Dlaczego warto bić dzieci ?

Maja Gawrońska w ostatnim „Newsweeku PL” popełnila materiał o odwetach na bossach. Okazuje się, że dla wymuskanych, świeżo upieczonych menedżerach, wykszałconych na Obłójach, Wanklach, Welchach, Druckerach, Stonerach a może i Griffinach – doświadczenia korporacyjne to spora dawka dziegciu.

Pole kreatywnej współpracy, wspaniałych doświadczeń zespołowych, integracji i uśmiechniętych buziek zachwyconych pracowników, migających z reklamowych folderów, zamienia się w zgoła inny obrazek. To tak jak kiedyś po Moskwie ( a dziś po Phenianie), obwozi się zagraniczne wycieczki, podziwiające wiecznie uśmiechniętych i zadowolonych obywateli …

„Korporacje działają jak państwa w państwach. Jeśli ktoś decyduje się, żeby tam pracować, prawa człowieka zostawia za drzwiami”
dr James Hoopes

Według Hoopesa, obowiązują zasady miski i łańcucha. W zamian za wikt (bez opierunku), pracownik ma zgadzać się na autokratyczne poddaństwo oraz całkowite posłuszeństwo. Ot, taki Folwark Korporacyjny.

Problem oczekiwań młodych pracowników interesująco definiuje Andrzej Tucholski: „(…) celem firmy jest zysk, a nie organizowanie podwładnym ciekawego życia”. W sumie trudno nie przyznać mu racji. Szczególnie w kontekście roszczeń pracowniczych, całkowicie nieadekwatnych do wnoszonego wkładu pracy. Jakkolwiek by nie poczytać sobie różne wpisy na serwisach społecznościowych, pomysłowość w unikaniu pracy przez wielu młodych, bywa iście barejowska. Jedną z przednich anegdot jaką mi opowiadano, była historia dużej korporacji, w której szef badał jakość pracy … analizując zużycie kawy w ekspresach. Za każdym razem, kiedy wspomniany był nieobecny w firmie – owo zużycie wzrastało w postępie geometrycznym …

Ale tu miało być o krzywdach …

Szacowne autorytety Harvard Business Institute, zdefiniowali profile osobowości. Osobniki z grupy „Alfa” najczęściej awansują na wyższe stanowiska, a dr Goleman pisze o nich: ” dobrym szefem z punktu widzenia firmy nie będzie ten, kto nadmiernie troszczy się o podwładnych”. Okazuje się, że będzie nim autokrata z wizją ( z superwizją – spec od NLP ? – przygryzka JK ..)„żelazną ręką prowadzący przedsiębiorstwo”. Jankescy psychiatrzy idą dalej „(…) część najwyżej postawionych w firmach ludzi to psychopaci, a przynajmniej osobowości na granicy normy”.

Te wspaniałe (sic!) menedżerskie osobowości, są tak pięknie (sic!) portretowane przez Scotta Adamsa w serii o „Dilbercie”. Czy Guntera Oggera w „Nieten in Nadelstreifen”.

Innymi słowy – Miranda Priestly w zasadzie jest wzorem menedżerskich cnót. I to właśnie ona ( i jej podobni) powinni być autoryterami świata zarządzania. A instrumentalizm w rozwoju „kapitału ludzkiego” na dziewiętnastowieczną modłę, okazuje się niepisanym kanonem. Nie ukrywam swojej fascynacji Mirandą i jej swoistym hm…„metodom zarządzania„. Ale czy cena warta jest osiągniętego efektu ?

Każdy zarządzający doskonale zna feerię najróżniejszych sposobów czy metod kształtowania współpracy, rozwoju zespołu czy jak najmniej konfliktowego rozstania. A nawet jeśli nie, są tego pełne półki opasłych tomisk, a w przedpokoju czekają sterty ofert szkoleń, warsztatów czy coachingu z zakresu twórczego przywództwa.

Okazuje się to wszystko przysłowiowemu „psu na budę …” – wszak wystarczy konkretny, korporacyjny pejczyk, straszonko czy pas od spodni. Jak z dzieckiem – można tłumaczyć czy perswadować, można i konkretnie przylać… I jak w zamierzchłym programie „wybór należy do ciebie…”. Poza tym, jak Kali przylać – to dobrze. Ale jak Kalemu – to już nie do końca …

Wielka, francuska korporacją. Na miejsce byłego, polskiego szefa – przysłano rzutkiego, sympatycznego Francuza. Liczący kilkanaście osób zespół marketingu, był wypaloną, zastraszoną grupą ludzi. Pełną obaw o swoje miejsce w firmie, zaszczutą, skonfliktowaną. Ludzie skoncentrowani byli wyłącznie na sobie, swoich problemach, odbębnieniu zadanych obowiązków. Bez własnej inwencji, kreacji, radości z życia i chęci jakiegokolwiek rozwoju.
Młody, ambitny Francuz uważał, że dwudniowe szkolenie z zakresu kreatywności, rozwiąże wszystkie problemy.
Łatwo przewidzieć, jak bardzo się mylił. „Jeśli chcesz zbudować statek, nie nawołuj do zdobycia drewna , ale naucz ludzi tęsknić za bezkresnym morzem” pisał Antonine de Saint – Exupery. „Ale wcześniej nie łój im skóry codziennie i nie doprowadzaj do psychicznego upodlenia” – chciałoby się dodać ….

Każdy pracownik w firmie – to jak jej dziecko. Kształtowane, wychowywane, rozwijane. Korporacyjne wymachiwanie ojcowskim pasem może ma swoje wady i zalety. Może nawet jest skuteczne. Ale zapaszek Gułagu roznosi się na milę …

„Wendeta na szefie” Newsweek Polska 19-7-2009 str. 76-78

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s