Wyprani 44

Rozpoczyna się najnowszy pokaz mody powstańczej 2014.

20140801-135430.jpg
Organizatorem jest jeden z szafiarskich serwisów blogerskich. Na wybiegu piękne, młode dziewczyny, roześmiane i pachnące, w kieckach z lat czterdziestych. Koszulki ze śladami kul, czerwonawe strzępki spodenek. Na skrzypiącym wózku rozpędza się uchachana szatynka z urwaną dłonią, machająca rechoczącej publice lewym kikutem, wysmarowanym sztuczną krwią. Pokaz kończy śliczna blondyneczka w czarnym body, obwieszona ładunkami wybuchowymi. Zapewne zamierza się rozerwać i coś wysadzić…

Produkty typu „memorabilia” zaczęły się pojawiać na rynkach amerykańskich na początku XIX wieku. Słowo pochodzi od łacińskiego „memorare” czyli „zatrzymać coś w pamięci„. Upamiętniano najróżniejsze wydarzenia w postaci okolicznościowych medali, figurek czy znaczków. O t-shirtach nikt nie myślał, pojawiły się dopiero przy okazji wojny amerykańsko-hiszpańskiej w 1898 roku, prowadzonej na Karaibach i Filipinach. Koszulka w kształcie litery „T” stała się elementem bielizny amerykańskich marynarzy, a słowo „t-shirt” pojawia się w słowniku Webstera w 1920r.

Pierwszym przykładem typowego merchandisingu (tutaj: filmowego) z użyciem t-shirtu, to promocja filmu „Czarnoksiężnik z Oz” w USA w 1939r. Pierwsze zastosowanie komercyjne to nadruk promocyjny „Air Corps Gunnery School”, który znalazł się w 1942r. na okładce magazynu „Life”. Niebagatelne znaczenie dla rozwoju koszulki miał Marlon Brando w nagrodzonym czterema Oskarami filmie „Tramwaj zwany pożądaniem” (1951). Lata sześćdziesiąte to zarówno rozwój pop-kultury jak i non-konformizmu. T-shirt zaczął służyć demonstracji różnorodnych poglądów, rozładowaniu frustracji, zaskoczeniu, wyróżnieniu czy promocji wydarzeń i produktów. Pierwszym artystą, który docenił znaczenie koszulki był Warren Dayton.

20140801-140230.jpg
Memorabilia dotyczyły głównie wydarzeń artystycznych, takich jak koncerty czy gadżety zespołów muzycznych. Pojawiały się jako rocznicowe elementy wojny w Korei i Wietnamie, często wykorzystywane przez weteranów. Były fragmentami propagandy antywojennej czy antyrządowej. Nadruki na koszulkach stawały się młodzieżowymi symbolami buntu i kultu wolności lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Wpisywały się w określony kanon, miały swoje znaczenie, reprezentowały symbolikę pamięci, szczególnie dla młodych ludzi. To bowiem oni byli głównymi klientami. Po premierze „Gwiezdnych Wojen” w 1977r. merchandising filmowy wszedł w zupełnie nową erę, nabierając poważnego, komercyjnego znaczenia – przestał być dodatkiem, stał się pełnoprawnym przemysłem i rynkiem licencji, przedmiotów, wzorów użytkowych, patentów czy kolekcji.

Współczesne, polskie memorabilia starają się odwzorowywać zachodnie trendy. Przynajmniej w zakresie formy, stając się czasem swoistą karykaturą. Kiczowatość tak zwanego „przemysłu pamiątkarskiego” zalegającego masowo w miejscach turystycznych czy kultu religijnego jest u nas już legendarna. Trudno powiedzieć, czy wynika to z marnego, polskiego gustu i braku estetycznego wyrobienia czy raczej z pożądania jakiejkolwiek pamiątki znad morza, nawet jeśli jest to ciupaga z napisem „pamiątka z Helu”.

Od kilku lat trwa dyskusja na temat komercjalizacji Powstania Warszawskiego. Dziś 1 sierpnia i warto poruszyć ten temat. W „Sztuce Rynkologii” użyłem w tym kontekście pojęcia „ambitnej komercji” czyli marketingu wartościowych przedsięwzięć. Cytuję tam słowa Cezarego Łazarkiewicza: „Pamiętam, że mnie jeszcze walczący w Warszawie opowiadali o cierpieniu, strachu, śmierci, a dziś w tej narracji zaczynają dominować fajna przygoda, bohaterstwo i kolorowe obrazki”.

Powstanie Warszawskie jest jedynym wydarzeniem wojennym, które stworzyło u nas tak dużą skalę memorabiliów oraz zaczęło ulegać głębokiej komercjalizacji. Dyskusja na ten temat trwa nadal, a głosy zwolenników jak i przeciwników mają konkretne argumenty. Dla mnie ważne jest utrzymywanie pamięci o Powstaniu jak również stałe przypominanie mediom światowym, jakie były powody jego rozpoczęcia i upadku. Ale zakres i formy memorabiliów nie mogą ocierać się o totalny kicz, groteskę, banał czy wręcz śmieszność, która graniczy z brakiem szacunku dla weteranów i ofiar. I o ile wolność gospodarcza dopuszcza tworzenie memorabiliów powstańczych jakie się komu podobają, to klient zawsze głosuje portfelem. I to się nie zmieniło od wieków.

– Broń to największe piękno, jakie stworzyła ludzkość. Był w epoce odrodzenia malarz, Michał Anioł. Spytali go jak tworzy swoje rzeźby. To proste [odpowiedział]. Biorę kamień i usuwam wszystko, co zbędne. Piękno jest wtedy, gdy nie ma niczego zbędnego. Żadnych bajerów. Na wojnie jest tylko życie. I śmierć. Nic zbędnego. Wojna to piękno.
– Nie mogę skapować? Naprawdę jesteś głupi czy się nabijasz? Co w tym pięknego, kiedy ci flaki na gąsiennicę nawija?
9 Kompania, reż. F. Bondarczuk, 2005

Nie jestem przeciwny gadżetom tworzonym przy okazji filmu Jana Komasy „Miasto 44”. Filmu, który posiada specyficzny styl narracji reżysera, widoczny już w „Sali samobójców”. Problemem nie są same filmowe memorabilia, ale ich design, pomysły na nadruki na koszulkach czy charakter gadżetów. Inna kwestia to zachowanie kulturowej klasy i szacunku wobec tych, którzy pamiętają ówczesną rzeczywistość. Niejednokrotnie przypominam, że Polska pod tym względem różni się od USA i to znacznie w swej warstwie społecznej. Gadżety uważane tam za normalne, u nas będą obrazoburcze, dziwaczne i niestosowne. Czy Robert Kupisz przekroczył granicę niestosowności? [ Powstańcze koszulki ] Trudno powiedzieć, dopóki nie zobaczę kolekcji.

Na pewno granicę niestosowności przekroczył jeden z serwisów oferujących koszulki ze śladem postrzału na sercu. Trudno określić co twórca miał na myśli. Nazwy serwisu nie wymienię z oczywistych względów. Ale przy okazji szafiarek nie zdzierżyłem. I ciśnienie mi skoczyło.

Szafiarki poza codziennym gryzieniem i oblewaniem się nawzajem mają czasami „genialne” pomysły na zaistnienie. Czy dziś można się po nich spodziewać bardziej odmóżdżonych dziwactw? Czegokolwiek jeszcze, poza profesjonalną promocją własnego stylu, ciuchów, make-up i fajnego wizerunku? Jak bardzo trzeba być przepranym przez łorsołszory i przemielonym w sieciówkach, żeby organizować konkurs „Dziewczyny z Powstania. W sukienkach na barykady. Moda lat 40-tych„. Sponsorowany przez, wydawałoby się, rozsądne firmy? Naprawdę, nikt w tym nie zauważył swoistej niestosowności? Nikt? Upodlamy się dla sławy i kasy już aż tak mocno, żeby przerabiać Powstanie Warszawskie w rewię mody? Jak bardzo trzeba być przepranym by nie widzieć w tym pomyśle żenującej degrengolady?

Wydaje mi się, że zdecydowanie lepiej byłoby ogłosić konkurs sekstingowy na gołe szafiarki, które namalują sobie wielki znak Polski Walczącej na biuście i poniżej pasa, strzelą fotkę i wyślą do organizatora. Efekt nagłośnienia byłby zdecydowanie większy, żenada mniejsza, a może i wartość estetyczna wyższa.

20140801-141443.jpg

Advertisements

2 uwagi do wpisu “Wyprani 44

  1. Pingback: Karnawał Blogowy #9 - Bobrownia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s