Średniowiecze Apple

– Zaraz wam zrobię ćmoki jesień średniowiecza! – dwumetrowy, łysy olbrzym wymachiwał paragonem, niczym Wołodyjowski w czasach swojej świetności. Wparował do sklepu prawie jak hiszpańska inkwizycja, której się nikt nie spodziewał.
kotarbinski-blog-marketing-o-marketingu-apple

Czytaj dalej „Średniowiecze Apple”

Reklamy

Nie zawsze musi być kawior

Kiedy firmie rosną przychody, nikt o nic nie pyta. Wszyscy pałaszują kawior, polewają szampana, klepią po ramieniu szefa marketingu i sprzedaży, a właściciel zaprasza na weekend do swej willi na Lazurowym Wybrzeżu.

funny-cow1

Wszyscy łypią na krzywą wzrostu, a wszelkiej maści krytycy, trzymają się z dala, byle nie zapeszać. W końcu następuje ten moment – dynamika spada, rynek czy technologia wchodzi w stan nasycenia, by za chwilę lecieć na łeb, na szyję. Tak było z płytami winylowymi, potem DVD, a dziś wszystko ucieka do wirtualnych chmur.

Czytaj dalej „Nie zawsze musi być kawior”

IPhone 6 za darmo

To nie ściema. Iphone rozdawany za darmo, dla każdego kto chce i od zaraz.

20140912-160055.jpg Taka symboliczna złotówka plus vat. Żadnych warunków wstępnych, umów z gwiazdkami czy ograniczeń operatorów. Automatyczna podwyżka cen peryferiów, aplikacji i gwałtowny przyrost nasycenia iphonów wśród nowych użytkowników. Czy ta fantasmagoria jest realna? Czemu nie, skoro można sprzedawać tanie drukarki i drogie materiały ekspoatacyjne. Zgodnie z zasadami postarzania produktu, po trzech latach do wyrzucenia. Czemu nie, skoro niektórzy szejkowie szepcą rządzącym „oddamy wam tę ropę za darmo, wystarczy że podzielicie się z nami podatkami 50/50„. Czemu nie, skoro darmodajnia nasyci rynek sprzętu podstawowego, a App Store zapewni szerszą monopolizację, popularyzację iOS i zyski z akcesoriów oraz aplikacji.

Apple oczywiście nie idzie darmodajnym szlakiem, choć kusi bardzo sprawdzić ten model matematycznie. Techniczny koszt wytworzenia smartfona to dziś około 200$ (według amerykańskiej siły nabywczej to odpowiednik naszego 200zł.), a główną składową jest wyświetlacz. Podobnie jak tablet, iphone staje się coraz tańszym nośnikiem podstawowym.

Apple uważany jest za marketingowego geniusza. Ale nie widać spektakularnych reklam ich produktów. Nie słychać o wielkich eventach typu Red Bull Air Race czy głośnej organizacji światowych wydarzeń. Pomimo tego, wszystkie konferencje produktowe cieszą się światowym, medialnym zainteresowaniem, o którym wiele marek może tylko pomarzyć. Firma w social media oficjalnie w zasadzie nie istnieje, średnio się angażuje w komunikację, ale sieciowy buzz marki ma chyba najwyższy. „Sekta!” ktoś powie. Wszak na upartego każde grono lojalnych klientów i ambasadorów marki, cmokających z zadowoleniem na użytkowane produkty można tak określić. Począwszy od Coca-Coli na Harley-Davidson skończywszy. W przeciwieństwie do paru marek, na które już nie zrzędzimy bo przestaliśmy korzystać. Panowie z Cupertino są jednak mistrzami efektywnego shopper marketingu i e-commerce oraz wiedzą jak zarządzać produktem. Starannie i z elegancją prowadzą markę. Jak to technologiczne dziedzictwo Steva Jobsa będzie ewoluować? Zobaczymy.

W ciekawym artykule w Newsweek Polska [ Diabeł ubiera się u Apple ] Marek Rabij kreśli analizę rozwoju strategii Apple w najbliższych latach. Trudno odmówić mu racji. Segment premium nadal w kategorii smartfonów jest zbyt mało wyrazisty i jest to świetne pole do zaistnienia. Świat iOS jest prosty, świat Androida pełen konkurujących marek. A że marka Apple stała się na kultowa, to i chętnych do noszenia choćby iWatcha celebrytów będzie sporo. Globalne inwestycje w public relations dają dziś o wiele lepszy zwrot niż klasyczna reklama. Marka ucieka do góry, segment premium jest mniej wrażliwy na cenę, otwarty na zmiany rozsądne i sprawdzone, ale nie wielce rewolucyjne. Niech inni testują cuda na kiju, poczekamy co na to klienci.

20140912-160351.jpg
Czy to sygnał, że Apple odda eksperymentowanie z nowinkami innym, wdrażając jedynie te sprawdzone? Odda pałeczkę innowatora? Wysyła sygnał wyważonego konserwatyzmu? Tak naprawdę rewolucja wyświetlaczy OLED, które na razie są kapryśne technologicznie, jest dopiero przed nami i możliwość elastycznego zaginania ekranu, bardzo zrewolucjonizuje technologie „ubieralne”.

20140912-160524.jpg
A może iphone w opcji „zrób sobie sam„? Idea składaków czyli produktów modułowych zapoczątkowana przez Michaela Della? Bardzo jestem ciekaw jak rynek zareaguje na Projekt Ara będący inicjatywą Googla.

20140912-160013.jpg

Koncepcja tworzenia własnych, zindywidualizowanych produktów klocków może doskonale wpisać się w coraz bardziej widoczny trend customizacji rzeczy. Wtedy segmentacja przestanie mieć kluczowe znaczenie, ponieważ każdy zaprojektuje sobie swój produkt sam. Spadnie znaczenie ceny. Wzrośnie znaczenie marki. Na dodatek każdy klient będzie się starał by smartfon był niepowtarzalny i wyjątkowy.

Czy Apple oddaje pole dotychczas zajmowanego segmentu rynku? Czy może powinien zastosować strategię poszerzania marki i np. wprowadzić tanie iphony, drogie i super premium? Mentalnie na pewno udało się jedno – podobnie jak Red Bullowi, wprowadzać rozróżnienie – są inne smartfony i jest iphone. I to jest mistrzostwo marketingowego świata. Wyrazistość – kluczowa cecha współczesnej konkurencyjności.

Z drugiej strony, może czas na smartfony Rolexa lub Omegi? Ręcznie rzeźbiony i składany tablet Patek? OEMy będą zachwycone 🙂

20140912-160737.jpg

Szkiełkologia

Sala zarządu była pełna. Dym pojawił się tylko w postaci wirtualnej. Od czasu mody na niepalenie, od pięciu lat nie zapalono w tym pomieszczeniu nawet kawałka cygara. Ale wszystkim dymiły. Czaszki. Młody człowiek kończył swoją świetną prezentację. – Chce nas Pan tu przekonać, żebyśmy zaiwestowali dziesiątki milionów dolarów w coś, co nie ma nawet klawiatury? – zapytał członek zarządu, bawiąc się swoją najnowszą Nokią. – To absurd! Ma Pan jakieś badania na potwierdzenie Pańskich słów? Młody człowiek spojrzał mu prosto w oczy. – Żadnych. Nie potrzebuję ich. Jestem wystarczająco przekonany, że klienci pokochają ekrany dotykowe.

20130212-153208.jpg

Ilu wizjonerskich arogantów po takim dictum opuszczało nasiadówki firm w trybie jednostajnie przyspieszonym? Z drugiej strony każdy przedsiębiorca miał zawsze dziesiątki „biznesowych propozycji”, które „gwarantują powodzenie” oraz „niebotyczne zyski” aż do końca życia. Gdzieś pomiędzy, lokują się marzenia startupów, o tej złotej aplikacji, która będzie miała milion pobrań w 24h i w cenie 0,99€. Czy mamy wierzyć badaniom czy biznesowej intuicji? Ufać szkiełku i oku czy biznesowym przeczuciom, że nasze rozwiązanie podbije świat?

Polecam wszystkim ciekawą lekturę „50 mitów psychologii popularnej„, która podważa istniejące psychomity, obalając je solidnymi podstawami nauki. Autorzy wskazują na mechanizmy tworzenia się i utrwalania mitów w naszej świadomości. Podobne stereotypy funkcjonują również w marketingu. „Dobry produkt sprzedaje się sam”, „reklama jest dźwignią handlu”, „połowa środków jakie wydaje się na reklamę zostaje zmarnowana. Problem w tym, że nigdy nie wiadomo, która to połowa” – wiele z nich, jest parafrazą wypowiedzianej sentencji, myśli czy metafory. Dzięki swej lotności, nabrały cech „prawdy objawionej” i weszły do kanonu powszechnych stereotypów, powtarzanych przy najróżniejszych okazjach. Hipotez tych nigdy nie zweryfikowano, albo … ich weryfikacja nie była możliwa.

Współcześnie, marketer ugina się pod nawałą docierających do niego informacji. Ma z tym problem – jednoznacznie na to wskazują badania CMO przeprowadzone przez IBM. Coraz większą rolę odgrywa jakość, a nie ilość informacji. Liczą się kompetencje odróżniania ziarna od plew, łączenia faktów i wyciągania wniosków ze zdarzeń. Kiedyś wystarczał monitoring konkurencji raz na kwartał, dziś największych obserwujemy w czasie rzeczywistym, na bieżąco. Kto tego nie robi, ryzykuje szybkie opuszczenie toru w konkurencyjnym wyścigu.

Ale każda wiedza, choćby najbardziej wiarygodna i sprawdzona, zmierzona i zweryfikowana, może czasem zawieść. Milion razy przetestowany produkt, nie spotka sie z uznaniem rynku. Przebadane sto razy targety, nie pomogą w rozwikłaniu zagadki. Modele ekonometryczne, bazujące na danych historycznych, często nie są w stanie wskazać zachowań przyszłych.

Tu pojawia się pole działania wizjonerów, charyzmatyków rynkowych. Tak, brzmi to irracjonalnie, ale tylko takie osoby mają swoistą umiejętność przewidywania (zgadywania) potrzeb. Niektórzy mówią, że już wszystko wynaleziono. Tak też mawiano sto lat temu. A to przecież nieprawda. Latamy w kosmos, a nadal mamy problem z otwarciem w sklepie cienkich torebek zakupowych. Mamy liczne systemy bezpieczenstwa auta, tyle tylko, że czasem przydałby się wskaźnik ciśnienia w oponach czy sygnalizator przepalonej żarówki. Im więcej naszych potrzeb jest zaspokajanych, tym więcej pojawia się nowych. Często wielkie szkiełko i oko nie jest w stanie ich dostrzec. Pojawiają się mikroprzedsiębiorstwa, eksploatujące daną potrzebę i ryzykujące najwięcej. Jak im się nie powiedzie, zbankrutują. A jak im się powiedzie, przyjdzie korpo, dofinansuje i przydzieli miejsce w zagródce. Ceną za bezpieczeństwo będzie najczęściej brak pełnej niezależności.

Niestety, nie ma prostych odpowiedzi. Inwestor zawsze będzie szukał konkretnych informacji, które umożliwią analizę ryzyka. Charyzmatyk, wierzyć będzie w swoje rozwiązanie i może udać się mu zarazić tą wizją innych. Rynek innowacji wskazuje na pojawianie się coraz to nowych potrzeb, których nie braliśmy pod uwagę przed technologiczną rewolucją. Ale kiedy już zdigitalizujemy całą muzykę, wszystkie dzieła literackie, pieniądze i dokumenty, czyż nie pojawią się nowe zagrożenia, na które nigdy wcześniej nie byliśmy gotowi?

PS. Ilustracją tego wspisu, niech będzie jedno z opowiadań Wiktora Suworowa ze zbioru „Żołnierze Wolności” pt. „Barwniki specjalne„.