Ten straszny NetArt
Martwa ustawa ?:)

“przyłapywani” – tak można by określać firmy, które sa przyłapywane na niedbałościach – tworzących problemy. Ktos zapomniał wyłaczyć banera w odpowiednim czasie i …
“> Szanowni Panstwo
> w dniu dzisiejszym, chcialem dokonac zakupu promowanego przez Panstwa
> laptopa Toshiby, ktorego banner znajduje sie na Multipasazu pod adresem
> http://www.multipasaz.pl/8655_Toshiba/
> Przesylam w zalaczeniu zrzut ekranowy banera.
> W przekazanej informacji, uwidaczniane sa parametry promowanego laptopa
> oraz informacja ‘Tylko w tym miesiacu” (rozumiany jako 31 stycznia 2008r. do
> godz. 00:00). Brak informacji nt. innych ograniczen promocji ( ilosciowej,
> cenowej, terytorialnej ect.)
> Niestety – nie mialem moznosci skorzystania dzis po poludniu i wieczorem z
> ww. oferty i zamowienia laptopa, ze wzgledu na problemy techniczne z
> Panstwa strony (wedlug informacji od p. XXX – konsultanta
> Multipasazu). Po otrzymaniu wyjasnien o godz. 20:30 – przekazano mi informacje, ze
> promocja zostala zakonczona, ale jeszcze nie zostal zdjety baner ze strony
> Multipasazu.
>
> Zgodnie z ustawa z dnia 23 sierpnia 2007 r. o przeciwdziałaniu nieuczciwym
> praktykom rynkowym (Dziennik Ustaw z 2007 r. Nr 171 poz. 1206) – tego typu
> sytuacja jest niezgodna przeze wszystkim z Art. 5, 6 i 7 ww. ustawy.
>
> Zgodnie z Rozdz. 3 art. 12 ww. ustawy, chcialbym uzyskac od Panstwa
> mozliwosc:
> – zapoznania sie ze szczegolami technicznymi promowanego laptopa marki
> Toshiba, o ktorym mowa w niniejszym pismie
> – mozliwosci dokonania zakupu, zgodnie z warunkami ww. promocji – w
> przypadku akceptacji specyfikacji technicznej.
>
> Informuje, ze w przypadku realizacji powyzszych oczekiwan – nie zostana
> podjete w tym zakresie dodatkowe srodki prawne.”
Brzmi jak szantaż ? Być może, ale dlaczego legitymizować naciąganie Klienta ?
"Esfik" czyli Efektowny Strzał Focha Klienta
Esfik trzeba by na procedure rozpisac
Wlasnie sprawdzilem wszystkie swoje banki
)))
Cale 3 sztuki
NIE MAM zadnych mozliwosci na zmiane systemu Visa na
Mastercard. Koniec kropka
) To bank za mnie decyduje – w jakim systemie
mam operowac. Kiedys byly banki oferujace karty w wybranym przez siebie
systemie.
W zwiazku z tym – nie mam mozliwosci zrobienia show pod tytulem “Efektowne
Strzelenie Focha Klienta”
)) i bezkolizyjnej zamiany jednego systemu kart
na innych. Stad postawa szefowej Visa Europe nie dziwi … Komunikacja
korporacyjna w stylu ” Mamy was klienci bankow w glebokim powazaniu.
Zalatwiajcie sobie to z bankami. Naszej pozycji i tak to nie zagraza”.
Nie chodzi o to ze CHCIALBYM zmienic system. Chcialbym MIEC MOZLIWOSC
dokonania takiej zmiany.
Klienci wsciekaja sie przede wszystkim na banki – gdzie slysza “to nie my -
to VISA”
)))
VISA: zabierz ze mną wolność ?
| Kulisy wielkiej awarii, Visa chowa głowę w piasek |
| (PAP, pb/18.01.2008, godz. 06:19) |
| “Dziennik” ustalił kulisy wielkiej awarii, przez którą tysiącom klientów banków pieniądze wyparowały z kont.
Według gazety, system rozliczeniowy zepsuł się w podlondyńskim centrum informatycznym Visy, największej na świecie organizacji płatniczej. Tyle że Visa nie powiadomiła o tym większości polskich banków, te o kłopotach dowiedziały się od klientów. Visa oficjalnie poinformowała o awarii dopiero we wtorek wieczorem, i to na swoich wewnętrznych stronach internetowych. Polskie banki – PKO BP, mBank i MultiBank – nie dostały żadnego sygnału alarmowego od Visy. Podobnie BZ WBK, który sam wpadł na trop błędów w rozliczeniach transakcji. Telefonu z ostrzeżeniem doczekał się natomiast ING Bank Śląski. Ale to wyjątek, bo z reguły centrala Visy w czasie największego natężenia kryzysu milczała. Małgorzata O’Shaughnessy, dyrektor generalna Visa Europe w Polsce, uważa, że wszystko jest w porządku. “Nie będę za pośrednictwem »Dziennika« uczyć banki, jak komunikować się z Visą. Co więcej – Visa nie ma zamiaru pokrywać strat klientów, jakie spowodowała awaria. Z tym muszą uporać się same banki” – dodaje. Klasyczne wypowiedzi nieomalze monopolisty Nie chce mi sie wierzyc w taka wpadke tej Pani, ktora “od zawsze” No ale moze rzeczywiscie jej sie cos pokickalo i palnela cos rownie Stare przyslowie rzymskie mowi
“Zagrozenie moze byc fikcyjne – strach jest PRAWDZIWY”.
Moim zdaniem kazdy boss od PR w firmach o szczegolnej odpowiedzialnosci spolecznej (banki, ubezpieczyciele, producenci aut, farmaceutykow a moze i nawet prezerwatyw ….
|
Bez usprawiedliwienia
Nie istnieje usprawiedliwienie, dla cynizmu, arogancji, chamstwa, czy lekceważenia sprzedawcy. Awanturujący się klient, porusza się po wąskiej kładce zastrzeżeń do problemu i zastrzeżeń do sprzedawcy. Klient, urągający sytuacji, którego ponoszą nerwy – powinien spotkać się ze spokojem, pokorą i odpowiednim przygotowaniem handlowca.
Szczególnie w kwestii psychiki. Klient nie urąga TEMU handlowcowi, ale sytuacji, zajściu, zdarzeniu. Ktoś mówił o
prof. Relidze, że w czasie operacji klnie jak szewc. Ale zawsze na zdarzenie, przedmiot (zerwaną nić chirurgiczną) – nigdy na ludzi.
Arogancki kierowca w supermarkecie budowlanym. Rozliczający się z marketem – jako oddzielna firma. Ale równocześnie jeżdzący na zlecenie klientów. Sprawiający wrażenie, że mu nie zależy. To TY kliencie, masz okazać JAK bardzo Ci na nim zależy. Kierowca rozjezdza walcem mozolnie wypracowywany brand marketu. Na dodatek – nie bedac jego pracownikiem. Konkluzja ? Zaangazowac outsourcing 10 dodatkowych kierowców. Wywiesić tablicę ogłoszeń z kilkunastoma telefonami do współpracujących z marketem kierowców. Nic tak firmy nie rozkręca jak rosnąca konkurencja. Ale “Pan Szofer” to arogant nieświadomy. Najgorsi są … ci świadomi.
Inny market. Sprzedawca z pełną świadomością jest cyniczny, chamski, arogancki i jawnie okazuje lekceważenie wobec klienta. Klient według niego, jest motłochem, ludzką masą, która przeszkadza w pracy (na czym polegającej ? ). Bezimiennym, głupim, zawracającym wiecznie dupę, poszukującym odpowiedzi na głupie pytania. Wspomniane cechy dystryminują takiego
osobnika, jako sprzedawcę czegokolwiek. Niestety, często bywa tak, że zgodnie z Syndromem Durowa (vide: Suworow, Żołnierze Wolności) – osobnik bywa wykopywany na wyższe stanowiska. Kiedy dorwie się do władzy i zacznie decydować o standardach – wspomniane cechy zaczną obowiązywać w całej firmie.
Jaki szef – taka firma. Proste aż do bólu …
Gazeta Bankowa/07.12.2007,
List do redakcji
Nie tylko Pekao przysporzyło jednak frustracji swoim klientom. Fuzja dała
się we znaki również pracownikom BPH. Aleksandra Wysocka, klientka BPH,
chciała zachować swój rachunek właśnie w BPH. Do oddziału banku udała się na
dwa dni przed upływem terminu składania deklaracji, czyli 28 listopada. Tak
opisuje tę wizytę:
- W jednym z krakowskich oddziałów tego banku pracownik odmówił mi przyjęcia
wniosku o zachowanie konta w BPH. Chciałam złożyć wniosek, ponieważ oddział,
w którym zakładałam kiedyś konto, po fuzji będzie należał do Pekao.
Pracownik banku odmówił mi przyjęcia dokumentu, ponieważ jego zdaniem było
już za późno na złożenie go w innym niż macierzysty oddział. “Nie zdążymy go
na czas przesłać” – tak odpowiedziała mi pani pracująca w banku. I tu ciąg
dalszy: “więc musi pani pojechać do swojego oddziału” (nadmienię, że jest on
w innej miejscowości, oddalonej o 30 km od Krakowa). Gdy wyraziłam swe
zdziwienie, że przecież są faksy i mejle, odpowiedź brzmiała “nie mamy
pewności, że faks nie zaginie, a mejl nie zostanie odczytany”. I tak oto
bardzo chcąc zostać klientem banku, który ma być jednak w mniejszości po
fuzji, nie mogłam tego zrobić. Jestem tym faktem oburzona – w takim samym
natężeniu poziomem obsługi klienta jak i działalnością banku, który jest
dużą instytucją finansową, działającą w skali kraju. Bank opiera się w
obsłudze kont klienta na klasycznej poczcie, a nie na nowoczesnych formach
dostarczania informacji. Dodam, że nie jest to pierwsza tego typu wpadka
banku w stosunku do mnie. W tej sytuacji być może znalazło się więcej osób.
Nie zdziwi mnie więc jeśli BPH utraci wielu klientów – nie tylko jak widać z
powodu fuzji, lecz z powodu własnych działań, a raczej ich braku.
MAŁGORZATA ALICJA DUDEK
Ech, te procedury (cd)
>> Nie bardzo rozumiem wydźwięk Pana wiadomości. Podał Pan taki numer w
>> formularzu ( 0000) wiec nie mogliśmy się skontaktować.
>> Nie prowadzimy komunikacji mailowej z klientami, kontaktujemy się
>> telefonicznie ( stąd prośba o podanie numeru kontaktowego, pod który
>> możemy
>> zadzwonić) po czym umawiamy na spotkanie z doradcą.
>> czekam więc na numer do Pana, i konsultan zadzwoni.
> wydzwiek mojej wiadomosci jest jasny – wyslalem zgloszenie i oczekuje
> kontaktu. Mam nieoparte wrazenie, ze to “Expanderowi” powinno zalezec na pozyskaniu
> Klienta, a nie mnie na pozyskaniu jednego z wielu na rynku brokerow oferty
> funduszy inwestycyjnych ? Chyba, ze uwaza Pani inaczej ?
>
> Skoro zostal w formularzu numer nieprawidlowy, to bylo to mozliwe z 3
> powodow :
> a/ nastapila pomylka
> b/ klient nie ma dysponuje telefonem
> c/ klient oczekuje, ze kontakt z nim nastapi wylacznie droga elektroniczna
>
> Skoro “Expander” nie prowadzi komunikacji mailowej z Klientami – to jak sie
> nazywa to, co uprawiamy od kilkunastu minut ?
>
> Uproszcze moze Pani sprawe, aby administratorzy naszych systemow pocztowych
> przestali sie smiac ….
> Prosze umowic mnie na spotkanie z doradca w Gdyni, uzywajac poczty
> elektronicznej – i to wszystko.
> nie posiadajacych telefonow.
Ech, wspaniałe procedury
Expander przygotował świetny formularz “pierwszego kontaktu” służący mu do zbudowania pakietu spotkań handlowych. Łanie przygotowany formularz, logiczne pytania – super. Zarejestrowałem się – wysłałem. Z jedną drobnostką
Za kilkanaście godzin otrzymuję maila o treści :
” Witam, w odpowiedzi na Pana wniosek przesłany internetem w sprawie spotkania z naszym doradcą, próbowaliśmy sie z Panem skontaktować, niestety bezskutecznie . Jeżeli nadal jest Pan zainteresowany skorzystaniem z naszych usług, proszę o kontakt na numer infolinii 0-801 67 00 00 , badz na numer stacjonarny 22 488 71 71
W zgłoszeniu internetowym podał Pan zły numer kontaktowy a mianowicie 0000, stąd nie mogliśmy się z Panem skontaktować.
Jeśli sprawa jest dalej aktualna prosze podać numer poprawny, bądź skontaktować się z nami pod numerem 0801 67 00 00 lub 022 488 71 71.
Z poważaniem”
Wywiad z rzecznikiem wrocławskiego MPK:
Joanna Banas: Dlaczego pasażer tramwaju nie może przesiąść się z wagonu do wagonu?
Janusz Rajces, rzecznik wrocławskiego MPK: Może, tylko musi skasować drugi bilet.
JB: Jak to? Przecież nadal jedzie tym samym tramwajem i ma bilet.
JR: Regulamin przewozowy mówi wyraźnie: bilet jest ważny w tym wagonie, w którym został skasowany.
JB: Przepis przepisem, ale staram się zrozumieć jego sens. Tak naprawdę, dlaczego nie mogę zmienić wagonu?
JR: Przebiec na czerwonym też pani może, tylko że ryzykuje pani wypadkiem albo mandatem. A tutaj ryzykuje pani, że złapie ją kontroler.
JB: Ale przechodzenie na czerwonym jest niezgodne z prawem, a przesiadanie się z wagonu do wagonu nie.
JR: Jakby się ludzie tak przesiadali, to kontrolerom byłoby trudno pracować.
JB: Czyli wygoda kontrolerów ma być argumentem?
JR: Argumentem jest przepis. A poza tym, jeśli kupuje pani bilet na pociąg, to chociaż do Gdańska jedzie i o 15.30 i o 18.15, to pani ma bilet tylko na ten o 15.30.
JB: Przepraszam, ale tylko jeśli to miejscówka, a u nas jakoś w tramwajach ich nie ma.
JR: A po co w ogóle się przesiadać?
JB: Przecież są sytuacje, kiedy trzeba się przesiąść, na przykład, gdy w naszym wagonie jadą pijani, agresywni ludzie.
JR: O tak, uciec jest najprościej, a przecież trzeba zainterweniować.
JB: Szczególnie, gdy się jedzie na przykład z małym dzieckiem?
JR: Nie ma powodu, by zmieniać wagon. Można podejść do motorniczego, a on już wie, co robić.
JB: Ale przecież w drugim wagonie nie ma motorniczego…
JR: No właśnie, on przestrzega przepisu. Nie ma go w drugim wagonie, bo nie może przejść, gdyż też musiałby skasować bilet.
JB: To jak interweniować, jeśli jest się w drugim wagonie, w którym nie ma motorniczego?
JR: Przejść do pierwszego i skasować bilet…
JB: Skasować bilet?!
JR: Oczywiście. Przepis jest wyraźny.
JB: Czy motorniczy przejdzie do drugiego wagonu i interweniuje?
JR: Jeśli skasuje mu pani bilet, to tak.
JB: Ja mam kasować bilet za motorniczego?!
JR: Oczywiście, przecież mówiłem Pani, że motorniczy nie przechodzi, bo musiałby kasować bilet. Jeśli chce Pani interwencji, to musi Pani mieć dodatkowy bilet dla motorniczego, a najlepiej dwa, żeby mógł wrócić do pierwszego wagonu.
JB: A po co będzie jeszcze przechodził?
JR: Jak to po co? Ktoś musi kierować tramwajem!
JB: To nie może po prostu przejść jak człowiek?!
JR: Proszę Pani, przecież przepis wyraźnie mówi, że bez skasowania dodatkowego biletu nie można przechodzić… Poza tym motorniczy to nie jakiś człowiek, a motorniczy. To zasadnicza różnica!
JB: Wie Pan, to ja wolę zostać w tym pierwszym wagonie i nie interweniować?…
JR: No widzi Pani, od razu mówiłem: po co przechodzić i robić zamieszanie…
