Avansowy burdełagan

Podobno chciwca poznać po chęci sprzedania ci sznura za dolara, na którym za chwilę go powieszą. Tak mawiają. W moim przypadku owym kupnym sznurem okazała się gra Battlefield 4, którą miałem sposobność zamówić, odebrać acz nie skorzystać z uroków zapachu napalmu o poranku.

hqdefault

Początek był klasyczny. Oto po wpisaniu odpowiedniej frazy, wujek Gugl wskazał ofertę sklepu Avans, w cenie 29,90 PLN, Battlefield 4 (BF4), PS3, odbiór prawie natychmiastowy. Z treści zawartej na stronach www nie wynikało nic a nic w stylu przedpłaty. Produkt określono mianem „pre-order” czyli jak nie znam angielskiego to wiadomo. A czy muszę znać? Wszak napisano, że gra w polskiej wersji językowej. Na dodatek specjalna oferta czyli specjalnie multiplayer w gratisie. Łał! – jak mawiali Persowie widząc termopilski wąwóz. Tu się wkradła ściema pierwsza. Tryb multiplayer jest bowiem w BF4 „oczywistą oczywistością”.

Grzecznie jak trzeba otrzymałem potwierdzenie „towar do odbioru”. Łał po raz drugi – jak wiadomo … Koniec sierpnia, światowa premiera zaplanowana na 31.10, a tutaj gra już do odbioru na dodatek w cenie urągającej przyzwoitości rozrywki na Playstation? Co jest? Avans DICE kupił razem z EA i szpanuje promocją?
– Nic to – jak mawiał Kserkses trącony włócznią Leonidasa – pójdźmy dalej.

Dzwonię do sklepu (czytaj: punktu odbioru). Wszystko gra. Gra? Gra! PS3? BF4? 29,90? Wszystko się zgadza. Łał! po raz trzeci. Choć uszom nie wierzę. Pakuję się i jadę, a to kawałek było. Mały.

Miłe chłopaki z punktu obsługi przynoszą piękne opakowanie, wszystko jak trzeba. Zafoliowane, zaklejone, klasyk. Ale wagowo coś nie gra. – Tu chyba nie ma płytki – mówię tonem Jerzego Stuhra, sugerującego czerstwość seksmisyjnego pieczywa. Panowie nie dowierzają. Opukują, osłuchują, w końcu męska decyzja – otwieramy. W środku pusto. Klasyk. Żal mi się ich zrobiło, dlatego przyspieszyłem teatrum. Powiedziałem, że premiery jeszcze nie było, a to zapewne pomysł na złapanie klienta. Niemniej poproszę o jakieś sensowne wyjaśnienie. Obsługa próbowała dodzwonić się do kompetentnych bossów. Jak zdążyłem się zorientować, chyba przez wewnętrzną infolinię. Pomyślałem sobie wyjątkowo ciepło o infoliniach, z których muszą korzystać pracownicy. Klient ma je od święta, a oni na co dzień. Po dwudziestu minutach uzyskałem wyjaśnienie. Łał! – powtarzam się. – To jest przedpłata – uzyskałem informację. – Domyśliłem się – odparłem – ale jaka jest cena ostateczna? – A tego to jeszcze nie wiemy. I tutaj powinna opaść kurtyna.

Wszelkiej maści przedpłaty, pre-ordery, kolejki czy listy mają służyć najczęściej dwóm celom – pobudzeniu zainteresowania i zagwarantowaniu sobie klienta. Jasne jak budowa włóczni Leonidasa. Ale nie trzeba ganiać klienta do punktu odbioru po puste opakowanie klasy DVD ze ślicznie wydrukowaną okładką. Czemu to służy? Pre-order załatwia się kilkoma kliknięciami myszy i przelewem elektronicznym lub jakąkolwiek inną, sensowną formą dokonania wpłaty zaliczki.

Czy w dniu premiery gry zabraknie? Nie, to byłaby wyjątkowa sytuacja. Pre-order pozwala szacować popyt, zainteresowanie i zaplanować zamówienia czyli forecast. Wcześniejsze wpłaty z kolei umożliwiają dwie kwestie – obracanie pieniędzmi klientów przez jakiś czas oraz pewną gwarancję zakupu. Ale czy pierwszeństwo zakupu jest dziś jakąś wartością? W momencie premiery gry i ustaleniu jej ostatecznej ceny, zacznie się zabawa porównywarkami cenowymi.

Czy Avans zwróciłby mi 29,90PLN gdybym znalazł tańszą ofertę? Nie mam pojęcia, ale ostatecznie sam fakt bezmyślnie przygotowanej oferty nawet mnie rozbawił. Niecodziennie zdarza się w formie przedsprzedaży otrzymać puste pudełko z kolorowym obrazkiem „zamówienie przedpremierowe – nie zawiera gry”. To tak jak miałbym iść do kina, ale zanim kupię bilet – muszę się pofatygować wcześniej po odbiór obietnicy jego otrzymania … Teoretycznie rozumiałbym sytuację przyciągnięcia do sklepu – a nuż kupię jeszcze stojaczek pod okładkę DVD by delektować się jej pięknem. Ale trafiam do Punktu Odbioru czyli magazynu z miejscem obsługi klienta.

W projektach marketingowych zdarza się realizacja procesów o wyniku zerowym (tutaj ujemnym, bo poniesiono określone koszty), o których pisałem w kontekście wachlowanego słonia. Macha uszami, macha, macha, aż w końcu pada. Z przegrzania.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Avansowy burdełagan

  1. Aragmor

    Preorder jest ważny i sam zdecydowałem się na takowy w przypadku Guild Wars 2. Wbiłem do gry 3 dni przed premierą i mogłem zaklepać wszystkie ważne nicki. Do tego jasnym jest, że cena ta odejmowana jest od końcowej, która powinna być podana na stronie producenta. Warto na to popatrzeć, gdyż w przypadku GW2 było tak, że gra podrożała o cenę preordera na dwa tygodnie przed premierą. Więc wszyscy z preorderem de facto kupili grę o trzy dychy taniej niż reszta. No i mieli jeszcze bonusy.

  2. Mariusz

    Pre-order przed premierą pierwszego Wiedźmina polegał na tym, że dostawało się 1-2 dni wcześniej grę w pudełku, ale klucz umożliwiający jej odpalenie dostawało się mailem dopiero tuż przed premierą lub o „godzinie 0” – dokładnie nie pamiętam. Dodatkowo w przedpremierowych zamówieniach były bonusy dla graczy (dodatkowe misje, przedmioty).
    A jeśli chodzi o multiplayer, to chodziło o bonusową mapkę, a nie o tryb gracza 🙂

    I Avast.pl rzeczywiście słabo rozpisał się nad specyfikacją produktu – w przeciwieństwie do cdp.pl https://cdp.pl/gry/battlefield-4

    Życzę miłego grania – o ile Pan kupi grę… właściwie to było coś w/na pudełku: instrukcje, kupon lub kod do rejestracji online?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s