Tu zobaczysz trupa

W brytyjsko-amerykańskim horrorze „Zgromadzenie”, opowiadana jest  historia odkrycia w Anglii ruin podziemnego kościoła. W środku, odnaleziona zostaje rzeźba ukrzyżowanego Chrystusa oraz stojące  w półkolu płaskorzeźby. Ludzi, którzy od wielu wieków pojawiają się. I obserwują. Wyłącznie.

Takich „obserwatorów” ma każdy wypadek samochodowy. Tragedia na ulicy. Im większa, bardziej spektakularna, tym gapiących jest więcej. Niezaangażowanych, nieczułych, obojętnych. Dziś coraz częściej wyciągających komórki, fotografujących i wysyłających wszędzie gdzie popadnie. Typowa, ludzka tłuszcza. Bez wartości i bez sumienia. I to wydaje się, psychologicznie i socjologicznie dałoby się jakoś uzasadnić psychologią tłumu.

Ale świat mediów to nie bezmyślna tłuszcza. Tak przynajmniej powinno się nam wydawać. Dziennikarz wydaje się być stworzeniem inteligentnym, oczytanym, elokwentnym oraz świadomym własnego oddziaływania na czytelnika tudzież widza. Ba, w niezliczonych dyskusjach, felietonach czy esejach, brać dziennikarska na wszelkie możliwe sposoby, stara się udowadniać, że tak właśnie jest. Równie głośno słychać głosy o brzydzeniu się „komercją wszelkiej maści” czy przepięknych frazesach o etyce i wartościach. Niejeden czuje się wręcz wybrańcem w niesieniu kaganka oświaty.  Niestety, okazuje się jednak , że kiedy tylko prawdziwa „mamona” zajrzy niektórym w oczy, granica szacunku do człowieka ulega daleko idącemu upłynnieniu …

Współczesny model biznesowy mediów, w głównej mierze opiera się na modelu amerykańskim, w którym każda informacja jest towarem. Jej wartość rośnie, im większe jest zainteresowanie czytelnika czy widza. Można tu stosować proste wskaźniki i modele ekonometryczne, które potrafią w doskonały sposób symulować wpływ drastycznych informacji na wysokość nakładu czy poziom oglądalności. Dzięki temu podejściu, teza „bad news is good news” doskonale obrazuje nagłówki i czołówki z całego świata, potrafiących w doskonały sposób eskalować napięcie, aby śrubować swoje wskaźniki. Ten model tryumfował będzie dopóty, dopóki wystarczająco duże grupy społeczne, nie będą zainteresowane realną jakością tego co oglądają czy czytają. „Wartość” niestety wciąż przegrywa z „miałkością” przekazu, a tania bulwarówka bije ciekawą i komunikatywną treść.

Media, zgodnie ze swoim niezmywalnym prawem do informacji, mają pełne prawo publikowania kontrowersyjnych zdjęć czy szokujących materiałów. Oczywiście w odpowiedniej formie czy opatrując to stosownym komentarzem. Od lat trwają dyskusje w środowiskach dziennikarzy czy operatorów wojennych czy i jakie materiały należy publikować ? Jak powinni zachowywać się w sytuacjach skrajnych ? Tyle tylko, że są to bardzo specyficzne sytuacje, które nie zawsze służą tanim sztuczkom, aby udramatyzować teatr działań wojennych. Wiele z tych zdjęć ma swoją prawdziwą historię. Jedną z najbardziej znanych jest ta fotografia zrobiona 1 lutego 1968r. w Sajgonie. Warto przeczytać pasjonującą historię tego zdjęcia, napisaną przez Mateusza Biskupa. Nie wszystko bowiem jest tu tak oczywiste, jakby się wydawało na pierwszy rzut oka.

Od tego czasu zobaczyliśmy wiele szokujących zdjęć. Egzekucję małżeństwa Ceauşescu. Śmierć na żywo Saddama Husajna. Wywlekane ciało Muamara Kaddafiego. Media zdążyły nas przyzwyczaić do takich obrazów. Czy zawsze zaspokojenie ludzkiej żądzy obserwacji miało swoje uzasadnienie ?

Przy okazji  szokującego zdjęcia zamieszczanego na okładce tabloidu, zawsze rozbrzmiewają ostre polemiki.  Często szybko się kończą, niczego nie wnoszą, świat żyje już całkowicie nowymi emocjami do następnego razu. Trudno winić fotografa, który wykonał szokujące zdjęcie. Operatora, który nie wyłączył kamery.  Ich standardowym usprawiedliwieniem będzie zawsze „wykonywałem swoją pracę”, albo „muszę z czegoś żyć”. Granica owej „pracy” pozostaje kwestią ich sumienia. Niektórzy przecież wcale nie muszą go mieć.  Ale ktoś akceptuje publikację czy emisję. Ktoś liczy słupki oglądalności. Ktoś kalkuluje nakład. Zarabia na tym pieniądze. Czym różni się „brudny szmal” z narkotyków i prostytucji od żerowania na tanich emocjach ? Dziś już chyba niczym. Jedyną różnicą jest ich  legalność i na dodatek swoista ochrona sygnowana hasłem o „wolności mediów”. Ale czy owa „wolność” oznacza całkowitą dowolność przekazu, nieskrępowaną żadnymi zasadami i etycznymi ograniczeniami ?  Czy można być hieną na 100%, hieną trochę czy hieną tak odrobinę ? Czy można być trochę w ciąży ?  Czy stacja RTLM spotkałaby się z solidarnością świata dziennikarskiego, gdyby ktoś w pewnym momencie chciał ją zamknąć ? Gdzie i czy są granice wolności przekazu ? Jeśli nie chcemy być przez media traktowani jak „ciemna tłuszcza”, warto zadawać stale te pytania. Aż do końca świata. I jeden dzień dłużej.

„Zgromadzenie” [trailer]

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s