Wirus Gorgonichy #gorgonicha

Gniewny tłum krzyczał za nią „Gorgonicha! Gorgonicha!”. Przestraszona, skulona i upodlona, okryta drogim futrze, w którym ją aresztowano, budziła wściekłość publiczności procesu. Wilcza prasa rozszarpywała jej wizerunek na strzępy, dopatrując się sensacji w najdrobniejszym szczególe. Budowano historię opartą o poszlaki, stereotypy i spekulacje. Wyrok zapadł. Lud żądny krwi i kary już osądził i skazał. Tak wyglądał międzywojenny proces Rity Gorgonowej. 

ewa dałkowska jako rita gorgonowa jacek kotarbinski blog o marketingu gorgonicha wirus blog rynkologia

Podczas ostatniego Kongresu PR w Rzeszowie sporo dyskutowaliśmy w ramach sesji naukowej o incydentach i kryzysach społecznościowych. Osobiście wolę używać pojęcia „incydent” niż „kryzys”. To ostatnie wyrażenie moim zdaniem jest eksploatowane i nadużywane bez potrzeby. W terminologii public relations „kryzys” był związany z poważną perturbacją wobec marki, komentowaną przez klasyczne, wiarygodne media, co wymagało szeroko zakrojonych działań i procedur. [ Przeczytaj: Z gębą na pączki ]. „Incydent” jest zawirowaniem, turbulencją informacyjną, wymagającą kompetencji social media managera, a nie całego zarządu. W tym kontekście wymyśliłem na kongresie nowe pojęcie, które nazwałem Syndromem Gorgonowej, ale Wirus Gorgonichy wydał mi się trafniejszy (cechy: szybkość ataku, zjadliwość, rozpowszechnianie). Słowo „Gorgonicha” w całej sprawie Gorgonowej stało się ówczesnym buzzwordem podbijanym przez gniewny tłum. Obelgą, zbudowaną na nazwisku. Jeśli nie znasz historii Rity Gorgonowej obejrzyj krótki film. 

Rita Gorgonowa – Ale Historia odc. 37

Poprzez Wirus Gornichy #gorgonicha rozumiem sytuację, w której ktoś zostaje błyskawicznie osądzony przez społeczności internetowe na fali hejtu i często postprawdy. Plemiona social media karmione są w olbrzymiej mierze przez emocje, które niosą buzz i zasięgi. To właśnie na owych emocjach rozkwita tabloidyzacja: sprzedają się kolorowe pisma, rośnie klikalność serwisów internetowych, króluje clickbait, dzięki czemu pojawiają się większe wpływy z reklam, a sam serwis buduje sobie stosowne zasięgi. Niemniej (powtarzam do przy każdej okazji) media nie są fabryką chipsów i ich wpływ na zachowania społeczne, stereotypy oraz wybory staje się coraz bardziej namacalny. Wirus Gorgonichy w okresie międzywojennym rozwijał się dzięki prasie codziennej. Budowano dookoła procesu Gorgonowej wielką historię, a lud jak wiadomo kocha storytelling (szczególnie wielkie tragedie i wielkie miłości, a najlepiej obie naraz). Kiedy dotyczy to fikcyjnych bohaterów, wymyślonych faktów czyli po prostu bajki, nie ma problemu. Gorzej, jeśli historia z magla pojawia się w kontekście rzeczywistych osób i wydarzeń. 

Wirus Gorgonichy kojarzę z trzema ostatnimi wydarzeniami. Są autentyczne, imiona prawdziwe, ale nie wymieniam ani nazwisk, ani projektów. Ci co wiedzą, to wiedzą. Ci co nie wiedzą, pewnie i tak zaraz sobie sprawdzą. Każdy z bohaterów tej historii jest osobą mi znaną i przeze mnie szanowaną, z różnych powodów. Nie oceniam, ani nie osądzam ich działań. Jestem bardzo daleki od tego. Niemniej ich przypadki wskazują, jak Wirus Gorgonichy jest dziś mocny w świecie mediów społecznościowych. Jak szybko wydajemy sądy, pastwimy się nad ludzkim losem, kształtujemy opinie i wydajemy wyroki. Warto przypomnieć te słowa: „nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone.” (Ewangelia wg św. Łukasza 6,37).

Mateusz kilka lat temu wpadł na pomysł uświetnienia pewnej okrągłej rocznicy. Przygotowywał się do tego kilka lat. Nie był w stanie przewidzieć jednego. Decydenci jego wymarzonego projektu będą zupełnie inni niż poprzednicy, z trudnym do przewidzenia procesem podejmowania decyzji. Jego największym dylematem było czy zrealizować projekt marzeń z nowymi decydentami czy całkowicie z niego zrezygnować. To bardzo trudna kwestia, kiedy stoi się przez takim wyborem. Każdy kto zna historię Kmicica doskonale to rozumie. Mateusz podjął to ryzyko. Przegrał. Zaatakowała go Gorgonicha niczym złośliwy wirus. Jego wielka i szlachetna marka osobista budowana od lat, z trudem i mozołem nabawia się wizerunkowych rys. Wspaniała postać, wyjątkowy i mądry człowiek zostaje niszczony przez tabuny trolli, postprawdę i często zwykłą, ludzką zawiść maluczkich. Czy się podniesie? Tak. Wierzę w to. Mateusz tak ma, a ja wciąż darzę go wielkim szacunkiem i uznaniem. Cytując moją ulubioną kolędę De Su: „niejeden z nas czasem robi jakiś błąd, czasami zdarza się dwa razy pod rząd, ufa tym co nie warci ufania, kocha tych co nie warci kochania”. 

Rafał, jeszcze nie tak dawno szanowany i podziwiany przez wszystkich przedsiębiorca. Rzutki, rozwojowy, wszyscy pragnęli sobie zrobić z nim fotkę, przybić piątkę, niektórzy wyczyniali ekwilibrystyczne cuda byle się z nim spotkać. Wyjątkowy prelegent opowiadający o rozwoju rynków, z pasją, wiarą i mądrością analityczną. Wizjoner, który moim zdaniem chciał dobrze, ale trochę mu nie wyszło. To w biznesie rzecz normalna – jedne projekty nam się udają, inne nie. Przecież porażka to tylko przerwa między sukcesami. Rafała dopada wirus Gorgonichy. Apogeum zarażenia Rafał przeżywa przy okazji wielkiej konferencji dla przedsiębiorców, na której miał być jedną z gwiazd. Społeczności reagują, hejtują, organizatorzy ulegają. Oficjalnie Rafał rezygnuje z udziału sam. Ale powody są jasne. Czy Rafał da radę i podniesie się z tej zjadliwej choroby? Moim zdaniem tak. Na pewno wymaga pewnego przemyślenia zasad i form prowadzonych przez siebie biznesów, ale ten chłopak również da radę. Jego cechy jako przedsiębiorcy są warte kolejnych prób. 

I na zakończenie Rahim. Tak bywa w społecznościach, że pewnych marek osobistych połowa nie znosi, a połowa jest zakochana na zabój. I tak jest w tym przypadku. Jednych drażni jego agresywność w social mediach, innych metody tabloidowe typowe dla MLMów. Chłopak przebija się przez nawałę internetową tak jak potrafi. Jedni są zachwyceni, inni zażenowani. Ale Rahim nie jest pomidorową, nie wszyscy muszą go lubić. Buduje projekty internetowe, które firmuje swoją twarzą i na marce osobistej kształtuje ich potencjał. Wpada na innowacyjny pomysł, monetyzacji wartości swojej marki w oparciu o blockchain. Moim zdaniem w sensie idei, wyprzedza rynek o jakieś 10 lat. Technologię blockchain można moim zdaniem wykorzystać w procesie „taktowania” wartości marki w wymiarze rzeczywistej, wręcz minutowej, wartości jej wyceny. „Giełda marek” czyli przestrzeń wirtualna, w której wyceniane są marki w czasie rzeczywistym, to moje idee fix od paru lat. Blockchain wydaje się tutaj bezpośrednim połączeniem pomiędzy marką, a inwestorem. A ponieważ XXI wiek jest erą wartości niematerialnych, które są ważniejsze niż możliwości produkcyjne – prędzej czy później dostrzeżemy ten potencjał. Jednak Rahim ma dwa problemy. Pierwszy, to pomysł nie powstał w USA. Rahim bowiem buduje swój potencjał w Polsce. Jeśli Jankesom spodobałby się jego pomysł i monetyzacja społeczności poszłaby w tym kierunku, pewnie za parę lat mielibyśmy tu na to jakąś modę. Pomyśl, czy chciałbyś być inwestorem marki osobistej Michała Szafrańskiego, Maffashion, Wojtka Herry, Michała Sadowskiego, Krzyśka Gonciarza, Arleny Witt czy Radka Kotarskiego? Bez pośrednictwa giełd, maklerów czy bliżej nieokreślonych firm? W technologii blockchain jest to możliwe. Drugi problem to „pionierów poznasz po tym, że mają strzały w plecach”. W Polsce wirus Gorgonichy dopada wyjątkowo często młodych, innowacyjnych, łamiących schematy, odważnych. Niszczy się potencjał twórczy w biznesie (i nie tylko) poprzez emocjonalną, często czysto zjadliwą ocenę społeczności. Rahim powinien robić swoje, parafrazując Wojciecha Młynarskiego. Rekomenduję mu historię Roberta H. Goddarda – wielkiego, amerykańskiego wynalazcy, patrona projektów pozornie beznadziejnych. Rahim, kibicuję Ci. 

Wirus Gorgonichy można rozprzestrzeniać, albo zostać nim zarażonym.

Powyższe historie dotyczą tych zarażonych. Każdy z nas może być nosicielem tego wrednego wirusa. Kształtuje nasze emocje, wylewamy je w społecznościach, pastwimy się nad ludźmi, których najcześciej nie znamy, nie reagujemy na krzywdę innych. Wczoraj wieczorem honorową nagrodę Superbrands Polska odebrała Janina Ochojska – kobieta, która jak mało kto rozumie czym jest humanizm i ludzka krzywda. W swej wyjątkowej przemowie laudacyjnej prof. Magdalena Środa przekazała dwie wartości ważne dla każdego człowieka. Pierwsza, to rób to co dobre dla Ciebie i to co dobre dla innych (istota równowagi Nasha).  I druga: wystarczy, żeby dobrzy ludzie nic nie robili, a zło zatryumfuje (Edmund Burke). Zanim cokolwiek napiszesz, skomentujesz czy nagrasz nie zapominaj, że możesz kogoś po prostu skrzywdzić.

W życiu są trzy rodzaje ludzi: Wilki, Owce i Psy Pasterskie. Wilki, które rzucają się innym do gardła, trzeba społecznie eliminować. Owce, niezdolne do samodzielnej walki – trzeba chronić. To rola Psów Pasterskich. Którym typem jesteś? 

 

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Wirus Gorgonichy #gorgonicha

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s