Jesteś towarem

Znali się dwadzieścia lat. Jak łyse konie. Chodzili razem do szkoły i na imprezy. Wspinali na te same drzewa. Dziś on był właścicielem dużego sklepu, a ona Matką Polką. Nie wybrała jego. Wyszła za mąż za korporacyjnego informatyka. Studencka miłość. Ale sklepikarz zawsze kochał się w niej na zabój. Dziś ponownie nagrał na monitoringu jej męża, jak z kolejną dziewczyną uprawia szybki seks w zacisznym ustroniu działu wykładzin. Pokazanie tych zapisów to huczny rozwód i jego szansa. Czy powinien jej ujawnić nagrania?

kadr z filmu "Das Leben der Anderen (Życie na Podsłuchu), Niemcy 2006
kadr z filmu „Das Leben der Anderen (Życie na Podsłuchu), Niemcy 2006

W wizjonerskim filmie „Raport Mniejszości”, przestępstwa są wykrywane zanim zostaną popełnione. Dzięki wizjonerom. Wyobraź sobie, że w na ich miejscu znajduje się jeden superkomputer, który analizuje wszystkie informacje dostępne w sieci i nie tylko. Tworzy i buduje własne algorytmy analizujące treści, obrazy, esemesy, rozmowy telefoniczne czy uliczne. System pozwala przewidywać morderstwa, zamachy, kradzieże czy wszelkie do nich przygotowania. Czy zgodzilibyśmy się na taką inwigilację mając świadomość, że ceną jest radykalny spadek wszelkich przestępstw?

Nasza niechęć wynika z przeświadczenia niekontrolowanego przez nas wykorzystania informacji. Najczęściej obawiamy się poniesienia strat materialnych czy emocjonalnych z tego tytułu. Sama świadomość, że jesteśmy obserwowani bez naszej akceptacji, nigdy nie jest w pełni komfortowa. Przeszkadza nam również osiąganie z naszych danych określonych korzyści materialnych czyli „sprzedawanie nas”. Jednym, sam fakt sprzedania, innym brak udziału w zyskach z transakcji.

Tyle tylko, że tak naprawdę zachowania zakupowe obserwowano od zarania handlu. Nie miały tylko masowego i digitalizowanego charakteru. O Big Data nikt wtedy jeszcze nie słyszał. Może z wyjątkiem Stanisława Lema i Isaaca Asimova. Sklepowy sprzedawca znał nas, naszą rodzinę i połowę kumpli z osiedla. Wydawał się przyjazny i doskonale wiedział jakie piwo lubimy. Czy uważaliśmy go za złego wilka, który niegodziwie wykorzysta posiadane informacje? Oczywiście, to kwestia zaufania. Kiedy sklep przekazywano nowemu właścicielowi, ta wiedza mogła być przekazana lub utracona. Tak funkcjonuje świat biznesu od zarania dziejów – opiera się na wiedzy o kliencie. Dzięki tej wiedzy firmy mogą sprzedawać, ludzie mają zatrudnienie, a państwo podatki. Wiedza o kliencie istnieje w restauracjach, kawiarenkach, sklepach, u fryzjera czy kosmetyczki. Najpierw w głowach, a dziś w systemach CRM czy aplikacjach handlowych. Ma również bezosobowy charakter w postaci Big Data i analizowania zachowań bez naszego udziału, a nierzadko bez wiedzy czy zgody. Pytanie, jakie nasuwa się samo, to w jakich przypadkach owa wiedza i zgoda jest niezbędna, a w jakich to bajka o żelaznym wilku?

Uwierz mi, że niektóre cookies w aplikacjach monitorujących nasz ruch na stronach www to niewinna zabawka przy sążnistych profilach decydentów zakupowych w wielkich korporacjach, włącznie z ich słabostkami, przyzwyczajeniami czy faktami z życia, o których chcieliby jak najszybciej zapomnieć.

Nasze obawy podszyte są przede wszystkim strachem o niegodne wykorzystanie posiadanych przez firmy informacji oraz wywierania na klientów jeszcze silniejszej presji zakupowej. Dotyczą nie tyle tej bardziej świadomej części społeczeństwa, ale ludzi rozdających wszem i wobec swoje dane osobowe, bez zrozumienia niuansów zbierania i zarządzania Big Data.

Jednak Big Data nie ma charakteru osobowego sensu stricte. Innymi słowy – nikt nie pochyla się nad Kowalskim, żeby go szczególnie analizować. Dla korporacji np. telkomowej, jesteś w zasadzie rekordem w bazie danych. Możesz to odczuć najczęściej podczas upojnych minut spędzanych z infolinią. Korpo to nie warzywniak czy osiedlowy spożywczak, gdzie właściciel jest ze wszystkimi klientami po imieniu. Marketer zarządzający Big Data szuka odpowiedzi na proste pytanie – jak mogę zaoferować większą wartość, żeby również większą wartość osiągnąć? Zrozum mnie dobrze – tylko rozsądny marketer będzie tak do tego podchodził. Innemu każą szukać kolejnego sposobu na wciśnięcie niechcianego towaru. A jak wielokrotnie podkreślałem – wciskanie klientom dziś na siłę nie jest związane z marketingiem, tylko agresywnymi technikami reklamy i sprzedaży. Ten czas mija jak zły sen.

Nasze reakcje na przetwarzanie i analizowanie Big Data przez korporacje, mogą być trojakiego rodzaju: spotkać się z przychylnością, obojętnością czy niechęcią, a może nawet agresją. Jeśli sprzedawca kawy powita nas po imieniu przy kasie, to konia z rzędem temu, kto zgadnie jakiego rodzaju reakcja nastąpi. Mamy jeszcze jeden bagaż czyli mentalne pozostałości po inwigilacji służb bezpieczeństwa, choć są tacy którzy uważają, że nasze życie jest ciągle „życiem na podsłuchu”.

Wiedza pochodząca z Big Data na pewno może być wykorzystana w złym celu, jeśli będzie taka intencja posiadacza danych. Korporacje póki co chcą „ogarnąć temat” kolokwialnie rzecz ujmując, bo według niedawnych badań CMO na świecie przeprowadzonych przez IBM – szefowie marketingu są przytłaczani terrabajtami danych, które chcą jakoś analizować. Dowcip polega na tym, że unosi się nad nimi chichot Zbójcy Gębona – dociekliwych odsyłam do Stanisława Lema, Cyberiada, „Wyprawa szósta, czyli jak Trurl i Klapaucjusz demona drugiego rodzaju stworzyli, aby zbójcę Gębona pokonać”. Jest to wytłumaczone porządnie, po lemowsku, jasno klarownie i dla ułatwienia dodam w 1965r.

Nie zmienimy tego. Tak jak robotnicy nie powstrzymali maszyny parowej czy woźnice – pojazdu Pana Cugnota, tak i nam nie uda nam się powstrzymać postępującej digitalizacji i analizowania naszych zachowań. Jeśli chcemy tego uniknąć, powinniśmy zrezygnować z dobrodziejstw cyfrowej rewolucji. Skończyć ze smartphonami, kartami kredytowymi, ipadami, internetem i generalnie nigdzie nie wychodzić. Żadnych danych nikomu nie przekazywać. To jest nadal możliwe, choć niektórzy poczują się ograniczani w swej wolności. Ale to nadal kwestia indywidualnego wyboru. I hedonizmu. Do rzeczy wygodnych i usprawniających życie, przyzwyczajamy się najszybciej.

Jedna uwaga do wpisu “Jesteś towarem

  1. jarek

    fakt – jesteśmy towarem. 20 lat wstecz – ostatnie podrygi rozsądki w europie. teraz – chora nadprodukcja wszystkiego, chore oczekiwania zarządów korporacji ciągłych wzrostów. mają w nosie stabilność, utrzymanie poziomu – utopić i przegonić konkurencję. Głuche i ślepe już dawno sprzedane fabrykantom w imię czystego powietrza czy wody ograniczyli produkcję w europie – fakt inny- jeśli wynosząc gro produkcji z Europy do Azji można jeszcze stworzyć przepisy że jeśli produkujesz za dużo to kara, dymisz za dużo – to kara. fajnie – tylko że te cudne znane i ugruntowane marki już dawno klepią produkcję w Azji i ciągną te dobra do Europy nabijając wyłącznie sobie i pośrednikom kabzę. Twór unii pogłębia to uzależnienie od widzi mi się giełd. Politycy już dawno oddali się w ręce banków (oddali nas). potęgi tworzą wzrosty i zniżki. czy ktoś racjonalnie może uzasadnić ciągłą inflację?ciągły wzrost cen ? właściwie dlaczego – czasem zła pogoda wykosi ryż, ok, czasem pomór wytnie łososie – ok chwilowo rosną ceny – ale dlaczego generalnie ciągle rosną ceny wszystkiego bez uzasadnienia – pętla – Genetycznie modyfikowane – nam pokazano jedną stronę tego procederu ale jest inna ważniejsza – tak się jakoś sprytnie porobiło że kiedyś można było samemu wyhodować z dyni czy ogórka kolejne plony. dziś – figa z makiem – co roku zasuwaj do centrali nasiennej i kupuj bo nie wyhodujesz własnych nasion – to ta właściwa strona genetycznej modyfikacji. w cudowny sposób produkcja nasion, nawozów i pestycydów jest w niemal jednych i tych samych rękach. sprytny i fantastyczny mechanizm oficjalnie mówiący że większe plony, odporniejsze ziarna, tańsza produkcja – no i tylko gdy ogromna. mały może nic – sieci kupią tylko od kolosa który zapewni że jego produkty dotrą do całej sieci. tak więc biorąc pod uwagę kto obsiewa pomoże i kawał kraju, zamyka Polskie cukrownie, z Polam robi Osram – odpowiedzmy na pytanie jak z tego wyjść? nikomu z decydentów na tym nie zależy. A co gdyby zamiast rządu byli dyrektorzy, bez tworów jakimi są partie, bez narodowej ściepy na ich utrzymanie, bez sztabu kołnierzyków – tylko prezydent, ministerstwa jako instytucje zadaniowe. bez ciągłych interesów politycznych, grzebania w przeszłości i walki ze sobą obalając dobre ale nie bo to ich pomysł – smutno.Jarek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s