Szkoleniowa darmodajnia

Pewnego pięknego dnia Pan Staś zapisał się na kurs językowy. Opłacił jak trzeba i już za kilka dni otrzymał pierwszy materiał szkoleniowy.

Potem drugi, trzeci i kolejne. Do pierwszych ćwiczeń Pan Staś podszedł z zapałem i zaangażowaniem, do kolejnych już mniej, a następne zupełnie sobie totalnie o…. zlekceważył. W końcu kolejne, nadchodzące materiały szkoleniowe poszły w kąt. Trudno było zrozumieć intencje Pana Stasia. Być może stracił zamiłowanie do nauki. Niemniej edukator stanął na wysokości zadania. Przysyłał mailem remindery o konieczności przesyłania ćwiczeń. Coraz częściej i coraz bardziej czerwone. Pan Staś ładował wszystko do kosza, aż w końcu oznaczył nadawcę jako spam i miał spokój. Było miło, aż pół roku później zapukał kurier do drzwi. Przywiózł pakiecik z podziękowaniem, piątką i ślicznym dyplomem ukończenia kursu. – Łał ! – zakrzyczał Pan Staś – zakładam szkołę językową!

Zainspirował mnie dziś krótki artykuł „Przeszkol się latem – Unia zapłaci„. Artykuł jak artykuł, ale te komentarze … Stały się przyczynkiem do odpowiedzi na proste i fundamentalne pytanie czyli czym się różni szkolenie darmowe od szkolenia płatnego?

  • szkolenia darmowe oszczędzają na wykładowcach czyli płacą najniższe z możliwych stawek. Efekt: zatrudnianie słabych wykładowców lub wykładowców tworzących szkolenie „na odwal” tudzież wariant „taśmowy”. Wykładowca robiący szkolenia 24/7 to automat, który nie ma czasu ani na indywidualny rozwój, ani doskonalenie zawodowe,
  • większość wykładowców tanich lub darmowych szkoleń zatrudniana jest na zasadzie „jak Pani/Pan przyjedzie to się autoreklamuje”. Efektem jest marketingowy bullshit wypływający z mnóstwa prezentacji, które nie mają wiele wspólnego z merytoryką zagadnienia, za to z nachalną prezentacją własnej oferty i zachęcania do kupna własnych usług jak najbardziej,
  • darmowe szkolenia typu „miękkiego” niejednokrotnie wykorzystują rozliczne historie, anegdoty, opowiastki, spektakularne zdjęcia, urokliwe filmy i mnóstwo innych, lukrowanych narzędzi, których celem jest osłodzenie atmosfery i zdobycie przyjaźni tudzież „friendsów” z grupy. Oczywiście najwięcej lukru leje się na głównych sponsorów. Efekt łatwo przewidzieć – poza przyjemną atmosferą, w zakresie wiedzy progres jest stosunkowo niewielki. W zakresie umiejętności żaden, ale ego płacących jest mile połechtane. Czyli szkólmy tak aby było miło,
  • ponieważ niejednokrotnie szkolenia unijne są realizowane przez łańcuszek pośredników, stawki szkoleniowe dla wykładowców nie przekraczają 10-20% budżetów. Natomiast odpowiedzialność za efekt i satysfakcję ze szkolenia w 95% spoczywa na prowadzących,
  • darmowe szkolenia psują przede wszystkim rynek ponieważ osoby szkolące się mają niestety wykoślawioną wiedzę na temat realnej wartości indywidualnego rozwoju. Nadal wśród wielu pokutuje mit, że studia wyższe i podyplomowe czynią mistrzów we wszystkim, gdzie na całym świecie to początek kariery zawodowej i nauka absolutnych podstaw. Szczególnie dotyczy to nauki o biznesie, gdzie praktyka gospodarcza w kontekście oferty edukacyjnej, jest zawsze awangardą w porównaniu do nauki, która musi to i owo przebadać, sprawdzić, przeanalizować i dopiero upubliczniać,
  • najdroższe są szkolenia z których nic nie wynika, ani zmiana, ani pomysły, ani inspiracje czy projekty. Jeśli ktoś uważa, że wsparcie środkami unijnymi ma polegać na przeżuwaniu ciastek, popijaniu kawy i wysłuchaniu miłych treści – to powodzenia,
  • jeśli ktoś z uczestników szkoleń wierzy w to, że podczas półgodzinnej prezentacji uzyska wiedzę o cudowych i sprawdzonych sposobach zarabiania milionów w pięć minut to … gratuluję silnej wiary.

To tyle. A konkluzja ogólna jest następująca. Darmowe i wszędobylskie szkolenia, konferencje, seminaria realizowane w formule „sztuka dla sztuki” przynoszą niestety więcej szkody niż pożytku.

Z drugiej strony tego segmentu rynku stoją darmowe i bardzo wartościowe spotkania typu Aula , Infoshare czy polskie edycje TEDx, organizowane i realizowane przez pasjonatów i stających się powoli ikonami branży. Z edukacją jest jak z architekturą. Za duże pieniądze można postawić piękny pałac. Ale za ten sam budżet nikomu niepotrzebne ekrany dźwiękochłonne da się również zbudować.

Advertisements

9 uwag do wpisu “Szkoleniowa darmodajnia

  1. Sama szkolę i wyznaję zasadę, że „dobre” samo się obroni.
    Moim zdaniem, jak w każdym innym zawodzie, znajdą się tacy wsród Trenerów, mówców, szkoleniowców, którzy liczą tylko i wyłącznie na zarobek, na szczęście wielu jest profesjonalistów i ludzi z pasją :-).
    Na szczęście dla nas i dla tych , którzy chcą się czegoś nauczyć … .

  2. Czasami darmowe szkolenia mogą być świetną formą promocji dla autora/trenera, pod warunkiem, że jakość wiedzy jest naprawdę na wysokim poziomie. Z drugiej strony wartość przekazywanej treści jest subiektywna i zależy od reputacji trenera.

  3. Trafne spostrzeżenie, choć to chyba natura rynku – w sklepie płacimy pieniędźmi, na szkoleniu czasem (i czasami pieniędzmi), ale tak czy siak możemy kupić chipsy marki „chipsy” – szczerze mówiąc nie wiedząc co kupujemy, lub chipsy z ładnym logo o wyższej cenie, również realnie nie wiedząc czy produkt ten różni się drastycznie od tego najtańszego.

  4. Niestety, wiele osób chciałoby dostać coś bezpłatnie i dobrej jakości (ech). Tymczasem nad programem szkolenia – jak każdym produktem – trzeba popracować. I jest za to wyznaczona cena – choć nie chodzi o to, aby ją sztucznie podbijać dodatkowymi „umilaczami” szkoleń. Szkolenie to przede wszystkim dzielenie się wiedzą. Za to powinno się prowadzącemu zapłacić.

  5. Właśnie! Darmodane szkolenia zniszczyły branżę i niszczą od lat… O „Cioci Unii dla idiotów” pisałem już w 2010 – http://akademia-internetu.pl/ogolne/ciocia-unia-dla-idiotow ale nie zahamowało to patologizacji branży szkoleniowej.

    Dziś osoby, które rzeczywiście chcą się czegoś nauczyć, mają naprawdę problem z wyborem rzetelnych szkoleń, które dadzą im „konkretne konkrety”, a nie tylko darmową kawę i garść gadżetów…

  6. Z góry pragnę zaznaczyć, że cenię sobie pisane przez Pana artykuły. Niedawno wygrałam „Sztukę rynkologii” i już nie mogę się doczekać, kiedy wrócę do domu i ją przeczytam. Ale… Gdyby poszukiwał Pan kogoś, kto powstawia brakujące przecinki na blogu, to ja się zgłaszam na ochotnika 🙂 Proszę wybaczyć zuchwałość…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s