Oswojony Drakula

Kiedyś w szkole jeden z moich kolegów, kiedy widział totalnie głupiego gościa mówił na niego „ ale Rumun”.  Po przełomie, na początku lat dziewięćdziesiątych, polskie ulice zapełniły się setkami żebrzących, opatulonych w chusty kobiet z dziećmi, z natarczywie wyciągniętymi dłońmi. Tak Polska zobaczyła Rumunów po raz kolejny. Kiedy ktoś powiedział „Rumunka” – wielu nasuwało się skojarzenie innych kobiet. Egzotycznych hm… zbieraczek grzybów, urzędujących przy głównych drogach krajowych. My, w tym kontekście, postrzegaliśmy się niczym cywilizowany naród aspirujący do salonów europejskich. Oni, mieli być bandą „nieokrzesanych barbarzyńców”  , gdzie zawracają najbardziej wytrwałe, europejskie sokoły.

Kiedy w `96 trafiłem na wystawę sztuki rumuńskiej w Monachium, pierwszy raz zobaczyłem Rumunów w garniturach. Doznałem szoku. Pewnie podobnego, jak moja niemiecka gospodyni, u której mieszkałem, będąc na stypendium. Dla niej Polak w garniturze i krawacie, jedzący rano śniadanie był podobnym dysonansem poznawczym.

Rumunia dla wielu zawsze wydawała się synonimem biedoty, obciachu, a niektórym przynajmniej totalnego nieokrzesania.  A tymczasem pierwsze zderzenie na lotnisku. Normalne, europejskie i do parkowania samolotów nie używa się koni. Drugie, to ceny taksówek. Wersja „podstawowa” czyli żółta Dacia to 1,39 lei/km. (1 lei ~1 PLN). Wersja „Lux” czyli większe i nowocześniejsze auta – 3,49 lei/km.  I tutaj trzecie zderzenie – brak przysłowiowej opłaty za trzaśnięcie drzwiami.  Łączę się w tym momencie myślami z warszawskimi taksówkarzami, którzy zablokowali pół Warszawy, domagając się bodajże 10 zł.  jako opłaty na „dzień dobry”. Pewnie ceny paliwa niższe ? 50%  ropy mają z własnych złóż. Nic z tego.  Cena paliwa jest na poziomie 5,50 – 5,80 lei na stacjach benzynowych, znacznie drożej niż u nas.

Bukareszt przypomina Warszawę. Tylko bez nowoczesnych wieżowców. Ale z trzy, czteropasmowymi ulicami. Podobnie jak w krajach postkomunistycznych, miasto jest pełne kontrastów. Bogactwo sąsiaduje ze zniszczona infrastrukturą, socrealistycznym koszmarem architektonicznym, niszczącym bezpowrotnie przestrzeń. Prymitywizmem szyldów, kontrastujących z wymuskanymi reklamami europejskich firm. Ale bez bilboardowego bałaganiarstwa. Na półkach królują niemieckie czy francuskie marki, czasem zdarzy się coś polskiego. Trudno znaleźć coś lokalnego. Po raz kolejny, namacalnie uświadamiam sobie podobieństwa transformacji gospodarczej krajów postkomunistycznych. Kiedy kolega z Danone Romania robi prezentację, ktorej nie powstydziłby się na „salonach” w Paryżu, Londynie czy Nowym Jorku, dotarło do mnie jeszcze jedno. Tak bardzo mentalnie fascynują nas kraje „starej Unii”, że zapominamy o tym,  jak mało wiemy o bliskich sąsiadach. Podążających ścieżką podobną do naszej. Wiele amerykańskich  czy zachodnioeuropejskich koncepcji biznesowych, boleśnie przegrało z realiami rynków Europy Centralnej.  Mało się o tym pisze, wszak to nie „success stories” . A to właśnie te pierwsze, wypełniają strony opasłych magazynów biznesowych, książek o zarządzaniu czy są uwielbiane na setkach seminariów, konferencji czy szkoleń.

Nagle zrozumiałem, jak Polskę postrzegają obcokrajowcy kiedy przyjeżdżają do nas po raz pierwszy. Nie znając języka, z pełnym bagażem stereotypów. Taką lekcję powinni przechodzić samorządowcy, odpowiedzialni za promocję. Zamiast po raz kolejny zamawiać spoty  finansowane z UE (które niejednokrotnie niczego nie wnoszą, poza dobrym samopoczuciem paru urzędników i firm produkcyjnych i agencji reklamowych), mogliby szukać sposobów zrozumienia w jaki sposób myślą zagraniczni turyści czy przedsiębiorcy przyjeżdżający do ich „królestwa”. Co jest tak naprawdę dla nich ważne i czym się kierować budując chociażby strategię promocji. Przełamywanie stereotypów, wydaje się jednym z kluczowych kwestii, w trafianiu zarówno do serca jak i do rozumu.

PS. Za każdym razem, kiedy się przesiadam we Frankfurcie, mam wrażenie że ci Niemcy się na Polakach za coś mszczą. Nie dość, że fundują kolejną kontrolę bezpieczeństwa przy przejściu do innego terminala, to gate jest zawsze na jakimś wydzielonym wygwizdowie. Ale pewnie znów ulegam jakiemuś stereotypowi.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s