„Ale o ..so.. chozi” czyli zadymianie.

Jednym ze słynnych sloganów reklamowych agencji brzmi: ” jesteśmy jak  małżeństwo – drogi Kliencie. Na dobre i na złe. Musimy mówić sobie o  wszystkim. Musimy znać swoje potrzeby„. Przez wiele lat wydawało mi się to  sensowne i rozsądne. Ale praktyka weryfikuje każde, nawet najbardziej idealistyczne przekonania … .

Agencja reklamowa w swojej pracy  niejednokrotnie skupia się przede wszystkim na maksymalizacji obrotów z tym  klientem. Co nie zawsze jest w 100% dla niego korzystne. Według danych  Briefindexu ponad 80% firm czerpie swoją wiedzę głównie z agencji reklamowych. Tyle tylko, że … agencja nie zawsze gra w tej samej drużynie z  klientem – chociaż czasami wydaje się, ze zakłada podobna koszulkę 🙂 Dla  wielu z nich zasadniczym celem jest maksymalizacja zysku. Jest on bardzo  łatwo osiągalny, przy tak „zadymionym” rynku marketing services w Polsce i relatywnie słabej wiedzy marketerów o arkanach kuchni reklamowej.

Wielki koncern FMCG nie może indywidualnie zamówić stojaka reklamowego, bo ktoś podpisał na parę lat umowę z agencją reklamową. Nawet najmniejszy deal będzie przechodził od tej pory wyłącznie przez nią …Tyle tylko, że ta agencja nie ma bladego pojęcia o uwarunkowaniach konstrukcyjnych P.O.S. i wymyśla projekty, które całkowicie nie nadają się do realizacji. Dlaczego ? Ponieważ zaprojektowali je całkowici dyletanci w zakresie architektury przedmiotu, konstrukcji, mechaniki, materiałoznawstwa i paru jeszcze interesujących dziedzin. A efektowne obradowanie ? To potrafi (wydaje się) – nieomalże każdy.

Branża marketing services, generuje rocznie potężne obroty. Jest  jednocześnie trudna do opomiarowania – zarówno w ATL jak i BTL. W obszarze  ATL – rzeczywisty obraz burzy polityka rabatowa, a dane Starlink czy Expert  Monitor – dotyczą wartości nie uwzględniających rabatów. Rynek BTL jest  jeszcze bardziej nieuporządkowany. Ot, proste pytanie – jaką wartość na  rynek marketing services w obszarze poligraficznym ? Wymagałoby to  oddzielenia poszczególnych wartości usług już na poziomie np. drukarni.  Oczywiście – można szacować, ale margines błędu zawsze będzie tu wysoki.

Ostatnio znalazłem w sieci agencje, świadczącą usługi outsourcingowe z  zakresu marketingu. Oczywiście, trudno jest takiej  firmie pozycjonować się w świadomości klientów inaczej niż agencja reklamowa  :))) Ech, te stereotypy. Ale na pewno argumentem ( podobnie jak dla każdej  firmy doradczej) – jest tutaj gra w tej samej drużynie z klientem. I za to  takim firmom się płaci. Ich standardem usług – musi być pełna niezależność od firm marketing services. A to dla wielu z nich może być trudne. Inaczej  staną się pośrednikiem, pomiędzy firma a zleceniobiorcami. Lub nie daj Boże, wydzieloną jednostką zakupową gadżetów reklamowych.

W wielu działach marketingu, klasycznym obrazkiem jest czystka dostawców –  przy zmianie szefa marketingu. Przychodzi ze „swoją ekipą”. I skąd my to znamy :)) Niezależny konsultant marketingowy, bywa w takich sytuacjach bardzo niewygodny. Dla właściciela firmy, to zarzewie konfliktu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s