Kaprys Pan Bucka czyli cudowna metoda sprzedaży

Pan Bucek miał kaprys. Postanowił obdarować jakiegoś ziemskiego wojownika szczęśliwymi numerami lotto na kumulację tak z 50 baniek. Padło na farciarza z Polski, który odbierze wiadomość. Pan Bucek albowiem nowoczesny był i do Raju dotarły słuchy o inbound marketingu i wygrzewaniu leadów, stąd postanowił skorzystać z ziemskich metod.

Żadnych gorejących krzaków, rozstępujących się wód czy gadających kaloszy. W świecie fakenewsów i tak nikt by w nie nie uwierzył. A filmiki z siedmioma plagami nastolatki robią w godzinę po kursie After Effects.

Pan Bucek zaczął standardowo. Wysłał mail ze szczęśliwymi liczbami. Trafił klasycznie do spamu, a już po tygodniu wyleciał w kosmos z zablokowaną domeną. Może papierowa poczta? Niestety, list trafił nieomalże natychmiast do Koszalina po obowiązkowym leżakowaniu na stercie niechcianej korespondencji reklamowej. Telefon? Po wybraniu kilku numerów i siarczystym wyzwaniu Pan Bucka od nachalnych coldcallerów, wszyscy zablokowali sobie bezpośredni numer do Bossa Nieba. Kampania display zakończyła się również kompletnym fiaskiem. Połowa nie widziała przekazu z powodu adblocka, a druga wrzuciła przekaz do kategorii łańcuszków szczęścia, cudownych diet odchudzających i suplementów diety absolutnie na wszystko. Reklama TV? Większość uprawiała zapping, parzyła kawę, walczyła o pilot albo oglądała Netflixa. Zrezygnowany Pan Bucek wrzucił jeszcze posta na Facebooku, ale jego treści organic nie zobaczył nikt, bo nie miał prawie żadnych fanów na profilu”Darmowe liczby”. Poza paroma Aniołami, które akurat siedziały online. Zrezygnowany ruszył w miasto licząc, że bezpośrednio uda mu się uszczęśliwić kogokolwiek, ale gdy poszczuto go psami szkolonymi na komiwojażerów, poczuł smak prawdziwej porażki.

Nie bądź jak Pan Bucek. Nie wierz w cudowne metody sprzedaży, które poznasz za darmo albo za złotówkę.

Najczęściej staniesz się ziarenkiem monetyzowanej społeczności, a owe cuda okażą się banałami, które przeczytasz w każdej książce za dwie dychy w Biedronce.

Wszędzie się dowiesz, że masz być miły, nie przechodzić od razu do celu (czytaj: sprzedawania), masz interesować się swoim rozmówcą, pytać jak spędził dzień, noc, wakacje, ferie, święta, jak tam rodzina, pies, kot, chomik i czy czytał ostatni wywiad ze słoniem w National Geografic. Ci bardziej cwani i pozornie obyci, będą tworzyć triggery w stylu: „mam dla Ciebie super świetną rzecz, kiedy mogę zadzwonić?”, tudzież jakikolwiek inny sposób zwrócenia Twojej uwagi. Za każdym razem uświadamiam sobie, że wszystko już było, a pospolite techniki multilevel marketingu przeniosły się dawno do internetu.

Pranie mózgów gadką szczecińską czy językiem komiwojażera trwa w najlepsze. Zbyt często łapię się na tym, że ludzie nadal się na to nabierają.

Sprzedawcy, którzy nachalnie wciskają wszystkim wszystko, doprowadzili do tego, że nawet jak chcą darmowo wystawić numery lotto, to nie będą mieli szansy. Podobnie z marketerami. Brak zainteresowania, to efekt masowego cold mailingu, cold callingu, a teraz jeszcze cold messengingu namiętnie uprawianego na Facebooku.

„Cold” jest skuteczny wyłącznie w wymiarze statystycznym i zawsze kształtuje go proces wciskania lodu Eskimosom. Ma prostą cechę: kosztuje fortunę. Żeby cokolwiek sprzedać, musisz przerobić masę zimnych leadów. Stać cię?

Nachalni marketerzy i sprzedawcy gadają nienaturalnym językiem, wziętym wręcz żywcem ze starych podręczników komiwojażera. Poznasz go czasem po wytartych formułkach z buzzwordami typu „Tobie”, „Ciebie”. Tymczasem nadal zbyt mało handlowców i marketerów potrafi zrozumieć problem insightu, który chce rozwiązać i jak dobrać do tego odpowiednią komunikację?

Jednym z największych fałszerstw doskonalenia umiejętności handlowców jest powiedzenie, że kiedy klient mówi „nie”, zaczyna się sprzedaż. Tymczasem najczęściej w tym momencie zaczyna się manipulacja.

Poszukiwanie sposobu, metody, cudownego pstryczka, który zamieni owe „nie” w ekscytującą akceptację i wierność po grób. Nie ma cudownego przycisku „kupuj” – są tylko słabe umysły, którymi można zmanipulować, raz, może dwa. Za trzecim razem zrobieni w konia klienci niczym nosorożce rozjadą Twój biznes w mediach społecznościowych. Dziś naprawdę nie opłaca się manipulować klientem. „Wygrzewanie leadu” zaczyna się wtedy, gdy słyszymy „nie wiem” lub takie sygnały odbieramy.

Inbound marketing jest lepszy niż outbound marketing, tylko ten drugi nie może udawać pierwszego. ‘Wygrzewanie leadu”, to dziś myślenie o całej architekturze rynku, połączonych sił marketingu i sprzedaży, strategii, które stworzą marki, a w których zakochają się klienci. Marki, które będą chcieli rozwijać i współtworzyć. Marki, z których klient chciałby być dumny. Jankesi mogą narzekać na Apple, ale są z niego dumni, tak jak Francuzi z szampana, Włosi z Ferrari, a Szwedzi z IKEA. Z jakiej marki sa dumni Polacy?

Wszyscy jesteśmy klientami. Nie chcemy używać marek, w które nas wkręcono.

Nie chcemy kupować produktów, po użyciu których poczujemy się oszukani. Podkreślam: poczujemy się oszukani (nie znaczy, że tak jest #SyndromMetki).

Koncepcja rozwoju marketingu i sprzedaży jakiejkolwiek marki to nie gra aktorska, której celem jest ukrywanie prawdziwych intencji, kombinowanie jak wyciągnąć parę groszy z kieszeni klienta i jeszcze gdzieś tam dodatkowo go naciągnąć.  To dość krótkowzroczne myślenie.

Naciągacze będą psuć każdy rynek, który buduje wartości ponieważ swoim działaniem ograniczają zaufanie do porządnych firm.

Karma wraca. Jeśli nie chcecie być naciąganymi, nie próbujcie naciągać innych.

3 uwagi do wpisu “Kaprys Pan Bucka czyli cudowna metoda sprzedaży

  1. Również czytam, czytam i przestać nie mogę 😉 Bardzo dobry wpis, w którym poruszyłeś dobrą kwestię dotyczącą sprzedaży.

    „Karma wraca. Jeśli nie chcecie być naciąganymi, nie próbujcie naciągać innych.” – to zdanie jest jednak chyba najlepsza przesłanką tego tekstu!

  2. Nie wiem czy jest możliwe aby bardziej zgadzać się z tym co zostało tu napisane, niż… niż ja się zgadzam :). Śfinto prowda – i mówi mi to doświadczenie klYJenta, który ma już głęgoką traumę po kontakcie z pewnymi firmami „oferującymi coś super” oraz tego, który stara się klienta zdobyć.

    Świetny to tekst :). Szeruję, aby Pan Bucek na nos się nie pogniewoł. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s