Zabójcza piątka

Zima `44. Ardeny. Do szlabanu podchodziło leniwie dwóch amerykańskich żołnierzy. Nie wyglądali na szczególnie zdenerwowanych. Kolejny, nudny patrol. – Hasło? – pytanie wartownika wydawało się sztampowe. – Jak zwykle – uśmiech nie zszedł z twarzy obu. – Nie znacie hasła? – wartownik wyraźnie się ożywił. – Z jakim numerem gra Joe w The Yanks? Szybko! Szybko! Wyższy przeklął szpetnie, uśmiech obu zniknął błyskawicznie. Zanim sięgnęli po broń, krótka seria z karabinu maszynowego zakamuflowanego w pobliskim zagajniku rozwiązała sprawę. Wartownik pochylił się i otworzył ich torbę. – Z piątką. Tym razem on zaklął, rozwijając niemieckie mapy. Joe DiMaggio gra zawsze z piątką. I wie o tym każde amerykańskie dziecko.

ardeny-44

Muzeum II Wojny Światowej w mroźną niedzielę urządziło kolejną inscenizację pod nazwą „Ardeny `44”. W zasadzie wszystko się dopasowało: pagórkowaty teren, lekkie zaśnieżenie, zachmurzenie i kilkustopniowa temperatura. Inscenizacje historyczne mają najczęściej statyczny charakter, widzowie obserwują rozwój wydarzeń, stojąc w jednym miejscu. Tutaj wszyscy przemieszczali się pomiędzy poszczególnymi punktami, w miarę rozwoju scenariusza. Goście byli świadkami zetknięcia szpiegów z patrolem, ataku na amerykański sztab oraz obrony przed nacierającymi wojskami hitlerowskimi, wspomaganymi przez działo pancerne. Okazuje się, że można w zimowe popołudnie dobrze zorganizować przedsięwzięcie, którego bohaterami są pasjonaci – członkowie grup rekonstrukcyjnych. Wprowadzał w klimat bitwy świetny przewodnik – dr Jan Szkudliński, który potrafił zarówno nakreślić warunki historyczne jak i wyjaśnić sytuację bojową na każdym ze stanowisk. Fascynujące było wrażenie fizycznego uczestnika wydarzeń, przy zachowaniu wszelkich środków bezpieczeństwa. Nieustannie przypominano ze względu na dzieci, że jest to tylko inscenizacja i nikomu nic się nie stanie. Nie chcę opisywać całości przedsięwzięcia, nie o to bowiem mi chodzi. Uświadomiłem sobie bowiem, że Muzeum II Wojny Światowej stoi przed fantastyczną szansą zbudowania rynku rekonstrukcji historycznych, wykorzystując warunki terenowe dookoła Trójmiasta.

Jeśli już Polska kojarzy się z wojną i walkami o niepodległość – wykorzystajmy to. Tego rodzaju profesjonalne rekonstrukcje, mogą przyciągać nie tylko gości polskich, ale stać się swoistym, turystycznym produktem eksportowym. Podobnie jak nurkowanie wrakowe czy kitesurfing i windsurfing w lecie. Zarówno grupy jak i muzeum, pokazują że potrafią organizacyjnie i bezpiecznie przeprowadzać tego rodzaju przedsięwzięcia. Sercem projektu (jak każdego eventu) są ludzie – doskonale przygotowany przewodnik opowiadający „w wołoszańskim stylu” czy gospodarze poszczególnych punktów. Pasja i dobra organizacja wydaje się być sercem swoistego marketingu rekonstrukcji historycznych.

Muzeum II Wojny Światowej może wykorzystywać ten potencjał oraz rozwinąć podobne projekty, wypromować je w Europie, nawiązać współpracę również z zagranicznymi grupami oraz wymyślać ciekawe scenariusze. Być może wtedy lotnisko na Rębiechowie zgęstnieje od samolotów z turystami żądnymi pasjonujących, historycznych widowisk.

„Ardeny ’44” było dobrą imprezą przygotowaną przez mariaż pasji i historii. I cóż więcej trzeba. Dziś właśnie tak robi się eventy – angażując, inspirując i inteligentnie edukując. Niektórym, wychowanym na hollywoodzkich produkcjach będzie pewnie zawsze brakować czołgów, dział, żołnierzy czy samochodów. Tyle tylko, że przy umiejętnym wprowadzeniu w klimat przez prowadzących, przestaje mieć to jakiekolwiek znaczenie. Muzeum odrobiło lekcje z profesjonalnego marketingu, chapeau bas.


ardeny01

ardeny02

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s