Smakosze padliny

Kevin Carter siedział pod drzewem w upale i płakał jak bóbr. Był fotografem, który w Sudanie fotografował klęskę głodu. Kiedy wybrał się w głąb buszu, zobaczył małą, wychudzoną dziewczynkę, czołgającą się w stronę punktu rozdawania żywności. Dziecko na chwilę znieruchomiało, a tuż obok wylądował tłusty sęp. Carter zaczął robić zdjęcia, czekając aż ptak rozwinie skrzydła. Ale to nie nastąpiło. Jedna z fotografii trafiła na główną stronę New York Timesa. Wywołała burzę. Czytelnicy przede wszystkim interesowali się losem dziecka. Rok później, autor otrzymuje Nagrodę Pulitzera. Obraz wywołał dyskusję o etyce dziennikarskiej, sam Carter przyznał później, że żałował własnej bierności i nie udzielenia dziewczynce pomocy. Nie uzyskał odpowiedzi na wiele pytań o granice ingerencji. Bądź granice nieingerencji. Kevin popełnił samobójstwo 27 lipca 1994r. Ta fotografia spodowała również wielką akcję zbiórki pieniędzy na pomoc żywnościową dla krajów Trzeciego Świata.

W magazynie Eryka Mistewicza, czytam „porady” Redaktora Naczelnego Super Expressu, jak celebryci nie powinni się dawać tabloidom. (Angora 46 s. 22-23). Stronę wcześniej, Krystyna Janda w emocjonalnej wypowiedzi, opisuje praktyki paparazzi w poszukiwaniu „ryjów” i tematów. Kilka tygodni temu, przez media przetoczyła się dyskusja o tabloidyzacji mediów, zainicjowana przez Grzegorza Miecugowa, rozwinięta w programie Tomasza Lisa czy komentowana na licznych blogach, forach internetowych czy mediach społecznościowych. Natomiast na pewno ważnym momentem dyskusji o procesach tabloidyzacji na świecie, była afera pisma „News of the World”. To tyle w kwestii historycznego tła.

Redaktor Naczelny „Super Expressu”, Sławomir Jastrzębowski zabawia się na łamach „Nowych Mediów” w doradcę i guru gwiazd w zakresie współpracy z tabloidami. Jedyna metofora, jaka mi się nasuwa na myśl, to wizualizacja Akademii Rekinów, w której największe ludojady uczą ludzi jak unikać ich zębów.

Główna teza stawiana przez Redaktora Naczelnego SE jest prosta – „może jesteśmy straszni, ale Tobie [celebryto, gwiazdo, polityku itp.] – potrzebni”. Otóż nie, Panie Redaktorze. To bardzo daleko idąca manipulacja, z kilku prostych i bardzo trywialnych przyczyn.

Każdy tabloid musi działać w warunkach obowiązującego prawa, jak jakakolwiek firma, prowadząca działalność gospodarczą. Jednak poruszanie się po granicach ludzkiej prywatności lub przekraczanie jej, ścigane jest na mocy prawa cywilnego, a nie karnego. Polska jest krajem, w którym nie ma jasno i precyzyjnie określonych granic, co tabloidy wykorzystują w doskonały sposób, zarabiając na tym określone pieniądze. I właśnie osiąganie tą metodą zysków, jest kluczowe dla biznesu tabloidów, a nie bliżej nieokreślone cele czy wartości. Tak jak Larry Flynt, który na rozszerzaniu nóg u modelek, zbudował wielki biznes. Wszystko, co robią tabloidy, podyktowane jest dążeniem do jak najwyższych zysków. Natomiast zupełnie inną kwestią, jest sposób ich osiągania. Jedni handlują narkotykami, a inni prowadzą sklepy spożywcze.

Stare przysłowie mówi, że „Większość znaczy większość. Nie znaczy, że ma rację”. Skala czytelnictwa tabloidów w Polsce o niczym nie świadczy – poza wielkością tego rynku. Oczywiście, jedni będą ubolewać nad tym, że tak dużo sprzedaje się „produktu medialnego marnej jakości”, ale inwestorzy będą zacierać ręce. Tylko, że nie o to tu chodzi. Żaden tabloid nigdy nie będzie traktowany przez nikogo w sposób poważny. Konkurencja na rynku dzienników, magazynów czy portali uznawanych za „kolorowe” jest tak duża, że aby się utrzymać na tym rynku, można już jedynie eskalować poziom sensacji, napięcia, przełamywania barier. Ciekaw jestem kto pierwszy przesunie sępa bliżej wspomnianej dziewczynki, udramatyzuje jej wyraz twarzy i zmusi ptaka do rozpostarcia skrzydeł. Ale żaden tabloid nie poruszy tłumów – pisałem o tym w „Pudelkowej Rewolucji”.

Każdy człowiek ma prawo do swojej prywatności. Bez względu na to, czy jest mniej lub bardziej znaną osobą. Nie wgłębiając się w swoiste „gry” gwiazd i tabloidów – jeśli jakiś człowiek jasno i wyraźnie nie życzy sobie być fotografowanym czy rejestrowanym, to ma do tego pełne prawo. I łamanie tego prawa powinno być bardzo szybko i precyzyjnie rozliczane przez sądy powszechne. Niejako „z marszu”. Oczywiście każdy tabloid używa jak mantrę sformułowania „osoba publiczna, której możemy więcej”. Tyle tylko, że dzisiejsza, mordercza konkurencja sensacyjnych treści, niektórym każe przekraczać wszelkie granice. Budując to tego swoistą i często pokraczną ideologię.

Tabloidy stosują dziś cztery metody działania:

Sposób Pierwszy: fotograf może przypadkowo natknąć się na Gwiazdę wychodzącą z toalety i zrobić jej zdjęcie ze spuszczonymi spodniami. Bingo. Świetny temat na okładkę!

Sposób Drugi: fotograf może również zaczaić się przed toaletą i czekać, aż którejś z wychodzących Gwiazd przytrafi się taki afront. Temat na okładkę dyskusyjny, niemniej – punkty za cierpliwość, mogą być nagrodzone. (Uwaga do Gwiazdy: przed wyjściem z toalety, bacz czy masz podciągnięte spodnie).

Sposób Trzeci: fotograf wpada nagle do kabiny w toalecie i robi Gwieździe mnóstwo zdjęć, nie zważając na jej protesty, krzycząc, że jako osobie publicznej to on może zawsze, wszędzie, kiedykolwiek, z kimkolwiek i bez żadnych ustawek.

Sposób Czwarty: fotograf robi zdjęcie wychodzącej z toalety Gwieździe, korzystając z Photoshopa ujmuje lub dodaje odrobinę, a następnie kreuje całkowicie nieprawdziwą historię, kończącą się licznymi znakami zapytania (bo za pewne stwierdzenia można już wylądować w sądzie). Efekt: Gwiazda wszem i wobec albo musi się tłumaczyć, że nie jest wielbłądem, albo ku uciesze hejterów – nie zajmuje żadnego stanowiska, albo oddaje sprawę do sądu, której wyniku nikt nie zna, a nawet jeśli – to nikt nie zauważy przeprosin.

W tej ostatniej metodzie, często przypomina mi się porucznik Zubek z serialu „07 Zgłoś się” z kultowym dialogiem:

– Proszę Pana, na każde pytanie można odpowiedzieć tak lub nie !

– A gdybym zapytał, czy przestał Pan już brać łapówki?

Są media, które konkurują jakością i szybkością przekazu. Są i takie, które konkurują dostarczaniem co bardziej mięsistych tak zwanych NzD („newsów z dupy”). Pół biedy, gdy są to newsy zdobyte Sposobem Pierwszym i Drugim. Problem, gdy większość tabloidów zaczyna korzystać ze sposobu Trzeciego i Czwartego.

Czy jest to problem Gwiazd? Owszem, ale one dzięki coraz wymyślniejszym sposobom ochrony swojej prywatności czy menedżerom znającym się na public relations, będą w pełni kontrolować zarządzanie swoim wizerunkiem. Tabloidom z kolei, będzie coraz bliżej do pism o naturze marnego science-fiction, których już nawet praczki nie będą chciały brać do ręki. Z prostej przyczyny – dzięki budowaniu fikcyjnych legend ich resztki wiarygodności sięgną bruku. Dziś nie sztuką jest sprzedać 1 egzemplarz gazety za złotówkę. Sztuką jest sprostać internetowej treści i czytelnikom, którzy chcą natychmiast, jak najostrzej i jak najbardziej sensacyjnie. Tylko ten wyścig to pożeranie własnego ogona.

O kontrolowanych skandalach i ustawkach nie ma sensu pisać – wyczerpał temat film „Testosteron” oraz liczne artykuły dotyczące zapotrzebowania celebrytów na uwagę tabloidów.

Są ludzie, którzy uwielbiają jeść kolację przy świecach, z dobrą muzyką i miłym towarzystwie. Są też tacy, którzy kochają jeść resztki kaszanki z podartej gazety, leżącej obok śmietnika. Uwaga: podkreślam słowo „lubią” czyli to nie stan portfela warunkuje mniej lub bardziej ekstremalną formę kolacji.

Są celebryci, którzy bez uwagi tabloidów nie mogą żyć. Nawet, jeśli ponoszą koszty ich nadmiernego zainteresowania – opłaca im się. Ale są i tacy, którzy świadomie budują swoją markę osobistą, nie potrzebując do tego kolorowych pisemek.

Czytelnicy tabloidów konsumują przede wszystkim padlinę. Powiedzmy to w końcu jasno, prosto i wyraźnie. Te treści nie mają w sobie żadnej wartości. Jak puste kalorie. Można się od nich uzależnić. To prawda. Są tacy, którzy sprzedają padlinę i osiągają zyski jak i tacy, którzy ją kupują, wydając na nią swoje własne pieniądze. Jest popyt i jest rynek. Tylko, że w moim przekonaniu nie ma sensu budować do tego specjalnych teorii , dalekosiężnych tez i wszelkiej maści porad. Każdy ma wybór. Każdemu wydawcy tabloidu życzę powieszenia zdjęcia Cartera w głównym holu redakcyjnym.

PS. Z dedykacją Krystynie Jandzie, której tekst był rzeczywiście poruszający.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Smakosze padliny

  1. Kowalski Roch

    Tyle że Kevin Carter popełnił samobójstwo dlatego, że jego przyjaciel Oosterbroek zginął, a Carter miał przekonanie, że to on powinien umrzeć, a nie dlatego, że miał depresję z powodu powyższego zdjęcia.
    Ta fotografia poruszyła tak wiele osób, stała się tego rodzaju symbolem, że nawet gdyby pomógł tysiącom dzieci w podobnej sytuacji, nie osiągnąłby podobnego efektu jak za jednym cyknięciem migawki.
    Pozdrawiam serdecznie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s