Szkiełkologia

Sala zarządu była pełna. Dym pojawił się tylko w postaci wirtualnej. Od czasu mody na niepalenie, od pięciu lat nie zapalono w tym pomieszczeniu nawet kawałka cygara. Ale wszystkim dymiły. Czaszki. Młody człowiek kończył swoją świetną prezentację. – Chce nas Pan tu przekonać, żebyśmy zaiwestowali dziesiątki milionów dolarów w coś, co nie ma nawet klawiatury? – zapytał członek zarządu, bawiąc się swoją najnowszą Nokią. – To absurd! Ma Pan jakieś badania na potwierdzenie Pańskich słów? Młody człowiek spojrzał mu prosto w oczy. – Żadnych. Nie potrzebuję ich. Jestem wystarczająco przekonany, że klienci pokochają ekrany dotykowe.

20130212-153208.jpg

Ilu wizjonerskich arogantów po takim dictum opuszczało nasiadówki firm w trybie jednostajnie przyspieszonym? Z drugiej strony każdy przedsiębiorca miał zawsze dziesiątki „biznesowych propozycji”, które „gwarantują powodzenie” oraz „niebotyczne zyski” aż do końca życia. Gdzieś pomiędzy, lokują się marzenia startupów, o tej złotej aplikacji, która będzie miała milion pobrań w 24h i w cenie 0,99€. Czy mamy wierzyć badaniom czy biznesowej intuicji? Ufać szkiełku i oku czy biznesowym przeczuciom, że nasze rozwiązanie podbije świat?

Polecam wszystkim ciekawą lekturę „50 mitów psychologii popularnej„, która podważa istniejące psychomity, obalając je solidnymi podstawami nauki. Autorzy wskazują na mechanizmy tworzenia się i utrwalania mitów w naszej świadomości. Podobne stereotypy funkcjonują również w marketingu. „Dobry produkt sprzedaje się sam”, „reklama jest dźwignią handlu”, „połowa środków jakie wydaje się na reklamę zostaje zmarnowana. Problem w tym, że nigdy nie wiadomo, która to połowa” – wiele z nich, jest parafrazą wypowiedzianej sentencji, myśli czy metafory. Dzięki swej lotności, nabrały cech „prawdy objawionej” i weszły do kanonu powszechnych stereotypów, powtarzanych przy najróżniejszych okazjach. Hipotez tych nigdy nie zweryfikowano, albo … ich weryfikacja nie była możliwa.

Współcześnie, marketer ugina się pod nawałą docierających do niego informacji. Ma z tym problem – jednoznacznie na to wskazują badania CMO przeprowadzone przez IBM. Coraz większą rolę odgrywa jakość, a nie ilość informacji. Liczą się kompetencje odróżniania ziarna od plew, łączenia faktów i wyciągania wniosków ze zdarzeń. Kiedyś wystarczał monitoring konkurencji raz na kwartał, dziś największych obserwujemy w czasie rzeczywistym, na bieżąco. Kto tego nie robi, ryzykuje szybkie opuszczenie toru w konkurencyjnym wyścigu.

Ale każda wiedza, choćby najbardziej wiarygodna i sprawdzona, zmierzona i zweryfikowana, może czasem zawieść. Milion razy przetestowany produkt, nie spotka sie z uznaniem rynku. Przebadane sto razy targety, nie pomogą w rozwikłaniu zagadki. Modele ekonometryczne, bazujące na danych historycznych, często nie są w stanie wskazać zachowań przyszłych.

Tu pojawia się pole działania wizjonerów, charyzmatyków rynkowych. Tak, brzmi to irracjonalnie, ale tylko takie osoby mają swoistą umiejętność przewidywania (zgadywania) potrzeb. Niektórzy mówią, że już wszystko wynaleziono. Tak też mawiano sto lat temu. A to przecież nieprawda. Latamy w kosmos, a nadal mamy problem z otwarciem w sklepie cienkich torebek zakupowych. Mamy liczne systemy bezpieczenstwa auta, tyle tylko, że czasem przydałby się wskaźnik ciśnienia w oponach czy sygnalizator przepalonej żarówki. Im więcej naszych potrzeb jest zaspokajanych, tym więcej pojawia się nowych. Często wielkie szkiełko i oko nie jest w stanie ich dostrzec. Pojawiają się mikroprzedsiębiorstwa, eksploatujące daną potrzebę i ryzykujące najwięcej. Jak im się nie powiedzie, zbankrutują. A jak im się powiedzie, przyjdzie korpo, dofinansuje i przydzieli miejsce w zagródce. Ceną za bezpieczeństwo będzie najczęściej brak pełnej niezależności.

Niestety, nie ma prostych odpowiedzi. Inwestor zawsze będzie szukał konkretnych informacji, które umożliwią analizę ryzyka. Charyzmatyk, wierzyć będzie w swoje rozwiązanie i może udać się mu zarazić tą wizją innych. Rynek innowacji wskazuje na pojawianie się coraz to nowych potrzeb, których nie braliśmy pod uwagę przed technologiczną rewolucją. Ale kiedy już zdigitalizujemy całą muzykę, wszystkie dzieła literackie, pieniądze i dokumenty, czyż nie pojawią się nowe zagrożenia, na które nigdy wcześniej nie byliśmy gotowi?

PS. Ilustracją tego wspisu, niech będzie jedno z opowiadań Wiktora Suworowa ze zbioru „Żołnierze Wolności” pt. „Barwniki specjalne„.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s