Twórczyścisk

– Dwadzieścia pięć tysięcy! – dyrektor finansowy potrząsał nerwowo fakturą nad głową prezesa zarządu – dwa-dzie-ścia-pięć! – Czy wasz szef marketingu wstając z kolan walnął się główką w parapet?!

emotions2

Czytaj dalej „Twórczyścisk”

Reklamy

Odcinek 1: Highway to Hel #askjacek

W tym odcinku próbujemy odpowiedzieć na pytanie czy lepsza jest pasja czy wiedza, jak i czym się inspirować, czy istnieje świat poza internetem, czy możemy przesyłać zapachy, jak się rozwinie marketing sensoryczny i rzeczywistość wirtualna i jak się uczyć marketingu?

askjacek-kotarbinski-com-jacek-marketing-rynkologia-innowacja-800x400

#AskJacek to forma samochodowych rozmów, podczas których staramy się poruszać różnorodne tematy związane z rozwojem innowacji, marketingu, technologii, życia i tego jak zmienia się świat. Pokazujemy również drogę, którą jedziemy. Pierwszy odcinek to Gdynia – Hel.

Czas na rewolucję marketingu

Marketing się zmienił. I już nie będzie taki sam. Jeśli tkwisz w mentalnym, analogowym rozumieniu jego zasad – nie masz szans przetrwania. Fale dynamicznych, rewolucyjnych procesów zaleją Cię, porwą i wyrzucą gdzieś na zarośnięty brzeg. Jeśli rzeczywiście chcesz być konkurencyjny na rynku, nie możesz opierać się zachodzącym zmianom.

london_student_protest

Spróbuj je zrozumieć, zaakceptować i zastanowić się, jak przekształcić własną organizację. Przede wszystkim, jak wyjść ze sztywnych ram dotychczasowego myślenia o rynku. Czas statycznego, skostniałego marketingu, narzędziowego, wspierającego sprzedaż – już przeminęła.

Czytaj dalej „Czas na rewolucję marketingu”

11 kluczowych wyznaczników

Ponieważ po wpisie o misiach 🙂 zalała mnie fala Waszych pytań, odpowiadam notką, jakie moim skromnym zdaniem, są najważniejsze determinanty opisanego stanu rzeczy i relacji w marketingu:

  1. „Kotleryzm” – budowa wiedzy o marketingu w oparciu o podstawowy podręcznik prof. Philipa Kotlera. Jest to doskonała pozycja i kluczowa dla marketingu na świecie od 45 lat. Jednak nie zawiera tak niezbędnego w Polsce mikromarketingu – wiedzy, którą większość studentów powinna opanować w praktyce (różnica mikro- i makromarketingu przypomina różnice mikro- i makroekonomii. Marketing na poziomie korporacyjnym jest trochę inny niż w przypadku hurtowni spożywczej, pomimo podobieństwa marketingu mix).
  2. „Brak praktyki” – studenci marketingu nie realizują projektów mikromarketingowych, nie pomagają np. organizacjom charytatywnym tworzyć marek czy USP; zarządzanie pełnymi projektami marketingowymi powinno być skladnikiem nauczania.
  3. Rozwój „sierżantów marketingu”pisałem o tym w notce o tym samym tytule.
  4. „Tego powinien słuchać mój szef” czyli zdanie, które bardzo często słyszę podczas warsztatów, konferencji czy workshopów. Pierwszym marketerem w firmie jest właściciel czy prezes zarządu. Ich wiedza o kompetencjach marketingu decyduje o tym jak wygląda praca tego działu
  5.  Brak doskonalenia twardych umiejętności szczególnie w formach case studies i gier decyzyjnych. Marketer musi nieustannie rozwiązywać rynkowe krzyżówki, inaczej mózg mu utyje.
  6. Stereotypowe myślenie o marketingu, w którym profesjonalizm często musi udowadniać, że nie jest wielbłądem [patrz rynkologia].
  7. Brak profesjonalnego dialogu marketerów i sektora marketing services o standardach współpracy. Nie istnieją obecnie na rynku np. jakiekolwiek profesjonalne i sensowne wydarzenia, które próbują zmienić ten stan rzeczy.
  8. Przypadkowość doboru ludzi do pracy w komórkach marketingu – pokażcie mi ogłoszenia rekrutacyjne :)), a powiem Wam czy szukają brand managera czy kolejnego handlowca, ładnie nazwanego.
  9. Wybitna mnogość „speców”, „ikspertów„, „fachowców”, „markietanek” – każdy Polak zna się na marketingu, bo jakżeby inaczej?
  10. Łatwe uleganie trendom, modom, podchwytywanie zasłyszanych światowych (czytaj: amerykańskich) nowinek, które nijak nie pasują do stanu rozwoju polskiego rynku.
  11. Myślenie o roli marketingu wyłącznie w kontekście narzędzia doprowadzającego do sprzedaży (wspomagającego). To skutkuje najczęściej źle działającymi procesami marketingu i sprzedaży w każdej firmie.

Pewnie można dopisać jeszcze kilka, ale powyższe wydają się najistotniejsze.

Widzi misie w marketingu

W ’97r. organizowałem szkolenie pn. „Controlling marketingowy”. Na 500 wysłanych ofert, wróciło 1 zgłoszenie i 115 zapytań, co to jest controlling marketingowy. Na inne zajęcia z budżetu marketingowego, poprosiłem o zabranie kalkulatorów. Jedna z uczestniczek była zdziwiona. – Kalkulatory? A w marketingu coś się liczy? Pracuję już pięć lat i w marketingu jeszcze niczego nie liczyłam. I deser. Pewna poważna organizacja robiła ranking na „Marketera Roku”. Na krótkiej liście trzech pretendentów znalazł się prof. Philip Kotler jak też szacowny i uznany profesor pewnej polskiej uczelni oraz lubiany przeze mnie kolega, szef agencji reklamowej. Przyznam, że wybór był nie tyle trudny ile szczególnie groteskowy.

20130213-120942.jpg

Działy marketingu spowijane są oparami indolencji. Niestety, nie od dzisiaj. To o czym pisze Jacek Prześluga na swoim blogu czy Patryk Bryliński – Junior Brand Manager jest swoistym papierkiem lakmusowym branży marketing services (MS). Główną winą marketera jest indolencja zawodowa i brak szacunku do pracy agencji czy dostawcy. Główną winą agencji jest chęć zarobienia lub wydojenia pieniędzy z klienta czasem za wszelką cenę.

Największym problemem branży MS jest dziś brak transparentności. Wszyscy mówią, że zrobią wszystko. Agencje reklamowe mieszają kompetencje z PR, te z social media, a te z kolei z SEO i SEM. Wszyscy zrobią kreację, monitoring i badania. Większy przetarg oznacza kakofonię propozycji i wyścig kto będzie tańszy. Niestety, wyścigów jakościowych pomiędzy brandami zdecydowanie brak. Jeśli wyścig, to najczęściej „lobbystyczny”. Ale lobbing MS wiadomo czym się kończy. Mam zabronione o [censored] … tym pisać, ale podobno 30 do 50% deali robionych jest właśnie w taki sposób. I to jest rak zżerający branżę.

W działach marketingu pracują często ludzie przypadkowi. Jedni tam trafili, bo szef uznał, że się będą nadawać. Inni, bo ktoś uznał, że skoro do niczego się nie nadają, to niech pracują w marketingu. Jeszcze inni, uznając, że nie nadając się do niczego, sprawdzą się w marketingu, bo tam nic nie trzeba umieć. Wystarczy się uśmiechać uroczo, wypełniać tabelki, a całą resztę zrobią agencje. Konfrontowani są z ludźmi trafiającymi do marketingu, bo tego chcą. Pasjonują się tworzeniem marki, zarządzaniem nią. Lubią poprzez badania odkrywać ciekawe relacje społeczne. Kochają fajne reklamy i znają najlepsze na świecie. Fascynują się designem, ale i potrafią kalkulować. Te dwa różne typy ludzi spotykają się często w jednym zespole. Dokoptowuje im się jeszcze paru studentów marketingu, którzy nienawidzą Kotlera bo musieli nocami zakuwać definicje do egzaminu…

Potem przychodzi boss. Zasadniczo marketing kojarzy mu się z wciskaniem bubli poprzez reklamę. Ma jasno i wyraźnie definiowalny stosunek do działu marketingu – wyciskają kasę i trzeba ich utrzymywać, bo konkurencja niestety „się reklamuje”. Czyli my musimy też. Dyskusja o działaniach marketingowych krąży wokół narzędzi. A najlepiej, żeby agencje podrzuciły parę pomysłów i kreacji, za darmo, my im potem pięknie podziękujemy, nie zapłacimy (bo przecież za kreację się nie płaci), zrobimy misz-masz projektów, a akcję zrobi ostatecznie szwagier prezesa. Przecież też ma agencję. Gadżetową.  Ale social media też zrobi, a cooo …

Profesjonalne relacje agencji i marketera, wymagają nie tylko dialogu i edukacji. Przede wszystkim dobrej woli i zrozumienia biznesu oraz szacunku obu stron. Agencja, której stale nie płaci się za prace kreatywne, szukać będzie desperacko alternatywnych rozwiązań. Co wcale jej nie usprawiedliwia. Szef marketingu, z decydentem, któremu co chwila zmienia się koncepcja i „widzimisię”, skończy jako ostatni arogant z którym będą pracować ostatni szmaciarze, albo zmieni firmę, szanując portfel swoich dostawców. Na „widzimisięznawstwie” firm poległa niejedna agencja, o zawalonych weekendach ( „na poniedzialek 9 rano ma być!”) czy rozbitym życiu rodzinnym („tata kolejną noc przerabia projekt w kwiatuski”) nie wspominając. Uniknę opisywania administracji wielu firm, które w plebiscycie wybierają długopis firmowy, czy o małżonkach właścicieli wybrzydzających w kreacjach reklamowych, nie posiadając żadnej wiedzy ani o targecie, ani o komunikacji marketingowej.

Działy marketingu działają często akcyjnie, bez strategii i choćby modelu działania. Debeściarze rynkowi uważają, że im „ten cały marketing niepotrzebny”. Załatwi wszystko agencja reklamowa – po co robić jakieś zamieszanie. Jakoś się kręci, do czasu pierwszego tąpnięcia sprzedaży. A wtedy jest „olaboga, zróbta coś chłopy bo dubla nie będzie”. Jak wyjdzie, jest dobrze. Jak nie, dział marketingu na zieloną trawkę. I tak co dwa lata. Największa rotacja pracowników w Polsce jest w działach marketingu, sprzedaży i agencjach reklamowych.

Marketingowe Prawa Kotarbińskiego

inspiracja Prawami Murphyego 🙂

(c) 2010 Jacek Kotarbiński | kopiowanie dozwolone pod warunkiem podania źródła 🙂

1. Ilość i konieczność znaczących modyfikacji w planie marketingu, jest odwrotnie proporcjonalna do czasu pozostającego do prezentacji przed zarządem firmy.

2. Obsługa targowa konkurencji, obserwowana przez Twojego szefa, jest zawsze bardziej profesjonalna od Twojej.

3. Kiedy oddajesz folder do druku i zastanawiasz się czy nie ma tam jakichś błędów – nie wierz w cuda – polegaj na nich!

4. Prowizoryczne reklamy przydrożne zawsze okazują się najtrwalsze.

5. Uśmiechnij się ! Jutro czeka Cię więcej harówki !

6. Ilość przydzielanych zadań marketingowych, rośnie wprost proporcjonalnie do dni, jakie pozostają Ci do rozpoczęcia długiego urlopu.

7. Urlop marketera powinien być zakonczony tygodniowym okresem dostosowawczym na ponowną, firmową aklimatyzację, przebrnięcie przez tysiące wiadomości elektroniczne i dokopanie się przez papiery do czerni biurka. („Dokopywanie się do czarnego” – buziaczek dla Marzeny T.:) Tej od „psa, który kocha mimo wszystko :))

8. Zawsze, kiedy pozostaną Ci już drobne poprawki kosmetyczne w prezentacji, pojawią się informacje, które rujnują wcześniejsze założenia.

9. Prezesi nigdy nie interesują się analizami i studiami za 50tys. i więcej. Wyborem firmowego długopisu, gadżetu oraz kształtem modyfikowanego logo – zawsze.

10. Największym autorytetem marketingowym dla szefa, pozostaje jego żona, matka lub kochanka.

Póżniej córka. W przypadku posiadania więcej niż 5 córek, decyzje podejmowane są przez aklamację.

11. Kariera szefa marketingu w firmie zarządzanej przez właściciela posiadającego 5 córek i więcej, nie

przekracza 3 miesięcy. Wyjątek: małżeństwo z najbrzydszą z nich.

12. Im prostsza jest reklama do akceptacji, tym szef ma więcej uwag.

13. Firmy dzielą się na 3 grupy. Takie, które rozumieją marketing, takie którym się wydaje, że go rozumieją i takie, które wydają ciężkie pieniądze na to, żeby klientom wydawało się, że rozumieją.

14. Jeśli Twój projekt marketingowy się nie uda, to niewątpliwie uda się konkurencji.

15. Upojny seks szaleńczo zakochanych. I seks z prostytutką. Tym różni się prawdziwy program lojalnościowy od nachalnych prób zrobienia z klienta idioty.

16. Nie ma głupich marketerów. Są tylko markietanki.

17. Prawdziwy marketer to skarb. Trzeba go tylko wysoko wykopać. Najlepiej do zarządu.

18. Komunikacja szefa marketingu z główną księgową powinna być realizowana zgodnie z zasadami budowania relacji obcych sobie cywilizacji.

19. Prawdziwy marketer nigdy nie dziwi się wymaganiom, jakie stawiane są mu przez służby księgowe.

20. Liczba zamawianych gadżetów nigdy nie będzie zadowalająca dla zespołów handlowych.

21. Cztery zjawiska blokują rozwój marketingu w firmie – ignorancja, głupota, komitety marketingu oraz ludzie, którym się wydaje, że są guru marketingu.

22. Długość nóg specjalistki ds. marketingu jest wprost proporcjonalna do prawdopodobieństwa udziału w międzynarodowej konferencji.

23. Dział Marketingu odporny na idiotów, zarządzany jest właśnie przez nich.

24. Zespół marketingu myślący na okrągło i kanciasty szef marketingu to bezproduktywna mieszanka paszowa.

25. Kanciasty zespół marketingu i myślący szef marketingu to tartak, który słychać w całej firmie.

26. Im bardzie drżą Ci ręce, tym większe prawdopodobieństwo, że prezentacja nie odpali.

27. Im lepszy pendrive, tym gorszy laptop, który dostaniesz do odpalenia prezentacji.

28. Na każdej prezentacji badań, znajdzie się detal, który je podważy w całości.

29. Twój klient nigdy nie wie czego chce.

30. Im dłużej trwają bloki reklamowe w tv, tym podają większe wyniki oglądalności.

31. Im gorsze parametry produktu, tym agresywniej próbują go sprzedać.

32. Ilość zastrzeżeń do pracy działu marketingu, rośnie wprost proporcjonalnie do budżetu tego działu.

33. W żadnym słowniku marketingu nie istnieje słowo „niemożliwe”.

34. Złorzeczenia, to jedyny język używany przez handlowców na spotkaniach prowadzonych przez

marketing.

35. To, czego nie napisałeś w planie marketingu, będzie zawsze ważniejsze od tego, co napisałeś.

36. Im więcej stanowisk na wizytówce, tym mniejszy zakres kompetencji.

37. Wysokość faktury za opracowanie strategii marketingowej jest wprost proporcjonalna do

kilogramów dokumentacji.

38. Dobry konkurent, to zbankrutowany konkurent.

39. Nic tak firmy nie rozkręca, jak rosnąca konkurencja.

40. Z prawdziwą konkurencją można współpracować. Ze szmaciarzami nikt nie chce nawet wyjść na boisko. Podłość i czarny PR trzeba tępić.

41. Wartość zakupów usług marketingowych jest odwrotnie proporcjonalna do ryzyka projektów.

42. Im mniej rozumiesz z prezentacji agencji reklamowej, tym wyższą fakturę dostaniesz.

43. Każda agencja reklamowa z innego miasta, będzie bardziej fachowa od lokalnej.

44. Znane twarze, to „specjaliści od PR”. Nieznane twarze, to „ludzie od propagandy”.

45. Nie mów tego, tylko napisz.

46. Nawet najbardziej skomplikowaną strategię przedstawiaj w 3 punktach.

47. Im masz ciekawszy projekt, tym większe bzdury napiszą w press releases.

48. Ilość rozsyłanych megabajtów danych przez Twoje biuro prasowe, jest wprost proporcjonalne do wkurzenia odbierających je dziennikarzy.

49. Zespół marketingu dzieli się na 3 kategorie ludzi. Kwadratowych, Okrągłych i Markietanki. Okrągli myślą w milczeniu. Kwadratowi ich krytykują w milczeniu. Markietanki jazgoczą.

50. Marketer, który myśli, może zachowywać się dziwacznie. Wybaczcie mu.

[cdn:)]

Psucie ryby od ogona

Oto mamy billboardowy „układ”. Przeciętna, polska tablica reklamowa – to dziś obraz nędzy i rozpaczy. Ilościowo – przodujemy w Europie. Jakościowo – szkoda strzępić pióra. W jednym z wrześniowych numerów „Polityki” dokonuje się wiwisekcji polskiej branży outdoorowej. Trudno polemizować z argumentacją zawłaszczania przestrzeni publicznej, braku estetyki, harmonii czy prostej logiki użycia. To są fakty, a z nimi jak wiadomo – nie ma sensu wojować. Obraz Polski outdoorowej – to obraz wielkiej walki w policjantów i złodziei. Kto będzie szybszy i bardziej chytry ?  Użycie w dzisiejszych czasach tych trzech liter jest na tyle ryzykowne, że posłużę się frazą „rudokitnyj”

Ryba nie psuje się od głowy. Ryba psuje się od niewykształconego, marnego grafika. Od marnej, miejskiej estetyki. Marnego, zgaszonego marketera. Od indolencji samorządowych decydentów, dla których reklama w przestrzeni publicznej to nadal objaw „kułackiego imperium prywaciarza”. Wszystko zaczyna się od braku koncepcji i pomysłu na uporządkowanie miejskiej przestrzeni reklamowej. Brakuje lokalnych rozwiązań prawnych, które uwzględniać będą zarówno interesy agencji, samorządów, klientów agencji, ale i lokalnej społeczności. Brakuje zdefiniowania miejsc, które nie powinny być „zawłaszczane” mimo ich niewątpliwej atrakcyjności, takich jak zabytki czy kościoły.

Ryba naprawdę psuje się od ogona … Bylibyśmy pewnie w stanie zaakceptować nawał reklamy zewnętrznej, jeśli jej jakość reprezentowałaby „pierwszy sort”. Tak niestety nie jest. Świat billboardów, miesza się z lokalnymi wyklejankami i wycinankami pamiętającymi świat reklamowej folii, citylightami, kawałkami świecących neonów czy diodami LED. Techniczny i designerski prymitywizm wypełnia otoczenie ogólnopolskich nośników. A może odwrotnie ?

Przez 17 lat, demokratyczna Polska nie wykształciła licznych i profesjonalnych projektantów reklamy.  Gdzie są lokalne szkoły kształcące specjalistów w zakresie zasad identyfikacji  wizualnej, szlifujące kreatywność, pozwalające na eksperyment  czy na wyjście poza konwenanse i sztampę ? Gdzie jest wysokiej klasy, polskie rzemiosło reklamowe ? Czyż przez kilkanaście lat nie miało szansy się narodzić ? A gdzie mistrzowie wielkiej, polskiej szkoły plakatu ?

Dziś szef marketingu np. wielkiego browaru nie ma problemu z organizacją  ogólnopolskiej kampanii – fachowców ma na wyciągnięcie ręki. Niektórzy nawet gwizdać nie muszą. Zdecydowanie gorzej ma właściciel małego, lokalnego biura turystycznego, który szuka wyróżniającej go koncepcji identyfikacji oraz profesjonalnego wykonania nośników. I nie chce sprzedawać samochodu, żeby ją sobie zaprojektować. Ale zdecydowanie najgorzej – ma ten, który zabawia się w Zosię-Samosię, samodzielnie tworząc estetyczne potworki atakujące nas na każdym kroku. I ten „śpiewno-tańcujący” folklor, jest dla naszego oka tym samym czym disco polo dla uszu. Konsekwencje tak samo druzgocące …

Krótka historia marketera z archiwum

Porządkując stare szpargały, znalazłem swój artykuł z 1997r. o konfliktach na linii marketing -sprzedaż. W tym przypadek spółki „Alfa” 🙂 z 1995r. Ciekaw jestem, na ile dziś można mówić o podobnych procesach, bądź ich całkowitym braku :))

(c) 1995, Jacek Kotarbiński

„W 1995r. w firmie Alfa, rozpoczęto proces restrukturyzacji. Zorganizowano nowe działy, w tym marketingu i sprzedaży. Obie funkcje rozdzielono od siebie. Spółka była średniej wielkości (350 pracowników) jak i działała w różnych obszarach funkcjonalnych ( produkcja i usługi dla przemysłu). Rada Nadzorcza zaakceptowała projekt, całość „odpaliła” w nowej strukturze. Dopóty firma wdrażająca projekt gasiła problemy w zarodku, nikt nie miał do nikogo pretensji. Niestety, później, po roku samodzielnego działania, młodzi marketerzy zatrudnieni w firmie nie sprawdzili się. Ich projekty spotkało fiasko, wydano niepotrzebnie sporo pieniędzy, wewnętrzna komunikacja i współpraca zaczęła układać się fatalnie. Na „spotkaniu prawdy” i po przeprowadzonych wewnętrznie badaniach, przedstawiciele innych działów oraz związki zawodowe zdefiniowały swoje pretensje:

  • Dział Marketingu ma najmłodszego dyrektora w firmie, stąd nie ma od bladego pojęcia o zarządzaniu i powinien siedzieć cicho, kiedy starsi wiekiem i doświadczeniem koledzy coś mówią (Dyrektor Marketingu miał 26 lat, średnia dyrektorska – 45 lat).
  • Marketing chce ciągle pieniędzy na zupełnie niepotrzebną reklamę, bo przecież firma jest znana na rynku, poza tym wdrożono system ISO i jakościowo jest super
  • Marketerzy mają non stop pretensję do handlowców, że nie potrafią rozmawiać z klientami (koncentrują się na jednorazowej transakcji, a nie na budowaniu długofalowych relacji – co oznacza w praktyce „wciskanie” na siłę).
  • Nie można wejśc do Działu Marketingu bo cyt. z ankiety „ siedzą tam najładniejsze dziewczyny w mieście, czytają sobie młodzieżowe czasopisma i popijają kawę”.

Zarząd stwierdził, że należy dokonać zmian, które poprawią sytuację.

  • Zredukowano dział do 3 osób i zlikwidowano go jako samodzielną komórkę.
  • Cały dział nazwano „komórką marketingu” i przesunięto pod protektorat dyrektora handlowego ( dyrektor marketingu stał się kierownikiem marketingu)
  • Zmieniono zakresy obowiązków w taki sposób, że komórka miała zajmować się wyłącznie wyjazdami na targi, produkcją folderów dla działu handlowego, wysyłka ofert do klientów i badaniami ankietowymi.

Bardzo szybko zmieniła się atmosfera pracy w nowej komórce. Nagle, dyrektor handlowy zaczął stawiać bardzo wygórowane żądania i nierealne terminy. Mścił się za wcześniejsze uwagi i przytyki, które były kierowane pod jego adresem. Po 2 miesiącach, cała ekipa marketingu zwolniła się z firmy. Przyjęto na ich miejsce młodą dziewczynę (jako specjalistkę ds. marketingu), która spodobała się dyrektorowi. Prywatnie, była jego szwagierką. Ze względu na dużą liczbę obowiązków, część funkcji delegowano do zaprzyjaźnionych agencji reklamowych, które zupełnie przypadkiem były kierowane przez jej szkolne koleżanki.”

Egzotyka w pigułce.

Owocem, na który poluję od dłuższego czasu – jest maracuja. Świeże, dojrzałe owoce mają intensywny zapach i smak. Najczęściej w postaci przetworzonej, możemy je spotkać w jogurtach czy serkach.

Prawdziwie dojrzała maracuja, wygląda mniej więcej tak :

To co spotkałem wczoraj w Kauflandzie, wygląda tak:

Wydaje się, że albo kupiec  zaspał, nie skontrolował partii towaru, bądź wmówiono Kauflandowi, że tak właśnie wygląda i smakuje dojrzały owoc, a lud się nie pozna i znajdzie fanatyków. Uroczyście oświadczam, że fanatyków będzie tylu, co chętnych na wszelkie niedojrzałe owoce. To nawet ciekawie brzmi kategoria Premium „ Niedojrzałe Owoce dla Hardcore`ów”.

Ale dlaczego o tym piszę ? Ponieważ DZIEŃ PO zakupie, z ceny 4,99 zł./ szt. zrobiono aż 50% rabat. 2,50 zł./ szt. niedojrzałej maracuji. Cóż za gratka. Oczywiście, że nie zdzierżyłem i powiadomiłem Menedżera. Ponieważ owoce są egzotyczne, zostałem również potraktowany jak snob, który zżera  drogie owoce, na dodatek egzotyczny ( bo owoc egzotyczny). Jako prawdziwy Polak Patriota, powinienem pożerać jabłka, wiśnie, śliwki, a poza sezonem łaskawie pomarańcze i banany (ostatecznie dojrzewalnie bananów są w Polsce, więc owoce też tak jakby rodzime … ). Poza tym Menedżer nie spożywa maracuji, w związku z tym to czy toto jest dojrzałe czy nie, interesuje go o tyle, o ile wczorajsza paleta. I bądź tu człowieku prosumentem w dzisiejszych czasach. Kryzys chyba dotarł do Kauflandu, bo jeszcze kiedyś za takie uwagi można było dostać czekoladę. A dziś, najwyżej skrzywioną minę Menedżera. Chyba za dużo kwaśnych owoców na stoisku.

Wpis dedykuję wszystkim, którzy uważają że przecena, czarodziejska „promocja” lub inne kombinacje, są świetnym sposobem na pozbywanie się niewygodnego towaru. Dziś klient wyciągnie komórkę, połączy się z siecią i natychmiast może udowodnić, w którym momencie jest robiony w przysłowiowego Araba…

Komu praleczkę, komu ?

13:15

Kupiłeś pralkę z opcją dostawy i montażu. Serwisanci właśnie przywożą ja gotową.

13:20

Po odblokowaniu przez miłych panów czego trza i podpisaniu kwitów, próbujesz podłączyć pralkę. Wprawdzie magistrem pralko znawstwa nie jesteś, ale chyba każdy normalny facet, wie jak się to robi.

13:21

Orientujesz się, ze wejście doprowadzające wodę – jest wewnątrz zaślepione. Zastanawiasz sie, czy „tak ma być” czy tez otwór powinien być pusty. Brzmi logicznie …Nie jesteś konstruktorem tej pralki, skąd masz wiedzieć jak to wygląda.

13:22

Sprawdzasz na schodach, czy przypadkiem Panowie Serwisanci jeszcze są … Niestety …

13:24

Gorączkowo przeszukujesz papiery – szukasz telefonu  do EURO AGD w mieście X. Nie znajdujesz. Jedyne telefony do dyspozycji, to infolinia 0801 … lub telefon warszawski.

13:25

Dzwonisz na infolinię. Jesteś 10 w kolejce.

13:30

Po 5 minutach oczekiwania i wysłuchiwania zapowiedzi, jesteś wkurzony na maxa.  Rozmawiasz z konsultantem. Pan podaje Ci numer serwisu Electrolux/AEG.

13:31

Dzwonisz. Okazuje się, że to główny numer do Electrolux Polska … Czytaj: stracisz kolejne godziny na przebijanie się przez stada blondynek, zostaniesz uznany za nawiedzonego staruszka i po 3 godzinach nadal nic nie załatwisz.

13:32

Ponownie dzwonisz do infolinii EURO/AGD. Jesteś 15 w kolejce.

13:45

Szlag Cie znowu trafia.

13:46

Łączysz się z konsultantem. Pani wysłuchuje tematu. Łączy się z koleżanką. Koleżanka nie wie o co chodzi, nie wie również dlaczego Cię do niej przełączono.  Łączy Cię z kolegą. Kolega z działu sprzedaży internetowej, nie ma bladego pojęcia dlaczego Cię do niego przełączono. Zastanawiasz się, czy aby na pewno nie kupowałeś pralki w internecie …Zaczynasz się zastanawiać po jaką cholerę ją w ogóle kupiłeś ?

13:51

Łaskawy Pan z obsługi internetowej, łączy Cię z konsultantką. Tym razem nie czekasz w kolejce. O, łaskawcy !

13:51

Kompetentna konsultantka, prosi o 10 minut cierpliwości.

14:00

Konsultantka oddzwania na podany telefon. Przekazuje, że w ciągu godziny ktoś się pojawi, żeby naprawić błąd.

14:12

Dzwoni serwisant na telefon komórkowy. Ustalenia telefoniczne. Okazuje się, że zapłaciłeś tylko za wypoziomowanie pralki i zdjęcie blokad. Oraz  oczywiście wniesienie. Oczywiście za podłączenie do  wody już nie. …

14:23

Próbujesz sie dodzwonić do serwisanta ….. kicha …

14:25

Dzwonisz do Electrolux Poland …. czyli serwisu  polecanego przez EURO AGD.  Minutę sluchasz zapowiedzi i reklam …Nikt nie odbiera … Dzwonisz na drugi numer.

14:27

To Biuro Obsługi Klienta Electrolux Poland. Znów minutka słuchania komunikatów. Łączysz się. otrzymujesz telefon do serwisu w okolicznym mieście.

14:30

Próbujesz ponownie połączyć sie z serwisantem poleconym przez EURO AGD. No answer ….

14:32

Dzwonisz do serwisu poleconego przez Electrolux … ( a masz inne wyjście ???). Pan mówi , że „jest nowy”. Prosi żeby zadzwonić na drugi dzień o 17….  ale zgadza sie podać numer do kolegi… Nie chce chyba dzwonić do kolejnego kolegi … I do jakichkolwiek kolegów, polecanych przez kolegów, Kolegów Serwisantów. Czacha Ci dymi i przypominasz sobie 8 pracę Asterixa …

14:35

Próbujesz ponownie zadzwonić do serwisanta EURO AGD. Serwisant odbiera. Dowiadujesz się, ze w zasadzie oni  zrobili to co mieli zrobić. Czytaj: przywieźli pralkę, zdjęli blokady i finto. Reszta ich nie interesuje. Możesz sie zgłaszać do reklamacji. A jak źle podłączysz pralkę i zalejesz sąsiadów to twoja sprawa. Czytaj: „Mamy cie w głębokim poważaniu” . Cytując: „- Proszę sobie podłączyć zgodnie  z instrukcją obsługi”.

15:00

Ryzyk-fizyk. Po podłączeniu pralki, okazało się, że jest wszystko OK. Nie trzeba zdejmować wewnętrznego zabezpieczenia w rurce doprowadzającej wodę. Tak po prostu jest skonstruowane urządzenie. Wystarczyło o tym powiedzieć.

PS. Ciekaw jestem, jak szybka byłaby reakcja, gdybyś o 13:51 nie powiedział, że pralka została źle podłączona, woda się leje na podłogę i zalewa  sąsiadów. Czy wiecie ile wody może się nalać przez godzinę ?

Managerów EURO AGD zainteresowanych poprawą procesów obsługi klienta, proszę o maila przez Goldenline.  Dam nawet solidny rabat. …