Czy mediaworkerzy pochłoną dziennikarzy?

Jest 22 maja 1960 roku. Na izraelskim lotnisku ląduje samolot linii El Al Israel Airlines z dyplomatami na pokładzie. Ale nie tylko. Nadbagaż stanowi otumaniony narkotykami Adolf Eichmann – nazista brawurowo porwany 11 maja wieczorem z Argentyny, przez agentów Mosadu. Izrael ma sądzić jego zbrodnie na oczach całego świata.

W 1960 roku telewizja jeszcze raczkowała. Wiadomość o schwytaniu Eichmanna obiegła świat poprzez radio, prasę, kroniki filmowe. Lud nie chciał procesu, chciał widowiskowej śmierci potwora. Niemniej rozprawa musiała się odbyć. Walczył o nią (pochodzący z Płońska) premier Izraela Dawid Ben Gurion. Zależało mu na tym by sam proces był sprawiedliwy i głośny. Cały świat miał poznać ogrom zbrodni nazistowskich. Ponad 500 dziennikarzy z całego świata miało obserwować to wydarzenie, sam przebieg rozprawy sądowej rejestrowano. Taśmy były dostarczane pocztą lotniczą do redakcji stacji radiowych i telewizyjnym. Świat miał zobaczyć jądro ciemności od wewnątrz, spróbować zrozumieć jak zwykły człowiek, który przytula własną żonę, bawi się z dziećmi i wyprowadza psa na spacer, w godzinach urzędowania morduje z zimną krwią lub planuje eksterminację setek tysięcy ludzi.

Produkcja telewizyjna została zlecona amerykańskiemu producentowi Miltonowi Fruchtmanowi, który reżyserię tv powierzył wybitnemu dokumentaliście, Leo Hurwitzowi. Tymczasem pomimo wielu zabiegów, już drugiego dnia sala dla dziennikarzy … świeciła pustkami. Dziennikarzy bardziej interesował lot Jurija Gagarina i amerykańska inwazja w Zatoce Świń, niż suchy, prawniczy wywód aktu oskarżenia. – Chcę widzieć jego twarz! – krzyczał Fruchtmann do Hurwitza. – Nie interesują mnie twoje chęci poznania spektrum zła, mam widzieć jego emocje i emocje panujące na sali!

Przez cały proces Fruchtmann obłąkańczo poszukiwał tych emocji, śladów skruchy czy nici żalu na twarzy Eichmanna. Nie odnalazł ich, ani wtedy gdy świadkowie mdleli składając zeznania, ani kiedy ludzie wychodzili w sali nie mogąc znieść widoku obrazów śmierci w obozach koncentracyjnych. Eichmann z przyklejonym półuśmiechem na twarzy przypominał Breivika. Film „Eichmann Show” (zdobył nagrodę Emmy i Peabody Awards), który opowiada tę historię jest studium pierwszej, globalnej transmisji telewizyjnej. Transmisji, w czasie której po raz pierwszy, tworzono zasady realizacji TV: szybki montaż, zbliżenia, koncentracja na emocjach, zimna rejestracja okiem kamery wszystkiego co się dzieje – im drastyczniej, tym lepiej. Tak powstawała współczesna telewizja informacyjna.

Dziś napisałem, że w Londynie furgonetka wjechała w grupę pieszych, dowiedzieliśmy się, że jedna osoba nie żyje, a 10 osób zostało rannych. Równocześnie pojawia się informacja, że w Polsce w długi weekend w wypadkach drogowych zginęły 32 osoby, a 574 zostały ranne. Które wydarzenie bardziej interesuje media? Zacytowałem tutaj słowa Hurwitza: „- Dziennikarze są jak sroki, przyciąga je najbardziej błyszczący obiekt”. Zagrzmiało.

To media nadają rangę wydarzeniom. News o zamachu w Londynie, to z punktu widzenia newsa bardzo chłonne wydarzenie. Zamachy podobnie jak katastrofy są doskonale nośnym i klikanym tematem. Emocje ludzi są bezpośrednio przeliczalne dla właścicieli mediów, im gorzej – tym lepiej. To wiadomo już od początków rynku prasy groszowej (penny press) czyli brukowców.  – Zginęło 726 osób i jeden dentysta – jak to puentował jeden ze znajomych. Kiedy w Afganistanie czy Iraku ginęły setki ludzi nikogo to nie interesowało. Uchodźcy dla wielu też już spowszednieli. Tak było z Ukrainą i Majdanem, wojną w Jugosławii. Na oczach obojętnego świata odbywała się rzeź ponad miliona ludzi w Ruandzie.

Media nie są fabryką chipsów. Powtórzę. To media nadają rangę wydarzeniom, wpływając jednocześnie na zachowania swoich odbiorców.

Jednym z bardziej irytujących mnie argumentów jest stereotypowa opinia, że media oferują to, czego chcą ich czytelnicy. Jakby cytat żywcem wzięty z taniego podręcznika marketingu dla producenta chipsów. Czytelnicy będą zawsze chcieli konsumować emocje:  pragną igrzysk, seksu, krwi, katastrof, sensacji. Przynajmniej w swej masie. Równia pochyła, która prowadzi do tabloidu, dziś już ostrego clickbaitu. Nie jest żadnym usprawiedliwieniem, że widz chce, czytelnik pragnie, że oglądalność czy słuchalność, a na końcu kasa reklamodawcy. To właśnie na tym ma dziś chyba polegać sztuka dziennikarska (a nie warsztat mediaworkera), by umieć opowiadać i zwracać uwagę na naprawdę istotne wartości. Tak jak skandal pedofilski, który wykryli dziennikarze bostońskiej gazety w 2001 roku. Kupując ulubioną gazetę chcę płacić pensję solidnym dziennikarzom, a nie sprawnym mediaworkerom. Cyfry podawać będą medialne boty.

Czy Fruchtmann zrozumiał Eichmanna? Czy udało mu się zajrzeć do jądra ciemności? Czy zrozumiał dlaczego porządny ojciec rodziny morduje w pracy niewinnych ludzi? Odpowiedź można znaleźć w literaturze wojennej i …literaturze o propagandzie. Kat nie może widzieć w drugiej osobie człowieka. Żołnierz nie może mieć świadomości „zabijania” tylko „eliminacji celu”. Dla nazistów Żydzi nie byli ludźmi. To miało ich usprawiedliwiać. Czy dlatego Eichmann nie wykazał ludzkich uczuć podczas całego procesu? Czy media (jako system wywierania wpływu na ludzi) rozumieją jeszcze ludzkie uczucia, emocje? Czy są jakieś korporacje, które je jeszcze rozumieją?

Śmierć w mediach jest najczęściej anonimowa. Nie znamy ofiar katastrof, wypadków czy zamachów. Cyfry podawane w raportach wypadków samochodowych są dziś tylko suchymi danymi. Nie mają ludzkiego charakteru. Obojętniejemy na to. Nie zwracamy uwagi. Za chwilę będzie znów jakiś długi weekend. Kolejne ofiary na drogach. Po raz kolejny ktoś wsiądzie pijany do samochodu. Po ilu zamachach terrorystycznych zobojętniejemy? Tak, informacja jest produktem, a widzowie są klientami mediów, tylko że niewolnictwo jednego parametru – klikalności czy oglądalności, z pominięciem jakości sztuki dziennikarskiej, kosztem sprawności mediaworkera i odpowiedzialności za przekaz, to zakładanie widzom pętli na szyję. Naszą własną szyję.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s