Kotlet mamy małej Madzi

Pewien średnio sympatyczny gość, podczas eleganckiej kolacji, próbował nawiązać interesujące kontakty. Nie był ani szczególnie kontaktowy, jak i nie miał nic ciekawego do powiedzenia. Nie potrafił nawiązać rozmowy, burkliwie reagował na sympatyczne zachęty. Pragnął jednego. Cicho acz spektakularnie zwrócić na siebie uwagę. Pierwsi zareagowali stojący najbliżej. Zieloną poświatą na twarzy. Dalsi niczym koniki polne, skakali do okien. Na twarzy gościa malował się blogi uśmiech. Tydzień żywienia się wyłącznie czosnkiem i grochówką przyniósł spodziewany efekt. Nareszcie jego kuchenne rewolucje będą głównym tematem spotkania.

W internecie trwa dyskusja na temat planowanej w Warszawie Piwnicy u Fritzla. Jakiś czas temu w Indiach próbowano otworzyć Hitler Store. Sklep szybko zamknięto. Adolf H. był również „bohaterem” imprezy Melanż Ostateczny w 2010r., o której pisał Jacek Gadzinowski. W przeciągu ostatnich tygodni wiele kontrowersji budzi kampania reklamowa marki Heyah z Leninem. Czy próby wyróżnienia przekazu sięgają już bruku i zasada „wyróżnij się albo zgiń” zaczyna wkraczać w pole najbardziej prymitywnych, ludzkich instynktów?

Czyżby wyczerpano już pole kreacji w zakresie pozytywnych emocji, fajnego poczucia humoru, zabawy, pure nonsensu czy ciekawego zaskoczenia? Skąd bierze się w ludzkich umysłach chęć utrwalania i promowania wizerunku zbrodniarzy? Czy mózgi pomysłodawców są aż tak wyprane ze zwykłych, ludzkich i naturalnych emocji?

Nie przypominam sobie marki, która zbudowała szczególną i trwałą wartość na bardzo ostrej kontrowersji. To rosyjska ruletka. Nawet twórcy najbardziej szokujących reklam nie posiłkują się kreacją aktualnych morderców, gwałcicieli czy innych zbrodniarzy. Podpowiadam, że dookoła samej katastrofy smoleńskiej można zbudować kilka reklamowych historii. A w Sosnowcu stworzyć restaurację „U Mamy Madzi” lub „Pod Śliskim Kocykiem”. Można. Tylko po co?

Menedżerka twierdzi, że „marketing rządzi się swoimi prawami”. Tak, ale to nie jest marketing. To bicie medialnej piany i żywienie się padliną. Tą padliną są ludzkie, najbardziej prymitywne emocje, które zawsze podążą za kontrowersją, kierując się prostacką ciekawością. To właśnie one pozwalają żyć tabloidom. Pisałem o tym w tekście Smakosze Padliny. Taki czytelnik pragnie zajrzeć pod każdą spódnicę i zapuścić żurawia w każde majtki. Będzie ślinić się na widok każdego biustonosza, klepać po pośladkach kelnerki i oblewać je od tyłu majonezem. Tak, dobre skojarzenie – to wątek Sonmi-451 z „Atlasu Chmur„.

Podkreślę jeszcze raz. To nie jest marketing. To pszenno-buraczany happening wykorzystujacy najbardziej prostackie, ludzkie instynkty. Twórcy używać będą tych metod byle tylko zwrócić na siebie uwagę. Udaje im się, ale tylko przez chwilę. Rzeczy kontrowersyjne i złe nasz umysł stara się wypierać. Ale za ciekawością fritzlowej knajpy, kryć będzie się zawsze pogarda i całkowity brak szacunku. Czy jest to prowokacja nastawiona na prymitywną formę zwrócenia na siebie uwagi? Dziś nabijamy sobie medialną kabzę, a jutro ewentualnie zmieniamy nazwę? Czy to kolejny happening a la Testosteron?

Prawdziwy marketing ze względu na naturalną możliwość wpływu na zachowania społeczne, musi mieć przede wszystkim podstawowe elementy etyki. Inaczej na całym Nowym Świecie powstałyby budki z otworami w środku, zatrudnionymi na etacie prostytutkami i hasłami „lody za 50zł”. Sława miejsca i olbrzymi dochód zapewniony. Koszty też niewielkie. Wycieczki z całego świata.

Bez względu na to czy to prowokacja, czy lokal odniesie sukces lub poniesie porażkę to cytując Mikołaja Nowaka „wymiotujący człowiek, też zwraca na siebie uwagę”.

Poniższą scenę z Konopielki dedykuję twórcy pomysłu „Piwnicy u Fritzla”

PS. Jeśli ktoś ma problem z ciekawym nazwaniem knajpy to tutaj ma świetny przykład.

Ciąg dalszy historii (linki)

Właściciel wezwany przez urzędników

8 uwag do wpisu “Kotlet mamy małej Madzi

  1. Kompas etyczny jak każdy przyrząd ma swoją skalę. Co innego zbudować strategie w oparciu o etycznie poprawne narzędzia, pod wpływem której kupisz karmę dla papug widząc papugi jedynie w zoo a czym innym jest strategia oparta na skrajnie negatywnych emocjach czerpiąca choćby z Lenina, Hitlera oraz innych mniej sławnych „celebrytów”.

  2. Bruce

    „Prawdziwy marketing ze względu na naturalną możliwość wpływu na zachowania społeczne, musi mieć przede wszystkim podstawowe elementy etyki. Inaczej na całym Nowym Świecie powstałyby budki z otworami w środku, zatrudnionymi na etacie prostytutkami i hasłami “lody za 50zł”. Przyznam, że albo ja nie rozumiem tego zdania, albo jest ono nie po Polsku. No i chyba to nie tak, to znaczy, żę nie dlatego Nowy Świat to nie Red Lights District, że „marketing ma podstawowe elementy etyki” (sic!), ale że prostytucję w Polsce na margines spycha prawo, a co do lokalizacji stricte geograficznej jej skupiska zawsze lokują się nieco na uboczu. Z marketingiem nie ma to nic wspólnego. Cały wpis zaś – bardzo dobry, a ilustracja z Konopielki – świetna!

    1. kotarbinski

      Skupil sie Pan na metaforze, a ona ilustruje tylko fikcyjna sytuacje, w ktorej marketer dziala na rynku bez zadnych ograniczen – prawnych, konsumenckich, moralnych, kierujac sie li tylko i wylacznie wyznacznikiem czystego zysku. Uzywam czasami pewnych skrotow myslowych, ktore moga wydac sie niejasne. Korzystanie z narzedzi marketingu daje swoista wladze nad osobami, ktorych one dotycza i wymaga pewnej odpowiedzialnosci w ich stosowaniu.

      1. Marketoid to padlinożerca niezależnie od tego czy na rynku reklamy będą większe czy mniejsze ograniczenia.
        Dlaczego?
        Z punktu widzenia konsumenta każde przemilczenie, a reklama przemilcza wiele aspektów i cech produktu, jest nadużyciem. Czasem zabawnym, często jednak karygodnym.

        Przykład?
        Proszę iść na spotkanie z otyłymi kobietami, które faszerowały się reklamowanym, cudownym preparatem odchudzającym i ch… z tego wyszło.

        Reakcja marketoidów na Lenina w reklamie pokazuje w znacznym powiększeniu to, że Wy wiecie, że żrecie padlinę, ale póki odzew negatywny jest niewielki, jesteście w stanie to przełknąć z uśmiechem służbowym nr 5 przyklejonym do twarzy.
        Dopiero gdy zrobi się większy szum, stroicie się w piórka moralistów i obrońców czci, wiary i wszelkiej poprawności.

      2. kotarbinski

        W Pańskim rozgoryczeniu jest wiele racji. Ale narzędzi marketingu nie wymyślili naukowcy tylko przedsiębiorcy. To z ich doświadczeń wzięła się ta cała dziedzina. Przedsiębiorca może zarabiać pieniądze w sposób nieetyczny, oszukując swoich klientów lub etyczny – oferując im realną wartość. Pierwszym marketerem w firmie, jest zawsze ów przedsiębiorca. Etyka staje się ważna bo dzięki społecznościom oszukiwanie klientów przestaje mieć rację bytu jak i coraz mniej ludzi chce pracować w oszukańczych firmach. Ale to proces, a nie rewolucja. Dlatego trzeba o tym mówić i posać, nawet jeśli brzmi to zbyt idealistycznie.

  3. Już widzę tabuny marketoidów, ze wstrętem oddające bogatym klientom wysoką prowizję za swoje usługi, bo im się kompas etyczny naprawi, nagle i niespodziewanie.

    Nie widzę? Ano nie widzę, bo marketoid to padlinożerca nie tylko z przekonania.

  4. „Nie przypominam sobie marki, która zbudowała szczególną i trwałą wartość na bardzo ostrej kontrowersji.” – Boy London za pomocą symboli nawiązujących do nazizmu to chyba najbardziej oczywisty przykład.

    1. kotarbinski

      Boy-London nawiązuje, ale nie wykorzystuje. To zasadnicza różnica (nie ma tam jednoznacznych symboli faszystowskich, choć jest ta stylistyka). Nie ma tam nazwisk czy portretów typu Che Guevara.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s