Blogerski mocz poranny

Biały mężczyzna jechał powoli autem. Zatrzymało go dwóch białych policjantów.

20140311-190445.jpg
– Słuchaj stary, lepiej zawróć, jedziesz do Harlemu. Kierowca zignorował to ostrzeżenie. Kilkaset metrów dalej zatrzymała go kolejna para policjantów. Jeden biały, drugi czarny. – Stary, ale Ty naprawdę jedziesz do Harlemu. Zawróć. Kierowca zignorował i to ostrzeżenie. Na kolejnym skrzyżowaniu został znów zatrzymany. Tym razem przez dwóch policjantów. Afroamerykanów. – Jesteś pewien? Jedziesz do Harlemu. Zastanów się. Ale i to ostrzeżenie zostalo zignorowane. Po trzeciej przecznicy na środku ulicy stał jeden policjant. Czarny jak smoła. Wielki jak stodoła. W barach na pół szerokości jezdni. Pas na klejnotach. Szeroka gęba bokserska przeżuwająca coś co kiedyś było tytoniem. Splunął. Podszedł. Leniwie pochylił się do otwartego okna. – Spierdalaj – wycedził cicho.

Kiedy wchodzę do sklepiku z prasą, w każdym powinien stać taki policjant. Uświadamiać ludziom, która półka to tabloidy, która normalna prasa, a która prasa porno. Z powodów zwykłego, umysłowego bezpieczeństwa. Co chwilę słychać „prasa nas ogłupia!„. Żaden dziennikarz nie napisze bowiem „jesteś ogłupiany przez prasę na własne życzenie„. Zdjąłbym pewnie policjanta, gdy miałbym pewność, że kupujący podejmuje decyzję w pełni świadomie. A to wymaga czasu. Dziś tłumaczenie ludziom podstawowych zasad odróżniania świeżej wody od moczu ma absolutnie konkretny sens.

Sieć, nazywana przez niektórych „kloaką społeczną” – zyskała to miano właśnie dzięki urynalnemu contentowi. Szokującemu, prymitywnemu, prostackiemu, naiwnemu, chamskiemu czy nachalnemu. Lansującemu prymitywne emocje, pseudointelektualną papkę czy zwykłe prostactwo nazywane szumnie „autokreacją„. Dającemu wielką oglądalność mas ludzkich i klikalność ciekawskich. Tymczasem jaka prasa – tacy czytelnicy, jaka telewizja – taki widz. Jakie treści blogerskie – tacy fani.

Tworzenie wyróżniającej się, tabloidalnej kontrowersji to echo wręcz typowej maniery postsowieckiej, gdzie o swoją rację walczyła wrzeszcząca i rozpychająca się baba. Dziś taką babę pokaże każda telewizja (hurra, słupki skoczą). Najlepiej jak nada do sitka, że ma rację, a kto uważa że ona jej nie ma jest wsiowym przygłupem, któremu lepiej przywalić dla zasady. Wymieszane to z pseudojankeskim luzactwem. Tę teorię wyróżnienia się, kreacji własnego wizerunku opierającej się na tępogłowej szamotaninie wulgaryzmów czy kontrowersji nazwałbym redneck personal brandingiem. W skrócie RPB.

W sieci wszyscy są równi. Nie ma zmiłuj. Możesz pić czystą wodę. Wódę. Albo czystej klasy mocz. Również ten czyszczony przez filtrfraki. Ale siki to siki. Wiadomo. Są sytuacje, w których mogą ratować życie. W 1971 roku uratowały Alojzego Piontka po zawale w zabrzańskiej kopalni na pokładzie 508. W innych niektórzy bąkają o urynoterapii, ale to niejasna sprawa. Ale mocz w mózgu nie jest nigdy objawem pełnego zdrowia. Chyba nawet wstępnie przefiltrowany.

Nie ma wątpliwości, że treści dostarczane nam codziennie przez przeróżne źródła netowe są wodą, wódą, moczem, moczem przefiltrowanym, czasem szampanem albo szamponem. Nie ma problemu gdy potrafimy organoleptycznie odróżniać wodę od wódy, mocz od szampana, a szampon od przefiltrowanego moczu. Niestety, kiedy zatkamy nos i zamkniemy oczy – wszystko smakować będzie tak samo. Spróbuj, jak nie wierzysz.

Dlatego cała sztuka odróżniania wszelkiej maści contentowych płynów czyli treści w sieci, skupia się na węchu i wzroku. Jeśli wiesz jak pachną owe substancje, będziesz mógł wybierać je w pełni świadomie. Jeśli nie wiesz – zapytaj kogoś kto wie lub próbuj sam. Kiedy wiesz jak pachnie sfermentowany mocz pijaka, raczej nie pomylisz go z aromatem sauternes. Niemniej absolutnie jestem bardzo daleki od zniechęcania kogokolwiek do picia z obu wspomnianych źródeł. Dzięki wolności jest pełny wybór. Jednak w kwestii zachęceń, będę zawsze polecał źródlaną wodę, szampana i sauternes. W życiu, na blogu czy jakichkolwiek innych treściach. Taka karma.

Ale ponieważ natura ludzka mylną jest, zawsze trzeba uważać by się nie pomylić. Trzymać twardo kwestii zasadniczych w szczególności znajomości cech odróżniających wspomniane płyny. Gdybym miał wątpliwości, chętnie przyjmuję podpowiedzi najczarniejszych z czarnych policjantów. Są bowiem w swym doświadczeniu niezmiernie wiarygodni.

Jest jednak problem z pewnymi treściami. Mózg nasycany codziennie wyłącznie moczem – z czasem zaczyna po prostu śmierdzieć. Co naturalnie przyciąga tysiące much. Klasyk. Tę prostą prawdę zawsze łatwo zweryfikować. Kto moczem wojuje, od moczu ginie. Taka karma.

Idzie wiosna. Świat budzi się do życia. Wąchajcie i smakujcie teksty internetowe zanim przeczytacie. Trzeba uważać. Jak cholera.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Blogerski mocz poranny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s