Policeballs po polsku

Kiedy pierwszy raz wylądowałem w Houston, mój wzrok przykuli policjanci. Byli apoteozą wszystkich wyobrażeń.

20140926-150301.jpg
O teksańskich stróżach prawa naturalnie. Przeżuwający gumę. Niedbałym wzrokiem wpatrujący się w pasażerów. Poluzowany mundur. I pas z bronią ostentacyjnie wiszący na rodowych klejnotach. Poczułem wtedy podmuch prawdziwej kwintesencji amerykańskości – na ich twarzach widać było luzactwo, ale za nic poczucia humoru. Policjant na służbie z poczuciem humoru musi bowiem wyjątkowo uważać. Taka robota.

31 stycznia 2007 roku Boston został zelektryzowany powiadomieniami policji o dziwnie świecących pudełeczkach. Nie zlekceważono tego sygnału. Podobnie jak nie lekceważy się ich nigdzie na świecie, pomimo że 99% przypadków to głupie, sztubackie dowcipy. Wyrasta się z tego. Znam to, też z kumplami w liceum dzwoniliśmy do straży pożarnej, by przyjechali, bo serce nam płonie. A może coś innego. Policja bostońska i wszystkie służby stanęły na wysokości zadania. Od tego bowiem są. Uruchomiły wszystkie niezbędne procedury, by sprawdzić o co chodzi. I w tym zakresie wszyscy byli bardzo dalecy od posiadania poczucia humoru.

Tajemnicze, świecące pudełeczka okazały się akcją happeningową. [ 2007 Boston Bomb Scare ]. Osoby odpowiedzialne za jej organizację, zostały tego samego dnia aresztowane i oskarżone o naruszenie prawa, którego efektem było wywołanie zaniepokojenia, zagrożenia czy niebezpieczeństwa wśród obywateli. Media rozpoczęły dyskusję, na ile reakcje służb były przesadzone, ale zdania były podzielone. Hoax czyli społeczne wprowadzenie w błąd, przekroczyło w tym przypadku kolejną granicę.

Dziś w mediach po raz kolejny czytam o zainteresowaniu hoaxem vlogera-showmana, który przebrał psa za pająka oraz zdobył wyjątkową popularność na YouTube. Wynik sięgający prawie 100 mln wyświetleń naprawdę liczbą budzi podziw i uznanie. Twórca staje się natychmiast celebrytą, autografy, wywiady, wizyty w zakładach pracy, selfie na ściankach. Media cmokają z zachwytu, jakiego słynnego Polaka wyhodowała ojczyzna, podbijając sobie na chwilę własne słupki oglądalności. Równocześnie hoaxem twórcy zaczyna interesować się prokuratura, badając sprawę na okoliczność stworzenia sytuacji zagrożenia dla przeciętnego obywatela. Efekt jej postępowania może być bardzo ciekawy. Uda się bowiem (mam nadzieję) ostatecznie potwierdzić, czy całe to zamieszanie miało charakter organic prank (realnego straszenia ludzi na ulicy) czy rzeczywiście było ustawką. Osobiście obstawiam to drugie.

Jest taki dowcip. Napruty gość zasnął na cmentarzu. Budzi się w środku nocy i widzi jak grabarz kopie grób. Wpadł na genialny pomysł. Podkradł się skrycie i ryczy:
– UUUUUU!!!!
Zero reakcji. Grabarz kopie jak kopał. Facet powtarza straszonko to z jednej, to z drugiej strony. Żadnej reakcji.W końcu zniechęcony wychodzi. Nagle, gdy łapie ręką za furtkę dostaje w łeb łopatą.
– Straszyć straszymy, ale poza teren nie wychodzimy – odzywa się grabarz.

Nie jestem specem od prawa. Ale gdyby gostek w ciemnej ulicy wystraszył mi córkę – podałbym gościa cywilnie bez najmniejszych skrupułów. Wychodzę z prostego założenia – draka, dowcip, zabawa ok, ale poza teren nie wychodzimy. Nie przekraczamy określonych społecznie granic.

Straszenie ludzi prankiem organicznym bez żadnych konsekwencji, na ulicy, na dodatek dla draki – jest s… stwem. Tak uważam. Dlatego twierdzę, że to jest zwykła ustawka. Jeśli się mylę, to hoax jest po prostu mało sensowny i sprawdza się scenariusz organic prank, ktory opisalem w styczniu [ Przerażani ]. Argumentacja „ale o co ci chodzi, przecież nikomu nic się nie stało” zupełnie do mnie nie trafia.

Idea projektu psa-pająka (twórca zarzeka się, że wszystko było organic), okaże się niewiarygodna, albo po prostu … głupia. Sorry, ale taki mamy klimat. Nieważne, czy ma ogladalność sto milionów czy miliard. Organic prank może zawsze zakończyć się pozwem cywilnym albo zarzutami karnymi, w zależności od prawodawstwa danego kraju. Dla happenera to oczywiście dodatkowa sława i fejm. Na dodatek łatwo przypiąć mu dodatkowo łatkę „uciśnionego przez wstrętne państwo”. Przynajmniej wśród tych, którzy uważają bezkarne straszenie zwykłych ludzi na ulicach po nocy, za dobrą zabawę.

Lubimy ludzi z poczuciem humoru. Kochamy prowokatorów. Polak-szarak ma tę sposobność, że z jakiejkolwiek megalomanii władzy, lubił sobie robić jaja. Ale aspirowanie do miana „medium” czy „nadawcy” to też odpowiedzialność. Bez względu na poziom adrenalinki. Nie chciałbym zobaczyć reprezentanta gimbazy, wpadającego do sklepu z marchewką w dłoni w kształcie pistoletu. Pretendującego do marnego celebryctwa dzięki dwustu milionom na YT. Filmującego przerażenie sprzedawczyni w ciąży, które zakończy się poronieniem. To może być Twoja dziewczyna. Zawałem staruszki z rozrusznikiem serca.  To może być Twoja babcia. Albo napakowanego gościa, który w nocy, przerażony przy śmietniku wyskakującym znienacka psem-pająkiem, zastrzeli na miejscu. Zarówno psa jak i operatora GoPro. Z legalnie posiadanej broni. Bez jaj. W obronie własnej.

Mr. Bean Airport

Advertisements

5 uwag do wpisu “Policeballs po polsku

  1. Outremer

    To niestety pokazuje, że granica między „pranksterstwem” (przepraszam za słowo) a Kodeksem Karnym jest bardzo płynna, a w większości przypadków może dotykać tragedii ludzkich. Ale z reguły w przerwie na kawę jest czas tylko na rechot.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s