Petrus z Biedronki za sześć dych

Zaczęło się od notki na blogu Joanny Bojańczyk „Rolex w Biedronce” i dyskusji o winie Chateauneuf du Pape. Podobno 50 złotych zamiast kilkuset. To ciekawe spostrzeżenie wywołało dyskusję nie tylko o winach, ale przede wszystkim o markach, dla których dyskonty były do tej pory raczej „be” niż „cacy”. Przy okazji znajoma przypomniała również świetny dowcip, o dwóch Rosjanach pokazujących sobie Rolexy. Jeden mówi, że zapłacił za niego 10 tysięcy euro. Drugi na to „- Ty idioto, ja wiem gdzie można kupić za 12 tysięcy !”.

chateau_petrus_11

Cała historia przypomniała mi sytuację sprzed lat. Dwóch rosyjskich biznesmenów przyjechało do zakładów mięsnych zamawiać dostawę parówek. Wykładali na stół jakieś pół miliona dolarów. W gotówce. Oczekiwali, że cena będzie stanowić 0,10% ówczesnej ceny rynkowej. To był warunek kontraktu. Dokumenty podpisano. A potem szef zakładu zamknął się na wiele godzin z szefem produkcji w celu ustalenia receptury tego czegoś, co miało być „specjalną parówką na zamówienie klienta”. Ale parówką, rozumianą jako parówka już niewątpliwie nie było.

Inna historia. Podobno każdy, kto kiedykolwiek prał w polskim i niemieckim proszku do prania, jest w stanie wskazać konkretne różnice między nimi. Uwaga, mówimy o tych samych markach w prawie nawet tak samo wyglądających opakowaniach (pomijając niuanse językowe).  Mit rozwiał test fundacji Pro-Test Świata Konsumenta (2009). Badanie dotyczyło 98 proszków i płynów do prania z 12 europejskich państw. Niestety, podwójne standardy nadal istnieją. Chciałoby się postawić pytanie, w czym piorą w Mongolii, Kazachstanie czy Kirgizji. Tego nie wie nikt, bo nie wierzę, że nie ma tam światowych marek chemii gospodarczej.

Niska cena działa na wielu klientów jak narkotyk. Skłonni są poświęcic wiele czasu i zaangażowania na polowanie na okazje. Ktoś opowiadał mi kiedyś o brytyjskich emerytkach, które całymi dniami polują w Londynie na wszelkiego rodzaju promocje. Nie zwracając uwagi na fakt, że relatywne koszty czasu i paliwa – znacznie przekraczają osiąganą przez nich korzyść. Być może biorą górę w tym przypadku, ewidentne korzyści łowieckie. Czynniki afektywne w zakupach wygrywają najczęściej.

Kupcy wielkich sieci handlowych, doskonale o tym wiedzą. Dokonują terminowych zakupów z maksymalnymi rabatami, bo jak wiadomo już od czasów Wokulskiego – istotą handlu są wysokie obroty, a nie marże. To dzięki nim, kupujemy dobrej jakości wino w dyskoncie po szczególnie atrakcyjnej cenie. Czasami równocześnie spotykając TO SAMO wino w specjalistycznym sklepie. Pięciokrotnie droższe. O tym jak zawiłe mogą być winne ścieżki, świadczy historia pewnego Zinfandela, którego kupiłem w Los Angeles, przywiozłem do Polski, a następnie znalazłem w osiedlowym Geancie w cenie niższej o 30%. Jak pech to pech.

W tym całym zamieszaniu, rewidujemy naszą świadomość marek. Oczywiście, jeśli producent „rozwadnia” swój brand na przykład poprzez poszerzanie go o segment economy, to pytanie brzmi jak na to będą reagować dotychczasowi klienci segmentu premium ? Kluczem bowiem w tym drugim przypadku jest  wyjątkowość i unikatowość, a nie pospolitość i powszechność. Marki ekskluzywne mają zawsze ewidentne cechy dóbr rzadkich. Ta cecha była wykorzystana choćby we wprowadzaniu Red Bulla na rynek. Jakkolwiek by na to nie patrzeć, wspomniana marka jest „górną półką” segmentu napojów energetyzujących.

Spotykam się z opiniami, że coraz bardziej niknie segment economy i premium. Wszystkie brandy zbliżają się do umownego „środka”. Nic bardziej błędnego. Stara zasada brzmi „ nie siadaj na środku drogi” czyli albo pływasz w basenie z cenowymi rekinami, albo markowymi piraniami. Ostatnimi laty, pływa coraz więcej rekinów z rejestracją „private label” na płetwach. Możesz również zanurzyć się w odmętach błekitnego oceanu – tam nic nie pływa ( przynajmniej do czasu). Siadając na środku drogi, będziesz albo zbyt wątłym rekinem, albo za mało zwinną piranią.

Na dzień dzisiejszy, Petrus w Biedronce za sześć dych jest zdecydowanie mało prawdopodobny. A gdyby nawet, świadczyłoby to fatalnie … o Petrusie. Marka straciłaby swą renomę w jednej chwili. Tylko dlatego, że znalazła się w dyskoncie ?  Oczywiście, że nie. Powodem byłaby utrata szaty wyjątkowości co jest kluczem marek luksusowych.

Uczmy się win i szukajmy dobrych relacji ceny i jakości. Może dzięki temu specjalistyczne sklepy z winami, będą musiały zrewidować swoją strategię, nastawioną często na krojenie portfela naiwnym. Sklepowe półki uginają się pod merlotami na całym świecie. Ale Petrus jest tylko jeden.

Ad vocem komentarz Maćka (31/11/ 21:20)

Jeśli mówimy o tym samym Barolo, to ustaliłem następujące kwestie:

Tyle udało mi się ustalić.  Jak na klasycznego „spreparowanego no name” jest przyzwoite w mojej skromnej opinii.

5 uwag do wpisu “Petrus z Biedronki za sześć dych

  1. @W

    Panowie, trochę to wszystko smutne, Tym bardziej, że towarzyszy nam codziennie w naszej szarej rzeczywistości. Jesteśmy trochę traktowani jak „inni” którzy nie zasłużyli sobie na standard jakościowy zachodniej Europy. Piszę lekko sfrustrowanym tonem, gdyż tak mi brakuje Coca Coli waniliowej, która u naszych zachodnich sąsiadów jest obecna jakieś 8-10 lat. Na szczęście jest Piotr i Paweł. 🙂

  2. Maciek Poczekaj

    Jacku, z własnego podwórka dodam że jest wiele marek win których strategia zakłada jedynie obecność w sklepach specjalistycznych i najlepszych restauracjach i nie ma mowy o super i hipermarketach. O Dyskontach nie wspominając. W ubiegłym roku w Biedronce pojawiło się Włoskie Barolo w cenie 29 PLN ( na rynku detaliczym najtańsze barolo zaczynają się od 100 PLN). Wino okazało się być fatalne. Przy okazji psując renomę Barolo na którą winiarze w Piemoncie pracują od dziesiątków lat. Przy okazji wyszło że winnica krótko przed tym dealem straciła apelację a tym samym prawo do używania w swoim winie nazwy Barolo

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s