Reklamy

Wieszczą komunizm :)

„Owners of capital will stimulate working class to buy more and more of expensive goods, houses and technology, pushing them to take more and more expensive credits, until their debt becomes unbearable. The unpaid debt will lead to bankruptcy of banks, which will have to be nationalized, and State will have to take the road which will eventually lead to communism”

„Posiadacze kapitału będą stymulować popyt klasy robotniczej
na coraz większą ilość towarów, mieszkań i wytworów techniki.
Jednocześnie będą udzielać coraz więcej coraz droższych kredytów na
zakup tych dóbr, aż rzeczone kredyty nie będą mogły być spłacane.
Niespłacane kredyty doprowadzą do bankructwa banków, które z kolei
zostaną znacjonalizowane. To w rezultacie doprowadzi do powstania
komunizmu”.

Karol Marks, 1867 rok.

Niektórzy intensywnie poszukują źródła. Ale bez względu na to, czy jest to kiks czy prawda, to sam fakt wieszczenia komunizmu jest zajmujący :)))

Matka Boska na okładce Playboya w Meksyku

” 1bb03a5048f04a68805c56dc1cfd6e1351” Na okładce meksykańskiej edycji „Playboya” znalazło się zdjęcie modelki wystylizowanej na Maryję. Kontrowersje zwiększa jeszcze data wydania – niecałe 2 tygodnie przed świętem Matki Boskiej z Guadelupy – informuje dziennik.pl.Modelka Maria Florencia Onori, stoi na tle witraża, okryta jest jedynie kawałkiem białego materiału, a pod nią umieszczono słowa „Kochamy Cię, Mario”.

Okładka wywołała prawdziwą burzę – w końcu Meksyk to jeden z najbardziej katolickich krajów świata. Dlatego wydawca zdecydował się na publiczne przeprosiny, ale efekt osiągnął – o ostatnim „Playboyu” mówi cały kraj.  http://wiadomosci.onet.pl/1880299,69,matka_boska_na_okladce_playboya_w_meksyku,item.html

Uważaj co piszesz :)

Naukowcy przez pomyłkę reklamowali dom uciech.

Szacowny niemiecki instytut naukowy wydrukował przez pomyłkę w jednym ze swych wydawnictw periodycznych próbkę chińskiej kaligrafii, która okazała się reklamą pewnego chińskiego domu publicznego. Piękne, białe hieroglify na różowym tle wyglądały bardzo estetycznie i swą elegancją przyciągały uwagę czytelnika. Chcieliśmy pokazać piękno wyszukanej chińskiej kaligrafii – wytłumaczyła rzeczniczka Instytutu Maksa Plancka w Monachium Felicitas von Aretin. Gdy uważni czytelnicy znający język chiński zwrócili uwagę na tę pomyłkę, Instytut szybko wydrukował nową wersję periodyku. Tym razem z bardziej niewinnym przykładem chińskiej kaligrafii.

http://wiadomosci.onet.pl/1879413,69,item.html

Gazeta Bankowa/07.12.2007,

List do redakcji

Nie tylko Pekao przysporzyło jednak frustracji swoim klientom. Fuzja dała
się we znaki również pracownikom BPH. Aleksandra Wysocka, klientka BPH,
chciała zachować swój rachunek właśnie w BPH. Do oddziału banku udała się na
dwa dni przed upływem terminu składania deklaracji, czyli 28 listopada. Tak
opisuje tę wizytę:

– W jednym z krakowskich oddziałów tego banku pracownik odmówił mi przyjęcia
wniosku o zachowanie konta w BPH. Chciałam złożyć wniosek, ponieważ oddział,
w którym zakładałam kiedyś konto, po fuzji będzie należał do Pekao.
Pracownik banku odmówił mi przyjęcia dokumentu, ponieważ jego zdaniem było
już za późno na złożenie go w innym niż macierzysty oddział. „Nie zdążymy go
na czas przesłać” – tak odpowiedziała mi pani pracująca w banku. I tu ciąg
dalszy: „więc musi pani pojechać do swojego oddziału” (nadmienię, że jest on
w innej miejscowości, oddalonej o 30 km od Krakowa). Gdy wyraziłam swe
zdziwienie, że przecież są faksy i mejle, odpowiedź brzmiała „nie mamy
pewności, że faks nie zaginie, a mejl nie zostanie odczytany”. I tak oto
bardzo chcąc zostać klientem banku, który ma być jednak w mniejszości po
fuzji, nie mogłam tego zrobić. Jestem tym faktem oburzona – w takim samym
natężeniu poziomem obsługi klienta jak i działalnością banku, który jest
dużą instytucją finansową, działającą w skali kraju. Bank opiera się w
obsłudze kont klienta na klasycznej poczcie, a nie na nowoczesnych formach
dostarczania informacji. Dodam, że nie jest to pierwsza tego typu wpadka
banku w stosunku do mnie. W tej sytuacji być może znalazło się więcej osób.
Nie zdziwi mnie więc jeśli BPH utraci wielu klientów – nie tylko jak widać z
powodu fuzji, lecz z powodu własnych działań, a raczej ich braku.

MAŁGORZATA ALICJA DUDEK

Charaktery", nr 10/2002

” O podprogowym, medialnym modyfikowaniu postaw konsumenckich było głośno
już w latach 50. ubiegłego stulecia. Niejaki James Vicary ogłosił, iż
potrafi skutecznie zwiększyć sprzedaż prażonej kukurydzy i coca-coli,
wysyłając w trakcie emisji kinowego filmu milisekundowe – niewidoczne dla
gołego oka (poniżej progu świadomości) – komunikaty: „eat popcorn” oraz
„drink coke”. Ówczesne media rozpisywały się o nastaniu nowej ery w
reklamie, o „podprogowym uwodzeniu”. Zastępy naukowców, tych poważanych i
tych weekendowych, bezskutecznie starały się owe wyniki zreplikować
(ostatnio miało to miejsce w trakcie jednej z ogólnopolskich imprez
reklamowych). Okrutna prawda jest taka, że ów słynny eksperyment NIGDY nie
miał miejsca. Była to prawdziwie „niewidoczna reklama” – reklama, tyle że
nie popcornu i coli, lecz pana o nazwisku Vicary i jego agencji. Tylko w tym
sensie była to reklama skuteczna. I tak jak najpierw Vicary tropiony był
przez tłumy dziennikarzy, producentów, a nawet zaciekawione amerykańskie
służby specjalne, tak potem poszukiwały go hordy wierzycieli.”

Dr Rafał Krzysztof Ohme

Dziki Kamień nie wie co to marketing ;)

„Wildstein nie wie co to marketing!” – stwierdza Grzegorz Kiszluk na swoim blogu. I Zwraca sie do niego w sposób, który to na pewno Bronisław Wildstein nie znosi: Panie redaktorze Wildstein, ja weteran marketingu w Polsce protestuję i apeluję! Warto wiedzieć o czym się mówi! Nie ma powodu, żeby obrażać (bez powodu) ludzi marketingu i reklamy. Może to Pan będzie pierwszym dziennikarzem w Polsce, który nauczy się takich pojęć jak marketing, marketing polityczny, reklama…?  

Dziś znowu dostało się marketingowi! Cóż on (ten biedny marketing) zawinił panu Bronisławowi Wildsteinowi? W programie „Skaner polityczny” w TWN24 wyżej wspomniany pan redaktor był łaskaw wykazać się niewiedzą i używając pojęcia „marketing polityczny” oraz przeciwstawiając „politykę” „marketingowi” usiłował zwalić winę nieudolnych i oszukańczych polityków na coś, co z uporem maniaka nazywał „marketingiem”…
Mam nadzieję, że pan Bronisław Wildstein posługując się innymi trudnymi pojęciami wie o czym mówi… „

W ostatnim zdaniu jednak Grzesiek przesadziłeś, Bronek to jeden z inteligentniejszych polskich redaktorów i zazwyczaj rozumie wiecej słów niż przeciętny dziennikarz. Na marketingu to on się jednak nie zna, ale czy to źle? Jak wreszcie daruje sobie skłonności do bycia prezesem tej czy innej instytucji, ta znajomość mu nie będzie w ogóle potrzebna. / Sylwester Latkowski / latkowski.com

http://kiszluk.blox.pl/2007/11/Red-Wildstein-nie-wie-co-to-marketing.html

Rewelacja 🙂 Uśmiałem się jak norka :))) Gratulacje za ripostę

Wywiad z rzecznikiem wrocławskiego MPK:

Joanna Banas: Dlaczego pasażer tramwaju nie może przesiąść się z wagonu do wagonu?

Janusz Rajces, rzecznik wrocławskiego MPK: Może, tylko musi skasować drugi bilet.

JB: Jak to? Przecież nadal jedzie tym samym tramwajem i ma bilet.

JR: Regulamin przewozowy mówi wyraźnie: bilet jest ważny w tym wagonie, w którym został skasowany.

JB: Przepis przepisem, ale staram się zrozumieć jego sens. Tak naprawdę, dlaczego nie mogę zmienić wagonu?

JR: Przebiec na czerwonym też pani może, tylko że ryzykuje pani wypadkiem albo mandatem. A tutaj ryzykuje pani, że złapie ją kontroler.

JB: Ale przechodzenie na czerwonym jest niezgodne z prawem, a przesiadanie się z wagonu do wagonu nie.

JR: Jakby się ludzie tak przesiadali, to kontrolerom byłoby trudno pracować.

JB: Czyli wygoda kontrolerów ma być argumentem?

JR: Argumentem jest przepis. A poza tym, jeśli kupuje pani bilet na pociąg, to chociaż do Gdańska jedzie i o 15.30 i o 18.15, to pani ma bilet tylko na ten o 15.30.

JB: Przepraszam, ale tylko jeśli to miejscówka, a u nas jakoś w tramwajach ich nie ma.

JR: A po co w ogóle się przesiadać?

JB: Przecież są sytuacje, kiedy trzeba się przesiąść, na przykład, gdy w naszym wagonie jadą pijani, agresywni ludzie.

JR: O tak, uciec jest najprościej, a przecież trzeba zainterweniować.

JB: Szczególnie, gdy się jedzie na przykład z małym dzieckiem?

JR: Nie ma powodu, by zmieniać wagon. Można podejść do motorniczego, a on już wie, co robić.

JB: Ale przecież w drugim wagonie nie ma motorniczego…

JR: No właśnie, on przestrzega przepisu. Nie ma go w drugim wagonie, bo nie może przejść, gdyż też musiałby skasować bilet.

JB: To jak interweniować, jeśli jest się w drugim wagonie, w którym nie ma motorniczego?

JR: Przejść do pierwszego i skasować bilet…

JB: Skasować bilet?!

JR: Oczywiście. Przepis jest wyraźny.

JB: Czy motorniczy przejdzie do drugiego wagonu i interweniuje?

JR: Jeśli skasuje mu pani bilet, to tak.

JB: Ja mam kasować bilet za motorniczego?!

JR: Oczywiście, przecież mówiłem Pani, że motorniczy nie przechodzi, bo musiałby kasować bilet. Jeśli chce Pani interwencji, to musi Pani mieć dodatkowy bilet dla motorniczego, a najlepiej dwa, żeby mógł wrócić do pierwszego wagonu.

JB: A po co będzie jeszcze przechodził?

JR: Jak to po co? Ktoś musi kierować tramwajem!

JB: To nie może po prostu przejść jak człowiek?!

JR: Proszę Pani, przecież przepis wyraźnie mówi, że bez skasowania dodatkowego biletu nie można przechodzić… Poza tym motorniczy to nie jakiś człowiek, a motorniczy. To zasadnicza różnica!

JB: Wie Pan, to ja wolę zostać w tym pierwszym wagonie i nie interweniować?…

JR: No widzi Pani, od razu mówiłem: po co przechodzić i robić zamieszanie…