Eurobródka

Podobno Europa nie powinna narzekać na problemy demograficzne.

Skoro wybiera babę z brodą, która jest facetem, zamiast zdrowej Słowianki. Przy zachowaniu absolutnie zasad tolerancji. Ale nie o tym. Eurowizja jest bodajże jedynym projektem (pomijam mecze piłkarskie), który w swoisty, telewizyjny sposób integruje europejskie nacje. Kiedy buczą na Rosjanki wszyscy wiedzą, że celem nie jest piosenka, ale polityka. Kiedy wyśmiewają Słowianki i piszą zamiast „Poland” – „Pornland”, gdzieś tam podświadomie tkwi ewidentna zazdrość, że uroda Słowianek jest legendarna. Niedowierzanie, że prowokacja Donatan & Cleo reprezentowała nasz kraj, jakkolwiek by nie oceniać, w powszechym, europejskim przekonaniu nadal jesteśmy „Polakami ze wschodu”. Dla wschodu z kolei „Polakami z zachodu”. Trochę tacy ni pies ni wydra. Wciąż ciężko pracujemy na jednoznaczną tożsamość.

Eurowizja jest konkursem najróżniej ocenianym, ale na pewno nie jest to panteon światowej piosenki. Niemniej nie można odmówić jej przeglądu pewnych społecznych ciekawostek. Ostatecznie tego wieczoru notowana jest spora oglądalność – w przypadku półfinału Donatana & Cleo wynosiła 3,28 mln widzów (dane z 9 maja 2014). Finał na pewno przyciągnął większą widownię. Oczywiście w poszczególnych krajach łatwo się domyśleć, że na oglądalność wpływa udział reprezentanta jak i dostanie się do finału.

W Polsce trwa od wielu lat dyskusja na temat formatu, który ma nas wyróżnić i zapewnić dobre miejsce. Na mój skromny gust o sukcesie w tym konkursie decyduje dziś w 40% wyróżnienie, 30% sama piosenka i wykonanie oraz w 30% polityka (rozumiana, jako głosowanie na siebie nawzajem nacji, które po prostu się lubią). Niestety, problemem jest mechanizm głosowania [ Europa głosowała na Polskę, jurorzy przeciwnie]. Gdyby tylko widzowie o tym decydowali – Polska zajęłaby 5 miejsce. Do jurorów należy 50% głosów, a oni oceniali nas słabo. Donatan & Cleo nie zyskał ich uznania i w zasadzie dzięki nim wylądowaliśmy pośrodku listy. Jedno należy podkreślić – swoista rywalizacja Conchita Wurst i Donatan & Cleo odbywała się nie tylko w przestrzeni wokalnej, ale raczej wizualnej, postrzegania i wyróżnienia przede wszystkim. Czy gdyby Conchita zaśpiewał(a?) swoją piosenkę bez brody i wąsów, miałaby szansę na zauważenie? Polacy budzili wielkie emocje zarówno przed konkursem jak i w jego trakcie. Tym mniej obytych z prowokacjami – Słowianki mogły bulwersować, ale większość doskonale rozumie konwencję tego żartu.

Pokazaliśmy kreatywny pazur, zostaliśmy zauważeni, jedni to obśmiali, inni chwalili, ale fama poszła.  Okazuje się, że „sex sells” w wymiarze publiki, ale na jury to nie działa, a może nawet jest czynnikiem ograniczającym. Bez względu na wszystko, udało nam się stworzyć fajną, medialną prowokację i wielu dziennikarzy będzie ją pamiętać.

Mini case-study: 20 metrów Łukasza

W dzisiejszej analizie mini-case study, wziąłem pod lupę interakcję dwóch blogerów. Tak powstała wieloaktówka pod znamiennym tytułem „Urażona DU … MA Debeściarza”. Jest w niej wszystko co w porządnej sztuce sensacyjnej być powinno: pot, łzy, komedia, tragedia i oczywiście wątek erotyczny.

20m-case-study-web

Materiał dostępny jest bezpłatnie  – w formule pay with a tweet czyli „pobierz w zamian za udostępnienie” (Twitter, Facebook lub LinkedIn). Kopiowanie jest dozwolone, pod warunkiem podania źródła.

Udanych dyskusji i rozwiązań 🙂

[ MINI CASE-STUDY DO POBRANIA]

Mini case-study: Lufthansa

Analiza fejsbukowych dyskusji, to jak uczestnictwo w sztuce teatralnej. Jest scena. Są aktorzy. Czas. Emocje. Czasem owa „sztuka” jest bardzo krótka, dynamiczna i treściwa. Czasem długa z niespodziewanymi zwrotami akcji. Wiele takich sytuacji przemknęło mi gdzieś przed oczami.

Pomyślałem, a może wybrane zacząć opisywać i dostarczać tego typu white papers jako materiał przydatny do dyskusji na warsztatach, szkoleniach czy konferencjach. Mam nadzieję, że przyda się niektórym z Was jako zaczyn rozmowy o komunikacji w serwisach społecznościowych w relacjach firma – fan. Dziś wydaje się, że coraz ważniejsza staje się umiejętność prowadzenia dyskusji na fanpage, rozwiązywania konfliktów, łagodzenia sporów czy … zwykłego załatwiania problemów operacyjnych. Jestem przekonany, że firmy przyzwyczajone do „żebrolajków” i „łapek w górę/ łapek w dół” będą tracić na znaczeniu. Prawdziwą wartość budować będą wyłącznie te, które postawią na umiejętność rzetelnej rozmowy z fanami.

Na początek bardzo prosty, wręcz „szkolny” mini-przypadek Lufthansy. Godna i szacowna marka. A taka brzydka wtopa.

Wszystkie mini-case study będziecie mogli odnajdywać poprzez zaznaczenie kategorii postów (mini-case).

Materiał dostępny jest bezpłatnie  – w formule pay with a tweet czyli „pobierz w zamian za udostępnienie” (Twitter, Facebook lub LinkedIn). Kopiowanie jest dozwolone, pod warunkiem podania źródła.

Udanych dyskusji i rozwiązań 🙂

[ POBIERZ LUFTHANSA: MINI-CASE STUDY ]