Qfra, Multimedia Polska, qfra!

Od 13 lat jestem klientem Multimedia Polska. Starczy. Mam dość. Wystarczy tego eksperymentu customer experience. Dziś operator multimediów, w którym mamy spięty Internet, telefon, telewizję (a coraz częściej prąd czy gaz) bywa nieformalnym regulatorem Twojej codzienności. Czytaj dalej „Qfra, Multimedia Polska, qfra!”

Odcinek 1: Highway to Hel #askjacek

W tym odcinku próbujemy odpowiedzieć na pytanie czy lepsza jest pasja czy wiedza, jak i czym się inspirować, czy istnieje świat poza internetem, czy możemy przesyłać zapachy, jak się rozwinie marketing sensoryczny i rzeczywistość wirtualna i jak się uczyć marketingu?

askjacek-kotarbinski-com-jacek-marketing-rynkologia-innowacja-800x400

#AskJacek to forma samochodowych rozmów, podczas których staramy się poruszać różnorodne tematy związane z rozwojem innowacji, marketingu, technologii, życia i tego jak zmienia się świat. Pokazujemy również drogę, którą jedziemy. Pierwszy odcinek to Gdynia – Hel.

Pudełkowy książę

Jak wszystkim wiadomo, dzieci przynoszą bociany w białych, płóciennych workach. Ta oczywista oczywistość znana jest wszystkim od tysięcy lat. Jest jeden wyjątek.

e8d4f43c783506309b08f821ce8a2460

To Finlandia. Tam dzieci są przynoszone przez bociany w kartonowych pudełkach . Na dodatek z całą wyprawką. I malutkim materacykiem. Bez czapeczki.

Czytaj dalej „Pudełkowy książę”

Orlipiórstwo

W udzielonym ostatnio wywiadzie dla TOK FK, Wojciech Orliński z Gazety Wyborczej sugeruje, że współczesne media stają się swoistym kaprysem ich właścicieli. Przy okazji pojawia sie temat dziennikarstwa internetowego. Padają też nazwy kilku ujaranych blogerów, którzy zapowietrzają się z tego powodu ze szczęścia. Facepalm.

20131207-115913.jpg
Kiedyś żeby zostać dziennikarzem, trzeba było skończyć odpowiednie studia. „Dziennikarz” nazywany przez złośliwców „gryzipiórkiem” miał mieć sprawiedliwy, rzetelny i obiektywny osąd spraw którymi się zajmuje. Nie musiał być specjalistą, ale zdecydowanie z usług owych miał umieć korzystać. Swoim piórem i umysłem miał wyjaśniać maluczkim meandry społeczności, ekonomii, sportu, nauki, kultury i sztuki. Dzięki dziennikarskiemu trudowi i znojowi rosnąć powinna była świadomość narodu, który wybiera demokratycznie coraz mądrzejszych ludzi na swych włodarzy. To powoduje że wszystkim żyje się spokojniej i dostatniej. Tutaj polecam obejrzeć słynną scenę z Konopielki [ Konopielka ].

Dziś osoby nazywające się dziennikarzami wkładają obiektyw między nie swoje nogi, po czym piszą dramatyczną fabułę wyssaną z palca, nierzadko środkowego. Jedni tworzą historie, w których treść nie ma znaczenia – liczą się jedynie emocje. Inni zalewają całe kolumny hermetycznymi, intelektualnymi wypocinami, które rozumieją pewnie oni sami i kilku profesorów-pasjonatów. W ciekawym wywiadzie dla Wirtualnej Polski kilka dni temu, prof. Bartoszewski powiedział: „(…) Należę do tej starej generacji ludzi, w której bankowiec był bankowcem, lekarz – lekarzem, inżynier – inżynierem, chemik – chemikiem, historyk – historykiem, a nikt się nie znał na wszystkim. Na wszystkim się znali wariaci, szaleńcy, albo klienci ruchów populistycznych”. Dziennikarz miał się znać na obiektywnym opisywaniu świata. Dziś powinien robić to w sposób autorski, wiarygodny i wyjątkowy. Opisywać, ale niekoniecznie komentować. Parafrazując bowiem wypowiedź Piotra Najsztuba w jednym z programów „Tomasz Lis na żywo” – kiedyś dziennikarz-komentator musiał mieć odpowiednie doświadczenie, wiedzę i wiek. Dziś dziennikarz potrafi mieć swoje zdanie na każdy temat – nieważne czy się na nim zna.

Media żyją z pieniędzy czytelników i wpływów z reklamy. Warto o tym przypominać, bo niektórzy określając ich pogardliwie zdają się o tym zapominać. Dziś nie ma mediów bez tych grup. Tak jak kiedyś nie istniała kultura bez finansujących jej możnowładców. Z pełnym poszanowaniem zasad chińskiego muru i oddzielenia dziennikarskich i biznesowych sfer wpływów. Tyle tylko, że w Polsce jest to często totalna fikcja, a przykładów jest aż nadto. Wyciszanie konfliktów czy kryzysów firmowych przy pomocy dodatkowych środków na reklamę w mediach jest swoistą tajemnicą poliszynela – o której ani media, ani firmy nie mają ochoty rozmawiać. O zależnościach politycznych nawet nie chcę wspominać.

Jeśli Jeff Bezos zamieni Washington Post w reklamową gazetkę Amazona to ludzie zaczną kupować konkurencję. Albo powstanie inna gazetka. A wiarygodność marki sięgnie bruku. A to się po prostu Jeffowi nie opłaci z oczywistych względów. Oczywiście, Jeff może traktować to jako hobby, ale nikt nie będzie chciał kupować gazetki reklamowej, bo ona zasadniczo jest za darmo.

I tutaj jest pies pogrzebany. Dlaczego ludzie nie chcą kupować treści? Nie tylko w sieci? Czy stanowią one dla nich wartość? Czy dziennikarz pracujący dwa tygodnie nad artykułem dostarczył wartość równą połowie jego miesięcznej pensji? Czy jeśli pracuje nad ważnym społecznie tematem, całkowicie nieatrakcyjnym – redakcja godzi się na takie finansowanie? Dziennikarze nie muszą dawać się sprzedawać oligarchom, wystarczy że zaczną zakładać własne spółdzielnie. Jeśli potrafią monetyzować wartość swojego postrzegania świata, to zarobią na miskę ryżu.

Byłem kiedyś w bookstore w Helsinkach. Sześć pięter uginających się półek książek, gazet i czasopism z całego świata. Sztuka pisarska się nie kończy, ale stała normalnym produktem jak każdy inny. Utraciła elitarność z wynalazkiem Gutenberga. Uległa ponownej zmianie gdy każdy z nas stał się medialnym twórcą. Podlega klasycznym prawom rynku. To nie kwestia ulegania płaskim gustom czy tabloidyzacji, ale również autorskiego pióra, stylu, rzetelnego i dobrze wypromowanego. Chłam i Jakość promuje się tak samo – tylko Jakość czasem w swej megalomanii uważa, że tego nie potrzebuje. Chłam za to lasować się będzie agresywnie, wszędzie i prostacko. Czas wartościowych autorów napompowanych swą wielkością już się skończył – dziś muszą wyjść do czytelnika. Może dziennikarze zaczną solidarnie promować czytelnictwo? Polakom-szarakom by się to przydało.

Internet stał się rajem dla twórców treści. W tym dla dziennikarzy i osób po prostu lubiących pisać. Mamy miliardy stron i wszelakiej maści tekstów. Jakościowo dennych i genialnych. Dyskutujmy o ich poziomie i wiarygodności, a nie kto jest czy nie dziennikarzem internetowym. Łatwość publikacji tekstów w sieci przełamała monopol dziennikarzy na opowiadanie ludziom o świecie, co oczywiście nie spotkało się z ich entuzjazmem. Wspominałem o tym w notce „Czerwone stringi internauty„.

Dlaczego nie ma znanych dziennikarzy internetowych? Bo sławę medialną nakręcają nadal klasyczne media. Po to by stać się znanym, wystarczy fiknąć kilka razy nogami na antenie lub nawiedzać wszystkie możliwe telewizje, gdzie dziennikarze przepytują dziennikarzy, którzy zawzięcie się kłócą na tematy, w których nie są ekspertami. Eksperci zresztą też się kłócą. Generalnie media kłótliwe są, bowiem rzeczowa, mądra i inspirująca dyskusja nie ciągnie tak słupków oglądalności jak krzyki, wojny i żenujące wystąpienia na antenie. Ale to już od rzymskich igrzysk wiadomo.

Nie ukrywam, że mam problem ze zdefiniowaniem pojęcia „dziennikarza” w ostatnich latach. Otóż jeden dziennikarz, pisze o innym dziennikarzu, że był pijany na wizji. Gdy tymczasem ów był zwyczajnie, ciężko chory. [Andrzej Turski, Panorama]. Pojęcie „dziennikarstwa” miało kiedyś swój wymiar i znaczenie. Jakie ma dziś? Nie muszę na szczęście odpowiadać na to pytanie – pozostawiam je zawodowcom.

Coś się kończy, coś zaczyna. Konserwatywne dziennikarstwo nie jest już pasjonujące dla masowego czytelnika. Jaka formuła może je zasąpić? Nie mam pojęcia, ale jestem przekonany że w końcu autorom uda się znaleźć atrakcyjną, mądrą i inspirującą za którą ów chce zapłacić.

Radosna twórczość Google

Ostatnio pewien informatyk, zdziwił się że korzystam z Chrome. Lubię zdziwionych informatyków 🙂 Opowiedział mi przy okazji historyjkę, jak to w Google tłumaczą polecenia i komunikaty na różne wersje językowe. Rzecz godna niezłej książki, ale nie do oficjalnej publikacji :))) Tylko bibuła ;)))

Na drugi dzień, po raz kolejny złorzecząc na subiektywnie zbyt wolno :)) otwierające się okna, przeglądarka przywitała mnie komunikatem:

kurzatwarz

Hm … Jakież to komunikaty mogą mnie jeszcze spotkać ? Puściłem wodze fantazji …. Efekt poniżej :

kurzatwarz2kurzatwarz3kurzatwarz4

Zastanawia mnie grupa docelowa, do jakiej skierowany jest Google Chrome …

Czy wypada mi skoczyć kupić deskę, spodnie z krokiem na wysokości kolan i zacząć budzić młodzież codziennie rano tekstem ” Elo b-boye! Get y’or ass up ! Schoola czeka i trza sie zbierac! Mooooove the f…. unny sie 😀 Hooah !! ”
I grać jakiegoś społecznego lamera ???? Chyba zapuszczę wąsy …

Przebojowe pytania

Ktoś zadaje pytanie na liście dyskusyjnej:

> [author] ..:[/author] > Słuchajcie!!! Zastanawiam się, jak najlpiej jest motywować > pracowników do pracy. Codzi mi o przedstawicieli handlowych. Jest > pensja stała, narzedzia pracy, prowizja od sprzedaży +premia za > plan..ale jakoś nadal nie widać oczekiwanych przez nas > rezultatów;(( Jaki jest najlepszy i najbarziej motywujący > system wynagradzania??Może macie jakieś pomysły?? > (pisownia oryginalna)

W zasadzie nie powinno się zwracać uwagi na tego rodzaju pytania. Jego poziom wskazuje natychmiast jakim typ osobowości reprezentowowany jest przez jego autora. Osoby, żądającej prostych odpowiedzi na skomplikowane pytania. Osoby,  zamieniającej grupę dyskutantów, w nieodpłatnych konsultantów, którzy z radością podzielą się z tą osobą swoim doświadczeniem i wiedzą. Osoby, która natychmiast po kilku ogólnych zdaniach, napisanych w odpowiedzi – zamieni się w narzekającego marudera, że ona tu i teraz oczekuje konkretnej recepty, ( i dawać mi ją natychmiast ! ) a nie jakichś uogólnień czy nie daj Bóg literatury, artykułów czy innych takich … bueee … ohyda …  :))

Takim ludziom należałoby przy urodzeniu wręczać książeczkę ” Poradnik Życia Na Każdy Dzień” ( 80 lat życia to ca. 29.200 stron czyli prawie 15 tomów po 2.000 stron – pestka … 🙂

Zgroza, jak niektórzy przestają myśleć. 

 

Matka Boska na okładce Playboya w Meksyku

” 1bb03a5048f04a68805c56dc1cfd6e1351” Na okładce meksykańskiej edycji „Playboya” znalazło się zdjęcie modelki wystylizowanej na Maryję. Kontrowersje zwiększa jeszcze data wydania – niecałe 2 tygodnie przed świętem Matki Boskiej z Guadelupy – informuje dziennik.pl.Modelka Maria Florencia Onori, stoi na tle witraża, okryta jest jedynie kawałkiem białego materiału, a pod nią umieszczono słowa „Kochamy Cię, Mario”.

Okładka wywołała prawdziwą burzę – w końcu Meksyk to jeden z najbardziej katolickich krajów świata. Dlatego wydawca zdecydował się na publiczne przeprosiny, ale efekt osiągnął – o ostatnim „Playboyu” mówi cały kraj.  http://wiadomosci.onet.pl/1880299,69,matka_boska_na_okladce_playboya_w_meksyku,item.html

Martwa ustawa ?:)


„przyłapywani” – tak można by określać firmy, które sa przyłapywane na niedbałościach – tworzących problemy. Ktos zapomniał wyłaczyć banera w odpowiednim czasie i …

„> Szanowni Panstwo
> w dniu dzisiejszym, chcialem dokonac zakupu promowanego przez Panstwa
> laptopa Toshiby, ktorego banner znajduje sie na Multipasazu pod adresem
> http://www.multipasaz.pl/8655_Toshiba/
> Przesylam w zalaczeniu zrzut ekranowy banera.
> W przekazanej informacji, uwidaczniane sa parametry promowanego laptopa
> oraz informacja ‚Tylko w tym miesiacu” (rozumiany jako 31 stycznia 2008r. do
> godz. 00:00). Brak informacji nt. innych ograniczen promocji ( ilosciowej,
> cenowej, terytorialnej ect.)
> Niestety – nie mialem moznosci skorzystania dzis po poludniu i wieczorem z
> ww. oferty i zamowienia laptopa, ze wzgledu na problemy techniczne z
> Panstwa strony (wedlug informacji od p. XXX – konsultanta
> Multipasazu). Po otrzymaniu wyjasnien o godz. 20:30 – przekazano mi informacje, ze
> promocja zostala zakonczona, ale jeszcze nie zostal zdjety baner ze strony
> Multipasazu.
>
> Zgodnie z ustawa z dnia 23 sierpnia 2007 r. o przeciwdziałaniu nieuczciwym
> praktykom rynkowym (Dziennik Ustaw z 2007 r. Nr 171 poz. 1206) – tego typu
> sytuacja jest niezgodna przeze wszystkim z Art. 5, 6 i 7 ww. ustawy.
>
> Zgodnie z Rozdz. 3 art. 12 ww. ustawy, chcialbym uzyskac od Panstwa
> mozliwosc:
> – zapoznania sie ze szczegolami technicznymi promowanego laptopa marki
> Toshiba, o ktorym mowa w niniejszym pismie
> – mozliwosci dokonania zakupu, zgodnie z warunkami ww. promocji – w
> przypadku akceptacji specyfikacji technicznej.
>
> Informuje, ze w przypadku realizacji powyzszych oczekiwan – nie zostana
> podjete w tym zakresie dodatkowe srodki prawne.”

Brzmi jak szantaż ? Być może, ale dlaczego legitymizować naciąganie Klienta ?

VISA: zabierz ze mną wolność ?

Kulisy wielkiej awarii, Visa chowa głowę w piasek
(PAP, pb/18.01.2008, godz. 06:19)
„Dziennik” ustalił kulisy wielkiej awarii, przez którą tysiącom klientów banków pieniądze wyparowały z kont. 

Według gazety, system rozliczeniowy zepsuł się w podlondyńskim centrum informatycznym Visy, największej na świecie organizacji płatniczej. Tyle że Visa nie powiadomiła o tym większości polskich banków, te o kłopotach dowiedziały się od klientów.

Visa oficjalnie poinformowała o awarii dopiero we wtorek wieczorem, i to na swoich wewnętrznych stronach internetowych. Polskie banki – PKO BP, mBank i MultiBank – nie dostały żadnego sygnału alarmowego od Visy. Podobnie BZ WBK, który sam wpadł na trop błędów w rozliczeniach transakcji. Telefonu z ostrzeżeniem doczekał się natomiast ING Bank Śląski. Ale to wyjątek, bo z reguły centrala Visy w czasie największego natężenia kryzysu milczała.

Małgorzata O’Shaughnessy, dyrektor generalna Visa Europe w Polsce, uważa, że wszystko jest w porządku. „Nie będę za pośrednictwem »Dziennika« uczyć banki, jak komunikować się z Visą. Co więcej – Visa nie ma zamiaru pokrywać strat klientów, jakie spowodowała awaria. Z tym muszą uporać się same banki” – dodaje.
————
Wysluchalem dzisiaj w radiu (bodajze „Zet”) wypowiedzi szefowej VISA w
Polsce w kontekscie ostatnich problemow. Zdaje sie, ze VISA ma blade pojecie o spolecznej odpowiedzialnosci biznesu, jaki prowadza. Przynajmniej w Polsce. Wypowiedz mozna bylo odczytac :
– w zasadzie nic takiego sie nie stalo
– problem dotyczy jakiegos niewaznego ulamka klientow (bodajze 1000 osob
przy kilkunastu milionach uzytkownikow systemu)
– firma nie poczuwa sie do zrekompensowania klientom ich problemow
– w zasadzie to chodzilo o jakies drobne kwoty ( czytaj: i po co ten caly
halas?)

Klasyczne wypowiedzi nieomalze monopolisty 🙂 Suchy komunikat VISA Europe. KK – czyli korporacyjna klasyka. Martw sie Kowalski, martw … Jak na koniec miesiaca zostalo Ci 500 zl. na
koncie – wyplaciles 100, a zaksiegowalo 500 🙂 Kiedys wroci :))) Empatia zerowa

Kamil Niemira z grupy internetPR.pl napisał(a):

Nie chce mi sie wierzyc w taka wpadke tej Pani, ktora „od zawsze”
kieruja polska VISA. I zawsze z szacunkiem patrzylem na doskonaly
wizerunek firmy, ktory udawalo sie jej (zespolowi?, agencji PR?)
budowac w Polsce.

No ale moze rzeczywiscie jej sie cos pokickalo i palnela cos rownie
„milego” dla klientow. No, ale zaplaci za to. I to bardzo.
Z drugiej strony znajac PR korporacyjny nie zdzwilbym sie, gdyby
realizowala po prostu scisle zalecenia centrali, ktora w przypadku
takich kryzysow miedzynarodowych wysyla podobny komuniukat na
wszystkich rynkach, ktorych on dotyczy. O tym sie dowiemy dopiero za
kilka tygodni, jak ta historia zostanie dokladnie opisana w mediach.
Jesli by tak bylo, to swiadczy to tylko zle o centrali. A postepowanie
tej Pani scisle wedlug wytycznych w sytuacji, gdy golym okiem widac,
ze nie sa one prawidlowe ocenia jej szefowie. Obecni i byc moze kiedys
– przyszli.
A ze problem jest gigantyczny wystarczy sobie uswiadomic patrzac nie
na liczbe rzeczywiscie poszkodowanych klientow, ale na liczbe
zaniepokojonych klientow, ktorzy musieli w bankach sprawdzac swoje
saldo. Jak np. ja. I moi bliscy.
——–

Stare przyslowie rzymskie mowi :)))
„Zagrozenie moze byc fikcyjne – strach jest PRAWDZIWY”.
Moim zdaniem kazdy boss od PR w firmach o szczegolnej odpowiedzialnosci spolecznej (banki, ubezpieczyciele, producenci aut, farmaceutykow a moze i nawet prezerwatyw …. :))) – powinni sobie je powiesic obok tabliczki „Zyski – glupcze” .