Darmowe Moskwicze

Z cyklu nieśmiertelnych pytań na social mediowych konferencjach. Głos z sali zagajający prelegenta. – Słyszałam, że A upada, a w jego miejsce będzie B. Co Pan na to?

20140220-121937.jpg

Prelegent usiłuje sobie przypomnieć czy też gdzieś słyszał. Nie udaje się, stąd mówi co wie. Wie całkiem sporo, ale odpowiedź nie pasuje do postawionej przez pytającą tezy. Niemniej w świat poszedł komunikat, że zapewne A pada, B rośnie i ponad setka uczestników pewnie to zapamięta i przekaże dalej.

W znanej anegdocie o Rosji, w Moskwie na Placu Czewonym rozdawano za darmo Moskwicze. Auto takie. Osobowe. Jakby co. Oczywiście po sprawdzeniu okazało się, że nie w Moskwie, tylko St. Petersburgu. Nie Moskwicze tylko rowery. I nie rozdają, tylko kradną. Taki schemat bywa bardzo podobny w kanonadzie atakujących nas informacji.

Lemowski Gębon czyli internet, dostarczy nam dziś informacji na każdy temat. W czasie rzeczywistym. Jeśli potrafimy posługiwać się hashtagami możemy być wręcz uczestnikiem live określonych wydarzeń. Dziś live to #euromaidan. Nawet bardzo specjalistyczne zagadnienie czy sfera profesjonalna, w skali globalnej nabiera zasięgu przekraczającego granice, a język angielski staje się choćby opisem w abstrakcie. Ponieważ informacja nie zna granic, codziennie agregowana jest w olbrzymich ilościach w social media – mnóstwo ludzi wykorzystuje ją poprzez przetwarzanie, przerabianie – budując własne, atrakcyjne treści w mniej lub bardziej świadomy sposób.

W swiecie e-informacji dominują materiały w języku angielskim, a kraje anglojęzyczne generują ich naprawdę sporo. Materiały w innych językach też są dostępne, ale język narodowy staje się ograniczeniem ich dystrybucji. Świat „obraca” w zasadzie głównie informacją anglojęzyczną. Potężnym kanałem nadawczym jest oczywiście USA, a dzięki prostym narzędziom selekcji informacji typu Flipboard, Zite czy Feedly uzyskujemy dostęp do generowanej wiedzy. Oczywiście amerykańskiej. Która w naszych warunkach często pasuje jak … kwiatek do kożucha.

Fakt, że jankeskie mody pojawiają się w Polsce w bardzo różnych czasokresach. Prawdą jest też to że w walce o atrakcyjną treść na stronie www, wielu woli opracować tekst amerykański, a inni po prostu przetłumaczyć „na żywca”. Bez konsultacji czy pytań do autora. Byle jakoś się kręciło. O tłumaczących i podpisujących się własnym nazwiskiem nie wspomnę – a są i tacy.

Kluczem jednak jest nie tylko fakt metodologii projektów typu „Amerykańscy naukowcy zbadali …„. Albo egzotycznych uniwersytetów szukających sposobów by zaistnieć. Klient amerykański nie jest klientem polskim jak i trendy, charakterystyka insights czy zachowania klientów będą bardzo zróżnicowane. Sfera marketingu podlega temu dość mocno o czym można przekonać się realizując jakiekolwiek badania etnograficzne.

Amerykanie wysyłając w świat materiały content marketingowe, często nie oznaczają, że projekt dotyczy wyłącznie ich obszaru. Wszak kierowane są głównie na teren USA. A że przy okazji przeczyta to paru Polaków, Czechów czy Greków średnio ich interesuje. Ale mechanizm jest podobny jak z zaproszeniami na eventy w Polsce – wielu organizatorów uważa, że nie ma sensu pisac miasta, bo i tak wszyscy wiedzą, że to w Warszawie …

My jednak, jako świadomi czytelnicy – określajmy skąd pochodzi dana informacja. Szczególnie gdy wykorzystujemy ją publicznie, jeśli dotyczy badań, trendów czy weryfikacji hipotez. Nie obawiajmy się podawania prawdziwych źródeł. Ich brak tworzy mętlik, a ten jest pokarmem dla stereotypów. Inaczej w oczekiwaniu na Moskwicza, ukradną nam rower …

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Darmowe Moskwicze

  1. Bardzo dziękuję za ten tekst. Wątki z bezmyślnym mieleniem treści, to w mym odczuciu największa z przywar mediów społecznościowych. Może nawet warto byłoby zdefiniować nową jednostkę chorobową związaną z niezdolnością do mentalnego przetworzenia komunikatu (choćby dlatego, że dotyczy on innej sfery kulturowej) przy jednoczesnym dalszym jej powielaniu. Moja propozycja nazwy to „lajkizm”. Dotyka nawet twórczych i trzeźwo myślących ludzi, co wielokrotnie widziałem w FB. Z troską dodam, ze nie wiem, czy nie robi nieodwracalnych szkód w percepcji.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s