Tłusty pies pająka

W jednym z pierwszych filmów w historii kina, kamera pokazuje małego kotka, trzymanego na kolanach i karmionego przez kobietę.

20140906-211516.jpg To jedno z kluczowych i pionierskich ujęć, dzięki któremu rozpoczęła się epoka bliskiego planu. Zaczęliśmy rozpoznawać twarze aktorów i mimikę ich gry, co dało początek współczesnej erze gwiazd i późniejszego celebryctwa. Film nosi tytuł „Mały doktor” i pochodzi z 1901 roku. Dziś kotki wracają na powrót, jako jeden z ulubionych tematów youtubowych filmików, memów i miliardów mniej lub bardziej udanych zdjęć. Czyżby era YT zaczynała się w podobny sposób?

Kiedy udźwiękowiono film, koszty jego produkcji tak wzrosły, że zainteresowali się nim panowie w Wall Street, kończąc tym samym erę pasji, sztuki i nieszkodliwego hobby, a zaczynając presję wyniku czyli oglądalności, ilości widzów, ilości widzów idących ileś razy na ten sam film, wartości maskotek sprzedanych z metra, hektolitrów wypitej coli i tonażu zjedzonego popcornu. Ku ubolewaniu wielu, coraz mniej mówiono o filmach, a coraz więcej na nich chrupano. Dziś, gdy mamy początek ery tworzenia własnych, autorskich treści filmowych, dyskusje rozpalają kwestie statystyk, oglądalności, ilości szerowań, lajków i buzzu wywołanego w sieci przez jakiś projekt. Mamy wschodzącą nową erę filmu. Tylko jakie znaczenie ma on sam?

Od wczoraj tryumfy w internatach święci film o przebranym za pająka psie. Prank jak się patrzy, a ponieważ niedawno o nim pisałem [ Przerażani ] nie będę powtarzał tych samych tez. Czapki z głów za oglądalność, przyrost godny podziwu, jak i zauważenie na poziomie globalnym. Rzekłbym nawet, że to mały dowód potwierdzający hipotezę „efektu zajączka„, opisanego przeze mnie w pierwszym rozdziale „Sztuki Rynkologii”. Są tylko dwa „ale” – pomysł nie jest nowy i kiedyś było fajniej. Pierwsze „ale” wyjaśnia zdjęcie poniżej. (dzięki Luke:) A drugie? To od początku.

20140906-212133.jpg
Cosplay jest fajną ideą fanowską, w którą bawią się miliony ludzi na świecie. W Hollywood widziałem setki przebierańców, w tym samego Spidermana. Wykonywali najprzeróżniejsze rzeczy, ale nie wpadali na zwariowane pomysły. Człowiek-pająk, w warunkach warszawskiej rzeczywistości, jest obiektem tak abberacyjnym, że bawi nas robiąc happening w tramwaju. W USA dostałby konkretną, bolesną karę – jankesi bowiem przy całym swoim poczuciu humoru, nie przepadają za cosplayowymi cudakami, drażniącymi lokalną ludność, udającymi zbawców świata w przestrzeni publicznej. Real to jednak nie hollywoodzkie produkcje. Może nawet jakiś nadgorliwy szeryf skułby go, wyciągnął z tramwaju i zakończył przygodę karą zniechęcającą do kontynuacji tej formy przygód.

20140906-212543.jpg
Statystyki YT najczęściej napędza kontent żenujący, dobry, ciekawy, śmieszny, zaskakujący – jak w każdym filmie. Tyle tylko, że nie wiadomo nigdy, w jakich proporcjach. Czy powodem upublicznienia go w tivi jest pokazanie czegoś wyjątkowego, prymitywnego czy wartościowego? Oczywiście, nie ma to znaczenia, liczy się dla nadawcy oglądalność i tak dochodzimy do efektu śnieżnej kuli. Stawiam kości przeciwko orzechom, że temat w kategorii „michałki” pokażą zaraz wszystkie telewizje. A chrupanie popcornu słychać będzie mocno i donośnie.

Prowokacje uliczne mogą być zabawne, kiedy są naturalne. Człowiek w przebraniu pająka uprawiający gimnastykę w warszawskim metrze jest fajny. O wiele mniej ryzykownie jest kogoś rozbawić, niż przestraszyć. Szczekający pająk nocą w śmietniku może skończyć się czyjąś traumą. Prank organiczny jest zawsze wysoce ryzykowny, dlatego musi być typową ustawką. I wtedy przestaje być zabawny, zaczynamy go porównywać z podobnymi produkcjami. Znamy je dobrze. „Dlaczego ja?”, „Pamiętniki z wakacji”, „Trudne sprawy” czy inne paradokumentalne takie takie. Ziew. I tu grzebiemy tego psa-pająka. Nad rzadkim motylem pochyli się każdy fotograf. Podobnie jak nad przerażającą nas w zbliżeniu, pełzającą gąsiennicą. Wylądują nawet na okładce National Geografic. Sztucznie ściągniety rój much, przyciąga jedynie na chwilę naszą uwagę, ale jest zbyt pospolity, by go dłużej zapamiętać.

Można robić filmy wyłącznie dla nabicia statystyk. Można próbować tworzyć dziełka tak ambitne, że obejrzy je wąskie grono zainteresowanych. Największą sztuką jest połączenie dziś obu tych elementów, co może definiować nawet ich wybitność. Ten element na pewno decyduje o tworzeniu marki.

Co jutro będzie musiało być bardziej śmieszne od psa pająka? Dwa psy? Większy pająk? Kotek pożarty przez tłustego psa-pająka? A może szczekający pająk, biegnący za kotkiem na drzewo? Na przykład gruszę? Czy przebitka kotka czyli zająca na gruszy byłaby bardziej wiarygodna dla międzynarodowych widzów? Czy wartość popcornu z metra będzie satysfakcjonująca? I kto będzie pamiętał ten film za miesiąc? Ciekawe ilu żądnych podobnego fejmu naśladowców przebierze naprawdę swoje tłuste psy za pająki i wsadzi je dla draki nocą do śmietnika.

Reklamy

6 uwag do wpisu “Tłusty pies pająka

  1. Lupus

    90% populacji ma mózg wielkości ziarna fasoli. Pusty w środku.
    Całkiem spora grupa docelowa – chłonna jak gąbka. Do twórców szmiry dociera to w momencie, gdy chcieliby pokazać coś ambitniejszego, ale nie ma komu. Głupi nie zrozumieją a Ci, którzy mogliby zrozumieć, mając w pamięci wcześniejsze dokonania, nie chcą oglądać.
    I tyle w temacie twórców VideoPolo ™.

      1. kotarbinski

        Wynik na pewno bedzie kilkukrotnie wiekszy, ale mnie ciekawi tez jego dynamika. W kazdym razie „efekt zajączka” jest 🙂 Szkoda jednak, że z takim kontentem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s