Kotarbiński do Kotlera i Kiszluka

Ad vocem: http://www.brief.pl/gdzie-jest-marketing/

Peter Drucker powiedział “ najlepszym sposobem przepowiadania przyszłości jest jej tworzenie. Największą nadzieję stanowi więc myślenie innowacyjne” ( za Kotlerem). Cytując Henrykę Bochniarz ” najpiękniejsze w biznesie jest tworzenie”.

Grzegorzu, gratuluję Ci pomysłu i bardzo ciekawego doświadczenia medialnego. Im więcej tego typu projektów , tym dyskusja publiczna o marketingu stanie się ciekawsza. Osobiście jestem pełen nadziei ( ale nie przy :) , że po 19 latach coś drgnie.

Trudno jest dyskutować z całością dorobku prof. Philipa Kotlera. Warto jednak przypomnieć, że I edycja jego “biblii marketingu” ukazała się w 1967r., a średnio kolejne edycje ukazywały się co 2-3 lata. “Marketing Management” stał się tym samym historycznym zapisem rozwoju dziedziny marketingu, od czasów początków współpracy uczelni amerykańskich i brytyjskich, boomu konsumpcyjnego w USA i Europie Zachodniej oraz powstania szeregu kluczowych tez istotnych dla współczesnej ekonomii, a obowiązujących do dnia dzisiejszego. Lata 50 i 60 w USA i Europie Zachodniej były czasami kształtowania się najważniejszych tez wiedzy menedżerskiej na świecie. Późniejsze “kamienie milowe” to oczywiście rozwój internetu. Czy obecny kryzys wpłynie na weryfikację tez związanych z wiedzą o zarządzaniu ( w tym koncepcją marketingu ? ). W moim przekonaniu – tak. Rozumiany między innymi jako pewną rewizję lansowanych na świecie amerykańskich modeli zarządzania. Modeli, przynoszących ich twórcom i propagatorom konkretne przychody w postaci wpływów z książek, seminariów, konferencji czy kongresów. Pozytywny artykuł w “Harvard Business Review” przekłada się natychmiast na wymiar globalnego biznesu autora artykułu. Sprzedaż wiedzy (w kontekście modelu amerykańskiego) jest nadal potężnym biznesem – i warto o tym pamiętać. Tutaj nie sposób nie zgodzić się z tezą Grzegorza Kiszluka, w której postuluje on bezkrytyczne przyjmowanie wiedzy made in USA, czego prof. Philip Kotler nie komentuje. Moim z kolei niedościgłym marzeniem, jest konferencja w USA, którą poprowadzą polscy menedżerowie i np. będą opowiadać jak radzili sobie podbijaniem rynków europejskich :) ) Może kiedyś uda się przeprowadzić taki projekt :) Choćby eksperymentalnie.

Dezawuacja słowa “marketing” jest faktem i potwierdzają to Panowie obaj. Dezawuacja rozumiana jako swoisty “dysonans poznawczy”: wszelkie komentarze dotyczące rozwoju mikroekonomicznego, na pierwszy plan wysuwają dwa kluczowe elementy: marketing i innowację. Niestety, ten pierwszy kojarzony jest nadal wyłącznie z komunikacją lub typowymi technikami socjotechnicznymi. Innowacja – pięknie wygląda jako hasło we wnioskach o finansowanie ze środków unijnych czy folderach reklamowych, a w rzeczywistości strategia wykorzystywania pomysłów, eksperymentowania z nimi czy ponoszenia ryzyka w firmach pozostawia bardzo wiele do życzenia.

Znamienny przykład: pewien polski przedsiębiorca, który opatentował metodę utylizacji odpadów niebezpiecznych, zwrócił się do Banku Gospodarstwa Krajowego o dofinansowanie innowacji – specjalną formę państwowego wsparcia nowych technologii. Uzyskał odpowiedź odmowną, którą uzasadniono tym, iż wniosek nie dotyczy nowej technologii. “Nowa technologia” bowiem została zdefiniowana jako taka, która jest stosowana w Europie Zachodniej nie dłużej niż 3 lata. A ponieważ wspomniane rozwiązanie, nie jest jeszcze stosowane na zachodzie – to nie jest innowacją… (sic!) (1). W Polsce funkcjonuje nadal anegdota, że jak coś jest dobre, to trzeba to zawieźć do USA. I jak tam powiedzą, że to jest dobre – to to wtedy dopiero będzie dobre ….

Profesor Kotler ( oby żył wiecznie :) 27 maja skończył 78 lat. Jest nie tylko profesorem honorowym, ale z powodzeniem można nazwać go “flying Professor” :) Jednakże, niektórzy zastanawiają się jak będzie wyglądał rozwój wiedzy o marketingu za jakichś czas ? Gdzie błyszczą wschodzące gwiazdki marketingu ? Gdzie są autorytety ? Gdzie uczniowie mistrza ? Czy znajdziemy ich wśród akademików ? A może praktyków i wizjonerów biznesu ? Wiedza o marketingu jest interdyscyplinarna, zbudowana w oparciu o doświadczenie tysięcy firm. Nie od dziś prof. Kotlera nazywa się “Koszałkiem Opałkiem Marketingu”, ze względu na mistrzowskie opracowanie materiałów, wyciąganie wniosków oraz – co najważniejsze – nadanie marketingowi wspólnego, międzynarodowego języka tej dziedziny (którym posługują się dziś wszyscy specjaliści). I to jest chyba jedna z najistotniejszych wartości – tutaj Kotler bardzo przypomina mi Tolkiena :)

Kilkukrotnie udało mi się spotkać jak i korespondować z prof. Kotlerem. Niejednokrotnie podkreślał, że jest autorem podręcznika marketingu. A podręczniki – jak wiadomo, są pisane przez profesorów. Praktycy, koncentrują się na poradnikach. O ile od podręczników wymaga się najwyższej jakości ( i seria “Marketing Management” zdaje się ją potwierdzać) o tyle z poradnikami bywa różnie. Na półce znajdziemy zarówno rewelacyjnego Setha Godina czy Ala i Laurę Riesów, jak i tytuły w stylu ” Jak zarobić milion w tydzień i się nie spocić”. Przypomnę ( jak niektórzy nie pamiętają) – wiele polskich podręczników marketingu z początku lat 90-tych było hm… “wzorowane” na “Marketing Management”. I parafrazując Marka Twaina ” spuśćmy zasłonę milczenia na koniec tej sceny”. Absolutnie nie umniejszając dorobku polskiej “kadrze seniorów marketingu” czyli ok. 50 akademikom, którzy zajmowali się rozwojem tej dziedziny wiedzy przed 1989r.

W moim osobistym przekonaniu, studenci powinni otrzymywać książkę Kotlera na II roku studiów. Wcześniej – powinni oberwać tą cegłą w głowę, z radą, aby nie zaglądali do niej ZANIM nie poznają istoty mikromarketingu. Zanim nie zrozumieją podstawowych relacji zarządzania rynkiem i procesów w małych i średnich firmach. Zanim wręcz namacalnie – nie doświadczą wpływu cen na sprzedaż, roli klienta, wagi rozpoznania rynku czy istoty efektywnej dystrybucji. Profesor Kotler proponował kiedyś, aby marketerzy zaczynali karierę w działach zaopatrzenia. Moim zdaniem, studenci marketingu powinni popracować kilka dni na straganie warzywnym z pełną możliwością kształtowania cen. Z kolei strategom, przydałaby się odrobina historii wojskowości.

Kotler wspomina o efektach marketingu. Tak, to prawda. Dla mnie “Marketing Wartości” prof. Petera Doyla (nieżyjącego już niestety) to latarnia morska na tym wzburzonym oceanie. W Polsce – prace dr Roberta Kozielskiego czy prof. Grzegorza Karasiewicza, są również inspirującymi ognikami. Dziś marketerzy i handlowcy powinni współdziałać, a nie konkurować. Dla mnie osobiście, dyskusja na temat konkurowania marketingu i sprzedaży, jest poważnym nieporozumieniem (które mogę zrzucić chyba na karb niedoskonałości kształcenia).

O kształceniu marketerów nie chcę się rozpisywać.. O jakości kadry. O tym, że z marketingiem ma do czynienia moja nastoletnia córka na lekcjach przedsiębiorczości w swoim liceum w dużym mieście. Nie będę o tym pisać – musiałbym ponownie parafrazować Marka Twaina …

Profesor Kotler posługuje się zawsze przykładami wspaniałych, wielkich firm. Najczęściej korporacji. Firmami, które działają często na rynkach masowych, operując olbrzymimi budżetami marketingowymi. Lub firmach przemysłowych, o zasięgu globalnym lub północnoamerykańskim. Tego typu przykłady mają swoje wady i zalety. Czy ta wiedza przyda się specjaliście ds. marketingu w regionalnej hurtowni lub małemu producentowi soków ? Polska nie jest rajem korporacji … Lubię tutaj podawać przykład Setha Godina, który zdefiniował pojęcie “konglomeratu medialno-reklamowego”. Firma wymyśla produkt, dostarcza wagon pieniędzy na reklamę co skutkuje masowym atakiem promocyjnym w mediach, sprzedażą w sklepach oraz zarobieniem fury pieniędzy, która … służy finansowaniu kolejnego “konglomeratu”. Coś w tym niestety jest. Zapominamy przy okazji o roli dużych, małych i średnich agencji reklamowych, kształtujących świadomość marketera. Według badań Grzegorza Kiszluka prezentowanych na pewnej konferencji, aż 80% firm czerpie swoją wiedzę o marketingu od firm reklamowych. Czy w związku z tym może nas dziwić fakt powszechnych skojarzeń z funkcjami agencyjnymi ? Niejednokrotnie przekonuję się, że niedouczony, niedoświadczony marketer, bywa “obłaskawiany” przez fajną, sympatyczną firmę reklamową. Kolejna parafraza: “Ketchup Schroedera” (2) Domana Nowakowskiego – “będziemy rżnąć tego klienta przez całe życie”.

Tak – nie obawiam się tego powiedzieć. Są agencje reklamowe, które po prostu “rżną swoich klientów na dużą kasę”. Wykorzystując w pełni ich niewiedzę, brak świadomości, totalną, reklamową indolencję czy po prostu naiwność. U iluż agencji tego typu podejście jest podwaliną prowadzonego biznesu ? Kto jest winny ? Niestety – marketer i właściciele firmy… A w zasadzie ich głowy.

Trudno wieszczyć koniec masowej komunikacji. Nadal to bardzo efektywny kanał. Ale mam nadzieję, że w Polsce rozwiną się efektywne narzędzia w wymiarze lokalnym czy specyficzne rozwiązania niszowe. Firmy, coraz większą uwagę będą musiały poświęcać segmentom rynku i rozwojowi projektów marketingowych wewnątrz nich. Idea “myślenia globalnego – działania lokalnego” będzie miała swój praktyczny wymiar. Mam nadzieję również, że rozpaczliwe praktyki nadawców polskich mediów ( np. TVN – zmniejszenie natężenia dźwięku filmu, aby blok reklamowy “zaszokował” widza głośnością) będą piętnowane przez branżę jako nieetyczne. A dane są twarde – oglądalność filmu czy programu, ZNACZNIE różni się od oglądalności bloków reklamowych. I warto, aby ci, którzy decydują o produkcji i emisji kolejnych, reklamowych gniotów – wzięli ten fakt pod uwagę. Podobnie, zafascynowanych siłą internetu, warto przypomnieć, że “oglądalność” czy “wyświetlenie” banera to nie to samo co “klikalność”. Również to, że ktoś wysłał milion newsletterów, jest wyłącznie miarą statystyczną … Jak też daleki jest tego związek z ostatecznym zainteresowaniem treścią czy skorzystaniem z oferty.

Problemem zbyt wielu firm, jest powielanie takich samych lub łudząco podobnych modeli działań na rynku.Skutkiem są wkurzeni klienci, rzucający słuchawką (telemarketing), traktujący każdą informację mailową jako spam czy hurtowo wysyłający korespondencję firmową do Koszalina … Oczywiście – każdy kij ma dwa końce. Dla mnie jest to również dowód na brak umiejętności zarządzania informacją wewnątrz organizacji i dbałości o rozwój oparty o wiedzę. Ileż firm ma zbudowany wewnętrzny system informacji rynkowej, oparty choćby o takie narzędzia jak Wiki czy One Note ?

Z mojego punktu widzenia, marketer zbyt rzadko jest menedżerem projektów. Zbyt często administratorem tego, co wymyśli właściciel, prezes, agencja czy firma PR. Zbyt mało od niego zależy i zbyt wiele czasu poświęca na zagadnienia nie związane z istotą rynku.

Są firmy, w których poprzez wewnętrzne systemy szkoleń, motywacji czy coachingu – “hoduje” się “fighterów” – odpowiedzialnych za marketing czy sprzedaż. O ile “fighterzy handlowi” mogą nierzadko się wykazać ( przedsiębiorca w przypadku procesów sprzedaży, jest skłonny ponieść określone ryzyko), o tyle “fighterzy marketingowi” powinni realizować projekty najmniej kosztowne, najmniej ryzykowne, a najlepiej takie jak konkurencja tylko lepsze ( czytaj: tańsze i bardziej efektywne). Podobna sytuacja jest w przypadku rekrutacji: szuka się fighterów, a zakres obowiązków w praktyce (czytaj: odpowiedzialności i kompetencji) dotyczy “urzędnika marketingu i sprzedaży” ….

Współczesny marketer, to kreator rynku – wizjoner, który łączy w sobie olbrzymią wiedzę o kliencie, trendach i procesach ekonomicznych. I potrafi zamienić je w wykreowaną markę, przygotować, wprowadzić i zarządzać.

Dziś również ( ze względu na znaczenie narzędzi marketingu, jako kształtujących postawy społeczne), można mówić o czymś, co nazwałem “roboczo” – “marketingiem zrównoważonym”. Marketingiem, który nie wyniszcza klientów poprzez bezmyślny drenaż ich portfeli czy typowo oszukańcze czy socjotechniczne metody. Mówmy raczej o marketingu, który rozwija dialog klienta i firmy. Angażuje w proces rozwoju, innowacji. Czego efektem są zyski jednej i drugiej strony.

PS. Nie narzekajmy- zacznijmy się cieszyć z tego, że … narzekamy. Narzekając – identyfikujemy to co należy zmienić. Poddajemy pod wątpliwość tezy, które do tej pory wydawały się słuszne. Obalamy lub potwierdzamy ich znaczenie. Zaczynamy myśleć. I działać – i o to chodzi …W świecie, dominowanym coraz częściej przez bezmyślnych golemów, ogłupionych konsumpcjonizmem – myślenie ma przed sobą świetlaną przyszłość :) )

PS2. Wiem, że to truizm, ale tak jak adept historii sztuki, powinien znać Estreichera, tak adept sztuki marketingu, nie powinien opuszczać murów uczelni bez znajomości Kotlera. Chyba, że uznamy że solidne podręczniki nie są już przydatne do niczego :) ))).

(1) Źródło: A.Grzeszak, Polityka 27 z 4-07-2009 ” Głową do przodu” str. 41
(2) http://www.filmpolski.pl/fp/index.php/52978

Opublikowane w:  on lipiec 2, 2009 at 5:47 pm Dodaj komentarz
Tags: ,

Ten przeklęty “marketingowiec”

Marketerzy nie są chyba tylko odpowiedzialni za gradobicie i koklusz …
Za poniższy case odpowiada raczej webowiec, flashowiec albo mniej rozgarnięta markietanka.

Poza tym … “Marketingowiec” = 147 tys. wyników na Google. “Marketer” = 10,5 … mln.
Jeszcze jakieś pytania ? :)

Opublikowane w:  on maj 9, 2009 at 5:34 pm Dodaj komentarz
Tags: ,

Kotler przez szybkę ;)

Studenci I roku marketingu – Kotlera powinni oglądać przez szybkę :) )

Pierwszy  rok mogliby spędzić jako wolontariusze w mikrofirmach – kwiaciarniach, pubach czy firmach usługowych – jako “doradcy ds. rynku” , obserwujący procesy budowania relacji z klientami, próbujący je ZROZUMIEĆ. Jednocześnie wykorzystać swoja inteligencje, kreatywność, spryt – do intelektualnej pomocy w tym zakresie. Główne zadanie ? Obserwować, poznawać, pracować z dostawcami marketing services, robić mini -projekty.

POCZUĆ BLUESA – o co w tym wszystkim chodzi.

I dopiero zacząć …. STUDIOWANIE  MARKETINGU

Opublikowane w:  on styczeń 21, 2009 at 11:47 am Dodaj komentarz
Tags: ,

“Pijarowanie” kiełbasy

W czwartek  TVN-ie pokazali :) ) w Uwadze – nową serię programów z cyklu “FMCG Horror” :) )) czyli odświeżanie wędlin przy pomocy oleju oraz GOŁE kurczaki w toalecie.

GOŁE kurczaki ! Przed 22 !! Dociekliwym, na okrasę mogę dodać, ze komentarz do tych gołych kurczaków dodał ni mniej ni więcej a sam Marcin Meller …Strach pomyśleć, cóż by to było przed świętami Wielkanocnymi i we wspomnianej toalecie leżałyby ni mniej ni więcej a nagie KRÓLIKI … 

Ale nie o tym chcialem …

W reportazu pojawil się pewien Pan Profesor (etyk biznesu !), który uzyl sformulowania “pijarowanie kurczaka” w wiadomym kontekscie – czyzby nowy synonim dbania o wizerunek ???

Kto dobiera tych komentatorow do programow interwencyjnych ? Jola Rutowicz ??? (sic!)

PS. Komentarz mojej szacownej malzonki był nastepujacy ” ty się ciesz stary, ze nie uzyli slowa [marketing]” … :) ))

PS2. Przeciętny, zwykły człowiek, zaczyna sie zastanawiać po kilku takich programach, co w zasadzie może jeść. Po pierwszym reportażu o “rasowanych wędlinach”, dzieci szerokim łukiem omijają mięsne stoisko. Po reportażu o “rasowaniu” nabiału oraz degradującym wpływie mleka na młody organizm – jeszcze nie ( nie pokazałem im tego materiału ;) . Jestem pełen szacunku dla zespołu “Uwagi” (wystawienie ekranu LCD i publikacja tego reportażu na ulicy to mistrzostwo świata oraz kamień milowy w “reportażu interwencyjnym”), ale … chętnie obejrzałbym program gdzie normalnie zjeść i co po ludzku wypić …

 

Opublikowane w:  on grudzień 10, 2008 at 1:02 pm Dodaj komentarz
Tags: , ,

Charaktery", nr 10/2002

” O podprogowym, medialnym modyfikowaniu postaw konsumenckich było głośno
już w latach 50. ubiegłego stulecia. Niejaki James Vicary ogłosił, iż
potrafi skutecznie zwiększyć sprzedaż prażonej kukurydzy i coca-coli,
wysyłając w trakcie emisji kinowego filmu milisekundowe – niewidoczne dla
gołego oka (poniżej progu świadomości) – komunikaty: “eat popcorn” oraz
“drink coke”. Ówczesne media rozpisywały się o nastaniu nowej ery w
reklamie, o “podprogowym uwodzeniu”. Zastępy naukowców, tych poważanych i
tych weekendowych, bezskutecznie starały się owe wyniki zreplikować
(ostatnio miało to miejsce w trakcie jednej z ogólnopolskich imprez
reklamowych). Okrutna prawda jest taka, że ów słynny eksperyment NIGDY nie
miał miejsca. Była to prawdziwie “niewidoczna reklama” – reklama, tyle że
nie popcornu i coli, lecz pana o nazwisku Vicary i jego agencji. Tylko w tym
sensie była to reklama skuteczna. I tak jak najpierw Vicary tropiony był
przez tłumy dziennikarzy, producentów, a nawet zaciekawione amerykańskie
służby specjalne, tak potem poszukiwały go hordy wierzycieli.”

Dr Rafał Krzysztof Ohme

Opublikowane w:  on grudzień 4, 2007 at 4:38 pm Dodaj komentarz
Tags: , ,

Dziki Kamień nie wie co to marketing ;)

“Wildstein nie wie co to marketing!” – stwierdza Grzegorz Kiszluk na swoim blogu. I Zwraca sie do niego w sposób, który to na pewno Bronisław Wildstein nie znosi: Panie redaktorze Wildstein, ja weteran marketingu w Polsce protestuję i apeluję! Warto wiedzieć o czym się mówi! Nie ma powodu, żeby obrażać (bez powodu) ludzi marketingu i reklamy. Może to Pan będzie pierwszym dziennikarzem w Polsce, który nauczy się takich pojęć jak marketing, marketing polityczny, reklama…?  

Dziś znowu dostało się marketingowi! Cóż on (ten biedny marketing) zawinił panu Bronisławowi Wildsteinowi? W programie „Skaner polityczny” w TWN24 wyżej wspomniany pan redaktor był łaskaw wykazać się niewiedzą i używając pojęcia „marketing polityczny” oraz przeciwstawiając „politykę” „marketingowi” usiłował zwalić winę nieudolnych i oszukańczych polityków na coś, co z uporem maniaka nazywał „marketingiem”…
Mam nadzieję, że pan Bronisław Wildstein posługując się innymi trudnymi pojęciami wie o czym mówi… “

W ostatnim zdaniu jednak Grzesiek przesadziłeś, Bronek to jeden z inteligentniejszych polskich redaktorów i zazwyczaj rozumie wiecej słów niż przeciętny dziennikarz. Na marketingu to on się jednak nie zna, ale czy to źle? Jak wreszcie daruje sobie skłonności do bycia prezesem tej czy innej instytucji, ta znajomość mu nie będzie w ogóle potrzebna. / Sylwester Latkowski / latkowski.com

http://kiszluk.blox.pl/2007/11/Red-Wildstein-nie-wie-co-to-marketing.html

Rewelacja :) Uśmiałem się jak norka :) )) Gratulacje za ripostę

Opublikowane w:  on grudzień 3, 2007 at 11:30 pm Dodaj komentarz
Tags: , ,

Stereotypy

Przez wiele lat zwyklo sie patrzec na marketing w kontekscie kosztowym. W zasadzie od samego poczatku – glownym celem marketingu bylo “wpierac sprzedaz” . Temu sluzyly poczatkowe narzedzia (reklama, sprzedaz osobista ect.) Dzis – to juz sie zmienilo. Dzis na marketing patrzy sie jak na kazda inna inwestycje, ktora ma zapewnic zwrot i korzysc dla inwestora. Cele marketingu rowniez zostaly zweryfikowane – sprzedaz stala sie wynikiem, skutkiem. Jednak obszar marketingu rozumiany jest dzis jako obszar zarzadzania rynkiem – w kontekscie rynkow istniejacych i potencjalnych. Rynki potencjalne, staja sie w swiecie hiperkonkurencji najbardziej lakomym kaskiem. To nas nieuchronnie zbliza do dywergencji, zarzadzania innowacjami oraz strategii dzialania a la BO.

Opublikowane w:  on grudzień 1, 2007 at 4:22 pm Dodaj komentarz
Tags: ,

Denerwujące chwyty i tricki

Po raz kolejny słyszę w tv sformułowanie “chwyt” marketingowy, “trick” marketingowy. Rzeczownik, który w swoim odniesieniu – jest deprecjonowany przez przymiotnik . Drażni mnie to. Po prostu szlag mnie trafia. 

“Przyspawanie” słowka “marketingowy” buduje negatywną świadomość, złe postawy, bezpośrednie skojarzenia marketingu z grą, manipulacją, oszustwem, naciągactwem. Tricki mogą być karciane albo iluzjonistyczne. “Chwyty” najczęściej zarezerwowane są dla zapaśników czy judoków.

Dziś, gdy “marketing” staje się pozytywnym synonimem rozwoju firmy, zarządzania rynkiem, poszukiwania efektywnych sposobów budowania relacji z klientem (nie mylić z programami typu konkurs …) – to trickowanie denerwuje. Ukazuje, jak niewielki jest poziom zrozumienia istoty marketingu przez ludzi (nie tylko w mediach). Jak wiele potrzeba, by uświadomić. Kilkadziesiąt tysięcy ludzi kończy rocznie studia marketingowe. Groteska.

Opublikowane w:  on at 7:08 am Dodaj komentarz
Tags:

"Przestańcie uczyć marketingu"

Ten znamienny tytuł, nadał “Media & Marketing Polska” artykułowi Bartłomieja Goli. Bardzo dobry materiał, szczególnie zainspirowało mnie zdanie: “omawiana w podręcznikach orientacja marketingowa jest jak yeti: wszyscy o niej słyszeli, tylko nikt jej nie widział”.

I jeszcze kilka:
” firmy są na rynku po to, aby generować zyski, nie potrafimy walczyć z przekonaniem, że marketing jest głównie kosztem”

“droga do fotela prezesa dużej firmy oferującej na przykład dobra szybkozbywalne, praktycznie rzecz biorąc, nigdy nie wiedzie przez funkcję dyrektora marketingu”

Od siebie: wyjątek Robert Niewiadomski/ Agros Nova

Opublikowane w:  on lipiec 10, 2007 at 3:13 pm Dodaj komentarz
Tags: ,

Pottermania

“Pottermania” wkroczyła w decydująca fazę. Znalazłem ciekawa wypowiedź:
——-

Siła marketingu.
I kolejny raz oszalałe zgraje małolatów na marketingowym haju zaatakują portfele starszych, a potem księgarnie, by kupić kolejną załosną ramotę pani Rowling.
A tu przecież o nic innego jak o kochanego rubelka dla autorki tej szmiry nie chodzi przecież. 

Spójrzcie na konstrukcje kolejnych tomów Chorego Portiera, o małolaty.
Jest we wszystkich dotychczasowych sześciu tomach identyczna.
Zdajecie sobie sprawę, że po raz siódmy kupicie, zapłacicie i przeczytacie tą samą książkę?
Chyba nie bardzo, co?


Gugu7777, 02.07.2007 08:17
—–
niespożyta ekspresja :)  

Równoczesna premiera filmowa “Zakonu Feniksa” i ostatniej części sagi ( tłumacze nadal spierają sie o tytuł), jest na pewny jednym z ważniejszych wydarzeń marketingowych w tym roku.

Opublikowane w:  on lipiec 7, 2007 at 9:10 pm Dodaj komentarz
Tags: ,