Rozgdakany naród

Paryska tancbuda nie była pierwszej świeżości. Ale Marie lubiła tu występować. Zawsze zdarzyło się kilku klientów, którzy za parę bisów dorzucili trochę euro. Tego wieczoru miała szczęście. Grupka młodych, śniadych chłopców wyglądała na wojskowych. A oni potrafią docenić repertuar piosenki o wolności, przełamywaniu trudności i walki aż do końca. Dała znak klezmerowi i zaintonowała w ich kierunku po hiszpańsku „ Orientales la Patria o la Tumba ! Libertad o con gloria morir !”. Wśród śniadych gości zapanowało poruszenie.

Błyskawiczne i nerwowe rozglądanie się po sali, a następnie wszyscy wyprężyli się jak struna stając na baczność. Hiszpańska piosenka, którą nauczyła ją niańka, okazała się urugwajskim hymnem narodowym,  a wyprężeni panowie – oficerami ochrony pewnego wizytującego Paryż dyplomaty, akurat na wychodnym.

Według definicji, hymn jest pieśnią stworzoną ku chwale bóstwa, osoby, wydarzenia, kraju czy idei. Ma najczęściej charakter szczególnie uroczysty, wszak służy upamiętnieniu czegoś ( lub kogoś). Hymn może mieć charakter państwowy, szkolny, kościelny, wojskowy czy akademicki. Również określona społeczność może nadać konkretnej pieśni, charakter hymnu i na przykład pójść przy jego dźwiękach budować barykady. Taki charakter miała chociażby Marsylianka.

Od kilku dni przebiega po Polsce dreszczyk „hymnu” EURO 2012 czyli wyników różnych plebiscytów na prawdziwą i jedyną piosenkę, reprezentującą narodową piłkę kopaną. Mamy bowiem „Euro Hymn” zespołu IMISH oraz „Ko Ko Euro Spoko” zespołu Jarzębina.

Przyjrzyjmy się światowym doświadczeniom w zakresie „budzących dreszcz” utworów muzycznych. Dan Balan, nagrał w 2003r. z zespołem O-Zone utwór Dragostea Din Tei, który szybko stał się światowym przebojem. A słowa ? Sprawdźcie sami. Dan Balan Ma Ya Hi ( ze słowami). Co jeszcze ? MIRAMI Seksualna – nebezpeczna. A kto jeszcze pamęta szał lambady ? Las Ketchup – Asereje ? Makarena ? Czy ten proces nie zaczął się przypadkiem od La Bamby, tragicznie zmarłego u szczytu sławy Richie Valensa?  A słynna Africa, TOTO. Uznawana przez niektórych za piosenkę z najgłupszymi słowami na świecie. Ale do dziś się jej świetnie słucha i tańczy. I na deser słynna piosenka o krokodylu „Schnappi,das kleine Krokodil”, wymyślona przez małą dziewczynkę, która w dobie mediów elektronicznych równie szybko wpadła na orbitę światową, jak i z niej wypadła. Kicz ? Oczywiście. Ale coraz częściej przekonujemy się, że to kicz podbija masowe serca (gorzej z umysłami). I wystarczy odwiedzić choćby Las Vegas, by przekonać się że kicz ma wiele odmian swoiście pojmowanej jakości.

Jesteśmy dziwnym narodem. Połowa wyklina od czci i wiary „Ko Ko Euro Spoko” i mięsnego jeża, a druga się tym zachwyca. „Hymn Euro 2012” czyli oda do kurczaków, zyskała ciekawy wpis na blogu Tomka Michniewicza „5 dowodów na to, że nasza piosenka na Euro jest genialna”. I trudno tym argumentom odmówić racji. Jest jednak różnica, pomiędzy „fenomenem” mięsnego jeża i piosenki Jarzębiny.

„Ko ko”  to prosta ludyczność, wiejska przyśpiewka, które można usłyszeć na każdym weselu, skrywająca za kołnierzem choćby podstawy i pewną ciągłość chłopskiej tradycji i kultury. Mięsny Jeż to współczesna, medialna papka.

Jarzębina – to produkt organiczny. Mięsny Jeż – nafaszerowana chemią słodka maź. Warto pamiętać tę różnicę. Ten ostatni, to swoiste popłuczyny popkultury, mniej lub bardziej poradnie implementowanej od ponad 20 lat, swoista wypadkowa zjawiska soap opery. W tym przypadku prostota, prymitywizm i tania sensacja ma zbudować przede wszystkim masową oglądalność, nie dając w zamian absolutnie nic ( w sensie kulturowym rzecz jasna). Wyjątkiem jest oczywiście celowe manipulowanie postawami społecznymi, pokazywanymi w serialach.

„Ko ko” jest prymitywne? Jest. Ludyczne? Jest. Ale to cecha wszystkich ludowych przyśpiewek. Panie z Jarzębiny są szczęśliwe, bo nagle znalazły się w centrum popularności. Ale i na ostrzu krytyki. Konia z rzędem temu, kto odgadnie, czy wybierano tę piosenkę po prostu dla żartu, czy nie było nic lepszego.

Ludowa piosenka, pieśń – może stać się hymnem. Ale „Ko ko” nigdy nie aspirowało do tego miana. To sami organizatorzy tych i podobnych przedsięwzięć, wprowadzili w obieg publiczny pojęcie „hymnu Euro” chyba nie do końca rozumiejąc konotacji tego pojęcia. Ale na pewno rozumiejąc jego medialność. Podoba się lub nie – to już kwestia indywidualnego gustu. Czy Jarzębina wygrała, bo konkurencja była tak słaba, czy ich piosenka tak trafiająca w pospolite gusta ? Trudno odpowiedzieć.

Konkurencyjni twórcy podeszli do tego przedsięwzięcia nad wyraz poważnie. Tworząc wzniosłe pieśni, patriotyczne odniesienia, próbując rzucić wielką sztuką na kolana. Tyle tylko, że piosenki na Euro (nazywajmy je może europrzyśpiewkami), powinny być lekkie, łatwe i przyjemne. Niektóre kosmopolityczne, a nie sławiące walorów jednej drużyny. Coś w sam raz na wspólne biesiadowanie kibiców i wzajemną integrację.

Z dedykacją dla wszystkich, poszukujących recepty na Złoty Przebój.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s