Nie zawsze musi być kawior

Kiedy firmie rosną przychody, nikt o nic nie pyta. Wszyscy pałaszują kawior, polewają szampana, klepią po ramieniu szefa marketingu i sprzedaży, a właściciel zaprasza na weekend do swej willi na Lazurowym Wybrzeżu.

funny-cow1

Wszyscy łypią na krzywą wzrostu, a wszelkiej maści krytycy, trzymają się z dala, byle nie zapeszać. W końcu następuje ten moment – dynamika spada, rynek czy technologia wchodzi w stan nasycenia, by za chwilę lecieć na łeb, na szyję. Tak było z płytami winylowymi, potem DVD, a dziś wszystko ucieka do wirtualnych chmur.

Apple zanotowało 13% spadek przychodów i nagle wszyscy krzyczą „olaboga, panie, jabłka-robaczywki!”. Tymczasem, jak ktoś pamięta macierz BCG, dynamika rynku spada i ze statusu „gwiazdy” rodzi się po prostu „dojna krowa”. Jedne produkty wychodzą bardziej, inne mniej, ale Apple nie traci nic ze swojej kultowości. Oczywiście od innowatorów wymaga się nieustannej świeżości, wymyślania czegoś nowego, tyle tylko że Steve Jobs stał się wystarczającym symbolem smartfonowo-tabletowo-mobilnej rewolucji. Później, jak to zawsze bywa w przypadku nowych rynków, Apple poczuło gorący oddech konkurencji na plecach. Jedni ich kopiowali, inni – inspirowali się, a jeszcze inni, szli pod wodę zgodnie z #13 Prawem Marketingu Kotarbińskiego: „Firmy dzielą się na trzy grupy: te, które rozumieją marketing, te którym wydaje się, że go rozumieją, i te które wydają ciężkie pieniądze na to, żeby klientom wydawało się, że rozumieją”. Oczywiście, zawsze będą malkontenci, którzy narzekają, że marka już nic nie wymyśla itp. Naprawdę uważasz, że koncern nie ma środków na wyciągnięcie najwyższej klasy głów, innowacyjnych startupów czy designerów, żeby tworzyć nowe produkty? Tyle tylko, że ryzyko przełomowych innowacji jest zawsze skrajnie wysokie. Tak naprawdę niewielu wierzyło w to, że świat klikania, zamieni się realnie w świat miziania ekranu i nie skończy w jakiejś przepastnej niszy rynkowej.

Hurraoptymizm rynkowy, tak często widoczny na prezentacjach dla inwestorów, zyskuje solidne wiadro zimnej wody w wirtualnym sklepie, realnym sklepie albo przycisku „kup teraz”.

Na dodatek uwierz mi, żaden, absolutnie żaden inwestor nie jest w stanie przewidzieć zachowania rynku w obliczu nieznanego, innowacyjnego rozwiązania. W przypadku produktów cyfrowych, cała bariera wejścia, to raptem umysły informatyków, UX i parę komputerów. Nikt nie musi stawiać fabryk, by budować sprawnie działające aplikacje. Z produktami semi-cyfrowymi już tak prosto nie jest. To, że cmokamy z zachwytem nad dronami-prototypami, nie oznacza, że zaraz pobiegniemy je migusiem kupić.  Produkcja seryjna, dystrybucja, marka, serwis techniczny i parę innych drobiazgów, to nie to samo, co piękna wizualizacja w VR lub 3D. Niektórzy piją szampana i jedzą kawior, kiedy pozyskają inwestora. Tak naprawdę lepiej chyba świętować zdobycie pierwszego klienta.  

Jedna uwaga do wpisu “Nie zawsze musi być kawior

  1. Był taki słynny moment kiedy Steve Jobs wrócił do łask i nakreślił słynny kwadrat. Cztery produkty, wszystko inne precz. Prostota i łatwość wyboru była siłą Apple. Na polu prostoty, trudno było z nimi konkurować. Jednak teraz wchodząc na stronę Apple nie widzę już prostoty. To znów konsument musi podejmować decyzję. Mnogość produktów, to zejście do strategii innych konkurencyjnych marek. Kiedyś to Apple podejmował decyzję za nas – a my z lenistwa cieszyliśmy się z tego i wierzyliśmy w te wybory. Oczywiście nie można fanatycznie przywiązywać się do 4 produktów, jednak pojawia się pytanie dokąd zmierzamy, gdy przestajemy być innowatorami, którzy „myślą inaczej”, a zaczynamy być kolejną nudna firmą technologiczną?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s