Finezja szambonurkowanka

Pewien ułomny jegomość zapragnął dostać pracę. Owa niedoskonałość nie była zbytnio uciążliwa, niemniej w pracy sprzedawcy jaką zamierzał podjąć to prawdziwe wyzwanie.

20140427-080647.jpg
Kandydat jąkał się niemiłosiernie co w rozgadanym środowisku handlowców było elementem charakterystycznym. Szef wydawnictwa do którego trafił był człowiekiem wyrozumiałym. Lubił dawać ludziom szansę. – Jeśli ma Pan pomysł na swój sposób sprzedaży, proszę próbować. Świeżynka wzięła pod pachę trzy najdroższe encyklopedie i ruszyła w trasę. Następnego ranka pobrał z magazynu kolejne pięć sztuk, a w kolejnych dniach już dziesięć, piętnaście, dwadzieścia. Gdy dzienna sprzedaż doszła do pięćdziesięciu, jego szef zainteresował się nowym systemem. Obwożna sprzedaż encyklopedii w świecie internetów była ciężkim kawałkiem chleba stąd chęć poznawcza miała szczególną moc. Chlebodawca zaczął śledzić swojego człowieka i badawczo przyglądał się gdy zapukał do kolejnych drzwi. Otworzył starszy mężczyzna. Handlowiec uśmiechnął się, odchrzaknął i zaczął: – Ku …ku…kup…ppi…ppisz Pppaaan eeeen… Eencyklope…edię .. Czczczy mmmaam czczyyytać dddaaalej? Transakcja nie trwała dłużej niż trzy minuty. Kolejne drzwi, kolejny dzwonek i kolejny sukces.

Kiedy wczoraj wieczorem obejrzałem reklamę szamb, zawyłem ze śmiechu i zapłakałem z rozpaczy. Z internetowej dyskusji na temat tego reklamowego dziełka zaintrygowała mnie jeszcze jedna opinia – „Gdybym potrzebował szamba, to pewnie zadzwoniłbym by sprawdzić czy naprawdę tak na wszystkich frontach dbają o klienta :). W biznesie to niestety najpierw trzeba zarobić kasę by móc swobodnie wydawać (samemu lub poprzez następne pokolenia) na dobrych pomysłodawców, tekściarzy czy kompozytorów. Co powszechnie obowiązuje, ale u nas wciąż jest chyba słabo rozumiane„. Trudno odmówić logiki tej wypowiedzi. W marketingu small biznesu każdy orze jak może. Króluje sposób gospodarczy, po co nam tekściarze, muzycy czy graficy. Szwagier namaluje szyld, kuzyn zagra na keyboardzie, córka nagra filmik, kot zamiauczy na intro, pies zaszczeka hasło reklamowe i jakoś to będzie. Trza się reklamować, a jak będziemy miec kasę to damy zarobić tym agencyjnym krwiopijcom. Problem w tym, że efekt owej pszenno-buraczanej twórczości widać powszechnie na ulicach polskich miast. Reklama nie zawsze musi zdobić tyle że nie powinna raczej równie przeraźliwie szpecić.

Wspomniana wypowiedź wskazuje na dwa problemy. Czy reklama realizowana prymitywnymi metodami jest bardziej skuteczna od profesjonalnej? Czy mamy reklamować się dopiero wtedy, gdy biznes zarobi na siebie wielkie pieniądze i … wygenerujemy środki na reklamę. Ta druga kwestia jest bardziej prosta – skoro udało się odnieść wyjątkowy sukces bez klasycznie rozumianych narzędzi reklamy i nie ma racjonalnych przesłanek jej użycia, inwestycja raczej nie będzie sensowna. Chyba, że dla zaspokojenia ambicji właścicieli lub chęci kupna dodatkowej sławy.

Prymitywna, organiczna autoreklama z kolei to dziś temat-rzeka. Dziś bowiem dzięki zwykłemu smartfonowi każdy może stać się bohaterem internetu. Zostać herosem własnej, rynkowej niszy. Im niższe loty, większe kontrowersje czy prymitywizm … tym fame większy. Czy gdyby reklama szamb była bardziej profesjonalna, nastawiona na prezentację USP lub słowotokiem właściciela w krawacie – pisałbym dziś o niej? Pewnie nie. A tak, dzięki owej kontrowersji rozsiewam darmowo i wirusowo sławę producenta. Wszak nieważne jak mówią byle nazwy strony www nie pomylili. Jeszcze wczoraj nie znałem żadnego wytwórcy szamb. A dziś? Znam na pewno jednego. Jest progres.

Odpowiedź jak zwykle tkwi w zachowaniach klienta. Czy milion wyświetleń spotu na YT przekłada się na znajomość marki i konwersję? A może to kolejny, egzotyczny filmik który zginie w masie jemu podobnych? Czy to kategoria humor czy biznes? Czy producent chce sprzedawać czy szerzyć kontrowersje? Pokażmy parkę uprawiającą seks w szambie – na miejscu konkurenta pewnie tak bym zrobił. Inny urządzi Szambowe Mistrzostwa Świata w Zapasach w Oleju. Dajmy jeszcze chór kościelny. Gospel. I małe dziecko. Z kotkiem. Gimbaza zawyje z zachwytu i kupi więcej. Popcornu.

Pierwsze prawo marketingu Jacka Trouta i Al Riesa mówi, że lepiej być pierwszym niż lepszym. Owe nieszczęsne szamba wydają się zdecydowanie potwierdzać tę regułę. Prezentują pierwszeństwo w kategorii reklam szamb żenujących muzycznie i tekstowo. I mają z tego fejmową premię. Może nawet jakaś statuetka Kreatury się trafi. Markę pamiętam. To fakt. Ale jeśli chciałbym budować szambo to pewnie bym się zastanawiał czy profesjonalizm reklamy jest zbieżny z profesjonalizmem firmy. Tylko tyle. Albo aż tyle.

6 uwag do wpisu “Finezja szambonurkowanka

  1. Dobre z tym sprzedawcą encyklopedii – nie trzeba kończyć marketingu i zarządzania by dobrze sprzedawać :). Mnie się wydaje, że jak ta firma od szamb odniesie sukces a klienci zaczną pytać o coś bardziej skomplikowanego, to z taką fantazją dadzą radę wspiąć się nieco wyżej w kwestii reklam.

    Przypomina mi się taka historia z przełomu lat 80/90. Gdy skrytykowałem niezbyt ładnie pachnące budki z zapiekankami, to otrzymałem zasłużoną reprymendę od osoby starszej, mądrzejszej, z tytułami i bywałej w świecie – „nie od razu Kraków zbudowano, dziś może przeszkadzają, ale za parę lat docenisz ich zaradność”. Bardzo się wtedy zawstydziłem.

    Dziś często widzę jak zaradni, ale czasem nienajlepiej wykształceni ludzie idą do przodu, rozwijają siebie i swoje biznesy a niektórzy po latach zaczynają poprawiać swój gust i uzupełniać wykształcenie. Z drugiej strony chyba dość szerokie grono absolwentów wyższych uczelni frustruje się wykonując prace poniżej ich możliwości. Oni czasem wiele wiedzą o gustach, ale niewiele o biznesie.

    Może takie dysproporcje należy zacząć zasypywać już w szkołach podstawowych? Na przykład pokazując co może się przydać w biznesie, który spora część dzieciaków kiedyś przecież otworzy. Może wtedy będą większe szanse na to, że ich firmy po pierwszych sukcesach osiągniętych metodami chałupniczymi skierują się do profesjonalistów?

    1. kotarbinski

      Kiedy idę na wesele, chcę ubrać się stosownie do okoliczności. Podobnie na pogrzebie. W reklamie również chcę zaprezentować się najlepiej. Jeśli tego nie potrafię zrobić dobrze – zwracam się o pomoc do ludzi, którzy zrobią to lepiej. Pstrokata, czerwona sukienka z wielkim dekoltem źle wygląda na pogrzebach. Podobnie jak długa, czarna suknia z welonem, na weselach. Zosie-Samosie są ok, pod warunkiem, że wiedzą jak tworzyć reklamy. Tu nie mają o tym żadnego pojęcia, choć nagrali film, ułożyli słowa i nagrali piosenkę.

      1. Ludzie wiedzą ze swojego najbliższego otoczenia jak się ubrać na ślub czy wesele. Ale skąd mają wiedzieć jak podejść do reklamy? Na przykład do kogo się zwrócić by nie przepłacić skoro ze wszystkich stron są bombardowani pochwałą najniższych cen? Ja się nawet zgadzam, że ta firma na razie raczej nic nie kupi w kwestii reklamy, bo już odniosła jakiś sukces na tle konkurencji, ale takich firm są dziesiątki w każdym większym mieście – może to właśnie szansa dla profesjonalistów na złożenie paru ofert na dobrą promocję tak przecież prostego biznesu :). Śmieję się, bo chyba żaden biznes nie jest prosty a do tego dużą rolę odgrywa łut szczęścia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s