Dekada Świrów

Usiedliśmy we dwójkę ze szwagrem. Na stole pojawiła się solidna flaszka, potem druga i trzecia. Była okazja, dawno się nie widzieliśmy. Po drugiej butelce zgodnie doszliśmy do wniosku, że Ziemia jest płaska. Więcej, uznaliśmy, że każdy kto sądzi inaczej jest naszym śmiertelnym wrogiem, którego należy zmiażdżyć w Internecie. Wszystkie ręce na pokład.

marek kondrat dzien swira jacek kotarbinski blog o marketingu

Tak się rodzi hejt. W naszych głowach, jako wykrzywiony obraz przekonań, które uważamy za najlepsze i najmądrzejsze na świecie, a kto się z nimi nie zgadza, jest po prostu głupi. Pół biedy, gdy uważamy kogoś za głupca, gorzej kiedy owych „głupców” chcemy eksterminować. Tak zrodził się faszyzm i stalinizm, wyrastając na podziale „my lepsi – oni gorsi”. Granicami nierówności, które tworzył człowiek były poglądy, kolor skóry, wierzenia czy jak ktoś pamięta jeszcze Świętą Inkwizycję – wszystko, co niezgodne z obowiązująca doktryną religijną.

Różnice w poglądach były artykułowane najczęściej przy maglu albo wyrażane na polach bitewnych. Ludzie zabijali się o religię, ziemię, złoto, z powodu urażonych ambicji czy porywanych kobiet. W pewnym momencie cywilizacja doszła do wniosku, że zabijanie się nawzajem nie ma sensu i lepiej ze sobą rozmawiać, negocjować, paktować. Na tym gruncie wyrosła cała nasza współczesność po 1945r.

Świat kształtowania poglądów zmienił się jednak po 2000 roku. Od początków cywilizacji na zachowania społeczne wpływały opinie Wodzów, Królów i Kapłanów. Wodzowie dowodzili słuszności swoich poglądów na polu walki, inspirowali, pociągali za sobą tłumy, byliśmy gotowi poświęcić w ich obronie swoje życie.  Królowie stanowili prawo. Kapłani pilnowali moralności i decydowali o tym co jest dobre, a co złe. Kusili niebem za zasługi i straszyli piekłem za grzechy.

Po wynalezieniu mediów, od pierwszych gazet po współczesny Internet,  świat stworzył Dziennikarzy i urodził się efekt Czwartej Władzy. Tym jestem ważniejszy, im więcej ludzi mnie słucha, czyta czy ogląda. Skoro mam duże zasięgi, widocznie mam rację. Czyż to nie doskonała podstawa do kształtowania opinii publicznej w oparciu o własne fobie?

Media społecznościowe, w których każdy z ludzi stał się nadawcą, stworzyły wyjątkową możliwość budowania własnych społeczności, od lajkujących zwolenników poprzez skomercjalizowanych klientów, aż po fanatycznych wyznawców,  w tym frustratów, którym niewiele potrzeba by poświęcili swoje życie w imię destrukcji.  Na dodatek kluczową cechą elektronicznego Hyde Parku jest to, że absolutnie każdy może zakwestionować absolutnie wszystko, wszędzie i każdemu. Liczy się to co ustaliliśmy ze szwagrem, a nie jakieś naukowe wypociny, których nie rozumiemy, prawda?

Dziś naszą ideą płaskiej Ziemi możemy nie tylko łatwo zarazić świat. Możemy też kształtować armię fanatyków, ulegających nam pod wpływem emocji, manipulacji, pokracznej perswazji. Ludzi, którzy nie rozwijają swoich umysłów, pokonując kolejne wyzwania intelektualne. Żyjących nieustannie w tabloidalnym kręgu, konsumujących kolorowe pisemka i wymyślane historyjki o celebrytach. Kupujących większy telewizor, zamiast większej biblioteczki. Im głupsze społeczeństwo, im bardziej zdezorientowane, tym nasze możliwości manipulowania nim są zdecydowanie większe. Hitler by uwieść Niemców potrzebował mitu dobrego wujka, wyćwiczonych umiejętności aktorskich i zdolności oratoryjnych oraz Goebbelsa, który mu zrobił współczesnie rozumiane zasięgi i buzz. Stalinowi wystarczyło przeprowadzać czystki tych, którzy nie zgadzali się z „jedyną, słuszną linią partii”. Każdy, kto przeciwstawiał się systemowi, był z niego eliminowany.  Obejrzyj „Powidoki”, polecam.

W psychologii czy badaniach marketingowych, znany jest tzw. efekt klinicysty. Objaśnia się go historią lekarza-specjalisty, który przyjmuje codziennie wielu pacjentów cierpiących na to samo schorzenie. W pewnym momencie, lekarz uważa, że znaczna część społeczeństwa jest właśnie na nie chora. Przeniesienie własnych poglądów na cechy populacji jest jednym z ważniejszych błędów interpretacji badań. Dowcip polega na tym, że przed erą mediów społecznościowych nie było za bardzo jak uwypuklać własnej, subiektywnej prawdy o świecie. Jeszcze wtedy Dziennikarze (czytaj: media) nie wpuszczali do siebie Głośnych Idiotów czyniąc ich sławnymi. Kiedy zaczęły rozpaczliwie konkurować o oglądalność/słuchalność/czytelnictwo, uległy pokusie Tabloidyzacji.

Tabloidyzacja z chichotem dorwała się do naszych mózgów, wysysając z niego społeczną wrażliwość i inteligencję, strasząc otaczającym światem, uchodźcami, ekstremizmami czy obrazkami bomby atomowej na okładkach.

Był 8 czerwca 1972r., amerykański fotograf Associated Press fotografuje dzieci uciekające z wioski Trang Bang po bombardowaniu napalmem i nagą dziewczynkę Khim Puc. Zdjęcie obiegło błyskawicznie świat i wywarło wpływ na światową opinię publiczną.  Jest jednym z najważniejszych obrazów XX wieku.  Historia stała się jednym z istotnych impulsów  sprzyjających zakończeniu wojny w Wietnamie.  Dlaczego zdjęcie martwego ciała syryjskiego dziecka, Aylana Kurdiego, na plaży w Turcji we wrześniu 2015 roku nie wywarło podobnego efektu – zmiany postaw wobec problemu uchodźców? Dlaczego obrazy, które szokowały ludzkość w 1972 roku, dziś nie wywierają takiego wrażenia? Łatwo odpowiedzieć na to pytanie. Przestajemy być wrażliwi, a nasze zmysły ulegają znacznemu stępieniu. Jak rasowy klinicysta, dla którego kolejny chory nie jest wyzwaniem natury emocjonalnej,  a jedynie zawodowej. Dla jednych „murzyńskie” dziecko z prowokacyjnym napisem na ubraniu jest dowodem rasizmu, dla innych to nic szczególnego. Znają gorsze obrazy i historie na przykład dramat 13 amerykańskich dzieci, więzionych i głodzonych przez swoich rodziców. W XXI wieku, w Kalifornii. Podobno sercu innowacji współczesnego świata.

Czy świat jest tak zły czy może taki zawsze był, ale nie przeżywaliśmy kumulacji dramatów z całego globu, których media dostarczają codziennie, co godzinę i co minutę. Czy każdy widz, czytelnik i słuchacz formatów informacyjnych nie jest zarażany wirusem klinicysty? Na dodatek słyszy, że konsumuje to, bo „widzowie chcą oglądać”?

Dziś każdy w obronie swojej tezy będzie chciał zmiażdżyć „obcego światopoglądowo” nie na polu bitwy, ale na Twitterze czy Facebooku. Na dodatek będzie uważał, że tym bardziej jego racja jest „mojsza” im więcej ma followersów. Tymczasem większość znaczy większość, nie znaczy, że ma rację.  Wymieniliśmy miecze na klawiatury.

Największym problemem jest jednak to, że przy butelce ze szwagrem zaczęliśmy podważać dobrostan nauki. Skoro nie wierzymy w loty kosmiczne, lądowanie na Księżycu i okrągłą Ziemię, możemy nie wierzyć w szczepionki, przyczyny katastrof lotniczych czy wartość karmienia dziecka piersią. A zdjęcie dziecka z gołą głową będzie doskonałym powodem zrobienia shitstormu.

Czy nasz świat stał się dekadencki, odrażający, brudny, zły? Czy jest raczej tak nam prezentowany, byle się masowo klikało, czytało i oglądało? A może to skutek medialnego efektu klinicysty? Komu w dzisiejszych czasach warto wierzyć? Kto stał się Wodzem, Królem, a kto Kapłanem naszych umysłów?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s