Zyskowna sprawa

W naszym rodzimym bajkopisarstwie, znajdziemy mnóstwo opowieści o dwóch braciach. Najczęściej nie chodzi o kontekst związków partnerskich, ale o pieniądze. Jeden bowiem jest bogaty, a drugi biedny. Ten pierwszy okazuje się najczęściej tym złym. Jak łatwo się domyśleć związek kasy i ciemnej strony mocy wydaje się jednoznaczny.

Wielu ludzi słysząc słowo „zysk” mimowolnie wykrzywia twarz. Albo chytrze się uśmiecha. Mina innych tężeje, sugerując że rozmowa o pieniądzach lubi ciszę. Albo w ogóle się o nich nie rozmawia, bo gentelmani … I tak dalej. Z drugiej strony dążenie przez firmę do osiągania zysków jest kluczowym warunkiem jej rynkowego powodzenia. Mentalnie „zysk” ma swój specyficzny aspekt kulturowy. O ile Amerykanie dyskutują o nim swobodnie, o tyle dla wielu Polaków jest to temat niezręczny, niewygodny czy wręcz tabu. Polak bowiem „uszczęśliwia świat swoją misją”, „nie przywiązuje wagi do pieniądza” tudzież „brzydzi się wszelką komercją”. Czynienie czegoś „dla zysku” brzmi u nas bardzo pejoratywnie.

Przedsiębiorca w Polsce bywa podświadomie portretowany jako bezlitosny łajdak, który za ostatni grosz sprzeda własną matkę. Trudno się dziwić. Wielu przedsiębiorców przez ostatnie dwadzieścia dwa lata zapracowało sobie solidnie na ten obraz. Wcześniej był dorobkiewiczem, prywaciarzem, cinkciarzem, a jego dzieci bananową młodzieżą. A jeszcze wcześniej – kułakiem, krwiopijcą, wyzyskiwaczem i panem gnębiącym pańszczyźnianych chłopów. Niektórzy uznają, że ostatnim, etycznym przedsiębiorcą z zasadami był Wokulski. Ramą tego bezlitosnego portretu, wydaje się ów negatywnie postrzegany „zysk”, za którym kryje się jeszcze jedna cecha. Chciwość.

Kiedy przedsiębiorca stał za ladą sklepu lub zatrudniał kilkudziesięciu ludzi, był fizyczną osobowością, z którą można było rozmawiać. Jego sposób zarabiania pieniędzy był bardzo szybko weryfikowany przez lokalną społeczność. Z peanami pochwał lub nagan z ambony na niedzielnych mszach. Gdy w latach dwudziestych XX wieku, zaczął zamieniać się w bezosobowe korporacje, władzę przejęły cyfry, stopy zwrotu, a następnie równie bezosobowi akcjonariusze. Kiedy banki przeobraziły rynek finansowy w wielkie, globalne kasyno, Chciwość rzuciła im się z chichotem na szyję ofiarowując wiano swego dziewictwa. Akcjonariusz przyzwyczajony do dwucyfrowych stóp zwrotu, pogorszenie tej sytuacji odbierze zawsze negatywnie. Dziś, gdy nadmierny konsumpcjonizm i tabloidyzacja demoluje umysły czy świat zasadniczych wartości, powinno znaleźć się miejsce na dyskusję.

Mam w pamięci kilka historii, w których „zysk” jest jednym z bohaterów. Jedna, to prosta księgowa, która na początku lat 90-tych, po krótkiej karierze w Urzędzie Skarbowym, założyła własne biuro. Ubierała się przeraźliwie odpustowo. Po roku, gdy jej stopa życiowa wzrosła diametralnie, gust się nie zmienił. Kupowała tym razem dziesiątki odpustowych sukienek. Inna, to historia typowego „toksycznego szefa” idealnie pasującego do świetnej parafrazy Guntera Oggera „zera w garniturach”. Niszczył ludzi dla jednej złotówki. Ale są i świetne pozytywy. Pewne bajecznie bogate polskie małżeństwo właściciele kilku fabryczek w Niemczech, które jest po prostu … normalne, mądre, nie napuszone i nie zmienione przez pieniądz. Czy Janusz Wiśniewski, „polski Zegna” jak lubię o nim mówić. Skromny i słynny krawiec miarowy, gdyński klejnot, z bogatą duszą, wielkim sercem, świetnym rzemiosłem i rewelacyjną herbatą.

Z pieniędzmi jest jak z marketingiem – mogą być narzędziem służącym jasnej jak i ciemnej stronie mocy. Dzięki nim można niszczyć, jak i tworzyć. Pieniędzmi można wesprzeć organizację charytatywną jak i kancelarię prawną, którą wynajęto do ścigania blogerki za „Ptasie Mleczko z Er”.

Nie wiem jaki poziom zysków jest godny człowieka. Wiem tylko, że kasa zmienia ludzi.

PS. Piosenkę i wpis dedykuję startupom, które zeszły z kanap i siedzą już w przeszklonych biurowcach.

„Money, it’s a crime.
Share it fairly but don’t take a slice of my pie.
Money, so they say
Is the root of all evil today.
But if you ask for a raise it’s no surprise that they’re
giving none away”

Pink Floyd, Money

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s