA STASZKA – MISTRZA CIĘTEJ RIPOSTY.

Pomarańczowi Inteligentni Inaczej

Dzwoni jakiś Pan. Zaczyna klasycznie słowotokiem :„DzieńdobrydzwonięzfirmyOrangeichciałbymPanuzaproponowaćnasząnajnowsząusługęnowychtaryftelefoniocznychdziękiktórym” itd.
W czasie bezdechu konsultanta udało mi się wtrącić pytanie:
„Ale dlaczego? „
Na co uzyskałem odpowiedź
„PonieważdziękitemuoszczędziPanwielepieniędzyponieważnaszerozmowybędątańsze…..itd.”
Przy kolejnym bezdechu, wtrąciłem ponownie:
„Ale po co? „
„Tanaszausługanowychtaryftelefonicznychumożliwiaznaczneoszczędnościprzyprowadzeniurozmów….”itd.
Ponownie wstrzeliłem się w bezdech …
„Ale dlaczego” ?
Odpowiedź:
„PonieważdziękitemuoszczędziPanwielepieniędzyponieważnaszerozmowybędątańsze…..itd.”
i kolejne…
„Ale po co ? „
„Tanaszausługanowychtaryftelefonicznychumożliwiaznaczneoszczędnościprzyprowadzeniurozmów….”itd.

Nasza urocza konwersacja z Pomarańczowym Konsultantem trwała około 5 minut. Mina Joanny – bezcenna 🙂
Wydaje się, że gdybym nie przerwał tej pętli „Ale dlaczego?Ale po co?” – trwałaby znacznie dłużej.

Zrozumiałem już, dlaczego moja walka z Pomarańczowymi o poprawę zasięgu w centrum kilkusettysięcznego miasta nie ma sensu. Po prostu są oni Nakręceni Inaczej. Nie na myślenie, ale na odtwarzanie. Jestem atakowany ofertami – pomimo wycofania zgody na przetwarzanie danych do celów marketingowych. Komuś się nie chce zajrzeć na zakładkę w CRM …:) Jako klient – nieustannie zbywany, lekceważony, traktowany niepoważnie i posiadający poważne zastrzeżenia do serwisu operatora. Ale głos pojedynczego abonenta – to głos wołającego na puszczy … To już nawet biblijne przykłady zajmowania sie jedną zagubioną owieczką nie pomagają …

Dla Pomarańczowych – jestem cyfrą w statystyce. Rekordem w bazie danych. Z którym komunikują się automaty – w jedną i drugą stronę. Po co zatrudniać armię konsultantów ? Kupcie Iwonę Ivo Software – wyjdzie taniej niż pensje ludzi, robiących to samo …

PS. Polecam Jerzy Wittlin ‚Dla tych, którzy pierwszy raz” – rozdział o przemówieniach …I ściądze …

Przebojowe pytania

Ktoś zadaje pytanie na liście dyskusyjnej:

> [author] ..:[/author] > Słuchajcie!!! Zastanawiam się, jak najlpiej jest motywować > pracowników do pracy. Codzi mi o przedstawicieli handlowych. Jest > pensja stała, narzedzia pracy, prowizja od sprzedaży +premia za > plan..ale jakoś nadal nie widać oczekiwanych przez nas > rezultatów;(( Jaki jest najlepszy i najbarziej motywujący > system wynagradzania??Może macie jakieś pomysły?? > (pisownia oryginalna)

W zasadzie nie powinno się zwracać uwagi na tego rodzaju pytania. Jego poziom wskazuje natychmiast jakim typ osobowości reprezentowowany jest przez jego autora. Osoby, żądającej prostych odpowiedzi na skomplikowane pytania. Osoby,  zamieniającej grupę dyskutantów, w nieodpłatnych konsultantów, którzy z radością podzielą się z tą osobą swoim doświadczeniem i wiedzą. Osoby, która natychmiast po kilku ogólnych zdaniach, napisanych w odpowiedzi – zamieni się w narzekającego marudera, że ona tu i teraz oczekuje konkretnej recepty, ( i dawać mi ją natychmiast ! ) a nie jakichś uogólnień czy nie daj Bóg literatury, artykułów czy innych takich … bueee … ohyda …  :))

Takim ludziom należałoby przy urodzeniu wręczać książeczkę ” Poradnik Życia Na Każdy Dzień” ( 80 lat życia to ca. 29.200 stron czyli prawie 15 tomów po 2.000 stron – pestka … 🙂

Zgroza, jak niektórzy przestają myśleć. 

 

Ech, te procedury (cd)

Wesoły autobus dalej 🙂
 
>> Szanowny Panie,
>> Nie bardzo rozumiem wydźwięk Pana wiadomości. Podał Pan taki numer w
>> formularzu ( 0000)  wiec nie mogliśmy się skontaktować.
>> Nie prowadzimy komunikacji mailowej z klientami, kontaktujemy się
>> telefonicznie ( stąd prośba o podanie numeru kontaktowego, pod który
>> możemy
>> zadzwonić) po czym umawiamy na spotkanie z doradcą.
>> czekam więc na numer do Pana, i konsultan zadzwoni.

 

I odpowiedź:
 
> Szanowna Pani
> wydzwiek mojej wiadomosci jest jasny – wyslalem zgloszenie i oczekuje
> kontaktu. Mam nieoparte wrazenie, ze to „Expanderowi” powinno zalezec na pozyskaniu
> Klienta, a nie mnie na pozyskaniu jednego z wielu na rynku brokerow oferty
> funduszy inwestycyjnych ? Chyba, ze uwaza Pani inaczej ?
>
> Skoro zostal w formularzu numer nieprawidlowy, to bylo to mozliwe z 3
> powodow :
> a/ nastapila pomylka
> b/ klient nie ma dysponuje telefonem
> c/ klient oczekuje, ze kontakt z nim nastapi wylacznie droga elektroniczna
>
> Skoro „Expander” nie prowadzi komunikacji mailowej z Klientami – to jak sie
> nazywa to, co uprawiamy od kilkunastu minut ?
>
> Uproszcze moze Pani sprawe, aby administratorzy naszych systemow pocztowych
> przestali sie smiac ….
> Prosze umowic mnie na spotkanie z doradca w Gdyni, uzywajac poczty
> elektronicznej – i to wszystko.
> PS. W swoim formularzu, nie zaznaczyli Panstwo, ze nie obslugujecie Klientow
> nie posiadajacych telefonow.

 

Ech, wspaniałe procedury

Uwielbiam świadomie łamać procedury 🙂 Podobnie jak uwielbiam zachowywać się pozastandardowo :))
Expander przygotował świetny formularz „pierwszego kontaktu” służący mu do zbudowania pakietu spotkań handlowych. Łanie przygotowany formularz, logiczne pytania – super.  Zarejestrowałem się – wysłałem. Z jedną drobnostką 🙂 „Oszukałem” system przy podaniu numeru telefonu, wpisując „00000”. Na „iksy” się nie dało 🙂

 

Za kilkanaście godzin otrzymuję maila o treści :

 

” Witam, w odpowiedzi na Pana wniosek przesłany internetem w sprawie spotkania z naszym doradcą, próbowaliśmy sie z Panem skontaktować, niestety bezskutecznie . Jeżeli nadal jest Pan zainteresowany skorzystaniem z naszych usług, proszę o kontakt na numer  infolinii 0-801 67 00 00 ,  badz na numer stacjonarny 22 488 71 71

Pozdrawiam,”
 
Hm… Czyżby nastąpiła próba kontaktu na numer „00000” ?
Dlaczego jestem od razu sprowadzany do parteru = „jeśli nadal jest Pan zainteresowany … proszę o kontakt …. „
Czy nie można byłoby wymyśleć innej, bardziej eleganckiej formuły ? Ten komunikat można odczytać negatywnie.
 
Odpisałem :
 

„Witam
prosze mi wyjasnic – na czym polega beskutecznosc kontaktu z Panstwa strony ?
To pierwszy kontakt ze strony Expandera – w zwiazku z tym w jaki sposob probowali sie Panstwo ze mna kontaktowac wczesniej ?
Oczywiscie, jestem zainteresoway spotkaniem z doradca w Gdyni”
 
Odpowiedź nadeszła nieomalże błyskawicznie.
 

 

„Szanowny Panie,
W zgłoszeniu internetowym podał Pan zły numer kontaktowy a mianowicie 0000, stąd nie mogliśmy się z Panem skontaktować.
Jeśli sprawa jest dalej aktualna prosze podać numer poprawny, bądź skontaktować się z nami pod numerem 0801 67 00 00 lub 022 488 71 71.
Z poważaniem”
 
Czy napisałem wcześniej, że ktoś probował się kontaktować pod numerem „0000” …. ? (sic!)
Na dodatek nadal nieomalże NAKAZUJE się, wykonać telefon do infolinii.
 
Odpowiadam jak cynik – nie mam wyjścia)
 
Szanowna Pani
– w polskiej strefie numeracyjnej nie istnieje numer 0000, co oznacza, że próba kontaktowania się z tym numerem – ma pełne prawo zakończyć się niepowodzeniem
– inicjatywa kontaktu, powinna leżeć po stronie Expandera, jako firmy próbującej zaoferować swoje usługi. W związku z czym oczekuję na propozycję z Państwa strony
Sprawa jest aktualna i pilna, w związku z czym oczekuję, że podejmie Pani takie działania, które będą satysfakcjonujące dla obu stron.
Z poważaniem
 
Ciąg dalszy nastąpi :))
 
 

 


 

Wywiad z rzecznikiem wrocławskiego MPK:

Joanna Banas: Dlaczego pasażer tramwaju nie może przesiąść się z wagonu do wagonu?

Janusz Rajces, rzecznik wrocławskiego MPK: Może, tylko musi skasować drugi bilet.

JB: Jak to? Przecież nadal jedzie tym samym tramwajem i ma bilet.

JR: Regulamin przewozowy mówi wyraźnie: bilet jest ważny w tym wagonie, w którym został skasowany.

JB: Przepis przepisem, ale staram się zrozumieć jego sens. Tak naprawdę, dlaczego nie mogę zmienić wagonu?

JR: Przebiec na czerwonym też pani może, tylko że ryzykuje pani wypadkiem albo mandatem. A tutaj ryzykuje pani, że złapie ją kontroler.

JB: Ale przechodzenie na czerwonym jest niezgodne z prawem, a przesiadanie się z wagonu do wagonu nie.

JR: Jakby się ludzie tak przesiadali, to kontrolerom byłoby trudno pracować.

JB: Czyli wygoda kontrolerów ma być argumentem?

JR: Argumentem jest przepis. A poza tym, jeśli kupuje pani bilet na pociąg, to chociaż do Gdańska jedzie i o 15.30 i o 18.15, to pani ma bilet tylko na ten o 15.30.

JB: Przepraszam, ale tylko jeśli to miejscówka, a u nas jakoś w tramwajach ich nie ma.

JR: A po co w ogóle się przesiadać?

JB: Przecież są sytuacje, kiedy trzeba się przesiąść, na przykład, gdy w naszym wagonie jadą pijani, agresywni ludzie.

JR: O tak, uciec jest najprościej, a przecież trzeba zainterweniować.

JB: Szczególnie, gdy się jedzie na przykład z małym dzieckiem?

JR: Nie ma powodu, by zmieniać wagon. Można podejść do motorniczego, a on już wie, co robić.

JB: Ale przecież w drugim wagonie nie ma motorniczego…

JR: No właśnie, on przestrzega przepisu. Nie ma go w drugim wagonie, bo nie może przejść, gdyż też musiałby skasować bilet.

JB: To jak interweniować, jeśli jest się w drugim wagonie, w którym nie ma motorniczego?

JR: Przejść do pierwszego i skasować bilet…

JB: Skasować bilet?!

JR: Oczywiście. Przepis jest wyraźny.

JB: Czy motorniczy przejdzie do drugiego wagonu i interweniuje?

JR: Jeśli skasuje mu pani bilet, to tak.

JB: Ja mam kasować bilet za motorniczego?!

JR: Oczywiście, przecież mówiłem Pani, że motorniczy nie przechodzi, bo musiałby kasować bilet. Jeśli chce Pani interwencji, to musi Pani mieć dodatkowy bilet dla motorniczego, a najlepiej dwa, żeby mógł wrócić do pierwszego wagonu.

JB: A po co będzie jeszcze przechodził?

JR: Jak to po co? Ktoś musi kierować tramwajem!

JB: To nie może po prostu przejść jak człowiek?!

JR: Proszę Pani, przecież przepis wyraźnie mówi, że bez skasowania dodatkowego biletu nie można przechodzić… Poza tym motorniczy to nie jakiś człowiek, a motorniczy. To zasadnicza różnica!

JB: Wie Pan, to ja wolę zostać w tym pierwszym wagonie i nie interweniować?…

JR: No widzi Pani, od razu mówiłem: po co przechodzić i robić zamieszanie…

Biznes na nierobienie

Biznes na nierobienie jest prosty. Jak wykorzystać „Zasadę Tyszkiewicz”*/ do zarabiania pieniędzy.
Studio kuchenne. Jedno z wielu. Dwóch sprzedawców-architektów. Rozmowa z klientem.
Architekt: – Na wstępie chciałbym jedynie uprzedzić, że u nas pułap cenowy kuchni to od 8 do 15 tys. zł.
Klient: – Rozumiem. Poleciła was moja znajoma (znajoma kupiła w tym studio kuchnię za 4tys. … :))) Mój budżet to 6tys. Czy jest Pan w stanie coś zaproponować ?
Architekt: – Na pewno coś dobierzemy. Musimy tylko się umówić na pomiar. To kosztuje 200zł. Jeśli zdecyduje się Pani na zlecenie – kwota będzie oczywiście odjęta. Zaproponuje Pani kilka propozycji aranżacji.
Klient: – Dobrze. Zapraszam w takim razie dziś wieczorem.

Za kilka dni, po wykonaniu pomiaru. Architekt przedstawia propozycję (jedną). Zostają dobrane najbardziej ekonomiczne dodatki. Ze względu na dodanie kilku szuflad, cena ma wzrosnąć o 1.500 zł. Ale ostateczna wartość projektu, ma zostać przekazana przez architekta po dokładnym sporządzeniu kalkulacji.

Wieczorem architekt przesyła kalkulację. Wariant ekonomiczny: 10.200 zł. Wariant 12.500 zł. (!)
Brak jest jakiejkolwiek specyfikacji – w związku z czym nie można się odnieść w żaden sposób to przedstawionych propozycji.
Klientka stwierdza, że nie ma podstaw do jakichkolwiek negocjacji (proponując budżet 6tys.). Architekt przekroczył go nieomalże dwukrotnie.

Przesyła projekt do innego biura architektonicznego. Zostaje on wyceniony na kwotę 5tys. zł.

Wnioski z przypadku są następujące:
– jeśli koniecznie i na siłę handlowiec nie chce ci czegoś sprzedać – nie upieraj się przy zakupie …
– jeśli masz zapłacić „za pomiar” (który jest opłatą typu „bariera wejścia” – jeśli nie skorzystasz z usług tej firmy, to szkoda ci będzie tej kwoty oraz stanowi granicę dla nierzetelnych klientów), to wymagaj różnych projektów i wariantów. Niech handlowiec poświęci Ci dużo czasu. Aż to JEMU zacznie zależeć na tym, abyś stał się jego klientem 🙂 W momencie, kiedy JEMU zacznie być żal własnego czasu, poświęconego Twoim wymaganiom – będziecie na równych prawach. Twoja „inwestycja” zrówna się z wartością „inwestycji” handlowca.
– klient, urażony „Zasadą Tyszkiewicz” – nigdy nie wróci do tej firmy. Nigdy jej nie poleci. Jego zaufanie do znajomej, która poleciła tę firmę – zostanie nadwyrężone. Każdemu, kto zapyta się o opinię – udzieli wszechstronnej i negatywnej ….
Czy to wszystko jest warte 200zł. ? minus praca poświęcona projektowi i koszty dojazdu ?

*********
Zasada Tyszkiewicz
*********
Beatę Tyszkiewicz, zapytano kiedyś o jej historię z reklamą odkurzacza. Opowiadała, że wcale nie miała na to ochoty. Bardziej by jej odpowiadały jakieś perfumy, kosmetyki, ale odkurzacz ? Zapytała znajomych jakie sa stawki aktorów za udział w reklamach. Była to przypuśćmy kwota „X”. W związku z tym, jej propozycja zabrzmiała ” 10 x X”. Przedstawiciele firmy odpowiedzieli: „- Trudno, będziemy płakać i płacić … „. Tym samym nie mogła już odmówić. Konkluzja: jeśli nie chciałbyś komuś czegoś sprzedać (bez względu na powody) – zaproponuj mu cenę zaporową, nie do przebycja. Jeśli klient ją zaakceptuje – to trudno nie poświęcić się dla bardzo wysokich zysków. Jeśli nie zaakceptuje – trudno 🙂

Jestem wredny ….

Wiem, że jestem wredny 🙂 ZAWSZE jestem wredny, kiedy mam do czynienia z markietankami. Najgorzej z branży marketing services, które znajomość podstawowych standardów powinny mieć opanowane.
Nowa, świeża agencja reklamowa – przesyła mi ni stąd ni zowąd prezentacje na skrzynkę. Waga ? 14,5 Mb ! Dlaczego nie 50 Mb ? Albo 150 Mb ? Nakręćmy film i wysyłajmy pocztą 700Mb dzieła. A czemuż nie ? Skoro MY mamy dobrą przepustowość łączy – to inni też ją mają …
A u mnie jest BARDZO dobra przepustowość łączy. Tylko co ma powiedzieć żuczek ściągający tę prezentację przez komórkę ? Tylko, że to nie jest najważniejsze.
Najważniejsze jest to, że agencja nie potrafi ( nie chce ? ) przygotować prezentacji w *.pdf i zoptymalizować ją na 1,5 – 2 Mb. Nie da się ? Da się – trzeba tylko odrobinę wyobraźni.

Mój wredny e-mail brzmi tak :

Witam Pania

Pani prezentacja ma 14,5 Mb pamieci ….
Wybaczy Pani – ale bez wzgledu na to jak BARDZO jest ona piekna – nie jestesmy zainteresowani wspolpraca.
Powod ? Nie przestrzega Pani podstawowych standardow w zakresie przesylania poczta elektroniczna materialow reklamowych. Jesli dzis Pani agencja nie potrafi wygenerowac zoptymalizowanego pliku *.pdf o wielkosci nie przekraczajacej 1,5 – 2 Mb – to nie wierze w Panstwa szczegolne kompetencje reklamowe.
NIE ZYCZE Pani, aby ktos odbieral poczte przy pomocy telefonu komorkowego …” 

PS. 15:20. Właśnie dosłano mi załącznik 4.05 Mb … no comments …

PS2. 15:35. Właśnie zadzwoniła Właścicielka Agencji. Z pretensjami … Indolencja ludzka nie zna granic …

Markietanka

 

„Markietanka” to zapożyczone słowo, oznaczające piękną, długonogą blondynkę, zatrudnioną do marketingu … w charakterze ozdobnym, której głównym zadaniem jest … wywieranie wrażenia:) – pojęcie narodziło się na jednej z list dyskusyjnych i jest przeciwieństwem określenia „marketer”.  

Wyjaśnienie. Doskonale znam słownikowe znaczenie słowa „markietanka” . Andrzej Ludwik Włoszczyński na Goldenline opisał to tak : „to żadna odwrotność, ino mościapanie jejmość za wojskiem ciągnąca z taborami, gwoli pomocy wszelakiej wojakom, a na wprzódki uciech im dostarczająca :)”.

W związku z tym predefiniowałem słowo na :

„Ano żeś drugi Andrzeju, co mi za tę markietankę głowe myje 🙂 A nuże parafrazyja tegowoż jest taka, co jejmość za zarządem ciągnie taborami, nie uroniwszy wżdy dyrekcyji wyższej, gwoli pomocy wszelakiej przy papierkach udzielająca, a wprzódki uciechom nie odmawiająca :)”

„Markietanctwo” jest synonimem niewiedzy i głupoty w komórkach marketingu. Przyczyn jest wiele: niewiedza merytoryczna, całkowity brak empatii, gigantomania, wysoki poziom arogancji – szczególnie korporacyjnej, zadufanie ect. „Markietanka” w pojęciu zarówno żeńskim jak i męskim – to osobnik nie rozumiejący istoty rzeczy w marketingu. Nazywający „marketingiem” rzeczy, mające z nim niewiele wspólnego, a jednocześnie uważający się za „władcę świata” z racji np. zajmowanego stanowiska w firmie. „Markietankami” są również „panienki” zatrudniane do komórek marketingu wyłącznie z powodu ładnego pysia, długich nóżek, pupy tudzież innych części ciała. Pełnią w firmie funkcje ozdobne i reprezentacyjne, a nie merytoryczne.

Jeden z najgorszych typów markietanki to taki, która próbuje łączyć funkcję ozdobne z rolą „władcy świata”. Są zmorą profesjonalistów np. z branży marketing services. Ale NAJGORSZYM rodzajem jest ozdobna markietanka typu „władca świata”, będąca równocześnie córką/synem właściciela/właścicieli firmy 🙂