Jak Njubalans z Lidkiem wojował

Dawno, dawno temu, za górami i lasami, żyła sobie Marka. Miała historię, doświadczenie życiowe i piekła najlepsze ciasteczka ma świecie.

Nikt nie znał recepty tych ciasteczek, bo była tajna i łamana przez poufna. Lud śnił o nich dniami i nocami, czekał dnia kolejnego wypieku, gdy upojny zapach poniesie się ponad wodami. Nikt nie śmiał wykraść receptury. Aż tu nagle, słotnego dnia, pojawił się szpieg z Krainy Deszczowców. Używając tajnych podstępów wykradł Marce przepis. Za chwilę były już kopie jej ciasteczek, które nie były tak smaczne, tak pachnące, ale za to dwa razy tańsze i pięć razy agresywniej reklamowane. Marka w końcu zaniemogła z rozpaczy i umarła. Kopiści obniżyli koszty, dzięki czemu smak spsiał zupełnie, a z zapachu nic nie zostało poza wonią mokrej sierści. Cena za to wzrosła. Lud za parę lat już nie pamiętał smaku i zapachu prawdziwej Marki.

Zanim dopadła nas globalizacja, marki budowały swą legendę we własnych fabrykach. Kiedy pojawiły się możliwości outsourcingu, zaczęły uciekać z produkcją w świat. Tyle tylko, że wpłynęło to na obniżenie ich jakości i redukcję legendy. Cygara ręcznie formowane na udach kubańskich dziewcząt to nie to samo, co wypluwane z bezdusznego automatu, dziesięć na minutę. Marka to kultura firmy, jej ekosystem, każdy kto zna historię Harley Davidsona doskonale to rozumie. Bez tego jest tylko produktem, znaczkiem, identyfikatorem, trademarkiem. I niczym więcej.

Dziś czytam historię jak marka New Balance została skopiowana przez sieć Lidl [ Gazeta.pl: New Balance wyśmiał Lidla ]. W Internecie dyskusja wrze, a głosy są podzielone. Ciekawostką jest fakt, że wielu internautów nie widzi w procederze kopiowania niczego zdrożnego, sugerując, że buty jednej i drugiej marki są takie same lub łudząco zbliżone. Więcej, podobno nawet wyprodukowane w tej samej fabryce.

Ten ostatni argument nie jest absurdalny. Tyle, że trzeba go konkretnie udowodnić. Wiele azjatyckich fabryk uprawia taki proceder, tylko że kopiowany wzór przemysłowy nie trafia raczej do globalnych sieci handlowych. Nikt nie szczyci się takimi praktykami. Tutaj jest punkt dla New Balance i Lidl powinien zareagować wycofaniem marki, jeśli zarzut skopiowanego wzoru potwierdzą prawnicy. Warto też sobie uświadomić kilka spraw:

  • kopiowanie wzorów zabija rozwój designu, po co bowiem się wysilać, skoro zaraz ktoś to wykorzysta,
  • jeśli uważasz, że kopiowanie to nic zdrożnego, wymyśl jakiś projekt, pracuj nad nim dzień i noc przez parę miesięcy, a potem oddaj za darmo paru cwaniakom, którzy zrobią na nim kasę. Zapomniałem dodać coś o wykształceniu, praktyce, wiedzy, zdolnościach i paru drobiazgach,
  • marki od lat walczą z naśladownictwem ich wzorów, ale to walka z wiatrakami, ponieważ króluje twórczy benchmarking,
  • dla designera kopiowanie jego pomysłów jest jedynie ambicjonalną pociechą, ponieważ za swoją pracę, pomysł czy wzór nie otrzymuje z tego tytułu ani grosza,
  • naśladownictwo wzorów to potężny przemysł gospodarczych hien – nie rozwijają własnych kompetencji projektowych (sporo kosztują, to oczywiste), a wyłącznie naśladują popularne na rynku rozwiązania. Taka Kraina Deszczowców,
  • jeśli Twoim zdaniem design „nie ma znaczenia” i uważasz go „fanaberię”, najprawdopodobniej nie kochasz rzeczy ani użytecznych, ani ładnych, ani dobrze jakościowo zaprojektowanych.

Druga kwestia New Balance vs. Lidl to realna wartość butów. Ceny New Balance kształtują się średnio na półce podobnie jak obuwie sportowe znanych marek. Pytanie brzmi, czy New Balance jest znaną marką? Czy jest marką jakościowo dobrą? I czy relacja ceny, do jakości jest odpowiednia? Nie jestem użytkownikiem tej marki, trudno mi powiedzieć. Ale każdy ich klient potrafi to ocenić. Czy buty w Lidlu naśladujące ten wzór zainteresują prawdziwych fanów marki? Wątpię. Ale na pewno zainteresują szpanerów i aspirujących. Ludzi, którzy bedą chcieli wierzyć, że za parę groszy kupią jakość. I tu powraca pytanie o realną wartość marki New Balance. Jeśli jakość butów z Lidla będzie taka sama lub niewiele gorsza – punkt dla niego.

Trzecia kwestia to szeroki problem różnych marek zagranicznych w Polsce. Wiele z nich uznawanych u nas za drogie, renomowane czy wysokiej jakości, są średnią półką na świecie. Ich cena wynika z przeliczników walutowych, wysokich marż handlowych oraz nadal czaru „zachodnie, amerykańskie jest lepsze”. Wzory modne w USA, trafiają do Polski czasem po 2-3 latach. Wyprzedaż kolekcji w Berlinie w znanej sieci odzieżowej w listopadzie 2014r. – dziś jest „absolutnym hitem i nowością” tej sieci w Warszawie. Ceny można sobie wyobrazić. Jeszcze inny dowcip polega czasem na tym, że produkty typu nonames bywają porównywalne jakościowo z markowymi. Niestety, wiele firm już nie pamięta, czym naprawdę jest marka i po prostu „jedzie” na tak zwanej opinii. Jakościowo będąc zwyczajnym średniakiem.

Ostatnia kwestia, to oczywisty buzz dla obu firm, wywołany zamieszaniem w sieci. Kto na tym bardziej zyska? Trudno spekulować bez wiedzy ze skanningu kas. New Balance ładnie Lidla na fejsbuczku zaczepił. Ale nikt nie spodziewał się takiej reakcji internautów. Kolejny dowód, że w social media nie znasz dnia ani godziny, a łaska digital influencerów i wszelkiej maści ninjas różnego autoramentu na pstrym koniu jeździ.

Mamy bardzo często zaburzony obraz świata realnej wartości marek. Mało kto kojarzy np. markę Dyson, obecną w Polsce, legendarną na świecie, ale realizującą u nas fatalną politykę komunikacji. Choć lepiej byłoby napisać „żadną”. W pociągach PKP czy toaletach, pojawiają się innowacyjne suszarki do rąk Dysona, zwróćcie uwagę. To wyjątkowa marka, świetny design i wspaniała historia jej twórcy. Tylko, że mało kto ją zna.

Dziś warto poszukiwać wiedzy o markach, historii i kluczowych elementach dotyczących ich wartości. Kochamy marki innowacyjne, dobrze zaprojektowane, stworzone przez ludzi i dla ludzi. W przypadku kopistów kradnących ten potencjał, łatwo ulegać wpływom, natarczywej reklamie czy kupowanym opiniom w Internecie.

Warto też pamiętać, że dla wielu międzynarodowych firm polski rynek nie jest miejscem strategicznym, dlatego czasem coś, co u nas promuje się jako „nowość” jest najzwyklejszą, globalną wyprzedażą.

3 uwagi do wpisu “Jak Njubalans z Lidkiem wojował

  1. No cóż, zdania są podzielone i ja się nie dziwię. Z jednej strony dobrze, że takie same buty są w niższej cenie. Świadczy to o tym, że ta marka – matka jedynie zbija pieniadze na metkach, bo jak widać to samo da się wyprodukować taniej. No i podróbka przyciąga klientów. Ale z drugiej strony po co kopiować, skoro by mogło się zrobić coś nowego, lepszego a taniego.

  2. Lupus

    Internauci nie widzą nic złego w działaniach na granicy prawa, jeśli widzą w tym korzyść.
    Zmienia się im optyka, gdy postawić ich na miejscu poszkodowanego.

    Lidl jako sieć, pokazuje jednak coś innego, smutnego – gotowość łamania reguł dla zysku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s