Ujarani innowacją

Bawarczycy w monachijskiej izbie gospodarczej byli pragmatyczni. Nie zajmowali się lekturą opasłych folderów, drukowanych  za ciężkie pieniądze i przysyłanym im przez polskie firmy, tylko wrzucali krótką informację do magazynu, dedykowanego wyłącznie przedsiębiorcom, zainteresowanym handlem zagranicznym.

ghost-rider-jacek-kotarbinski-blog-o-marketingu-ujarani-innowacja-800x533

Czytaj dalej „Ujarani innowacją”

Reklamy

Jacek Kotarbiński: Przestajemy widzieć reklamy rozumiane w wymiarze tradycyjnym [NOWY MARKETING]

[NOWY MARKETING] – Już 19  października kolejny Marketer Day – jaka jest w tym roku myśl przewodnia konferencji?

[JACEK KOTARBIŃSK] – Zaangażowanie klientów. To dziś zdecydowanie dominujący trend, w poszukiwaniach zarówno szefów marketingu, a przede wszystkim brand managerów. Chcemy podyskutować o tym, w jaki sposób zachęcać klientów do wzajemnej komunikacji, jakie narzędzia sprzyjają zaangażowaniu, poszukiwaniu ciekawych sposobów czy dzieleniu się najlepszymi praktykami.

CZYTAJ DALEJ >>

Odcinek 1: Highway to Hel #askjacek

W tym odcinku próbujemy odpowiedzieć na pytanie czy lepsza jest pasja czy wiedza, jak i czym się inspirować, czy istnieje świat poza internetem, czy możemy przesyłać zapachy, jak się rozwinie marketing sensoryczny i rzeczywistość wirtualna i jak się uczyć marketingu?

askjacek-kotarbinski-com-jacek-marketing-rynkologia-innowacja-800x400

#AskJacek to forma samochodowych rozmów, podczas których staramy się poruszać różnorodne tematy związane z rozwojem innowacji, marketingu, technologii, życia i tego jak zmienia się świat. Pokazujemy również drogę, którą jedziemy. Pierwszy odcinek to Gdynia – Hel.

Nie zawsze musi być kawior

Kiedy firmie rosną przychody, nikt o nic nie pyta. Wszyscy pałaszują kawior, polewają szampana, klepią po ramieniu szefa marketingu i sprzedaży, a właściciel zaprasza na weekend do swej willi na Lazurowym Wybrzeżu.

funny-cow1

Wszyscy łypią na krzywą wzrostu, a wszelkiej maści krytycy, trzymają się z dala, byle nie zapeszać. W końcu następuje ten moment – dynamika spada, rynek czy technologia wchodzi w stan nasycenia, by za chwilę lecieć na łeb, na szyję. Tak było z płytami winylowymi, potem DVD, a dziś wszystko ucieka do wirtualnych chmur.

Czytaj dalej „Nie zawsze musi być kawior”

Pudełkowy książę

Jak wszystkim wiadomo, dzieci przynoszą bociany w białych, płóciennych workach. Ta oczywista oczywistość znana jest wszystkim od tysięcy lat. Jest jeden wyjątek.

e8d4f43c783506309b08f821ce8a2460

To Finlandia. Tam dzieci są przynoszone przez bociany w kartonowych pudełkach . Na dodatek z całą wyprawką. I malutkim materacykiem. Bez czapeczki.

Czytaj dalej „Pudełkowy książę”

Hamulcowi zmian

W listopadową noc grupa zamaskowanych ludzi spiskowała w ciemnościach.

20140702-120939.jpg
Mieli osmalone dla niepoznaki twarze, byli uzbrojeni w siekiery, młotki, noże, kije, a niektórzy rewolwery. Nieprzeciętnie wściekli, wyłamują drzwi jednego z budynków i wyładowują emocje … na tkackich krosnach niszcząc je doszczętnie. Kiedy wracają za tydzień, właściciel z pomocnikami broni się i dochodzi do strzelaniny. Gdy ginie jeden z tkaczy furia sięga zenitu. Napastnicy wdzierają się do domu, niszczą maszyny, podpalają budynek i uciekają. Za kilka dni zniszczą transport warsztatów tkackich. Bunt się rozszerza. Już ponad tysiąc osób uczestniczy w zamieszkach, z czego trzystu posiada broń palną.

To nie jest historia walki o wolność. Tak na początku XIX wieku w Wielkiej Brytanii walczyli luddyści – ofiary postępu gospodarczego. Pojęcie „luddyzmu” zaczerpnięto od prawdopodobnie fikcyjnej postaci Neda Ludda. Kiedy rewolucja przemysłowa zaczęła wdzierać się po strzechy, nozdrza rzemieślników wypełniły się dymem kominów przemysłowych. Maszyna parowa, tkacka stała się najpoważniejszym zagrożeniem ich życia. Działalność luddystów koncentrująca się na niszczeniu maszyn spotkała się z poważną reakcją parlamentu. W 1812 uchwalono ustawę Frame Breaking Bill, a za dewastację groziła kara śmierci. W tym samym roku na jej podstawie pozbawiono życia siedemnaście osób.

Współczesnym ruchem nawiązującym do tradycji luddystycznych jest neoluddyzm. Koncentruje się na krytyce rozwoju techniki, informatyzacji i digitalizacji treści jak też wskazuje na problematykę uzależnienia pracownika od firmy czy korporacji. W 1780 roku typowy brytyjski tkacz pracował w domu, który był też jego warsztatem. Po pracy uprawia przydomowy ogródek, z którego żyje również cała jego rodzina. Przemysłowiec dostarcza tkaczowi surowiec, a następnie odbiera i sprzedaje gotowe produkty. Tkacz pracuje na godne życie swoje i swojej rodziny. Rewolucja przemysłowa niszczy ten idyllyczny obrazek. Dziś praca freelancera w koncepcji SoHo wygląda podobnie. Przynajmniej do czasu, gdy jakaś korporacja nie wsadzi go do dilbertowej, biurowej zagródki w openspace.

Dziś europejscy taksówkarze protestują przeciwko mobilnej aplikacji Uber. Polska Federacja Producentów Żywności walczy z aplikacją eFood. Trwają dyskusje czy chodzi o świadomość tego co jemy czy raczej niewygodną wiedzę o mechanizmach produkcji żywności, którą zdobywają ich klienci.

Krzemowa Dolina stała się stolicą zła dla wszystkiego co analogowe. W Polsce kiedyś taksówkarz decydował kogo zabrać z postoju. Potem pojawiły sie telefoniczne korporacje, a dziś aplikacje mobilne są dedykowane konkretnym firmom. Jutro będziemy korzystać wyłącznie z mobilnej aplikacji, za którą stać będzie kilka korporacji lub zróżnicowane modele transportu. Ludzka potrzeba szybkiego i indywidualnego transportu związana jest wyłącznie z szybkością oczekiwania, szybkością dojazdu, bezpieczeństwem i ceną. To jaka to będzie korporacja nie ma większego znaczenia. Sytuacja, w której na dodatek każdy może zostać taksówkarzem to typowe, porterowskie zagrożenie substytucyjne. Legaliści, podobnie jak w przypadku dopalaczy – rozkładają ręce, ponieważ nie przewidzieli takiego rozwoju sytuacji rynkowej. Stąd swoiste, neoluddyczne protesty taksówkarzy.

Konkluzja? Będzie ich coraz więcej. Za każdym razem, gdy świat cyfrowy zawłaszcza istniejące rynki świata analogowego, ludzie będą protestować widząc jedynie zagrożenie swoich interesów. Wydawcy, koncerny medialne również pragnęły spalić ten cały internet i wystrzelać wszelkich dawców darmowego contentu. Chwilę trwało, zanim doszły do wniosku, że muszą się zmienić, przeobrazić i znaleźć odpowiedni model działania. Rewolucji innowacji nigdy nie da się zatrzymać.

Gdyby nie ona, siedzielibyśmy nadal goli w jaskiniach, racząc się zimną wodą źródlaną i surowym mięsem upolowanego gołymi rękami zwierza. Ale od czasu gdy 2,6 mln lat temu „człowiek zręczny” czyli Homo habilis zaczął kształtować ostre narzędzia krzemienne świat się diametralnie zmieniał. I stawiam kości przeciwko orzechom, że w paleolicie było całe stado luddystów pohukujących, że dzięki nowym narzędziom kury przestaną się nieść, a krowy dawać mleko. O czerwonym kurze nie mogło być mowy, człowiek rozpalił ogień 1,2 mln lat póżniej.

Aspekt luddyczny w Konopielce

Hooah startupy!

Mógłbym Wam opowiedzieć o długotrwałym procesie zarabiania pieniędzy. Nie na trzeci jacht. Na miskę ryżu. Wyrzeczeniach. Oszczędnościach. Ryzyku. Pracy w trudzie i znoju po kilkanaście godzin na dobę. Braku weekendów, stresie i ciągłej dyspozycyjności.

Wyśmiejecie mnie.

Podacie milion przykładów gości, którzy zarobili w nowych technologiach pieniądze szybko, łatwo i wręcz błyskawicznie. Będziecie strzelać przykładami Jasia, Stasia i Wojtusia, którzy dostali kasę na rozwój swoich projektów, wręcz na pstryknięcie palca.

Będziecie mieli rację.

I ja też.

Koncentrujemy się bowiem na pojedynczych przypadkach. A tu statystyka rządzi. Większość firm nie przeżywa dwóch lat. Dyskutujemy o spektakularnych sukcesach, ale większość odchodzi w milczeniu. Rozlewa się po korporacjach i agencjach, gdzie płaca zawsze trochę pewniejsza i nie trzeba czekać 90 dni na płatność za fakturę, wisząc dwa tygodnie na słuchawce, bo klient dla ktorego harowałeś trzy miesiące nie rozumie, że dla niego dodatkowe grosze z lokatowych odsetek, dla Ciebie oznaczają pusty garnek.

Powody problemów startupów są zawsze podobne. Nieumiejętność działania na rynku. Brak klientów. Brak płynności. Przejście z fazy hurraoptymistycznego zachwytu nad produktem, do fazy odpowiedzi na pytanie „kto go ode mnie kupi?”.

Nagle okazuje się, że cmokanie z zadowolenia facebookowych fanów nic nie znaczy. Że owszem, pocmokać mogą, nawet potestować, opinię wydać, podyskutować, ale kupić? Ueeee … To „prostacka komercha jakaś”. Okazuje się, że to nie ten target, nie ta tablica, a w ogóle to każdy chętnie weźmie for a free, bo do Czech mają za darmo.

Są tacy, którzy rezygnują. Są tacy, którzy się wściekają i mówią o „głupich klientach, głupim rynku”. Inni zamykają się w sobie, a jeszcze inni szukają powodu, a nie sposobu. Rynek jest jak równanie z wieloma niewiadomymi. Nie ma jednego sposobu rozwiązania. Są takie, które okazują się ślepą uliczką. I takie, których prostota wręcz nas porazi.

Może Polacy nie wymyślą już iphona, ale może uda się aplikację na miarę Angry Birds. Nie bójcie się i nie zapatrujcie się na legendy – twórzcie je.

Z dedykacją dla uczestników Startup Sprint Marketing w Poznaniu w najbliższy weekend.

Kombinuj bez ściemy

Miałem trudny wybór. Zostać na Infoshare w Gdańsku lub jechać na konferencję „Bez Ściemy„. Wybrałem Lublin, byłem ciekaw idei przedsięwzięcia oraz lubelskiego klimatu. Nie zawiodłem się. Nawet więcej, zostałem zarażony i zainspirowany czego efekt można znaleźć na moim fanpage na Facebooku.

bez-sciemy

Wymyślone przez lubelszczan hasło „Bez Ściemy” (tu ukłon dla organizatora i podziękowanie za zaproszenie) zadziałało. Iskra się zapaliła. Można mówić otwarcie, szczerze, a czasem gorzko (ale bez malkontenctwa) o kolorycie polskiego biznesu. Żałuję, że nie było Romana Młodkowskiego z TVN CNBC, byłby w swoim żywiole (może to nadrobimy:). Pasjonujące wystąpienie Pawła Fortuny, non-konformistyczny Jacek Pogorzelski, konkretny Marcin Przasnyski, porywający Paweł Sala. Nieustannie urocza i wybitnie profesjonalna Joanna Malinowska-Parzydło. Spodziewałem się, że będzie fajnie, ale nie przypuszczałem że aż tak. – Stary, tu powinni siedzieć nasi wszyscy menedżerowie – jak przypadkowo podsłuchałem w kuluarach rozmowę telefoniczną. Tak, tu powinni siedzieć na sali zarządzający i właściciele firm.

Świat który nas otacza, jest wybitnie podatny na ściemę. Łatwość generowania informacji powoduje, że każdy może pisać czy filmować co chce, jak chce, kiedy chce i puszczać to w obieg. Ale podstawą idei „bez ściemy” jest wiarygodność. Szczególnie w kraju takim jak Polska, gdzie ściema ma się dobrze. Ostatecznie „kombinowanie” jest narodową cechą (zarówno w pozytywnym jak i negatywnym znaczeniu). Brak ściemy oznacza wiarygodność, w tym co się robi i w tym co się mówi. Jesteś odpowiedzialny za swoje Słowo. „Jesteś odpowiedzialny za to co oswoiłeś”. Działaj bez etycznych sprzeczności w tym co robisz – z tym o czym mówisz. Wiarygodność siebie i swoich słów, buduje się latami, ale utracić ją można bardzo szybko.

Rzetelni i prawdziwi eksperci bywają w tym kraju biedni, bo nie biorą łapówek i mówią prawdę. Bez ściemy. Lecz ta prawda bywa czasem niewygodna lub „nie po myśli prezesa”. Wtedy ekspert jest zły, firma badawcza nierzetelna albo agencja reklamowa głupia. Taki stan rzeczy oddaje potężne pole do popisu dla wszelkiej maści ściemniających „czarusiów”, uprawiających lizusostwo zarządcze, a których zdefiniowałem pojęciem „psuj rynkowy„.

Utrata wiarygodności, różni się od „wrażenia utraty wiarygodności”, kiedy niektórzy piętnują np. znane twarze za udział w reklamach. Dziś taki projekt jest czymś zupełnie normalnym. Natomiast są tacy, którzy biorą w nich udział wyłącznie dla pieniędzy (bez szczególnej refleksji), a inni również zgadzają się z proponowanym stylem wartości zawartym w reklamowanym produkcie. Moim zdaniem należy odróżniać te postawy, choć jak zwykle obiektywna ocena czyichś intencji jest trudna.

Prawdziwa wartość nie uznaje ściemy. Gardzi nią i wyśmiewa. Ściema bowiem jest jak rak, jak kolorowy pajac, który na zewnątrz ma wyłącznie barwny papierek, a w środku bezdenną i głupią pustkę niewiedzy i kompetencji. Ściema lubi się też skrywać pod maską profesjonalizmu. Wartość kosztuje zbyt wiele by dać się okiełznać Ściemie. Choć czasem daje się przez nią wyprowadzić z równowagi.

Współczesna era informacji i era wiedzy, zaczyna promować wartość. Choć ściemy szczególnie w marketingu mamy od metra. O Ściemie piszą często dziennikarze choćby w kontekście marketingu, szukając sensacji, nie rozumiejąc istoty konkurencyjności i innowacji firm czym powodują lawiny stereotypów o manipulacji czy oszukiwaniu klientów. Ale chociażby Pokolenie Y jest coraz bardziej odporne na Ściemę. Im więcej o niej wiemy (a w mediach społecznościowych nic się nie ukryje), tym lepiej rozumiemy jej mechanizm.

Wierzę, że idea „Bez Ściemy” może stać się polskim „TEDx”. Wysoko mierzę? Być może. Ale Polak to jedna z najbardziej kreatywnych bestii na świecie. A prawdziwa Wartość będzie zawsze w cenie, pod każdą szerokością geograficzną.

PS. Z tego miejsca wyrażam uznanie dla firmy Kler. Zaaranżowany przez nich business lounge był doskonały. Uwaga: piszę jak było, a nie dlatego, że chcę sobie kupić kanapę :)))

Wybrane cytaty konferencji „Bez Ściemy” w Lublinie

 1-pawel-fortuna-bez-sciemy 2-joanna-malinowska-parzydlo-bez-sciemy 3-jacek-pogorzelski-bez-sciemy 4-marcin-przasnyski-bez-sciemy 5-jacek-kotarbiski-bez-sciemy 6-pawel-sala-bez-sciemy 7-pawel-sala-bez-sciemy 8-jacek-kotarbinski-bez-sciemy 9-pawel-fortuna-bez-sciemy