Tanie ale trujące

Siedemdziesiąt procent zabawek produkowanych na świecie powstaje w prowincji
Guangdong. Niemal wszystkie wytwarzane są na zlecenie innych firm, którym
Chińczycy oferują wyjątkowo korzystne warunki cenowe. Tania produkcja odbywa
się jednak kosztem płac pracowników i warunków pracy. W bloku sypialnym Lee
Der robotnicy mieszkali w czternastoosobowych pokojach, spali na piętrowych
łóżkach. (…)

Rosnący łańcuch wykonawców i podwykonawców uczestniczących w chińskim boomie
gospodarczym niepokoi zachodnich producentów. Pasmo nieszczęść, jakie w tym
roku dotknęły chińskich producentów, zaczęło się od pokarmu dla zwierząt.
Szkodliwa substancja chemiczna będąca składnikiem karmy stała się przyczyną
serii zgonów psów w Stanach Zjednoczonych. Potem przyszła kolej na zabawki.
Z powodu ołowiu znajdującego się w farbie wycofano ze sprzedaży zestawy z
lokomotywą Tomkiem.

Chińskie władze twierdzą, że tamtejsi producenci są oczerniani przez Zachód,
ponieważ Europa i Ameryka nie mogą pogodzić się z deficytem w handlu z ich
krajem. Pomiędzy chińskim rządem a zachodnimi politykami wybuchła wojna na
słowa. Mimo to tutejsi urzędnicy przyznają, że niektórzy inspektorzy nie
potrafią nadążyć za tempem i skalą zmian. Trudno jest im wytłumaczyć, że
zachodnie firmy bardzo poważnie podchodzą do kwestii bezpieczeństwa. O ile
jednak w Europie i Ameryce nie zanotowano przypadków zaburzeń zdrowotnych
będących następstwem kontaktu ze szkodliwymi zabawkami, w Chinach na skutek
zanieczyszczeń i braku czystej wody dzieci przyjmują każdego dnia wysokie
dawki ciężkich metali.

Daily Telegraf
Tanie, ale trujące
16.12.2007 Richard Spencer

Opublikowane w:  on grudzień 19, 2007 at 8:05 am Dodaj komentarz
Tags: ,

Błyskotliwa kariera słówka "zbyt"

Zbyt tu, zbyt tam – gdzie się nie obejrzysz, słyszysz o “zbywaniu” czegoś. Za czasów PRLu, karierę robiły nazwy typu “Polmozbyt” czy bardziej swojsko “Motozbyt”. Dziś jeszcze trafają się “Metal-Zbyty” czy “Trans-Zbyty”. W innych branżach np. “zbywa się ” nieruchomości.  Mekka uczniów czyli serwis Sciga.pl zamieszcza nawet artykuł o roli zbytu w przedsiębiorstwie …
 
” Służba zbytu odgrywa w przedsiębiorstwie produkcyjnym podstawową rolę, gdyż w warunkach gospodarki rynkowej producent często napotyka trudności w sprzedaży swych wyrobów wynikających z nasycenia rynku oraz konkurencji innych przedsiębiorstw. Wyprodukowane przez przedsiębiorstwo wyroby nie przynoszą żadnej korzyści producentowi, dopóki nie zostaną sprzedane, gdyż dopiero wówczas producent otrzymuje od odbiorców środki pieniężne, z których część przeznacza na pokrycie wydatków związanych ze swą działalnością gospodarczą, część zaś stanowi zysk przedsiębiorstwa.”
 
Niezły zbyt ….
To słowo zawsze kojarzyło się z archaicznym robieniem dowcipów. Owszem – niemieckie pojęcie “der Absatz” to własnie oznacza, ale “zbywać” czy “pozbywać się ” czegoś (lub kogoś :) oznaczało wyeliminowanie zbędnego, niepotrzebnego elementu. Firma nie “sprzedawała” produktów – ale się ich “pozbywała”. Mamy bubel – zbywamy go. Brak przestrzeni na dialog z klientem – brak przestrzeni na wymiane informacji. “Zbywanie” oznaczało wciskanie małpie kitu … Nie “zbywajmy” już – “interaktywnie sprzedawajmy” :)
 
Opublikowane w:  on grudzień 9, 2007 at 2:18 pm Dodaj komentarz
Tags:

Suworow :)

 
Nadesłane :)
” Jeden z szefów sprzedaży po konfrontacji z możliwościami zwiekszania sprzedaży przez POSy uczciwie powiedział, że go to nie  interesuje bo tego rodzaju wzrosty prowadzą do dramatycznego podwyższania planów sprzedażowych, woli akcje które podnoszą sprzedaż o 5%, a nie o 200%.”
 
Suworow jest nieśmiertelny :)
Opublikowane w:  on grudzień 6, 2007 at 10:44 am Dodaj komentarz
Tags: ,

Ech, wspaniałe procedury

Uwielbiam świadomie łamać procedury :) Podobnie jak uwielbiam zachowywać się pozastandardowo :) )
Expander przygotował świetny formularz “pierwszego kontaktu” służący mu do zbudowania pakietu spotkań handlowych. Łanie przygotowany formularz, logiczne pytania – super.  Zarejestrowałem się – wysłałem. Z jedną drobnostką :) “Oszukałem” system przy podaniu numeru telefonu, wpisując “00000″. Na “iksy” się nie dało :)

 

Za kilkanaście godzin otrzymuję maila o treści :

 

” Witam, w odpowiedzi na Pana wniosek przesłany internetem w sprawie spotkania z naszym doradcą, próbowaliśmy sie z Panem skontaktować, niestety bezskutecznie . Jeżeli nadal jest Pan zainteresowany skorzystaniem z naszych usług, proszę o kontakt na numer  infolinii 0-801 67 00 00 ,  badz na numer stacjonarny 22 488 71 71

Pozdrawiam,”
 
Hm… Czyżby nastąpiła próba kontaktu na numer “00000″ ?
Dlaczego jestem od razu sprowadzany do parteru = “jeśli nadal jest Pan zainteresowany … proszę o kontakt …. “
Czy nie można byłoby wymyśleć innej, bardziej eleganckiej formuły ? Ten komunikat można odczytać negatywnie.
 
Odpisałem :
 

“Witam
prosze mi wyjasnic – na czym polega beskutecznosc kontaktu z Panstwa strony ?
To pierwszy kontakt ze strony Expandera – w zwiazku z tym w jaki sposob probowali sie Panstwo ze mna kontaktowac wczesniej ?
Oczywiscie, jestem zainteresoway spotkaniem z doradca w Gdyni”
 
Odpowiedź nadeszła nieomalże błyskawicznie.
 

 

“Szanowny Panie,
W zgłoszeniu internetowym podał Pan zły numer kontaktowy a mianowicie 0000, stąd nie mogliśmy się z Panem skontaktować.
Jeśli sprawa jest dalej aktualna prosze podać numer poprawny, bądź skontaktować się z nami pod numerem 0801 67 00 00 lub 022 488 71 71.
Z poważaniem”
 
Czy napisałem wcześniej, że ktoś probował się kontaktować pod numerem “0000″ …. ? (sic!)
Na dodatek nadal nieomalże NAKAZUJE się, wykonać telefon do infolinii.
 
Odpowiadam jak cynik – nie mam wyjścia)
 
Szanowna Pani
- w polskiej strefie numeracyjnej nie istnieje numer 0000, co oznacza, że próba kontaktowania się z tym numerem – ma pełne prawo zakończyć się niepowodzeniem
- inicjatywa kontaktu, powinna leżeć po stronie Expandera, jako firmy próbującej zaoferować swoje usługi. W związku z czym oczekuję na propozycję z Państwa strony
Sprawa jest aktualna i pilna, w związku z czym oczekuję, że podejmie Pani takie działania, które będą satysfakcjonujące dla obu stron.
Z poważaniem
 
Ciąg dalszy nastąpi :) )
 
 

 


 

Opublikowane w:  on grudzień 4, 2007 at 2:05 pm Dodaj komentarz
Tags: , , ,

O firmowo-małżeńskiej lojalności

Od niepamietnych czasow On sie o Nia staral. Targal tony prehistorycznych futer i rzucal u progu jaskini. Dzis rzuca kluczykami od “Smarta” i prawi czule slowka. Czy czegos to nie przypomina ? Podstawowego schematu dzialania front office ?

Zespol sprzedazy, korzystajacy garsciami z podstawowych technik “adoracji”. Wplatający w swój dyskretny urok osobisty, konkretne korzysci z proponowanej oferty. Wiecznie usmiechnięty, dyspozycyjny, gotowy na dialog o każdej porze dnia i nocy. Wszystko dla Klienta – serce na dłoni. Pamięta o urodzinach i imieninach. Dzięki sprawnemu CRM wie doskonale ile mamy dzieci, zwierząt i jakie wino pijamy do swiątecznej kolacji. Jak porządny barman – wysłucha naszych żali i stanie się chusteczką na stres. Jakiż szef sprzedaży nie pragnie handlowców, którzy w 100% są otwarci na Klienta i chcą przychylić im nieba … (Oczywiscie, pomijając szefów, których cele zorientowane są na całkowite “wydojenie” klienta zgodnie ze znanymi regułami psychomanipulacji).
“Idealni” handlowcy, w pocie i znoju przynoszą gotowe kontrakty do firmy. Pełni zapału i optymizmu – “konsumują” podpisem na zamówieniach krótsze lub dłuższe związki z klientem. Po zawarciu “małżeństwa” – jakim jest podpisanie umowy, zaczyna się szara proza życia … czyli Biuro Obsługi Klienta. Jak historie “po-malżeńskie”, których pełno w epoce kolorowej tabloidyzacji, tak i tutaj wielu zdaje się być post-factum delikatnie oszołomionych (eufemistycznie rzecz biorąc).
Pierwszy szok, to inny sposób traktowania. Potencjalny klient “może” – istniejący, prawie “musi” i “jest zobowiązany”. Wszakże podpisał umowę, porozumienie czy zamówienie. Piłka przestała być po JEGO stronie kortu … Miły handlowiec, został zastąpiony przez “gdakającą” panienkę z infolinii, wypełniającą procedurę siedem siedem łamane przez zero szesc. Na dodatek – ma na to jedynie półtorej cennej, firmowej minuty. W innym przypadku – nie dostanie premii. Czy “gdakająca infolinia” dzwoni aby w zmakdonaldyzowany sposób złożyć swiąteczne życzenia ? Chociażby odtworzone w postaci mp3 … . O ! Nigdy w życiu ! Telefon zadzwoni z automatycznie wydukaną nową ofertą lub dmuchającym w słuchawkę bodyguardem z windykacji.
Nagle w obliczu problemów, okazuje się ze nie przeczytalismy umowy (wedlug UOKiK ponad 70% Polaków ich nie czyta). Gdzies międzi wierszami odnajdujemy kolejne odnosniki do wczesniej nie zauważonych wyjątków. A prawniczy żargon , zostanie odszyfrowany wyłącznie przez prawnika, którego sobie wynajmiemy sami . Jakże szybko możemy doświadczyć obłudy pozornie szczęsliwego “narzeczeństwa”, zapewnianego przez wyedukowany personel sprzedaży. I jakże szybko spaść z pieca na łeb – pod egidą pozbawionego orientacji na klienta BOK.
Długofalowa inwestycja w klienta i kalkulowana również jego lifetime value – przestaje mieć jakikolwiek sens. Podstawowe symptomy ziaren lojalnosci, zasianych przez stale edukowanych sprzedawców – zostają całkowicie zniweczone za posrednictwem wiecznie fluktujących, niedoswiadczonych czy słabo opłacanych ludzi z BOK. Frustracja, niezadowolenie i rozgoryczenie klientów, skutkuje wysadzeniem w powietrze czynników ekonomicznosci dzialan marketingowych – efekty długotrwałe, “pamięć rynku” (Slosarczyk, 2001) -to wszystko znika bezpowrotnie. Klient zaczyna miotać się jak rozjuszony tygrys, pragnąc jak najszybciej zrezygnować z fatalnej obsługi. Tutaj ujawnia się mechanizm techniki “Mamy Cię” (nawiązując do popularnego programu TVN). Otóż wycofanie się z umowy, wymaga pokonania sławetnej “bariery wyjscia” . Nie tylko finansowej (odsetki, kary, zastrzeżenia prawne), ale i mentalnej (bedziesz zmieniać mieszkanie z powodu fatalnej obsługi developera ?). Skoro firma ma pełną swiadomosć utrudnień klienta zwiazanych z wyjsciem z konkretnej umowy – na ile będzie jej zależeć na rzeczywistym jego utrzymaniu ? Naturalnie – przy wysokiej powtarzalnosci zakupów (FMCG, większosć usług ect.) może wyglądać to inaczej.
Konkludując – budowę lojalnosci należałoby rozpatrywać w wymiarze kompleksowego procesu “narzeczeństwa i małżeństwa” z Klientem. A nie jedynie konwencji programów promocyjnych, służących pozyskiwaniu następnych targetów.
Post scriptum.
Jesli Twoi pracownicy nie są “ambasadorami Twojej firmy” – to jak wyobrażasz sobie budowę lojalnosci Klienta ? Skoro nie masz zapewnionej “lojalnosci wewnętrznej” ?
Opublikowane w:  on sierpień 22, 2006 at 10:32 pm Dodaj komentarz
Tags: , , , ,