Psychologia prezesów

Pewien student poszedł na praktykę do Nokaut.pl. I choć miał szczere chęci, znalazł się na wykopie. Zapewne w przenośni i dosłownie. Całość artykułu tutaj. Zapewne wywoła on trochę dyskusji, co wolno, a czego nie, na ile można sobie pozwolić, o czym pisać, a o czym nie. Społeczność internetowa, szczególnie Facebook i Twitter, pomaga w dzieleniu się swoimi wrażeniami, przemyśleniami i emocjami z najbliższym otoczeniem.

Łatwość komunikacji z kolei, sprzyja najróżniejszym zachowaniom, nie zawsze przez wszystkich dobrze widzianym. Jest wiele zdarzeń, gdzie nieopatrznie napisane słowa na Twitterze czy wrzucone zdjęcie na fejsa, doprowadzały do wrzenia internetową społeczność, sprzyjała powstawaniu setek memów czy żółtych pasków telewizji informacyjnych. Czy tego chcemy czy nie, publikując coś w sieci, prowadzimy działalność publiczną sensu stricte. Zapomnienie się czy nie przestrzeganie podstawowych reguł (np. zapytanie o zgodę fotografowanej osoby, na publikację jej facjaty w sieci) może słono kosztować lub zakończyć się niemiłą sławą. Ani Facebook, ani Twitter nie będzie ustalał niepisanych zasad i standardów publikowanych informacji. Może jedynie pilnować tematów pornograficznych czy drastycznych, chociaż jak pokazują niektóre przypadki – to i to nie zawsze. Pamiętam, że na wielu listach dyskusyjnych zawsze obowiązywały swoiste pisane i niepisane zasady postępowania.

Kiedy do firmy przychodzi młody praktykant (praktykantka) jest zawsze zarówno dyskretnie obserwowany, wdrażany do pracy. Dostaje swojego opiekuna. Dla którego jest przede wszystkim … dodatkowym obowiązkiem. Do dziś pamiętam uroczą praktykantkę z Wietnamu, która studiowała „zazącanie” na UG, za którą byłem odpowiedzialny i jakby co – musiałbym tłumaczyć się przed prezesem. Ze wszystkich praktykantów z jakimi miałem do czynienia, okazała się najbardziej aktywną, pilną i sądzę, że wiele się nauczyła. Gdyby chciała np. opisywać swoje codzienne zmagania w firmie, w języku wietnamskim i umieszczać je na swoim blogu, nie miałbym nic przeciwko temu. Ale chciałbym o tym wiedzieć. Pewnie naiwnie uwierzyłbym, że nie pisze niczego zdrożnego. Ale nie mój prezes. On zapewne ufałby, ze wszystko jest w porzadku, ale pewnego pięknego dnia bym usłyszał „- Panie Jacku, fajna ta Wietnamka, ale wie Pan … Pan jakoś sprawdzi co ona tam pisze o nas na tym blogu. Nie, żeby jakieś tajemnice, ale wie Pan, lepiej wiedzieć niż żyć w błogiej i naiwnej nieświadomości”. Psychologia Prezesów, szczególnie samotnych wilków jest prosta – zaufanie jest OK, ale kontrola nie zaszkodzi.

Nie jest niczym zdrożnym, że firma chciałaby wiedzieć co komunikują o niej jej pracownicy, w mediach społecznościowych, również poza pracą. Oczywistym jest również to, że pracownik chciałby zachować swoją prywatność i wolność ferowanych opinii. Ale jednocześnie sytuacja, w której boss widzi fotki pracownika z zakrapianej, niedzielnej balangi, a następnie odbiera w poniedziałek rano telefon, że ciocia owego zachorowała i on musi się zaopiekować psem – jest dwuznaczna. Dyskusja o relacjach szef-pracownik-firma w mediach społecznościowych, nie jest łatwa. Ale to idealny temat do debaty na jakiejś konferencji.

Dyskutowano o tym przy okazji podobnych problemów w TVN24. Według badań zawartych w tym tekście Gazety, 35% firm posiada wytyczne dla pracowników z zakresu social media.

Wracając do praktykanta. Z punktu widzenia firmy, nie jest on etatowym pracownikiem. Jutro może sobie trzasnąć drzwiami i pójść. Jeśli Prezes orientuje się, że zaczyna opisywać swój dzień w firmie, na pewno się tym zainteresuje. Na pewno zapyta lub zasugeruje, że może wcześniej warto byloby o tym pogadać (nie mylić z pytaniem o zgodę, ani uprawianiem propagandy). Prezes bowiem nie myśli kategoriami CO NAPISANO, ale CO MOŻE NAPISAĆ. I to jest klucz do zagadki. W klasycznych strukturach ludzie korpo w nietypowych sytuacjach będą sto razy dmuchać na zimne, żegnać się dziesięć razy i produkować masę dupochronów. To nie pięcioosobowa firma, gdzie idzie się z szefem na piwo, a ten w krótkich słowach określa swoje oczekiwania. Korpo, jak każda firma ma swoje mniejsze i większe tajemnice, może też nie mieć ochoty na to by ktoś opisywał jak funkcjonuje back office. To niezmywalne prawo każdej organizacji. Jeśli praktykant drugiego dnia wzywany jest na dywanik, zwraca mu się uwagę, a wieczorem opisuje swoje wrażenia z owego spotkania – to żaden szef nie byłby zadowolony z takiego dowodu niedojrzałości. Obawa przed wspomnianym CO MOŻE NAPISAĆ, w kooperacji z lekką arogancją owego praktykanta, zalatującą debeściarstwem, zakończyła się krótkim pożegnaniem. Z punktu widzenia interesu firmy, monitorowanie tego co napisze o nich praktykant, angażuje kolejne zasoby. A on został zaproszony jako ktoś, kto chce się czegoś nauczyć, a nie korespondent wojenny relacjonujący swoje wrażenia z linii frontu.

Każdy Prezes ma prawo chronić swoje zasoby i nie mieć życzenia opisywania tego, co się dzieje w firmie. Lub uczulić pracownika na realizowane projekty, wewnętrzne procesy czy współpracę z innymi. Dla konkurencji, mediów czy dostawców – takie informacje to dary losu. Jeśli jednak ktoś woli sprawiać wrażenie paplarskiego blogera firmowego, na dodatek lansującego się na praktyce, to niech liczy się z tym, że coś o co być może zabiegał wiele czasu, może łatwo stracić.

Z dedykacją dla CEO Jerzego K. 🙂

Advertisements

11 uwag do wpisu “Psychologia prezesów

  1. W tym całym wydarzeniu media przedstawiły je nieco w świetle jakoby czlowiek się pochwalil stażem i ZA TO został zwolniony, a wszak istota tematu było to, że mimo zwrócenia mu uwagi nadal „referował” w sieci to co robi w firmie, w tym owo zwrócenie uwagi. Owszem, głupota do kwadrati i decyzja słuszna.

  2. Trochę lat pracuje w zawodzie i przez lata pracy poznałam i współpracowała z dość sporą liczą praktykantów. Z roku na rok widać jak bardzo nieprzystosowani młodzi ludzie trafiają na rynek pracy.
    W tym przypadku postawa praktykanta była po prostu naganna.

    1. Wojtek

      Pamiętajmy, abyśmy ze znajomymi nie rozmawiali o pracy, bo to jest naganne! A na domiar złego jeszcze przyjdzie do głowy znajomym rozmawiać o tym z kimś jeszcze lub wpisać się w tym temacie na forum. Trzeba uważać.

      1. kotarbinski

        Rozmowy ze znajomymi maja najczesciej charakter prywatny. Umieszczenie ich zapisow w przestrzeni elektronicznej dostepnej dla wszystkich – juz nie.

  3. lester

    Tak się składa, że jestem czytelnikiem wykopu i trafiłem na tą historię z praktykantem zanim zwróciły na to uwagę media. Powiem szczerze, że pierwsza rzecz która przyszła mi do głowy czytając te rzeczy to „też bym Cie głąbie zwolnił…”. Niestety odnoszę wrażenie że w ostatnich latach coraz większy odsetek młodzieży wchodzącej na rynek pracy jest kompletnie nie przystosowania do rzeczywistości i wymagań. Zgadzam się z Tobą, że jakby dać więcej czasu temu chłopaczkowi to mógłby zrobić niezłe kuku całej swojej firmie.

  4. Wojtek

    To trochę jak wizytówki miast i przewodniki – piękne centrum i zaniedbania estetyczne poza nim oraz zdjęcia rozpowszechniające tylko reprezantacyjne miejsca i budowle. Tyrysty nie zaprasza się do oglądania tego, co wykracza poza turystyczny krąg. Ale co ambitniejsi zwiedzający jednak lubią się tu i ówdzie zapuścić, aby mieć pełny obraz rzeczy. Kto odwiedził kilka miejsc, ten wie, że przewodniki, to jest dopiero sztuka marketingu! Można się temu wpływowi poddać, ale też warto napisać przewodnik: własny, prywatny, niecenzurowany. Może nie tyle dla siebie, co z myślą o innych. Na przykład pod tytułem: Praktykant w podróży po korporacji…

    Milknę w temacie pozostając z szacunkiem dla prywatności… wszelkich poglądów 🙂

    PS. Ja w takich sklepach źle się czuję i w miarę możliwości wybieram inne. Nie przeszkadza mi natomiast obecność kamer. Nawet korzystam z windy z jedną taką w środku. Jak w windzie już ktoś jest, to nie wsiadam. Komfort odbiera mała przestrzeń i brak pomysłu, gdzie skierować wzrok, aby nie krępował innych. Jak już muszę z kimś jechać, to wybieram gapienie się w czyjeś zakupy. Czyli rozdawanie reklamówek przez sklepy ma sens (teraz panuje odwrotna moda na wymuszanie chodzenia na zakupy z własną, wielorazową, torbą), bo – co najmniej – w windzie jest cenny i niepłatny czas reklamowej ekspozycji przed potencjalnym klientem.

  5. Niezależnie od wielkości firmy, niezależnie od stanowiska, jeżeli wysyłam o pracodawcy komunikat „big brother’s watching you”, to dziwne byłoby, gdybym w tej firmie została. Oburzenie rozumiem jednak o tyle, że do czegoś takiego byłby zdolny jedynie kompletny idiota – a on najzwyczajniej w świecie nie pojmuje, że negatywna wypowiedź o pracodawcy to nie tylko masa wulgaryzmów. Idiota idiotą pozostaje, jak widać.

    P.S. Ja wiem, straszne czepialstwo, ale prawa są niezbywalne, a nie niezmywalne.

  6. Wojtek

    Korporacje cieszą się (lub raczej nie cieszą) złą sławą. Mogłoby to wskazywać, że mają jakieś brudy pod poznokciami. Nie dziwi wtedy opowiadanie się za pracowniczą solidarnością, która w razie niekorzystnej sytuacji okaże się najzwyczajniej przydatna. Cóż z tego, że wtedy obywatel/klient będzie ofiarą zmowy zawodowej: lekarzy, sądu, korporacji.
    Jeśli korporacja wprawadza dodatkowe wytyczne, to w celu zawężenia zasadniczo obowiązującego prawa. Znaczy to tyle, że pracodawca ogranicza pracownikowi prawa w sferze życia prywatnego. Nawet jeśli się czegoś obawia, to nie powinien działać na zaś. Teraz tylko czekać, gdy z obawy o potrącenie przez samochód, rozpocznie akcję lobbingową za wyłączeniem z ruchu ulic, w okolicy których spaceruje. Trudno się zgodzić z wymową tekstu i niemal pewny jestem, że komentarze pod źródłowym artykułem przeszły solidną moderację. W internecie najwięcej udzielają się młodzi ludzie i naprawdę nikt nie poparł swobód praktykanta?

    1. kotarbinski

      Czy jesli zaproszony gosc wejdzie do Panskiego mieszkania, zrobi kilka zdjec uroczych zakamarkow, a nastepnie z odpowiednim komentarzem, danymi i adresem – umiesci w sieci, to wzbudzi to Pana zachwyt? Wszak wolnosc mamy …

      1. Wojtek

        Jeśli działam na kogoś rzecz i w tym zakresie wyjdą nieczyste sprawy, to warto było obcego wpuścić za próg. Pomógł się doskonalić. Każdy zwolniony lub odchodzący pracownik jest potencjalnym zagrożeniem. NC+ zwalniało pracowników za upublicznienie prywatnych opinii. Rozumiem, że Pan lubi, gdy w sklepie chodzi za Panem krok w krok ochroniarz i obserwuje jak potencjalnego złodzieja? Nic dziwnego, że ludzie w obliczu problemu idą do telewizji, by sprawę nagłośnić, bo na porządek wewnątrz organizacji nie mają co liczyć. Następnie dziennikarz wchodzi z ukrytą kamerą i dopiero się okazuje. Myślę, że nie w tym kierunku powinny budować swoją siłę organizacje, żeby silniejszy ukręcał głowę słabszemu. Wszak raz jesteśmy pracownikami, a innym razem klientami i warto dbać o swoje prawa w obu tych sytuacjach.
        A swoją drogą ciekawe, co na taki akt prewencji powiedziałby sąd pracy?

      2. kotarbinski

        Nie mylmy pewnych pojęć. Powszechność i łatwość mediów zaburzyło pojmowanie i oddzielanie tego co publiczne, od tego co prywatne. To temat na niejedną dyskusję. To co mnie zawsze irytowało, to podszyte lekką arogancją nadużywanie gościnności czy zasad kultury osobistej, istniejących od wieków. Praktykant na prawach gościa firmy, nie powinien powodować stanu skrępowania gospodarza. I żadna wolność jednostki nie ma tu nic do rzeczy. Ów praktykant nie tropił nadużyć, ani nie był agentem cba. Wykazał się po prostu całkowitym brakiem kultury osobistej. Czy lubię jak ochroniarz mnie obserwuje? Nie ma to dla mnie znaczenia. To po prostu jego praca.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s