Sztuka marketingu

W jednym z telewizyjnych wywiadów, Jerzy Stuhr powiedział: – Czy wie Pan za co kochają mnie Ci wszyscy reżyserzy?  Za to, że potrafiłem po dwadzieścia, trzydzieści razy odegrać tę samą scenę, tymi samymi emocjami, tymi samymi gestami. Tak, prawdziwą sztuką jest dobrze zagrać, ale jednocześnie nie wypaść z kadru. Kilka godzin później, w wywiadzie dla Kino Polska, Andrzej Wajda opisywać będzie kunszt Zbyszka Cybulskiego.

– Wszyscy wiedzieli, że kiedy on gra, to żadna powtórka nie będzie taka sama. Cała sztuka polegała na uchwyceniu go w kamerze – mówił Wajda.

Czy aktorstwo to naturalny dar i zdolność czy wynik profesjonalnego rzemiosła? Bardziej liczą się umiejętności „przesunięcia ciężaru ciała na lewą nogę”  jak mówił Jerzy Stuhr, by być lepiej ujęty przez kamerę i ich powtarzalność czy zaangażowanie w rolę i wejście w nią w sposób całkowicie entuzjastyczny i naturalny?

Ten wydawałoby się typowo aktorski problem pojawia się w ciekawym filmie „Mój tydzień z Marylin”. Podobno geniusz aktorstwa Marilyn Monroe polegał na owym entuzjastycznym i naturalnym wejściu w osobowość granej postaci. Wystarczyło jedynie kontrolować pracę kamery. Niemniej owe „genialne” wejścia nie były czymś powtarzalnym i częstym. Stąd tak wiele drastycznych ocen aktorów, którzy zawód ten traktują wyłącznie w wymiarze klasycznego rzemiosła.

Na pytanie czy aktorstwo jest sztuką czy rzemiosłem nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Podobnie jak w przypadku marketingu. Te dwie dziedziny łączy wiele. Przedsiębiorstwa, podobnie jak aktorzy – pojawiają się na scenach (rynkach), kreując określone osobowości (marki), opowiadając różne historie, próbują zachwycić swoich widzów (klientów), aby powracali do nich w miarę często. Zarówno w przypadku aktorów jak i przedsiębiorców, liczą się jeszcze pewne dodatkowe wartości czy przesłania. Aktor będzie próbował wskazywać rolę miłości w życiu człowieka, a dobry przedsiębiorca starał o rozwój własnych ludzi. Młode, kubańskie dziewczęta pracujące jako zawijaczki cygar na Kubie, były tam jedną z najlepiej wykształconych grup społecznych. Podczas wielogodzinnej pracy czytano im po prostu książki.

Dobry przedsiębiorca nie będzie myślał kategoriami oszukiwania swoich klientów, bo będzie miał świadomość, że prędzej czy później sprawa wyjdzie na jaw. Dziś, dzięki niezależnym mediom społecznościowym czy organizacjom konsumenckim – bardziej prędzej, niż później. Żaden biznes zakładający nieświadomość zakupową klientów nie jest już dziś biznesem pewnym. Również wielkie, bezosobowe i niekontrolowane korporacje, dotykać będzie presja internetowej opinii publicznej, której ani nie będzie można kupić tak jak klasyczne media, ani oszukać – świat w globalnej sieci będzie miał zawsze w sumie lepszych ekspertów niż choćby najbogatsza korporacja. Gra aktorska (przedsiębiorstw) staje się tym wartościowa im bardziej jest naturalna, prawdziwa, rzetelna i prawa. Cenniejsza niż ta będąca wynikiem sztuczek, tricków, chwytów czy gwiazdek stawianych przy punktach najróżniejszych umów. Sztuka marketingu wraca do matecznika. Do źródeł, których podstawą rzetelności był bardziej Stanisław Wokulski niż Lech Grobelny.

Dziś coraz częściej poszukujemy nazwisk. Autorytetów sztuki biznesu, których wartości są zarówno wymierne w kontekście wyniku finansowego, umiejętności rynkowych jak i siły wewnętrznego personelu. Sztuka rzetelnego marketingu, staje się kanonem tworzenia i rozwijania rynków, ale i ich opuszczania. Umiejętność schodzenia aktora ze sceny (bankructwa firmy na rynku) jest również specyficzną umiejętnością marketingową.

Ile w końcu? Naturalności czy rzemiosła? Pasji czy warsztatu? Wydaje się, że nie można tego w żaden sposób rozdzielić. Stuprocentowy, warsztatowy profesjonalista, będzie musiał zawsze ulec przez jednoprocentowym błyskiem geniuszu. Stuprocentowy błysk geniuszu, zawsze ulegnie przed jednoprocentowym specjalistą – mistrzem jednego zadania. Bardziej obrazowo? Żaden prawdziwy aktor, nie zagra tak halabardzisty, jak prawdziwy halabardzista, który był nim całe życie. Ale i żaden prawdziwy halabardzista, nie zagra zadania aktorskiego tak, jak prawdziwy aktor, który był nim całe życie.

Dziś rzemiosło aktorskie (umiejętności operacyjne firmy) stają się wyznacznikiem jakości, profesjonalizmu aktora (firmy). Ale jego pasja, osobowość, zaangażowanie to bagaż emocji, za który kochamy aktorów (marki). Przenikanie się nawzajem tych dwóch elementów, bez wskazywania szczególnych proporcji, staje się kluczowe dla tworzenia wartości. Z małym zastrzeżeniem, emocje zawsze pozwalają wybaczać potknięcia merytoryczne.

Tanie ale trujące

Siedemdziesiąt procent zabawek produkowanych na świecie powstaje w prowincji
Guangdong. Niemal wszystkie wytwarzane są na zlecenie innych firm, którym
Chińczycy oferują wyjątkowo korzystne warunki cenowe. Tania produkcja odbywa
się jednak kosztem płac pracowników i warunków pracy. W bloku sypialnym Lee
Der robotnicy mieszkali w czternastoosobowych pokojach, spali na piętrowych
łóżkach. (…)

Rosnący łańcuch wykonawców i podwykonawców uczestniczących w chińskim boomie
gospodarczym niepokoi zachodnich producentów. Pasmo nieszczęść, jakie w tym
roku dotknęły chińskich producentów, zaczęło się od pokarmu dla zwierząt.
Szkodliwa substancja chemiczna będąca składnikiem karmy stała się przyczyną
serii zgonów psów w Stanach Zjednoczonych. Potem przyszła kolej na zabawki.
Z powodu ołowiu znajdującego się w farbie wycofano ze sprzedaży zestawy z
lokomotywą Tomkiem.

Chińskie władze twierdzą, że tamtejsi producenci są oczerniani przez Zachód,
ponieważ Europa i Ameryka nie mogą pogodzić się z deficytem w handlu z ich
krajem. Pomiędzy chińskim rządem a zachodnimi politykami wybuchła wojna na
słowa. Mimo to tutejsi urzędnicy przyznają, że niektórzy inspektorzy nie
potrafią nadążyć za tempem i skalą zmian. Trudno jest im wytłumaczyć, że
zachodnie firmy bardzo poważnie podchodzą do kwestii bezpieczeństwa. O ile
jednak w Europie i Ameryce nie zanotowano przypadków zaburzeń zdrowotnych
będących następstwem kontaktu ze szkodliwymi zabawkami, w Chinach na skutek
zanieczyszczeń i braku czystej wody dzieci przyjmują każdego dnia wysokie
dawki ciężkich metali.

Daily Telegraf
Tanie, ale trujące
16.12.2007 Richard Spencer

Pottermania

„Pottermania” wkroczyła w decydująca fazę. Znalazłem ciekawa wypowiedź:
——-

Siła marketingu.
I kolejny raz oszalałe zgraje małolatów na marketingowym haju zaatakują portfele starszych, a potem księgarnie, by kupić kolejną załosną ramotę pani Rowling.
A tu przecież o nic innego jak o kochanego rubelka dla autorki tej szmiry nie chodzi przecież. 

Spójrzcie na konstrukcje kolejnych tomów Chorego Portiera, o małolaty.
Jest we wszystkich dotychczasowych sześciu tomach identyczna.
Zdajecie sobie sprawę, że po raz siódmy kupicie, zapłacicie i przeczytacie tą samą książkę?
Chyba nie bardzo, co?


Gugu7777, 02.07.2007 08:17
—–
niespożyta ekspresja 🙂 

Równoczesna premiera filmowa „Zakonu Feniksa” i ostatniej części sagi ( tłumacze nadal spierają sie o tytuł), jest na pewny jednym z ważniejszych wydarzeń marketingowych w tym roku.