Nie karmić Morloków !

Koniec roku to czas zwyczajowych podsumowań, rankingów czy wszechogarniających nas „the best of”. Ale dla niektórych to moment na ciekawą refleksję. Jest nią na pewno wywiad udzielony przez Grzegorza Miecugowa dla serwisu internetowego Maddogowo. W moim osobistym przekonaniu, wywiad wart również solidnego, mainstreamowego, drukowanego tygodnika. Kilka konkluzji:

  • tabloidyzacja mediów jest faktem. Nadawcy i wydawcy chcąc przypodobać się masowym gustom publiczności, zmuszani są niejako do obniżania wartości merytorycznej swoich dzieł i dopasowywania tychże do owych gustów;
  • środowisko dziennikarskie staje się coraz bardziej podzielone. Coraz wyraźniej zaznaczają się granicę indywidualnych poglądów politycznych czy własnych interesów). Zmniejsza się liczba dziennikarzy zarówno rzetelnych jak i obiektywnych, którzy potrafią wytłumaczyć zachodzące procesy zmian;
  • dzięki internetowi, rynek mediów staje się coraz bardziej urozmaicony. Ponieważ nieomalże każdy dziś może być nadawcą treści, dźwięku czy obrazu, przeciętny odbiorca ma coraz większe możliwości korzystania z najróżniejszego wachlarza mediów, o różnym stopniu jakości, generujących różne treści i sposoby przekazu;
  • kończy się era „krwawego kapitalizmu”. Nadchodzi nowy porządek, ponieważ ludzie mają dość systemów (gospodarczych i politycznych), które nie opierają się o podstawowe zasady etyki i precyzyjnie definiowalne, uniwersalne wartości.

Dwa lata temu, również w grudniu, napisałem krótką notkę „Igrzyska dla ludu”, próbując opisać intelektualnych Elojów i Morloków. Coraz częściej znajduje dowody, że te dwa światy rzeczywiście oddalają się z prędkością światła. Ale wszystko zaczyna się od informacji.

Dzisiaj, informacja stała się towarem. Zaczęła podlegać klasycznym prawom popytu i podaży. Tak, wiem, brzmi to jak banał.  Zaczęła mieć również swoją cenę. Ale informacja to specyficzny produkt. Psuje się łatwo. Jest nietrwała i podlega wszechstronnym manipulacjom. Informacjami możemy być również zalewani, tracąc orientację co jest naprawdę ważne i jakie są wnioski z pojawiających się zdarzeń. Udowadniał to już Stanisław Lem w opowiadaniu o Zbójcy Gębonie.

Ta sama informacja, może być dziś podana na dziesiątki różnych sposobów. Budzić skrajne emocje i rodzić całkowicie odmienne postawy. To dziennikarz i stojący za nim „aparat medialny” (skojarzenie z aparatem partyjnym, słuszne) decyduje o konotacji przekazywanego newsa. Czasami wystarczy jedno zdanie odpowiedniej puenty po emisji materiału. Problemem jest to, że wspomniany anonimowy „aparat” przyssany do dziennikarza, popełnia grzech zależności. Od gustów publiki. I gustów polityków.

Gusta publiki są łatwe do odgadnięcia. Zasada jest prosta. Im głupszy, „ciemniejszy lud” tym bardziej prostacką i prymitywną rozrywkę będzie chciał oglądać. Przykładów aż nadto, wystarczy włączyć tivi czy główne stacje radiowe. Media niczym szczury, ulegają fleciście z Hameln, który ma w herbie słupki oglądalności. Cały dowcip polega na tym, że za nimi stoją marketerzy z wielkimi budżetami na reklamę. A jeszcze zabawniejsze jest to, że coraz częściej wydają te budżety w sposób pozbawiony logicznego i ekonomicznego uzasadnienia, za to omamionych przez kolejnych flecistów, czyli agencje reklamowe. Jak widać, wszyscy ze wszystkimi ganiają się po tym wirtualnym Hameln, niczym we śnie wariata, w poszukiwaniu kamienia filozofów …  (media z agencjami,  agencje z marketerami). A szara rzeczywistość skrzeczy – 50% widowni dziś już nie ogląda bloków reklamowych, pozytywny stosunek Polaka-Szaraka do reklamy spadł przez ostatnie 15 lat z ok. 65% do niecałych 10%, a nadawcy wśród potężnego hałasu reklamowego, dokonują ekwilibrystycznych cudów, żeby promować produkty ludziom, którzy maja tego serdecznie dosyć. Dosyć nie tyle samej reklamy, a  fatalnych na nią sposobów.

Jak zaspokaja się gusta publiki ? Efektem owego zauroczenia słupkami, to coraz bardziej drastyczne i dramatyczne newsy. Specjalne programy i bloki o przysłowiowej „dupie Maryni”. Czy kupowane dziwaczne formaty seriali, które nijak się mają do naszej mentalności.  Na dodatek po 20 chyba we wszystkich stacjach informacyjnych, większość dziennikarzy udaje się na spoczynek. Wracając do gustów. Po godzinie 22 ilość programów nadających soft porno, wróżby, telesprzedaż i telegry jest imponująca. Jak komuś mało, może włączyć telegazetę. Ostatnio znalazłem tam życzenia „Wesołych Świąt” umiejscowione pomiędzy linkiem to „bezpruderyjnych mężatek całodobowo”, a „starszych, namiętnych w Twoim mieście”.

„Sposobem” na niedzielne czy weekendowe pasma są wszelkiej maści „omnibusy” składające się z „mydlanych oper”, które niestety nie są zbliżone jakością do seriali HBO czy chociażby poczciwego Dr. Housa.  Chyba tylko Ewa Ewart czasami ratuje honor niedzielnego popołudnia. Oczywiście „petunia non olet” i zawsze można zmienić kanał. Pytanie tylko, czy wspomniana, „wyrafinowana” forma komercyjnej rozrywki jest najistotniejszą formą zarabiania pieniędzy ? Fakt, był podobno kiedyś reżyser filmowy, który za dnia zarabiał na tworzeniu przeraźliwych szmatławców, by wieczorem za zarobione pieniądze pracować nad wybitną sztuką teatralną. Byłoby to pewnie jakieś usprawiedliwienie.

Mamy tu zresztą ciekawe zjawisko ekonomiczne. Kiedy podnoszą ceny energii, lud prawie wychodzi na ulicę. Ale z drugiej kieszeni kilkadziesiąt milionów rocznie wydaje na telefoniczne wróżbiarstwo. Fascynujące.

Jeśli chodzi o media drukowane, to łatwo się domyślić, że jest podobnie. Najwyższą sprzedaż osiągają żerujący na lansujących się wszem i wobec celebrytach. Narodowym centrum wiedzy stają się gabinety stomatologiczne, kosmetyczne i fryzjerskie. Biblioteki umierają.  Nie wspominając o przenikaniu się owego lansu, przez wszelkie możliwe formy i metody komunikacji. Lud to kupuje. Ostatecznie, kiedy rzymski cesarz chciał zająć czymś owy lud to wypełniał Amfiteatr Flawiuszów. Dziś wydaje się postępować podobne zjawisko, zarysowane w chociażby w książce Raya Bradbury’ego „451 stopni Fahrenheita” oraz nakręconym na jej podstawie filmie „Fahrenheit451”. Obraz społeczeństwa „przykuwanego nosami” przed media do ekranów, jest charakterystyczny dla wielu książek czy filmów traktującym o procesach zniewalania społeczeństwa i typowego totalitaryzmu.

Dowcip polega na tym, że media nie są twórcami namacalnych produktów. Ich niematerialność przekuwa się w efekcie na kreowanie postaw wspomnianego „ciemnego ludu”, który raz na cztery lata decyduje, kto ma rządzić państwem. I tutaj się ujawniają drugie, polityczne gusta. Traktowane przez nadawców z bezwzględną konsekwencją. Nieważne co ktoś ma do powiedzenia. Ważne jest, żeby było gorąco. Jeśli ktoś ma do dyspozycji sto kanałów, to łatwo przewidzieć jaki przekaz przykuje uwagę. Ileż debat przypominało zamierzone „soft porno w wydaniu politycznym” ? Całkiem sporo.

Media uległy politykom. Dały się wciągnąć w ich chocholi taniec, któremu na imię jest „własny interes polityczny”, a nie „sprawne i efektywne procesy zarządzania państwem”. Przestały sprzedawać wiarygodną informację i komentarz, podawany w komunikatywny, a nie bełkotliwy sposób. Straciły cnotę, zyskaną dzięki wolności `89.  Zamiast porządkować, wprowadzają i nakręcają swoisty chaos informacyjny. Efekt ? Proszę sprawdzić jaki procent „ludu” podejmuje decyzję o głosowaniu w dniu wyborów.

Czy media powinny dawać ludziom to, czego chcą ? To naprawdę trudne pytanie. Choć odpowiedź pozornie wydaje się banalna. Przykład. Kiedy Henry Ford rozpoczynał produkcję aut, klient mógł wybrać każdy kolor. Pod warunkiem, że był to kolor czarny. Była to idea klasycznej orientacji produktowej – kupuj kliencie to, co mam wyprodukowane. Później nastąpiła era spełniania „wszelkich oczekiwań” i kaprysów klienta. Mógł on zamówić dowolny kolor, nawet na specjalne zamówienie, z najbardziej dziwacznymi dodatkami. I ta era zmienia się dziś bardzo dynamicznie. Liczba kolorów uległa redukcji (bo użycie zbyt wielu farb jest nieekologiczne). Jak również pewne odcienie zostały wycofane, ze względów estetycznych. Producent przestaje być maszynką do „zaspokajania gustów”. Staje się ich kreatorem i swoistym wizjonerem. Oczywiście, problem tkwi w tym, jakiego rodzaju wartości w ramach tychże gustów chce rozwijać …

Powtarzając pytanie. Czy media powinny dawać ludziom dokładnie to, czego chcą ? Mając świadomość, że ludzie w swej statystycznej masie zawsze będą zadowalać się prostacką i tania rozrywką ? W moim przekonaniu, nie. Nie chodzi bowiem o to co jest przekazywane, ale w jaki sposób jest to realizowane. Pojawia się kwestia odpowiedzialności za sposób przekazu informacji oraz ich analizowanie i komentowanie.

Każdy producent pralki, lodówki czy odkurzacza, powinien zaopatrzyć swoje produkty w logo „CE”. Oznacza on, że produkt spełnia warunki bezpiecznego użytkowania dla klienta, zostały zachowane podstawowe procedury jakościowe w tym zakresie oraz kiedy zdarzy się jakiś wypadek, to można dochodzić swoich praw z tym związanych. Klient, widząc na produkcie znaczek „CE”, wierzy w to, że został on wytworzony zgodnie z regułami bezpieczeństwa.

Oglądając program telewizyjny, czy czytając artykuł w niezależnej, poważnej gazecie, staram się wierzyć w to, że dziennikarz przygotował materiał obiektywnie, rzetelnie i koncentruje się na kluczowych elementach zagadnienia. Tym szczycą się wszelkiej maści poważni i wiarygodni nadawcy mediów. Tylko za moment, mam do czynienia z jakimś materiałem z mojej dziedziny zawodowej i jestem pod wrażeniem bzdur, jakie on ze sobą niesie. Zadaję wtedy proste pytanie. Skoro można tak beznadziejnie opisać materię na której się znam, to jak wygląda wiarygodność materiałów, o których nie mam bladego pojęcia ? Jeśli etyka i wartość zawodu dziennikarskiego to wspomniany znaczek „CE”, a jest on notorycznie nadużywany, to w którym momencie zostanę porażony prądem ? Dziennikarz, podobnie jak kierowca, pilot, ksiądz czy lekarz, swoim działaniem ponosi swoistą odpowiedzialność za „rząd dusz”. Każdy z nich na swój sposób.

Wydaje się, że media jak dżdżu potrzebują wiarygodnych osobowości. Telewizyjnych. Prasowych. Blogerowych. Czy radiowych. Również nie uznających się za „ekspertów od wszystkiego” dziennikarzy, aktorów czy piosenkarzy. Osobowości nie „lansowanych”, sztucznie pompowanych na jeden sezon, „przeżutych i wyplutych” po obróbce w medialnej pralce. Ludzi charyzmatycznych i wiarygodnych. Specjalistów w swoich dziedzinach, którzy potrafili prosto, ciekawie opowiadać o otaczającym świecie. Znacie ich ? Zdzisław Kamiński, Andrzej Kurek, Tony Halik, Gustaw Holoubek, Wiktor Zin, Aleksander Bardini, Michał Sumiński i wielu innych. Kochani Mediotwórcy, szukajcie ludzi, których „lud” pokocha. Nie za ściąganie majtek na antenie. Ale za ich mądra refleksję, charyzmę i pasję. 

Tak, zaraz usłyszę, że dziś ważny jest „szybki przekaz”. Oczywiście. To się wzajemnie nie wyklucza. Szybki, krótki przekaz może być zarówno przyciągający, jak i mądry i inteligentny. Potrzeba tylko do tego zainteresowanego rozwojem i zmianą dziennikarza, wolnego, nie zmanierowanego i nie podlegającego naciskom. Rozliczanego również za jakość, a nie wyłącznie za liczbę „klików”. Każda gazeta sprzedaje konkretną wartość intelektualną. Jedni wyżerają resztki ze śmietnika, a inni wolą slow food … Sztuka polega na tym, żeby ów slow food promować w sposób skuteczny.

Na koniec słowo o wspomnianym „aparacie partyjnym” czyli czapie decyzyjnej nad każdym dziennikarzem. Kiedyś owy aparat, regulował wszystko na przysłowiowe „wicie-rozumicie”. Może dziś czasem też powinien tak reagować. „Wicie-rozumicie, nie możemy nadać/wydrukować takiego chłamu, bo to ogłupia ludzi”.  Im głupszy naród, tym głupszych polityków wybierze. Tym bliżej nam będzie do intelektualnych Morloków, żyjących w ciemnościach, cwanych i prymitywnych, żywiących się mięsem mądrych, spokojnych Elojów. Stale przez owe Morloki zastraszanych i bezwzględnie dziesiątkowanych. Wartościowe piękno zawsze ulegnie brutalnej, bezmózgowej sile. O wiele łatwiej jest coś niszczyć niż tworzyć. Łatwiej jest przyciągnąc uwagę trupem i goła dupą, niż mądrym sposobem na życie czy radą na godną śmierć. ” Wicie-rozumicie, chłam jest niebezpieczny dla ludzkich umysłów”. Ponosimy nie tylko odpowiedzialność za to co nadajemy/ drukujemy, ale i jak to robimy”.

Z dedykacją dla Grzegorza Miecugowa i życzeniami zdrowia oraz dobrego 2012 roku

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Nie karmić Morloków !

  1. Aż miło poczytać, aż mnie ręka swędzi by podmienić kilka słów i nadać tytuł „a w branży zarządzania i systemów IT…” ale krótka refleksja i … to dotyczy każdej dziedziny: ludzie (w większości) szukają prostych sposobów, wierzą, że są takie bo te trudne ich przerastając a jak kogoś coś przerasta to uważa, że to „ściema”.

    Media? Ludzie nie lubią własnych problemów, szukają prostych odpowiedzi: kto jest „winny swojej sytuacji”. Odpowiadając: „nikt” nie trafiamy w oczekiwania… Uczciwy i rozumny wie, że nie da się nauczyć języka obcego w tydzień, osiągnąć szczęście w dwa tygodnie czy schudnąć w trzy. Więc kim są ludzie którzy to oferują? Kim są Ci, którzy to kupują?

    W jednym z filmów o pewnym dziennikarzu, zapytano go dlaczego robi „takie zdjęcia”? odpowiedział: „Za zdjęcie trupa dziecka płaca mi $30, zdjęć żywego nie chcą brać”. Ktoś mógłby powiedzieć: jest popyt jest i podaż. Owszem, ale czym jest dostarczanie „tylko tego co chcą dostać”?

    Chyba nie ja jeden odnoszę wrażenie, że ludzie nie zmieniają się od tysięcy lat, mamy tylko postęp techniczny….

    Ten postęp powoduje rosnąca bałwochwalczą wiarę „w cuda techniki”, można „oferują gotowe rozwiązanie problemu” wiec czemu nie kupić? Nie sprawdziło się? Nie przyznam się, bo wyjdę na durnia… a co z lustrem?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s