Janusze Przymiotników

Prawdziwi kibice zawsze z pogardą patrzą na meczach na wymuskane rodziny z dziećmi. Toto ani nie zawyje, ani nie zaryczy, gardła nie zedrze. Zimnego piwka nie wypije, bo ustawa, skrętem nie poczęstuje, bo inna ustawa.

Na ustawkę też nie pójdzie, a nawet jakby samce alfa chciały, to żona nie puści – szlabanem zagrozi. Takie Janusze. Podobno właśnie stąd pochodzi to pojęcie, zrobiło furorę w sieci, definiując też „januszy biznesu”, mnożących się jak grzyby po deszczu.

„Janusze” mają dwie cechy: potrafią robić buzz, używając przymiotników wyjątkowo górnolotnych, bizantyjskich wręcz: największy, najważniejszy, najskuteczniejszy itp.  Tyle tylko, że skoro wszyscy są „naj-„, to „naj-” nie jest nikt. Druga kwestia, to tworzenie pojęć z tak zwanej czapki, czyli przypinanie słowa „marketing” do wszystkiego co się rusza, kica i jeszcze powiewa i nie wspomnę o „marketingowaniu” czegoś, podobnie jak „pijarowanie”. Vadim Makarenko spotkał kiedyś „rajstopy marceting” – to było jeszcze odrobinę twórcze. Dawno temu osobiście widziałem „działy marketyngu” i takie takie.

Po czym w takim razie poznać „janusza marketingu”? Po totalnym pomieszaniu i myleniu pojęć absolutnie podstawowych. Dziś to wyjątkowo ważne, marketing cyfrowy stworzył w ciągu kilku ostatnich lat mnóstwo nowych określeń, przenikających się z obszaru informatyki czy definiujących zupełnie nowe zjawiska rynków cyfrowych, które jeszcze kilka lat temu nie miały swojej nazwy (np. real-time-marketing, growth hacking). Wiele z nich jest nieprzetłumaczalnych lub próbuje się to robić w pokraczny sposób. Kiedyś pewnej doktorantce nakazano spolszczyć pojęcie „digital signage” i wyszła z tego semantyczna Alicja w Krainie Koszmarów.

Jeśli nie będziemy precyzyjnie rozumieć pojęć marketingu, nie będziemy w stanie się efektywnie komunikować w wymiarze profesjonalnym.

Każda rozmowa, w której zupełnie inaczej rozumiemy podstawowe pojęcia, zamieniać się będzie w swoisty bełkot wzajemnego przekonywania, co się przez kogo rozumie. Kiedyś tak musiałem komuś udowadniać, że „marketing wewnętrzny” nie jest wielbłądem.

Profesjonalnych marketerów wkurza przylepianie „marketingu” do wszystkiego co się rusza, ponieważ często nie ma to swojego uzasadnienia.

Przymiotnik „marketingowy” podobnie jak „pijarowski”, kojarzy się najczęściej pejoratywnie. Był bowiem zbyt często nadużywany przez owych „januszy przymiotników„, którzy pletli trzy po trzy, byle błysnąć w towarzystwie. Dziś z kolei, coś „marketingowego” czy „pijarowego” w komunikacji medialnej używane jest do podkreślenia fałszu, nieprawdy, propagandy, czy czegoś niecnego. Tyle, że jak to napisał kiedyś Sergio Della Sala: „istnieje całe mnóstwo sprzedających się jak ciepłe bułeczki książek dla ludzi, którzy chcą wierzyć, a nie wiedzieć. Ślepa wiara nazywana jest „strzyżeniem owieczek”, bo jak wiadomo, za czarodziejstwo i hokus-pokus w biznesie wielu płaci wyjątkowo spore pieniądze. Poza tym jak ktoś odwiedził dziesięciu znachorów, to potem nie uwierzy żadnemu lekarzowi.

Bardzo się cieszę, że marketing wraca do źródeł, a jego kompetencje podobnie jak sprzedaż i innowacja są kluczowe dla XXI wieku. Żadna innowacja nie ma bowiem dziś szans bez komercjalizacji, a ta nie zaistnieje bez solidnej rynkologii i strategii sprzedaży, opartej na solidnych przesłankach. Profesjonalizm nie ma nic wspólnego z „marketing bulls$$tem”.

Czy warto „wierzyć czarodziejom”? Bywają jak marihuana: sporo kosztują, są ryzykowne i dają relatywnie krótki odlot.

Tytuł wymyślił Paweł Lipiec. Research „Januszy” zrobił Michał Górecki. Dzięki chłopaki za support:)

Na deser: fragment kultowej sztuki dla branży reklamowej czyli „Ketchup Schroedera” Domana Nowakowskiego

4 uwagi do wpisu “Janusze Przymiotników

  1. Po prostu świetny blog, bardzo lubię tu wchodzić i czytać twoje wpisy, bo naprawdę jest co czytać, są to rzeczy naprawdę ciekawe ale i też wartościowe. Nigdy jeszcze gdy byłem na twoim blogu, nie miałem takiego wrażenia jakobym stracił czy zmarnował czas i wiem, że nigdy nie będę miał takiego odczucia.

  2. Pamietam jak trafilem na Twojego bloga, gdy było tu dosłownie tylko parę wpisów, nie pamietam czy w sieci znalazłem odnosnik, czy ktos mi po prostu wysłał link, jednak wiem, ze moja uwage przykuło to, ze masz ogromny talent do pisania. Pozniej niestety przez problemy zdrowotne nie mialem czasu go sledzic, ale teraz nadrabiam wszelkie zaleglosci 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s