Wszystko za darmo

– Sprawa jest delikatna – barczysty facet dosiadł się do kawiarnianego stolika. – Mogę kawę? – zwrócił się do kelnerki – pozwoli Pan się przysiąść, prawda? – Wie Pan (otworzył notes), słuchałem tej Pana prelekcji o nowościach w medycynie i chciałem zadać pytanie. Trudno było mi tak otwarcie na sali, ale jako lekarz może coś ciekawego powie Pan dodatkowo. Ta konferencja kosztuje tak dużo, że aż żal nie zapytać. To do rzeczy, kochany Panie Doktorze, rzyć  mnie boli jak jasny gwint i nie wiem dlaczego!

costume-15682_1280

Zaznaczę od początku, żeby nie było wątpliwości. Wszyscy prelegenci kochają zadających pytania, dyskutujących o treściach wystąpień, wymieniających uwagi czy krytykujących jakieś zagadnienie. Każde wydarzenie jest żywe, twórcze, inspirujące i buzzujące kiedy się o nim rozmawia. Do dziś pamiętam niesamowitą dyskusję na jednej z organizowanych przeze mnie konferencji, gdzie musiałem podjąć decyzję – odwołać następny panel, ryzykując focha dyskutantów czy nie przerywać wyjątkowo twórczej dyskusji prelegentów z uczestnikami. Chwilo trwaj. Nie przerwałem.

Zdecydowanie cięższym tematem jest „jednominutowe doradztwo korytarzowe”. Wiele osób występujących publicznie zna to z autopsji: ktoś podchodzi i z szybkością karabinu maszynowego zadaje pytania, na które oczekuje natychmiastowej odpowiedzi, konkretnej, precyzyjnej, na pstryknięcie. Postrzegając prelegenta niczym cudotwórcę, przykładającego ręce do głowy czy niczym telewizyjny wróż, wysyłający promień tajemnej wiedzy.  I wiecie co jest w tym najbardziej ryzykowne? Kiedy nie będzie zachwycony odpowiedzią, odwróci się na pięcie, wyjdzie z sali, a potem wysmaży odpowiednią notkę na blogu lub komentarz na fejsie. Dziś mamy monitoring, gdzie Sadek pilnuje odpowiednich fraz, ale reagowanie i dyskutowanie  przypomina czasem udowadnianie, że nie jest się wielbłądem. Wszak sieć nie zapomina.

Prelegenci bardzo chętnie rozmawiają z  uczestnikami konferencji (chyba, że są nadęci i napuszeni, ale kto takich zaprasza?:)  Zgrzyt pojawia się, gdy miłą, branżową pogawędkę próbuje się zamienić w twardy one-job-training. Dla mnie bardzo wiele spotkań przy kawie z mnóstwem ludzi zamienia się w twórczą burzę mózgów czy mentoring, ale po prostu to lubię. Choć pamiętam jakiś czas temu ktoś poprosił o mailowe rozwiązanie dość złożonego problemu, acz odrobinę banalnego. Rozpisałem szybką procedurę i wysłałem. Cisza. Null. Nawet „dzięki wielkie” zabrakło. Darmociągi mają mnóstwo cwanych sposobów na rozwiązywanie swoich problemów, są nawet tacy, którzy organizują rekrutacje na poważne stanowiska, zamieniając rozmowy z kandydatami w bezpłatne doradztwo strategiczne czy taktyczne.  Takie praktyki nadal dowodzą, jak wiele jeszcze się musimy uczyć.

Jak zakończyła się historia? Doktor spojrzał się na obolałego człowieka i zaordynował:

– Proszę zdjąć spodnie i bieliznę.

– Jak to? Tak przy wszystkich? Przy tych ludziach?

– Skoro jest to dla Pana problem, a bez badania nie będę w stanie Panu pomóc, proszę umówić się do mojego gabinetu, oto moja wizytówka.

– Ale jak to tak? Do gabinetu? Pewnie jeszcze muszę coś zapłacić? Wie Pan ile kosztowała ta konferencja?  A ja tylko tak chciałem chwilkę,  przy kawie, niezobowiązująco, prywatnie.

– Myślę, że siedząc tyle godzin w jednym miejscu może mieć Pan problem z mięśniami. Polecam – doktor wskazał kierunek hotelowego centrum SPA  – tylko wie Pan, szybki masaż  kosztuje aż 90zł. Ale tę radę ma Pan zupełnie za darmo.  

Na zakończenie genialna opowieść, która krąży i wspaniale definiuje problem (nie mam pojęcia czy autentyczna).

Paryż, przy stoliku siedzi Picasso i pije kawę.  Podchodzi młoda kobieta i mówi:

– Mistrzu, Mistrzu, czy mogę się dosiąść i wypić z Mistrzem kawę? 

– Ależ bardzo proszę, będzie mi miło – odparł.

– Mistrzu, a czy narysowałbyś mi mały rysunek na serwetce? Bardzo proszę – szczebiotała.

Picasso wziął serwetkę ze stolika i w 30 sekund naszkicował pewien motyw. Podpisał.

– Mistrzu, jakie to piękne. Czy mogę sobie zabrać? Ile by Mistrz chciał za ten rysunek? 

Picasso w milczeniu napisał kwotę na drugiej serwetce. Nieprzyzwoicie wysoką kwotę.

Dziewczynę zatkało z wrażenia

– Ale … ale jak, Mistrzu, dlaczego aż tyle? Przecież zajęło Ci to tylko 30 sekund??

Picasso spojrzał na nią badawczo i odparł:

– Nie zajęło mi to 30 sekund, tylko całe moje życie. 

17 uwag do wpisu “Wszystko za darmo

  1. szw1710

    Jako prelegent na konferencjach matematycznych uważam swoje wystąpienie za nieudane, jeśli nie ma pytań. Tu brak aspektu merkantylnego choć można by za niego uznać naukową ciekawość. Niejednokrotnie z tych pytań powstawały nowe wyniki naukowe. Pytanie to najlepsza rzecz jaka może spotkać mówcę. Może i rodzaj sygnału, że został wysłuchany.

  2. Naprawdę świetny tekst, uwielbiam twoje teksty, po prostu sama przyjemność je czytać i dużo można się z nich dowiedzieć. Naprawdę bardzo cenie twojego bloga, cenie twoją pasję i pracowitość jakie wkładasz w swoje teksty, bo bez tych dwóch rzeczy twoje wpisy nie były by takie dobre i tak dobrze by się ich nie czytało.

  3. Trafiłem całkiem przypadkiem na Twojego bloga i okazało się, że to cudowne miejsce! Uwielbiam takie strony na których można bez większego problemu można poczytac z poraną czy wieczorną kawą, odstresować się i spędzić miło czas! mam nadzieję, że nadal będziesz regularnie pisać bo ja będę regularnie odwiedzać

  4. Z jednej strony udzielanie darmowych porad nieco psuje rynek. Tak jest moim zdaniem i pewnie nie tylko moim. Ale są sytuacje, gdy po prostu nie wypada brać pieniędzy. Na przykład gdy chodzi o znajomych. Ja zwykle nie wyskakuję z ceną, chyba że ktoś zapyta. Oczywiście jeśli ktoś przychodzi do biura, no to wiadomo dla nas obu, że taka porada kosztuje, ale w sytuacjach nieoficjalnych nie zawsze jest to oczywiste. Z drugiej strony, jeśli ktoś przemawia na konferencji, to raczej ktoś mu już za ten czas zapłacił, więc odpowiadanie na pytania uczestniczących jest rzeczą normalną.

  5. Mam wrażenie, że coraz częściej na konferencjach (przynajmniej tych marketingowych) pojawiają się prelegenci, którym zależy tylko i wyłącznie na rozgłosie, pokazaniu swojej firmy i złapaniu Klienta. Nie krytykuję – taki też dostrzegam cel udziału w tego typu przedsięwzięciach. Choć nie tylko taki.

    W mojej ocenie prelegent powinien być mentorem, który wskaże kierunek, podpowie gdzie szukać informacji, przybliży pewien problem i podda pod dyskusję możliwości jego rozwiązania (wiadomo, ta wiedza zawsze będzie cząstkowo, ważne by była ukierunkowana). Niestety, często każda kolejna prelekcja jest tylko pokazem siły, prezentacją własnych usług, która zaczyna i kończy się na omówieniu case studies. O ile jeszcze osoba prezentująca zna się na rzeczy i możliwe jest podjęcie konstruktywnej dyskusji, o tyle istnieje szansa na zdobycie przez uczestników pewnej wiedzy, po którą przyszli. Gorzej, jak prelegent jest świeżym pracownikiem firmy, którego szef wysłał na konferencję, by „zdobył doświadczenie” i upolował kilku Klientów. Aż żal patrzeć jak takie osoby męczą się dukając slajd za slajdem. Jedni radzą sobie lepiej inni gorzej (jak to z wystąpieniami publicznymi – praktyka czyni mistrza), ale w większości przypadków zamiast odpowiedzieć później na pytania publiczności przytaczają dopiero co przeczytane slajdy. Uczestnicy zostają więc tylko z przykładami, które będą mogli powtarzać przez kolejne kilka miesięcy żeby „zabłysnąć”. Nie dziwię się więc, że co odważniejsi, jak już dostrzegą specjalistę próbują szczęścia i szukają porady.

    Oczywiście, jeśli ktoś liczy, że jedną konferencją i kilkoma pytaniami rozwiąże swój problem… 🙂 Takim osobom polecam szkolenia, odpowiednią literaturę, czy prywatny coaching.

  6. Chcialem Ci podziękowac za to, ze mogę radowac oko i duszę Twoimi swietnymi wpisami 🙂 Naprawde masz wielki talent, rzadko kto, kto ma taki talent chce dzielic się nim za darmo z innymi :p Caly blog jest swietnie prowadzony, a od pierwszych przeczytanych wersow da się wyczuc naprawdę gesty, nigdzie niepowtarzalny, pozytywny oczywiscie klimat 🙂 Dzękuję! 🙂

  7. Lupus

    Zdarza mi się udzielać darmowych porad. Serio.
    Bez sarkazmu i ironii, punktuję mocne i słabe strony zagadnień, którymi zajmuję się zawodowo.

    I co?
    I nic. Mnie nie ubywa, traktuję to jako ćwiczenie, a obdarowani potakują, obiecują, że zdają sobie sprawę z uchybień, wiedzą, że można lepiej, na pewno to zrobią i… nic nie robią.

    Czy zrobiliby gdyby za konsultację musieli zapłacić?
    Nie sądzę.

    Bylejakość to nie stan portfela ale umysłu.

  8. Coś w tym jest 😉 Każdy chciałby „za darmo” tylko tyci tyci bo uważa, że to tyci to tak mało, że dla nas jest to niewiele. Ale gdyby każdemu dawać to tyci to okazałoby się, że byśmy zbańczyli na własnej dobroci. Wszystko ma swoje granice 🙂

  9. Bardzo ciekawy artykuł. Myslę, że często kazdy chce złapać kilka srok za jednen ogon a najlepiej dostać wszystko byle nie trzeba było za dużo płcic a najlepiej to za darmo 😉 Z tym Picassem to do końca nie zrozumiałam, ale może jeszcze mnie oświeci pewnego dnia 😉

  10. A ja patrzę na to inaczej. Takie osoby, które oczekują porady w minutę bardzo czesto po prostu może boją się o coś pytać otwarcie? Albo też liczą, że autorytet powie im w minutę co mają zrobić, no bo przecież dana osoba jest taka świetna, że takie jedno pytanie to dla niej takie zupełne nic. No i to dobrze. Ja bym nie widziała w tym niczego złego. A że za darmo? Tym lepiej…

  11. Hej 🙂 Twoje wpisy są naprawdę bardzo, ale to bardzo klimatyczne 🙂 Rzadko się zdarza, zeby ktos potrafil przekazac w swoim tekscie, az tyle emocji, szczegolnie jeśli jest to tekst pisany proza 🙂 Naprawde wielkie brawa. Mam nadzieje, ze nie zamierzasz w najblizszym czasie konczyc swojej przygody z pisaniem, ponieważ bez Twojego bloga zrobiłoby się pusto :p

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s