Czerwone stringi internauty

Połowa XIX wieku, była zdecydowanie okresem zdominowanym przez konie. Podróżowanie w dużej mierze zależne było własnie od nich.  Europejskie drogi były rozjeżdżane kołami powozów i dyliżansów. Po ulicach miast już od XVII wieku, krążyły konne omnibusy, utrzymujące regularną komunikację. W Londynie, powstawały prace naukowe, próbujące szacować ilość końskiego nawozu na ulicach, w wyniku dalszego rozwoju form transportu wykorzystujących konie. Wydawało się, że wszystkich czeka świetlana przyszłość. Ale do czasu. W 1771r. francuski wynalazca Nicolas-Joseph Cugnot, konstruuje pierwszy na świecie pojazd z napędem parowym.

Dopiero w 1825r. powstaje w Anglii pierwszy dyliżans parowy. Hegemonia pojazdów napędzanych siłą końskich mięśni, została przełamana.  Dla przeciętnego człowieka, pojazd poruszający się całkowicie samodzielnie był nieziemskim zjawiskiem. Odwracano dzieciom głowy. Żegnano się na ulicach. Przebąkiwano, że krowy przestaną dawać mleko, a kury się nieść. Innymi słowy – klasyk. Im bardziej wynalazki zmieniały świat, tym większa była obawa przed ich upowszechnianiem.

Cierpliwość „końskiej” branży, skończyła się w 1865r. czyli aż 40 lat po uruchomieniu pierwszego, parowego dyliżansu. Wprowadzono Locomotive Acts – drakońskie przepisy regulujące poruszanie się po drogach samochodów parowych.  Według wprowadzonej ustawy, pojazd parowy musiał poruszać się z maksymalną prędkością 6 km/h poza miastem i 3 km/h w mieście. Załoga pojazdu musiała składać się z 3 osób. W tym jedna z nich, zaopatrzona w czerwoną flagę, musiała iść kilkadziesiąt metrów przed pojazdem, ostrzegając niejako przed jego przybyciem. Jak łatwo się domyślać, konne powozy pędzące z prędkością 20-30km/h tryumfowały.

Dzisiejsza era internetu, jest bardzo podobna do początków motoryzacji. I wtedy, i dziś,  rozwój technologiczny  zmienił obraz współczesnego świata. Z tą różnicą, że dziś trwa to o wiele szybciej.  Duże grupy społeczne, nie są często w stanie nadążyć za tymi zmianami. Przede wszystkim mentalnie. Dlatego tak dużą rolę pełni społeczna komunikacja czyli umiejętność zrozumiałego przekazywania informacji oraz budowania jej w sposób przystępny dla wszystkich.

Jednym z nowych modeli biznesowych, który tworzy się w ramach wspomnianych zmian, to nieodpłatne udostępnianie własnych zasobów intelektualnych czy technicznych.  Niewątpliwie jednym z kluczowych składników tego modelu, jest chociażby rozwój open source.  Innym przykładem, to rozwój praw autorskich, budowanych na bazie CC.  Pisząc krótko, ludzie tworzący wartość internetu, zawsze chcieli się dzielić i wymieniać doświadczenia. To przecież jedna z najistotniejszych jego cech.

Historia lubi się powtarzać.  O ile nie mam absolutnie nic przeciwko ściganiu podróbek torebek czy kosmetyków znanych firm, o tyle w przypadku własności intelektualnej sprawa jest trochę bardziej skomplikowana. Okazuje się bowiem, że kiedy przegrywa technologia (nie udaje się stworzyć standardu zapisu danych, który uniemożliwia kopiowanie, lub jest to zbyt kosztowne), tworzy się system prawny, który ma ukrócić to zjawisko.  Walka z piractwem zawsze była kosztowna, pytanie tylko brzmi, kto ma za nią płacić ? Skoro system jako taki i tak przypomina łatanie dziurawego wiadra. 20 lat temu wiele państw „przespało” proces legislacyjny, kiedy zaczynała się internetowa rewolucja.  Dziś gdy wszyscy korzystają z olbrzymiej bazy wiedzy jaką jest sieć, administracyjne ograniczenia będą przede wszystkim nieskuteczne.  Chyba, że rzeczywiście oznaczać to będzie policyjne państwo, ścigające wszystkich za wszystko. Tyle, że cechą naturalną policyjnych państw jest sprawnie działający ruch oporu i podziemie …

W tym całym sporze o prawa autorskie, wydaje się, że to nie twórcy są zachłanni, ale reprezentujący ich agenci i pośrednicy. Podobnie jak przy Locomotive Acts – najwięcej zyskiwali właściciele konnych przedsiębiorstw przewozowych.  Ludzie przyzwyczajeni do określone skali dochodów i przyrostu zysków. Internet po prostu im to zabrał, a oni nie chcą zmieniać modelu swoich biznesów. Będą dążyć zawsze i wszędzie, aby płacono im za wszystko. Nie przekonuje mnie argument „płacenia za odtwarzanie muzyki”. Przynajmniej dopóty, dopóki nie ma opłat za czytanie książek. „Odtwarzanych” po wielokroć w bezpłatnych bibliotekach i wypożyczalniach.

Po raz kolejny okazuje się, że zagrożeniem dla demokracji jest negocjowanie porozumień międzypaństwowych w sposób tajny. A to już nie ten czas. Przykład WikiLeaks udowadnia, że nic nigdzie i nigdy tajnym zostać nie jest prawdopodobne. Dyskusje o prawach autorskich powinny być jawne, zgodnie z zasadami komunikacji, z zaproszeniem do dyskusji  wszystkich zainteresowanych, a nie wyłącznie środowiska, które mają konkretny interes w zaostrzeniu prawa. Ograniczanie roli konsumentów czy pomijanie opinii publicznej w pracach nad stanowieniem międzynarodowego prawa, to bezpodstawna arogancja.  Tym bardziej bezkarna, że przeciętny obywatel UE nie ma na nią większego wpływu. Kiedy poszczególne państwa zaczynają przypominać kartele „dogadujące” się z kartelami-koncernami, w celu ochrony własnych interesów, zaczyna pachnieć rewolucją.

Irytuje mnie sprzedaż tego tematu przez media. Odnosi się wrażenie, że to hakerzy-piwożłopi wspólnie z nabuzowanymi od chuci hakerami-pedofilami, dażą do przewrotu, broniąc swoich praw do kopiowania wszystkich i wszystkiego. Podburzają w związku z tym dzieci i młodzież, nieświadome oczywiście manipulacji, której są ważnym elementem całego zamieszania. Owe dzieci i młodzież w związku z tym, aktywnie i histerycznie atakują wszystkich i wszystko.

Nie bardzo mi się podoba prowadzenie takiej polityki informacyjnej. Dziennikarze nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni, wykazują daleko idącą indolencję, graniczącą z arogancją, w zakresie nowych mediów. Traktując internautów niczym „bananową młodzież„. Nierzadko zachowują się jak francuscy winiarze, po sukcesie win Nowego Świata. Mam wrażenie, że za chwilę wszyscy usłyszymy słynne „Studenci do nauki, literaci do pióra, syjoniści do Syjonu„.

I na zakonczenie, warto przeczytac ten wpis Krzysztofa Gonciarza. Polecam szczególnie dziennikarzom, podniecającym się jak dzieci, głosem syntezatora Ivona, zakapturzoną, czarną postacią i zachęcającą do siania netowego defetyzmu wszem i wobec 🙂

PS. Ponieważ nie mam szans w walce z PT Hakerami, uprasza się ich o wyrozumiałość wobec tego bloga 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s