Jak radzić sobie z hejterami? Jacek Kotarbiński o swojej nowej książce #hejtolandia

Jacka przedstawiać nie trzeba – jego książka pt. „Sztuka rynkologii” dla wielu stała się obowiązkowym elementem domowej biblioteczki, a felietony w HARVARD BUSINESS REVIEW, MARKETER+ czy wpisy na blogu  zawsze niosą ze sobą dawkę konkretnej wiedzy. Na warsztatach przed imprezą „Blog Roku” prowadził panel o hejterstwie. Tam usłyszałem o planowanej książce i postanowiłem „pociągnąć temat”.

Czytaj dalej „Jak radzić sobie z hejterami? Jacek Kotarbiński o swojej nowej książce #hejtolandia”

Reklamy

Sparring z kukłami

Wiktor Suworow, słynny rosyjski agent GRU miał kiedyś problem z identyfikacją pojęcia „kukła” w Specnazie. Jego przełożony, pułkownik Krawcow dyskretnie objaśnił, że „kukła” jest skazanym na śmierć osobnikiem, któremu przed wykonaniem wyroku daje się jeszcze szansę egzystencji w specyficzny sposób. Jako worek treningowy dla oficerów. Bynajmniej nie dla rozrywki. „Kukła” nie ma bowiem nic do stracenia, a dla trenujących jest to realna symulacja rzeczywistej walki, której nigdy nie doświadczysz markując ciosy.

Dziś swoiste „kukły” czy „golemy” występują w elektronicznym świecie. Anonimowi, złośliwi, wredni, nie szanujący nikogo i niczego. Bydlęta bez twarzy i twarze bez godności. Czujące się w pełni bezpieczne w swych elektronicznych grajdołkach, czychające za węgłem na byle powód by dokopać. Z owych golemów żyje całkiem pokaźna grupa elektronicznych mediów, gwarantująca sobie dzięki temu oglądalność i „fame”, co przekłada się na zainteresowanie różnych grup reklamodawców.

Gwiazdy mogą płakać, wypisywać się z Facebooka i Twittera, nie otwierać komputerów i nie kupować kolorowych pism. Ale to nic nie da. Oni i tak tam będą, bo na nich opiera się część systemu „dojenia z kasy” (fraza „zarabianie pieniędzy zupełnie mi tu nie pasuje). Im bardziej Cię znają, tym większym obleją błotem. Im mniej o Tobie wiedzą, tym bardziej fantastyczną historię wymyślą. I Twoje sprostowania czy zaprzeczenia, służyć będą kolejnej pożywce. Jeśli ktokolwiek zwróci na nie uwagę.

To takie dyskusje zalewają dziś media. Niczego nie rozwiązujące. Prowadzące do bezsensownej młócki i atmosfery typowej dla magla. To już przestało być domeną publicystyki niskich lotów. Wdziera się jak rak do programów, które choćby z racji autorytetu prowadzących powinny być jakościowo dobre.

Mam paru znajomych, z którymi świadomie nie poruszamy pewnych tematów. Zbyt różnimy się w swoich ocenach, szanując to jednocześnie. I w niczym to nie przeszkadza, mamy bowiem mnóstwo innych, nie mniej pasjonujących. Dalej się lubimy lub różnimy z zachowaniem wzajemnego szacunku.

Ale należy być przygotowanym na hejtowe kampanie. Żeby walczyć – trzeba ćwiczyć. Dlatego czasem ląduję na kolorowych forach i walczę z internetowymi kukłami. Anonimowo. Dla wprawy. Nikt bowiem nie zna dnia ani godziny.

Silikonowe mózgi

Siedzą w szklanych klatkach jak w brojlerach. Niektórzy niedawno z kanap zeszli. Skupione twarze rozświetla tylko zimny blask monitora. Klikają. Piszą. Klikają. Tysiąc lajków za cztery dychy. Dziesięć tysięcy wyświetleń na You Tube – dwie. Kreują silikonowe profile na Facebooku i zarabiają kasę. Łapka w górę. Łapka w dół. Kto dziś wrzuci śmieszniejszą fotkę. Gimbazowy komentarz. Na prezentacji jest się czym chwalić. Tysiące fanów. Nieważne, że część egzotycznych. Setki komentarzy. Nieważne, że bezsensownych. Automat nie rozpoznaje bezcelowych dyskusji. Tylko człowiek. Jest klient, jest rynek. A że klient daje się doić jak dziecko? Cóż, to tylko problem jego merytorycznej arogancji.

Ilość fanów na Faceboku na fanpage marki, lajków czy komentarzy, przestaje być wiarygodnym źródłem informacji o profilu. Oczywiście wtedy, gdy wiemy że jest on sztucznie pompowany. Zjawisko dość dokładnie opisał Jerzy Ziemacki w „Przekroju” – „Zmierzch ery lajków”. Niejednokrotnie samemu wystarczy popatrzeć na niektore fanpage. Żebrolajki konkurują z LOL contentem, nachalna reklama wciska kolejny produkt, a mniej lub bardziej prymitywne konkursy służą tylko wygenerowaniu dodatkowego ruchu. Ten szum wyłącznie dla statystyk i ładnie wyglądających prezentacji ma tyle wspólnego z budowaniem społeczności co owoc figowca z gestem figi.

„Silikonowe” profile facebookowe tym się różnią od „organicznych”, że te pierwsze są piękne, słodkie, słitaśne, wypicowane, wyfotoszopowane, gładkie i efektowne, ale pełne sztucznej chemii w środku. Organiczne profile na których króluje szczerość dialogu czy twórczy spór, bywają dla marketerów i właścicieli firm, kwaśne jak święte psiary Jej Ekscelencji. A naturalna, organiczna świętość bierze się z rzeczywistego zaangażowania fanów w dialog z marką w social media. Prawdziwość wypowiedzi marka-fan jest jedną z kanw prawdziwej lojalności, a nie napompowanych silikonem statystyk. Organiczności nie zapewni Ci żadna agencja, a jedynie prawdziwi pasjonaci tej marki, marketerzy czy właściciele. Agencja może Ci pomóc, ale nie będzie się identyfikować z Twoimi klientami.

Przykład organicznego, prawdziwego i rzetelnego profilu? Zobacz oficjalny fanpage Doroty Zawadzkiej.

Wyjdźcie w końcu z dusznego pokoiku pełnego dymu hipokryzji i zacznijcie realnie komunikować się ze swoimi klientami w mediach społecznościowych. Szczerze i bez ogródek. Ale równocześnie konstruktywnie i bez hejtu. Hahejów trzeba wyrzucać – to kwestia higieny domowej, tak jak wyrzucanie śmieci. Prawdziwej lojalności nie buduje się na wyfiokowanym przyjęciu, gdzie wszyscy prawią sobie płaskie i nieszczere komplementy. Miejcie odwagę i szczerość Bergera.

A teraz wyobraż sobie, że jesteś na wielkiej domówce urządzonej przez napuszoną, barokową i pełną hipokryzji markę (wybierz sobie dowolnie Ci pasującą, a jest ich sporo). Przychodzi nagle niezaproszony Harley-Davidson i …

HAHEJ – HAłaśliwy HEJter

(nowe pojęcie) HAHEJ – Hałaśliwy Hejter. Nie rozumie wypowiedzi, ale odnosi się do niej agresywnie i wulgarnie. (Zasada : „nie wiem, ale się wypowiem”). Atakuje przede wszyskim personalnie, a nie merytorycznie. Grubianin, który delikatnie zwróconą uwagę, zamieni w stek wulgarnych obelg w odpowiedzi.

HAHEJA – spotkasz na fejsbuku, forach i listach dyskusyjnych. Nie rozumie  haters gonna hate  bo jest po prostu na to zbyt prymitywny. Przypomina trolla wpuszczonego do muzeum w Luwrze.

Jedyną skuteczną receptą na HAHEJA jest jego odstrzelenie. Jakiekolwiek próby wychowania go, są bezskuteczne. Spróbuj wychować taboret.

Nazwę skrajnej i szczególnej odmiany HAHEJA uzyskasz zamieniając literę E w U.