Zajączek

Domi ciągnęła mnie za nogawkę spodni.
– Tato, tato, narysowałam zajączka! Miała 4 lata.
– Śliczny zajączek Domi, co z nim zrobisz?
– Wrzucimy go na fejsbuczka? Tak! Wrzućmy go na fejsbuczka! – zapaliła się.

zajaczek
Założyłem fanpage. Zaprosiłem kilku znajomych. Domi narysowała jeszcze zajączka w kilku komicznych pozach i założyliśmy małą galerię. Na koniec dnia mieliśmy 10 fanów. Poszliśmy spać.
– Tato, tato – Domi budziła mnie o szóstej rano.
– Która godzina? Od której nie śpisz?
– Od czwartej, Szerlok mnie obudził. Już szósta, ale to nieważne. Zajączek ma już 250 tysięcy fanów!
– Chyba coś Ci sie przywidziało. Raczej 25.
– Nie, nie, 250 tysięcy, Mama pokazywała mi zera i uczyła o tysiącach. Chodź, wstawaj szybko, wszyscy do nas piszą.
Przetarłem oczy. Odpaliłem ipada. Strona miala 270 tys. fanów. Kiedy Europa spała, zajączek zawojował Chiny, Japonię, Koreę Południową, Wietnam, Tajlandię i parę ościennych państw. Nie odczytywałem komentarzy, były całe w krzaczkach, a Google Translate wariował. Wyciągnąłem telefon. Wybrałem Jasia. Jaś był specem. Po przeprosinach, że szósta trzydzieści, Jaś potwierdził swoim trenderem, że wszystko jest w najlepszym porządku i Azja pokochała zajączka Domi.
– Tato, tato – Domi miała usta w podkówkę – już kopiują naszego zajączka.
– Gdzie? Pokaż?
Domi odpaliła kilka stron. Miały po kilka tysięcy fanów. Ale rysowane tam zajączki były pokraczne, wykrzywione, złe i dziwaczne. Zajączek Domi był uroczy i miał w sobię magię, wypracowaną wieloma godzinami ślęczenia dziewczynki w programie graficznym.
– Tato, tato – prawie płakała – co możemy zrobić?
– Nic Domi. Twój Zajączek nie jest chroniony patentem, poza tym inni tylko się nim inspirują i nie można im nic zarzucić.
– Ale ja nie chcę – rozpłakała się. Mogłem ją tylko przytulić.
Poszedłem robić śniadanie.
– Tato, tato – ktoś do nas dzwoni! Hengautem, hengautem!
Okazało się, że to studio graficzne z Jakarty. Jakiś polski student był u nich na praktykach i szybko znalazł mnie na G+. Zadzwonił. Zrobili animację Zajączka i chcieliby wrzucić śmieszny film o jakiejś jego przygodzie. Za darmo. W zamian za reklamę studia na końcu filmu. Potrzebowali zgody autora oraz skonsultować pomysł na scenariusz.
Domi nie zjadła już śniadania. Wpadła w kreatywną dyskusję o scenariuszu.
Zadzwoniłem do Michała.
– Ty jakoś monitorujesz tym swoim Brand24 Indonezję? Możesz ich sprawdzić?
Okazało się, że to jedno z bardziej renomowanych studio graficznych w tej części świata. Wieczorem film był na YT i Vimeo. Fanpage miał już pół miliona fanów, Dynamika spadła, Azja poszła spać. Budziła się Ameryka.
– Tato, tato – zawołała Domi – telefon, ale ten normalny.
Dzwoniła Julia, asystentka Robin Roberts z Good Morning America. Zakochali się w Zajączku, a film ich oczarował. Powiedziała, że graficy Pixara mogą chłopakom z Jakarty buty czyścić. Zapytałem, skąd ma moją komórkę.
– Myśli Pan, że dla amerykańskich mediów jest to jakiś problem? – śmiała się serdecznie.
Rozłączyłem rozmowę. Podrapałem łysą głowę.
– Domi, Domi – zawołałem. – Może wymyślisz mu jakieś imię?

Z dedykacją dla Domi :))

PS. Wszystkie postaci powstały wyłącznie w wyobraźni autora, a ich podobieństwo do rzeczywistych osób jest przypadkowe. Lub prawie przypadkowe 😉

4 uwagi do wpisu “Zajączek

  1. Do 25 000 fanów właściwie wierzyłem w tę historię. Tylko Domi tłumacząca się akurat w tym momencie, że mama uczyła ją o zerach wydaje się mało prawdopodobne. I tak ciekawa historia.

      1. Miałem na myśli zabieg fabularny – fakt, że dziecko tłumaczy to akurat w tym momencie. W inteligentne i bardzo dużo wiedzące dzieci jak najbardziej wierzę:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s