Morła cień

Jeszcze parę lat temu, chodzenie po ulicach w koszulce z biało-czerwonym orłem na piersiach, uważane było za skrajną demonstrację. Chyba, że właśnie odbywał się mecz reprezentacji lub przebywaliśmy na wywczasach w Chicago. Epatowanie polskimi symbolami narodowymi było zarówno obwarowane przepisami prawnymi jak i martyrologiczną obyczajowością. Nakazującą raczej polec na polu chwały ze słowami hymnu narodowego, niż zakładać biało-czerwoną koszulkę w radosne święto.

Niewątpliwie wpływ na taki stan rzeczy i naszą mentalność ma patriotyczna, wojenna kinematografia oraz wszelkiej maści akademie „ku czci”. Polak-Szarak w nawale rocznic tragedii narodowych wszelkiego sortu, zapomniał o rocznicach radosnych, które umożliwiają wspólne przeżywanie dumy i radości narodowej. Nie dziwię się zaskoczeniu tych, dla których próby przełamywania stereotypów w tym względzie wyglądały dziwacznie. Nagle bowiem ktoś na wiecznie trwającą stypę, wpada z torcikiem i balonikami oraz hasłem rozpoczęcia radosnej imprezy. Zawsze też w każdej rodzinie zdarza się mieć stado ciotek-dewotek, którym nic się nie podoba. Ale im nie podoba się wszystko i zasadniczo zawsze …

Gazeta Wyborcza wspólnie z Trójką wpadły na pomysł organizacji akcji „Orzeł może”. Naprawdę fajny pomysł. Głównym celem tej akcji było „rozprawienie się z mitem Polaka-ponuraka” co już samo w sobie jest prawdziwym wyzwaniem. Polak-Szarak bowiem uwielbia się śmiać i osobiście bronię jak niepodległości tezy, że Polska jest najweselszym barakiem Unii Europejskiej. Jednak kiedy przychodzi do generowania radości i cieszenia się z narodowych sukcesów, czegokolwiek nie zrobimy wzbudzi to zawsze pewne kontrowersje. Pomijam ciotki-dewotki, którym nigdy się nic nie podoba. Polak ucieszy się z meczu, który wygrała narodowa reprezentacja – nawet jeśli będzie to mecz z kucharzami. Będzie przeżywał autentyczną radość ze zwycięstwa niemieckiej drużyny piłkarskiej, bo grają tam Polacy. Ale przeżywanie autentycznej radości z własnego patriotyzmu? To już wygląda podejrzanie. Trzeba się temu przyjrzeć koniecznie, łypiąc ostrożnie spode łba. Wśród listy imprez z Apelem Poległych w tle i zapachem płonących zniczy, nagle mamy się zajadać czekoladowym orłem? Dziwna i podejrzana sprawa.

Nic dziwnego, że w takich okolicznościach wszelkie pozytywne inicjatywy wyglądają bardziej egzotycznie niż występ orkiestry reprezentacyjnej strażaków z Burkina Faso na polskim święcie narodowym, w Kopalni Soli w Wieliczce …

O ile sama akcja „Orzeł może” w kontekście  natury społecznej, wygląda całkiem przyzwoicie, o tyle kiedy przyjrzeć się jej całkowicie na zimno, to pojawiają się pewne pola do dyskusji. Czy ma charakter komercyjny? Jeśli tak, to dlaczego została objęta Patronatem Honorowym Prezydenta RP? Jeśli nie, to dlaczego firma Wedel rozdaje podczas jej trwania swoje prezenty oraz od kilku dni jest lansowana w mediach jako patron tej akcji? Jakkolwiek by nie oceniać akcji społecznych – patronat Prezydenta RP zawsze dodaje projektowi prestiżu oraz umożliwia zainteresowanie mediów. Jeśli przedsięwzięcie jest również przez media współorganizowane, to jego nagłośnienie (oraz fundatorów) wygląda kosztowo całkowicie inaczej, niż w sytuacji normalnego zakupu czasu antenowego. Jeżeli ma charakter komercyjny, dlaczego pojawia się dofinansowanie projektu z Narodowego Centrum Kultury na kwotę 100tys. PLN? (Fundacja Polska Obywatelska, pozycja nomen omen 66). Czy ten projekt public relations o charakterze niekomercyjnym ma bardziej nagłośnić marki, które w nim uczestniczą? Czy wpłynąć na postawy Polaków i zachęcić ich do wspólnego świętowania? Czy da się określić te granice?

Od kilku lat na rynku jest bardzo wiele najróżniejszych projektów „o charakterze społecznym”, które nie mają z owym charakterem wiele wspólnego. Czytamy o „instytutach badawczych”, „niezależnych opiniach”, „lekarzach, którzy wybrali markę X, zamiast innych środków”. O ile w zupełności zgadzam się z założeniem, że rolą agencji public relations jest również kształtowanie określonych postaw, o tyle forma realizacji bywa czasami mocno kontrowersyjna. Charakter akcji o naturze patriotycznej, budzi również specyficzne grono oponentów, którym nigdy nic się nie podoba – jeśli jest radosne i związane z Polską.

Media z racji swej masowości i siły oddziaływania wpływają bardzo mocno na społeczeństwo, stąd chciałbym wiedzieć gdzie przebiega granica przekazu komercyjnego i non-profit. Zakładam, że wszędzie tam gdzie pojawia się autorytet Prezydenta RP, elementy komercyjne są eliminowane, dyskretnie ukrywane lub jednoznacznie separowane. Trochę inaczej wyglądałoby stworzenie słodkiego orła, przez grupę polskich cukierników należących do jakiegoś stowarzyszenia (reprezentujących różne firmy i marki). Zawsze mógłby się podpisać pod takim dziełem Mistrz Cukierniczy, który jest aktualnie Mistrzem Polski w kształtowaniu słodkości. Nie wspominając już o otwartym, cukierniczym konkursie, w którym biorą udział mistrzowie z całego kraju, a pierwszą nagrodą jest zaszczyt wykonania czekoladowego orła.

Jeśli akcja finansowana jest w całości przez prywatne firmy, to nie powinny tam pojawiać się moim zdaniem środki publiczne. Chyba, że są one bardzo przejrzyście, jasno i konkretnie uzasadnione i zaprezentowane. Jeżeli akcja finansowana jest w całości ze środków państwa, to nie powinny tam się pojawiać elementy klasycznie komercyjne. Każdy CMO bowiem będzie chciał je wykorzystać do promocji własnej marki, ale rolą organizatorów jest wypracowanie kompromisu. To w jakim charakterze powinien występować patronat Prezydenta RP w tego typu inicjatywach jest niebagatelną kwestią. Osobiście jestem bardzo za tym, by właśnie polskie firmy i marki widziały realną wartość w budowaniu takich projektów. Niemniej zastanawiam się, że jeśli Wedel sfinansował powstanie czekoladowego orła, Trójka i Gazeta Wyborcza zapewniły nagłośnienie – to na co przeznaczono owe sto tysięcy ze środków publicznych?

Sukces czy rozwój tej akcji zapewne zachęci innych w przyszłości. Powstaną zapewne liczne mniej lub bardziej udane projekty zachęcania do wspólnej zabawy przy okazji radosnych, patriotycznych rocznic. Brakuje nadal wielu, ciekawych symboli jakimi możemy się posługiwać. A może wcale nie są potrzebne? Czy lepiej organizować festyny? A może parady, jak Amerykanie? Defilady? Pokazy gruop rekonstrukcyjnych? Czegokolwiek byśmy nie robili, warto zastanowić się nad zasadami finansowania i organizacji tego rodzaju przedsięwzięć. Akurat w przypadku kreowania wartości radości narodowej, nie powinno być najmniejszych wątpliwości w zakresie charakteru finansowania i ról, jakie pełnią poszczególni uczestnicy tego typu przedsięwzięć.

3 uwagi do wpisu “Morła cień

  1. Patrycja Sowa

    Panie Jacku, pominął Pan dość istotny element dotyczący barw. Otóż podczas, gdy impreza miała z założenia uderzać w ton patriotyczny i w tym celu została zaplanowana na dzień 2 maja, tj. Dzień Flagi, biało-czerwonych barw było w tym wszystkim jak na lekarstwo, dominowały natomiast biało-różowe, ponieważ są to barwy firmowe Trójki. Myślę, ze w tym fakcie można też częściowo odnaleźć odpowiedź na pytanie, które Pan stawia. Wszystko to razem wzięte jest dowodem na to, jak łatwo można popsuć całkiem fajną ideę. Nawet do okraszenia tego wpisu wybrał Pan zdjęcie z innej imprezy. Dziękuję i również pozdrawiam. Przy okazji gratuluję nagrody, o której informacja skłoniła mnie do zajrzenia tutaj, odkąd zaglądam w miarę regularnie 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s