Jak zostać Prawie Laureatem Nagrody Darwina

Zaczęło się niewinnie. Od próby spędzenia wolnego czasu, w jednym z trójmiejskich klubów. Nazwijmy go „Alfa”. Klub „Alfa” to elegancki, ekskluzywny klub sportowy, który oferuje swoim klientom również grę w squasha.

Na elegancko wydrukowanej ofercie, prezentuje 3 kategorie produktów: oferta karty złotej, oferta karty srebrnej oraz oferta squasha. Oferta squasha, składa się z 4 elementów: wejściówki dla posiadaczy karty klubowej, wejściówki dla gości klubowiczów, wejściówki dla osób zupełnie postronnych oraz karnetu na 10 wejść. Oferty są oczywiście zróżnicowane cenowo.

Oferta karnetu nie precyzuje, czy dotyczy to członków klubu czy też nie.Na miejscu, w klubie „Alfa” okazało się, że oferta karnetu dotyczy WYŁĄCZNIE członków klubu. Aby skorzystać z karnetu, musiałbym wykupić dodatkowo kartę. Co w tym momencie ( w porównaniu z konkurencją), czyniło tę ofertę zupełnie nieatrakcyjną.

Na miejscu, po krótkiej wzmianie zdań z recepcjonistką – otrzymałem telefon menedżera. Rozmowa z pracownicą klubu, miała postać konwencji ” tak jest jak powiedziałam, a jak się Panu nie podoba, to może Pan zadzwonić do menedżera”. Czyli w przypadku problemów tzw. pełna kultura na wejściu...

Kilka dni po, dzwonię do menedżera. Po przedstawieniu się i informacji, że chodzi o karnet, usłyszałem ” A… To PAAAN. To przez PANA moja pracownica płakała 2 godziny na zapleczu ! To przez PANA kilku moich gości skarżyło się, że oni przychodzą do ekskluzywnego klubu i nie życzą sobie awantur w recepcji”. W zasadzie po takim intro, można łatwo domyślać się dalszego przebiegu rozmowy.

Po godzinnej, twórczej wymianie zdań – proponuję kompromis. Nie jestem już zainteresowany przestąpieniem progu klubu „Alfa”, niemniej chętnie w ośmioro oczu wyjaśnię kwestię płaczącej przez dwie godziny na zapleczu recepcjonistki. Z natury staram się nie być emocjonalnym wampirem, stąd informację, że przyczyniam się do czyjejś czarnej rozpaczy potraktowałem poważnie. Tym bardziej, że to listopad. Ulubiony miesiąc Podróżujących w Jedną Stronę. Pomijając całkowicie przeświadczenie, że jak się zatrudnia kogoś na stanowisko front office w ekskluzywnym klubie sportowym, powinno się również brać pod uwagę fanaberie i rozżalenia klubowiczów. Że woda za ciepła albo zimna. Tudzież sufit za niski lub ściany za wąskie. Generalnie należy być psychicznie przygotowanym nie tylko na czołobitne pochwały, ale również ewentualne reklamacje.

Stanęło w każdym razie na chęci spotkania. Pan Menedżer zadzwoni na drugi dzień i się umówimy. Tak też się stało, ale mnie po 24 godzinach przeszła ochota na spotkanie. Uznałem, że nie ma sensu. I tak to przedstawiłem. Jeden drugiego nie przekona, niech każdy zostanie przy swoim zdaniu. Tym bardziej, że chciałem uniknąć wszelkich propozycji typu ” damy Panu kartę, a może nawet rabat”.

Równocześnie, na administrowanej przeze mnie grupie dyskusyjnej – dokonałem wpisu : „Próbuję znaleźć jakiś sensowny klub. Możecie coś polecić ? Ostatnio spotkałem się z takim „antyklienckim” podejściem w klubie Alfa , że nigdy więcej … Ciekawe, czy macie podobne doświadczenia” . Pod swoim imieniem i nazwiskiem – pełna personalizacja. W zasadzie nic wielkiego się nie działo później. Parę osób podało inne kluby, inni pytali co to znaczy to „antyklienckie” podejście. Jeszcze inni pisali, że Alfa jest fajne, a inni że mniej. Generalnie – totalna nuuuda :))) Nic hardcorowego.

Minął miesiąc. Wątek w zasadzie „padł” po paru dniach. Nie było nowych wpisów.

Aż tu nagle, przedwczoraj pojawia się wpis:

„Szanowni Państwo , Pan (…), jest odważny i bardzo krytyczny, ale tylko w internecie. Nie ma odwagi podyskutować osobiście,wypisuje bzdury i oszczerstwa na forum a mam kilka osób gotowych potwierdzić jakim jest niesympatycznym i aroganckim Panem!”

Profil ? Podpisany z imienia i nazwiska – menedżer klubu Alfa. Zdjęcie i wszystko jak trza. Konto świeżo założone. Żadnych wpisów. Znaczy się, albo ktoś mu „życzliwy” doniósł, albo w Google wyszperał. Od słowa, do słowa.

On:

„… zapraszam na spotkanie i konkretną rozmowę?! Ale nie sądzę by się Pan zgodził. Pan jest bardzo wygadany ale na odległość, osobiście nie sądzę?! ..Bardzo łatwo jest obrażać (21-letnią) dziewczynę w recepcji, ale spotkać się ze mną to już nie!?tak jak myślałem, brak gotowości do konstruktywnej krytyki czy dyskusji….ucieczka….”

odpowiadam:

„Bywam niesympatyczny i arogancki nieomalże zawsze, kiedy spotka mnie OLBRZYMI (podkreslam „OLBRZYMI”) brak sympatii i arogancja z drugiej strony. Na co dzień jestem niespotykanie spokojnym człowiekiem. Na dodatek doszedł mi popsuty wieczór i stracony czas. Z racji wykonywanego zawodu, mam szczególne wyczulenie na antyprosumenckie zachowania. Szczególnie, gdy dotyczy to tzw. produktów i usług podobno ” z górnej” półki :))Ale o czym ja mam z Panem dyskutować ? O aroganckim personelu Pańskiej firmy ? O tym, że nie potraficie przygotować poprawnej oferty klubu ? O niekompetencji ? O Pańskiej arogancji ? (powtarzam się :)Nie mam ochoty uczyć Pana procesów obsługi klienta, bo to Pańska firma, a nie moja. Jako klient podjąłem decyzję o skorzystaniu z usług konkurencji i tyle. Czego Pan ode mnie oczekuje ? Wylistowania wszystkich błędów jakie Państwo popełnili w obsłudze klienta ? Szkoda mi wieczoru. Mam ciekawsze zajęcia.

na to menedzer zaprasza do rozmowy

„…życzę jeszcze spokoju ducha i powodzenia PS. jak rozumiem nie spotkamy się by wyjaśnić  oszczerstwa zamieszczone w internecie?”

i tak dalej. Pojawił się jeszcze tekst

” biedak biedak biedak „,

który ( jak się domyślam), sugeruje rozbieżności szacowanych przez manago moich możliwości ekonomicznych i oferty klubowej.

Najbardziej zabawny stał się  dla mnie jeden drobiazg – menedżer nieomalże w KAŻDYM swoim wpisie, podawał numer swojego telefonu komórkowego. Oraz wpisywał imię i nazwisko (pomijając personalia z profilu).

Jest to o tyle ciekawe, że wszędzie czyta i słyszy się, jakich informacji nie powinno się POZOSTAWIAĆ na otwartych portalach społecznościowych. O ile się nie mylę, numer komórki jest jedną z nich.

Upojna wymiana zdań, acz w pełni kulturalna, trwała do 2:44. Miałem subiektywne odczucie, że Pan Menadżer nie był w pełni świadom charakteru swoich wpisów, niemniej sieć bezlitosna jest i nie zdradza zbyt jednoznacznie stanu trzeźwości rozmówcy.

Całość zakończyła się kilkoma postami na moje prywatne konto na GL, w których już zdecydowanie mniej przyjaźnie – menedżer zachęcał mnie do przeprosin w przeciągu 24 godzin, dokonaniu samokrytyki, pozostawał bez poważania oraz jednoznacznie wyrażał się o konsekwencjach czyli bęckach jakie mają mnie spotkać.

Nauczony doświadczeniem, starannie skopiowałem wszelkie dowody tejże działalności, obficie korzystając z opcji print screen.Od tego momentu ślad po Panu Menadżerze zaginął.

Dosłownie. Ponieważ USUNĄŁ swoje konto z profilu GL.

I tu następuje najciekawsza część przedstawienia 🙂

Albowiem:

  • usunięcie konta na GL skutkuje brakiem zdjęcia profilowego (krzyżyk) i informacją „konto usunięte”
  • w dokonanych wpisach dalej tkwią personalia i numer komórkowy Pana Menadżera (ZANIM skasował swój profil, ani nie usunął, ani nie przeedytował swoich wpisów…)
  • ponieważ usunął swoje konto, NIE MA możliwości ingerencji w dokonane wpisy. Nawet jeśli PONOWNIE założy swoje konto, to i tak nie będzie miał dostępu do profilu uprzednio skasowanego.
  • na zakończenie ( gdyby ktoś się nie domyślał 🙂 – jestem moderatorem tej listy … 🙂 I tylko ode mnie ( lub administracji GL ) zależy skasowanie tych wpisów …. A nie planuję dokonać tego w najbliższym czasie.

Przyznam się szczerze, że w dotychczasowej karierze spotkałem wielu menedżerów toksycznych, głupich, bezlitosnych, wyrachowanych i generalnie stojących po Ciemnej Stronie Mocy. Ale tak durnego menedżera, który jak przewracające  się kostki domina, popełnia taką feerię wtop – nie spotkałem nigdy.

Na dodatek będącego członkiem zarządu. Klubu sportowego, uchodzącego za Bardzo Ekskluzywny i Snobistyczny. I chyba nawet nie chce mi się z tego śmiać.  Bo tu przydałoby się zacytować coś z Guntera Oggera, autora książki „Nieten in Nadelstreifen” . W Polsce ukazała się pod tytułem „Zera w garniturach”. Czasem można ją jeszcze gdzieś kupić na Allegro.

Świat ostatnio zgubiła arogancja i chciwość finansistów. Wiele firm gubi też arogancja i ignorancja własnych menedżerów.

PS. Dla zaawansowanych : prawdziwa jesień średniowiecza byłaby wtedy, gdybym zaczął operować anonimowo, na kilkudziesięciu forach dyskusyjnych.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s